Jesteśmy razem od 9 lat. Po dwóch latach związku postanowiliśmy go zalegalizować i wzięliśmy ślub. Kiedy brałam z nim ślub, ja miałam już syna z pierwszego małżeństwa. Na samym początku zapewniał mnie, że nie muszę się o nic martwić, bo on zapewni wszystko mnie oraz synowi, a łaski ze strony byłego męża wcale nie potrzebujemy. Nalegał wręcz, żebym zapomniała o byłym partnerze i całkowicie zerwała z nim kontakt. Kiedy wzięliśmy ślub, syn szybko się do niego przywiązał i zaczął nazywać go „tatą” . On też go pokochał, traktował jak własne dziecko. Potem urodziła się nam córka. Wszystko układało się w naszym życiu cudownie, dopóki mój mąż nie przeprowadził ze mną dziwnej i mało zrozumiałej dla mnie rozmowy.
Mój mąż bardzo często podróżuje w ramach delegacji do innych krajów. Tym razem do domu wrocił w wigilię. Dzieci były zachwycone, bo nie wyobrażały sobie świąt bez taty. Świętowaliśmy wspólnie, na koniec daliśmy dzieciom prezenty, a potem mąż mi powiedział: „Zdecydowałem, że nie będę już utrzymywał Twojego syna, będę dawał Ci pieniądze tylko na naszą córkę. Jeśli chodzi o Twojego syna, to jego utrzymanie jest w gestii Twojej lub Twojego męża”. Odpowiedziałam więc wtedy zgodnie z prawdą, że na jego prośbę z byłym mężem zerwałam wtedy wszystkie kontakty, a ja nie mogę teraz wrócić do pracy, bo córka jest jeszcze za mała. Stwierdził, że to niczego nie zmienia i sama muszę znaleźć wyjście z tej sytuacji.
Byłam w szoku i wciąż nawet nie wiem, co o tym myśleć. Nigdy nie zachowywał się tak nieludzko. To jakiś koszmar! Nie mogę zrozumieć, co się stało, że tak nagle zmienił zdanie. Może teściowa namawia go przeciwko mnie? Chcę zwrócić się do byłego męża po pomoc, chociaż mam obawy, że to strata czasu. Z drugiej strony może powinnam zrobić awanturę obecnemu mężowi? Nie wiem, co robić, znalazłam się w bardzo trudnej sytuacji. Szukam wyjścia, ale go nie znajduję.



