Pewnego dnia spotkałam jedną ze znajomych, którą znałam już od lat. Była cała zapłakana, zmęczona i widać było, że coś się stało. Zapytałam ją więc o to, co się stało i czy nie potrzebuje pomocy. Kiedy odpowiedział, wiedziałem, że to coś nieodwracalnego, co musiało mieć jednak kiedyś miejsce. Na pytanie, czy mogę jej jakoś pomóc, odpowiedziała: „nikt nie może mi pomoże, będę musiała żyć z tym do końca życia. Nienawidzę siebie za to!”. Potem próbowałam ją uspokoić i powiedziałam, że będzie łatwiej, jeśli przynajmniej się wygada.
Okazało się, że była w szpitalu, gdzie od jakiegoś czasu leżała jej starsza matka. Była ciężko chora i przeżyła ostatnie dni w bólu i cierpieniu. Było już za późno, aby jej pomóc. Znajoma nie miała męża i tak naprawdę zawsze była zajęta pracą, więc tak naprawdę nie opiekowała się nigdy swoją matką. Jedyny gest opieki, jaki z siebie zdołała wydobyć, to oddanie jej do domu opieki. Teraz bardzo się o to obwinia. Mówiła, że nigdy sobie tego nie wybaczy, a los powinien ją karać do końca życia za to, co zrobiła.
Wtedy wydawało jej się, że to właściwa decyzja, ponieważ płacił za ten dom opieki naprawdę spore pieniądze, aby o jej matkę dbano w należyty sposób i się nią opiekowano. Niestety zupełnie zapomniała o tym, że zapewne dla matki najważniejsza była miłość i uwaga ze strony córki. Przez cały ten czas usprawiedliwiała się brakiem czasu przez pracę na stanowisku kierowniczym, które wymagało od niej dużego zaangażowania i odpowiedzialności, przez co zmuszona była do spędzania większej ilości czasu w pracy, przez co brakowało go jej już na to, by odwiedzić swoją matkę, albo nawet do niej nie zadzwonić. Dziś rano ktoś się z domu opieki skontaktował się z nią i poprosił o przybycie do szpitala, ponieważ stan jej matki był już bardzo krytyczny i tak naprawdę to był ostatni moment na to, by się z nią pożegnać.
Natychmiast rzuciła wszystko i pojechała do szpitala. Kiedy weszła do sali szpitalnej, zobaczyła swoją mamę, która leżała na łóżku biała jak ściana. Była bardzo słaba i oddychała świszczącym oddechem. Po zobaczeniu córki poprosiła ją o to, aby wysłuchała jej bez przerywania, ponieważ trudno jej mówić. Nigdy nie zapomni tych słów, które jej wtedy powiedziała matka. Nigdy ich nie zapomni.
– Córeczko, nie gniewaj się, że nie poinformowałam Cię wcześniej o mojej chorobie, ale Ty i tak masz dużo swoich trosk. Lekarze niczego wprost mi nie mówią, ale czuję, że koniec jest już bliski, więc poprosiłam, abyś przyjechała, bo chciałam się z Tobą pożegnać. Chciałam Cię tylko zobaczyć i upewnić się, że wszystko jest w porządku, bo tak dawno Cię nie widziałam. Nie boję się, przyzwyczaiłam się już do tego wszystkiego, ale bałam się tylko o Ciebie. Chciałabym widzieć, jak Twoje dzieci się o Ciebie troszczą, jak rosną. Szkoda tylko, że już tego nie zobaczę, nie zobaczę wnuków, ich radosnego śmiechu, tego jak dorastają. Nie zwlekaj, wyjdź za mąż, załóż rodzinę, bo rodzina jest najważniejsza w życiu i chcę…



