Ostrzegałam, że nie chcę dziecka…

Moja córka, nie może w żaden sposób nauczyć się tabliczki mnożenia To jest prawdziwy problem. Wydaje się, że już zapamiętała wszystko, ale i tak zapomina. Widzę, że się stara, próbuje zapamiętać, ale nie wychodzi. Już młodszy syn się nauczył, a u niej wciąż nie układa się z tą tabliczką mnożenia.

Powiedziałam o tym problemie mojej przyjaciółce. Współczuła i przypomniała sobie jeden przypadek ze swojego życia, związany właśnie z tą tabliczką mnożenia. Wspomniała o tym nie bez powodu. Dalsza część opowieści jest w jej własnych słowach.

Kiedy wyszłam za mąż po raz drugi, mój syn miał 7 lat. Dobrze dogadywał się z moim nowym mężem, więc przeprowadzka w ogóle mu nie przeszkadzała. Teściowa była w porządku wobec mojego syna. Była szczęśliwa, że jej jedyny syn wreszcie się ożenił, więc posiadanie dziecka nie obciążało jej radości.

Mój mąż bardzo chciał mieć dużo dzieci, tylko ja się nie odważyłam. Mój były też mi obiecywał złote góry, dlatego bałam się znaleźć się w podobnej sytuacji. Poza tym Andrzej mieszkał z matką, więc wszyscy żyliśmy pod jednym dachem.

Na początku bardzo się obawiałam mieszkania z teściową, ale potem odpuściłam. Wszystko było w porządku, poza tym, że nalegała, bym urodziła jej własnego wnuka. Dała mi nawet kontakty do ginekologa, bo myślała, że mam jakieś kobiece problemy. Odczytywała horoskopy, rytuały i zwyczaje i mówiła mi, w które dni musimy się szczególnie starać.

Wyjaśniłam mężowi, że nie jestem jeszcze gotowa na ten krok, ale rzecz w tym, że zaczęłam zauważać, że on się ode mnie oddala, a jego stosunek do syna zaczynał się pogarszać. Zrozumiałam powód: chciał wychować nie tylko moje dziecko, ale i nasze.

I wtedy zdarzył się jeden incydent. Mój syn musiał nauczyć się do szkoły tabliczki mnożenia. Moja teściowa wyjechała w tym czasie na działkę rekreacyjną, więc przez dwa tygodnie kierowaliśmy domem z pełnymi prawami. Aby ułatwić synowi zadanie, wydrukowałam tabelę w dużym formacie i rozwiesiłam po domu, aby miał przykłady przed sobą. Moja metoda okazała się skuteczna – po tygodniu umiał ją śpiewająco. Mogłam już odłożyć kartki na bok, ale postanowiłam zachować jeszcze kilka na wszelki wypadek.

Kiedy teściowa wróciła, wywołała skandal, że zepsułam jej meble i tapety taśmą klejącą. Nie zapomniała wspomnieć, że jestem w tym domu nikim, ponieważ nie chcę nawet urodzić dziecka mężowi.

Zaraz po wystąpieniu teściowej, odezwał się mój mąż. Zaczął też mówić o dzieciach, ale wydawało mi się, że chciał tego tylko ze względu na matkę, tak naprawdę nie potrzebował dzieci. Zrozumiałam, że po prostu był przez nią manipulowany, dlatego na mnie naciskał.

Dałam mu jasno do zrozumienia, że nie chcę mieć dziecka. Gdybyśmy mieli własne lokum, to bym się nad tym zastanowiła, ale w tej sytuacji absolutnie nie. Już kilka dni później, złożyliśmy pozew o rozwód. Uznał, że nie chce żyć w bezdzietnym małżeństwie. Powiedział, że znajdzie kogoś, kto da mu dziecko bez proszenia się.

Tak, wkrótce potem ożenił się i kobieta urodziła mu dziecko. Jednak sprawa szybko zakończyła się rozwodem z winy teściowej. Chodziła i kłóciła się z synową, oburzała się, że ta zaniedbywała dziecko. To jest kolejny dowód na to, że ona tak naprawdę nie chce wnuków. Biologiczny ojciec nie ma kontaktu z synem i płaci tylko groszowe alimenty. Cieszę się, że nie dałam się nabrać na prowokację i nie miałam z nim dziecka.

 

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście + trzynaście =

Ostrzegałam, że nie chcę dziecka…