Boję się, że mój mąż, nie pokocha naszej córeczki, bo nie jest chłopcem!

Z Grzegorzem jesteśmy małżeństwiem od prawie czterech lat. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Zakochałam się w jego silnym i męskim charakterze. Nigdy nie boję się, gdy jestem z moim mężem, bo to mężczyzna z krwi i kości. Jeśli brakowało nam pieniędzy, mój zaradny mąż od razu szukał dodatkowej pracy, aby niczego mi nie brakowało. Spełniał moje zachcianki i marzenia, jednak ta bajka trwała tylko na początku naszego związku.

Po tym jak zaczęliśmy mieszkać razem, nasz związek był idealny. Żyliśmy w tej idylli przez ponad trzy lata. Wtedy zaczęły dzwonić pierwsze dzwonki alarmowe. Zaczął znikać z kolegami w garażu i właściwie przestał zwracać na mnie uwagę. Jeśli nie miałam czasu posprzątać mieszkania po pracy, zaczynał mnie upominać, choć dobrze wiedział, że wracam z pracy bardzo zmęczona. Nie rozumiał jednak, co tak bardzo męczyło mnie w pracy, skoro cały dzień siedziałam przy komputerze.

Myślałam, że po trzech latach dopadł nas pierwszy, niegroźny kryzys, z którym boryka się większość par. Starałam się ze wszystkich sił uatrakcyjnić moje relacje z ukochanym: przygotowywałam dla niego niespodzianki, zapraszałam na randki, starałam się urozmaicić nasze życie intymne, ale za każdym razem natrafiałam na niezrozumienie i wyrzuty.

Stopniowo pogodziłam się z tym życiem i zrozumiałam, że nasz związek nigdy nie będzie taki sam jak na początku.
A potem zaszłam w ciążę. Mój mąż był wniebowzięty: ciągle marzył o tym, jak będzie się bawił razem z synem, nauczy go jeździć na rowerze, a potem pójdzie na ryby. Próbowałam z nim rozmawiać o tym, że możemy mieć dziewczynkę, bo jeszcze nie było wiadomo, czy to chłopiec czy dziewczynka. Moje słowa odebrał ostro i negatywnie, a zdanie, które wtedy do mnie powiedział, bezpośrednio dźwięczy mi w uszach do dzisiaj:

Mam dość panienek w domu. Musimy mieć syna, tylko to wchodzi w grę.

Postawę mojego małżonka uważałam za dziecinną i niedojrzałą, jednak liczyłam, że zmieni zdanie. Kilka tygodni później, nasi przyjaciele dolali oliwy do ognia tym, że urodził im się syn.

Kiedy mieliśmy jechać na USG mój mąż nie mógł być obecny, bo miał wazne spotkanie w pracy. Wtedy lekarz zapytał mnie, czy chcę poznać płeć dziecka. Bardziej niż czegokolwiek innego na świecie bałam się, że to dziewczynka. To, czego się bałam, okazało się rzeczywistością. Mieliśmy mieć córeczkę.

Wiedziałam, że to już koniec. Zaczęłam płakać i z trudem się pozbierałam. Personel pielęgniarski zaczął mnie uspokajać i przekonywać, że wszyscy mężczyźni tak mówią, a potem uwielbiają swoje córki. Spędziłam tydzień zastanawianiu się, nad tym jak powiem o tym Grześkowi. Ugotowałam uroczystą kolację i chciałam mu przekazać nowinę. Pod koniec kolacji delikatnie poinformowałam małżonka, że będziemy mieli córkę.

Jego twarz zmieniła się po tym, jak mu powiedziałam, a potem kilka razy pytał mnie, czy jestem pewna. Miał nadzieję, że lekarz się myli. Potem uśmiechnął się zaczepnie i powiedział, że bardzo się z tego cieszy. Niedługo miałam rodzić, ale mój mąż stracił wszelkie zainteresowanie mną i naszym przyszłym dzieckiem. Zanim dowiedział się o płci maleństwa cały czas rozmawiał z moim brzuszkiem, ale teraz nawet nie interesowało go jak się czuję.

Mój małżonek siedzi w garażu dzień i noc i w zasadzie przestał się do mnie odzywać. Boję się nawet myśleć o tym, co mnie czeka po urodzeniu córki. Grzesiek jest dobrym człowiekiem, zawsze robi wszystko dla rodziny, ale uważa, że jeśli mężczyzna nie ma syna, to nie jest mężczyzną.

Może ktoś miał podobną sytuację i wiecie, co należy zrobić, aby małżonek pokochał naszą córeczkę?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × 1 =

Boję się, że mój mąż, nie pokocha naszej córeczki, bo nie jest chłopcem!