Dzieci naszych przyjaciół, zniszczyły mój drogi prezent od męża. Reakcja ich rodziców, była jeszcze bardziej rozczarowująca.

Jestem dość lojalna wobec dzieci, choć nie mam zachwytu dla tych uroczych, ale niesfornych stworzeń. Teraz piszę i jestem zła z powodu ostatnich wydarzeń. Niektóre dzieci są niesamowicie źle wychowane. Nie wiem czy to wynika z ich wychowania, ale nie da się tego tolerować. Mamy z mężem syna, ma dwadzieścia lat, wstąpił na uniwersytet i zamieszkał w akademiku. Nigdy nie mieliśmy z nim żadnych problemów. Wiedział, jak się zachowywać podczas wizyt, nie było trudno go gdzieś zabrać. A jeśli było towarzystwo czysto dorosłe, to bez problemu zostawialiśmy go u rodziców mojego męża. Moi rodzice też mieszkają w tym regionie. Niedawno zaprosiliśmy w odwiedziny kilku starych znajomych.

Darek był kolegą mojego męża, kiedy pierwszy raz braliśmy ślub. Potem ożenił się z Renatą. Często robiliśmy spotkania we czwórkę. Kiedy urodził nam się syn, oni już przeprowadzili się do stolicy, ale nadal utrzymywaliśmy kontakt. Teraz mają dwoje dzieci: najstarsza córka ma sześć lat, a najmłodsza cztery. Niedawno wrócili do rodzinnego miasta, aby odwiedzić krewnych. Zaprosiliśmy ich rodzinę do siebie. Mieliśmy nadzieję na kulturalną pogawędkę przy lampce wina i powspominanie starych czasów. Renata zapewniła nas, że dzieci będą

cicho siedzieć, jeśli włączymy kreskówki. Wszystko poszło nie tak, od samego początku. My siedzieliśmy w kuchni, a dziewczynkom włączono kreskówki i zostawiono je w salonie.

Ich matka zupełnie nie zajmowała się swoimi dziećmi. Wielokrotnie prosiłam ją o sprawdzenie, co z nimi, ale ona po prostu mi odmawiała. Musiałam zrobić to sama, kiedy dźwięki z salonu stały się bardzo podejrzane i poczułam zapach silnych perfum. Dziewczyny otworzyły buteleczkę moich perfum i wysmarowały się nimi! Perfumy były bardzo drogie i zrobiło mi się ich żal. Próbowałam spokojnie wytłumaczyć, że nie powinny tego robić. Zebrałam wszystkie moje perfumy i schowałam je w łazience. Renata w ogóle nie przejęła się ich zachowaniem, po prostu zlekceważyła go.

Dwadzieścia minut po moim powrocie do kuchni, dźwięk kreskówek znów ustał. Ponownie poprosiłam ją, by sprawdziła, co z nimi, ale była zbyt leniwa, by się ruszyć. W tym samym momencie usłyszałam głuchy trzask. Biegnąc do salonu, odkryłyśmy, że dziewczyny upuściły potężne lustro. Mój drogi prezent od męża, był rozsypany po całej podłodze. Nie jesteśmy bogaci, to wszystko było kupione z trudem i zniszczone w jeden dzień. Moje nerwy nie mogły tego wytrzymać. Zaczęłam krzyczeć i domagać się odszkodowania. Renata wykrzyknęła: „Dzieciom mogło stać się coś złego, a Ty martwisz się o swoje lustro!”.

Mężczyźni nie ingerowali w konflikt. Nikt nie zwrócił pieniędzy, ale przecież nie o pieniądze tu chodzi. Jak można być tak nieodpowiedzialną matką?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 + 6 =

Dzieci naszych przyjaciół, zniszczyły mój drogi prezent od męża. Reakcja ich rodziców, była jeszcze bardziej rozczarowująca.