Wydaje mi się, że w każdej rodzinie są kłótnie i nieporozumienia. Kto z Was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem! A wszystko to dlatego, że wszyscy jesteśmy bardzo różni. Najważniejszą rzeczą w chwilach kłótni jest zatrzymanie się na czas, nie przechodzenie do wycieczek osobistych i nie obrażanie się nawzajem. Za godzinę, może za dzień i tak się pogodzisz, ale na duszy pozostanie uraza. Uwielbiam mojego męża i nie wyobrażam sobie życia bez niego, zwłaszcza teraz, gdy nasze dziecko dorasta.
Pierwsze lata wspólnego życia – prawie codziennie kłóciliśmy się ze sobą, chociaż wcześniej żyliśmy harmonijnie. Wszystko dlatego, że już oddzieliliśmy życie i obowiązki domowe. I nie daj Boże, jeśli któreś z nas nie wypełniło swoich obowiązków na czas: zaczęły się dociekania, kto jest czemu winny, potem obwinialiśmy się nawzaje, i nie rozmawialiśmy przez wiele dni. I tak wymyśliłam świetną opcję, jak nie zamienić zwykłego nieporozumienia w awnaturę i nie zniszczyć rodziny (wszystko zaczyna się od głupiego kłócenia). Trzeba umieć się wzajemnie poddawać. Niedawno przyjaciele zaprosili mnie do zorganizowania ich ślubu.
Jestem w siódmym miesiącu ciąży, ale nie do końca się tym przejmowali. Musiałam się zgodzić, zwłaszcza, że mąż będzie w pobliżu, coś pomoże.
– Nie mogę z Tobą pojechać – oświadczył tydzień przed ślubem.
– Kto będzie więc w pobliżu mnie?
– Przepraszam, w naszej firmie jest impreza tego dnia. Przyjedzie sam dyrektor, aby wręczyć mi nagrodę.
– Dobra kochanie, baw się dobrze, jestem z Ciebie dumna.
Poddałam się, nie zaczęłam się awanturować, ale kiedy podczas ślubu zadzwoniłem do męża i powiedziałam, że bez niego się nudzę, rzucił wszystko i przyjechał. O to chodzi!

