Pewnego razu, moja mama podrzuciła do mnie swojego kota, wykastrowanego tajskiego, podczas swojej nieobecności. Również mam kota, który mieszka w domu. Moje nadzieje, że kot pogodzi się z kocicą i będą spokojnie chodzić nozdrzem do nozdrza po mieszkaniu, zostały rozwiane dwie noce temu.
Mój kot syczał, łapał, wzdrygał się, siedział na szafkach i lodówce, ale nie nawiązał żadnego kontaktu. Fakt, że koty syczą wokół mnie w nocy, dzieląc terytorium łóżka, pomijam jako prozaiczne zdarzenie.
A więc dzień pierwszy: kot wbiegł do worka i dumnie nosił go jako biały płaszcz z prawie czerwonym podszerstkiem. Następnie spojrzał z wyrzutem niebieskimi oczami na próbę zdjęcia z niego torby i z zazdrością rzucił się na własny drapak.
W drugi dzień, kot zaginął. Objechałam pół dzielnicy, obejrzałam wszystkie sąsiednie terytoria, krzyknęłam na dziecko. Okazało się, że mój syn obiecał kolegom, że pokaże kota. Zwierzak był wystraszony obcymi i głośnymi dziećmi, więc sie schował. Po trzech godzinach wyszedł z kosza na pranie.
W kolejnym dniu, kot postanowił przypomnieć sobie swoje dzieciństwo i wdrapał się na dziecięcy składany taboret, jak w swoim domu. W konsekwencjach utknął w bocznym otworze. Próbując się wydostać, plecami wpadł na szafkę, a stołek zaczął się składać. Kot był przerażony, biegał po pokoju wymachując ogonem, syczał i wrzeszczał.
Zorientował się, że został uwolniony i szczęśliwy wybiegł z krzykiem z kuchni. Szlochałam ze śmiechu. Kot wydostał się ze stołka, obraził się i poszedł na leżankę, aby odpocząć. Poczuł się urażony, więc wspiął się z powrotem na lodówkę, gdzie mógł obserwować wszystko z góry.
Jeśli brakuje Ci humoru w życiu, spraw sobie koty, najlepiej dwa.



