– Poczekaj, – powiedział on.

Poczekaj przerwał, przyciskając dłonie do policzka. Wysiadłem na chwilę na Twojej stacji, a kiedy wróciłem do wagonu, wszystko co miałem, zniknęło. Spojrzałem w okno i zobaczyłem mężczyznę z moją torbą. Rzuciłem się za nim, ale on już się rozmył w tłumie

Dlaczego nie wróciłeś najpierw do pociągu, a potem dopiero rozwiązywał sprawę? zapytała Jagoda, przyciskając brwi.

Rozumiesz, szukałem go, a mój pociąg odjechał wyszeptał, a w jego głosie drżał chłód.

Jagoda wracała zmęczona z pracy. Od pięciu lat zatrudniona w małej kwiaciarni Róża w samym sercu Krakowa, gdzie przed Świętami przybywało tłum ludzi spragnionych bukietów i zapachu jaśminu. Zimowy podmuch wiało po ulicy, a śnieg sypał nieustannie, przyklejając się do jej ciepłego, puchowego płaszcza.

Całego dnia nie znalazła chwili, by usiąść i odpocząć. Krok po kroku przemierzała mokre kostki, marząc o tym, że wreszcie dotrze do domu i położy głowę na poduszce.

W pewnym momencie nie zauważyła, jak podeszło do niej nieznane spojrzenie. Przed nią stanął mężczyzna w ok. czterdziestu lat, dziwnie ubrane ubranie, jakby połączył płaszcz zimowy z letnią koszulą. Jagoda zrobić krok w bok, by go ominąć.

Przepraszam, czy może mi pan pomóc? nagle przerwał ciszę nieznajomy.

Zaskoczona, Jagoda zamarła.

Ja mężczyzna potrząsnął głową, zamknął oczy na chwilę. Jadę do córki pociągiem. I wtedy stało się coś strasznego

Jego twarz przybrała smutny wyraz, a w oczach pojawiła się tęsknota. Jagoda ponownie spróbowała go ominąć.

Poczekaj przerwał, podnosząc rękę. Wysiadłem na chwilę na Twojej stacji, a kiedy wróciłem do wagonu, nie było moich rzeczy. Zobaczyłem przez okno faceta z moją torbą. Wyskoczyłem za nim, ale on zniknął

A nie mogłeś po prostu wrócić do pociągu i potem rozwiązać problem? dopytała Jagoda, marszcząc brwi.

Rozumiesz, szukałem go, a mój pociąg odjechał

Więc trzeba było gdzieś się zgłosić jej ton stał się ostry, a serce przyspieszyło.

Dzwoniłem wszędzie. Powiedziano mi czekać. Następny pociąg dopiero za kilka godzin. Nie chciałem stać w poczekalni. W torbie miałem ubrania, dokumenty i pieniądze. Chciałem się umyć, rozgrzać Oddam wszystko, proszę błagał, patrząc na Jagodę z nadzieją.

No i co teraz, dać mi klucze do mieszkania? wykrzyknęła, marszcząc brwi z irytacją.

A ty też możesz tam iść. Wszyscy się przede mną kręcą. Boże, czemu nikt mi nie wierzy? podniósł wzrok, a smutne oczy skierował ku niebu, jakby szukał odkupienia.

Jagoda przyjrzała mu się krytycznie. Przebranie było po prostu szorstkie, ale w torbie mogły być rzeczy. Mówił i zachowywał się normalnie.

Dobrze. Chodźmy do mnie, bo inaczej naprawdę się rozmarznie. Zajmę się ubraniami.

Dziękuję. Jesteś naprawdę dobra. Nikt inny mnie nie słuchał podziękował, podążając za nią.

Weszli do małego, przytulnego mieszkania na warszawskim Pradze. Jagoda usiadła przy wąskim stoliku w korytarzu; sen przychodził jak mgła po długim dniu.

Idź do łazienki skinęła głową w stronę drzwi w wąskim korytarzu. Ja znajdę coś do ubrań. Jak masz na imię?

Michał odparł, zamykając się w łazience i odkręcając kran.

Z głośnym pluskiem wody rozlegał się z drugiej strony drzwi. Jagoda westchnęła, a myśl o odpoczynku zniknęła.

Nie martw się, nie zostaniemy w tyle dodała, choć w jej sercu wzbierał niepokój.

Zebrała potrzebne rzeczy, podeszła do drzwi i delikatnie zapukała. Gdy woda ucichła, położyła torbę na małym stoliku w korytarzu. Wlała zupę do miski, wstawiła ją do mikrofalówki i usiadła przy krześle, rozmyślając, co się stanie, gdy mama przyjdzie.

Niech mama się zatrzyma w sklepie albo u przyjaciółki szepnęła pod nosem, a modlitwy nie dotarły do nieba, które zajęte było innymi troskami.

W drzwiach rozległ się dźwięk zamka.

Zuzia, jesteś już w domu? zawołała mama, kiedy Jagoda pojawiła się w kuchni. Myślałam, że to ty w łazience. Kto więc się tam myje? zmrużyła oczy, wpatrując się w córkę.

Mamo, nie krzycz. Mężczyzna od pociągu się spóźnił. Zaraz się uporządkuje i odejdzie próbowała wytłumaczyć spokojnie.

Czy przygotowałaś mu ubrania? Co się stało?

Powiedziałam, że odjechał pociąg. Jego rzeczy zniknęły.

Boże… I co? Przyniosłaś go do domu? Nie znasz go, a już go przyjmujesz? Czasem lepiej wrócić przed zmrokiem mama trzęsła ramionami, zmartwiona.

Mamo, nie mów bzdur. Był wszędzie, czekał na pociąg. Umyslił się, wezmie się i wyjdzie cicho dodała.

W łazience nie słychać było już szumu wody. Drzwi otworzyły się i zamknęły.

Wziąłem ubrania podpowiedziała Jagoda, łapiąc oddech.

Mama usiadła przy wejściu, czekając.

Niebawem do kuchni wszedł Michał, nieśmiało i trochę z wyrzutami. Jego oczy zdradzały, że słyszał już rozmowę.

Proszę, powiedz mi, jak mogło się to stać przy tak mocnym i zdrowym facetcie? spytała mama, wpatrując się w niego.

Przepraszam, że wtrąciłem się. Jadę na ślub córki w Warszawie i nagle nie mam telefonu, dokumentów, ani pieniędzy rozłożył ręce.

Co to za przypadek? Dlaczego przyjechałeś właśnie do nas? Nie mieszkamy przy dworcu dopytywała mama z podniesioną brwią.

Mamo! Daj mi chociaż posiłek. Nie zadawaj kolejnych pytań! odparła Jagoda, gnębiona.

Siadaj przy stole, Michał, rozgrzałem zupę wskazała.

Kiedyś podnosiłam koty i szczeniaki z ulicy, a teraz prowadzę mężczyzn do domów zaśmiała się, odsuwając krzesło.

Jedz, ale bądź ostrożny. Jeśli spodoba ci się moja mama, nie wyjdziesz stąd dodała, nie ukrywając sarkazmu.

Bo wiesz, pracujesz po nocach, nie masz życia prywatnego. Masz już trzydzieści, czas na małżeństwo. Czy mogę się nie martwić, że nie znajdę sobie partnera? wtrącił się Michał, próbując rozładować atmosferę.

Nie mów tak, bo twoja matka się denerwuje zażartowała Jagoda, podając mu talerz.

Ona nas wychowała jedynie we dwoje. Martwi się, że zostanę sama z dzieckiem przyznał, patrząc na kobietę.

Rozumiem. A gdzie pracujesz?

W kwiaciarni. Jak kupisz bilet bez paszportu i nie masz pieniędzy? zmartwiła się Jagoda.

Obiecano mi pomoc. Czy mogę pożyczyć telefon? Zadzwonię do córki, że nie przyjadę na ślub. I do przyjaciela

Zaraz, pójdę do pokoju odparła, ruszając w stronę sypialni.

Mama w tym momencie wyciągnęła z szafy złotą obrączkę i biżuterię, które miałaby oddać.

Cicho! zadrwiowała. A jeśli on nie wiem, kogo? Przekażę to siostrze Małgorzacie powiedziała, po czym odwróciła się w korytarz.

Jagoda nie próbowała jej zatrzymać. Nie miałaby szans.

Jagoda położyła telefon przed Michałem i sama stanęła przy oknie, patrząc na mroźną noc.

Michał zadzwonił do córki, a w jego twarzy Jagoda odczytała smutek. Nie była to jedyna rozmowa zadzwonił do kogoś, pytając o adres domu.

Zaraz przyjedzie kierowca. Nie powinienem był w ogóle jechać. Żona nie chciała mnie przedstawić nowemu mężczyźnie. Dlatego córka mnie zaprosiła. To wszystko na nic westchnął, zrezygnowany.

Kim jesteś, jeśli przyjedzie kierowca? zapytała z niedowierzaniem.

Michał zaczął jej się podobać. W ubraniach brata wyglądał przyzwoicie, choć był drobny.

Mamy małą firmę naprawczą. To jedyny biznes, który prowadzimy razem z przyjacielem. Kierowca odmówił jechać, bo nie zna Warszawy, a na weselu nie ma sensu. Pociąg przyjechał, a lot byłby lepszy. Poczekaj jeszcze kilka godzin, i ruszam przekonywał, próbując uspokoić ją i siebie.

Jagoda patrzyła na niego, a myśląc o mamie, przypominała sobie, jak chciałaby mieć w domu męża, dzieci, sens życia. Ma już prawie trzydzieści lat, mieszka z mamą, a perspektywy nie widać.

Pamiętam Leona. Zakochałam się, myślałam o ślubie. Potem go zdradziła przyjaciółka Straciłam zarówno narzeczonego, jak i przyjaciółkę westchnęła, wspominając przeszłość.

Jesteś dobra. Wszystko będzie dobrze nagle przerwał Michał, przerywając jej rozmyślania.

A ty? Dlaczego jesteś sam? Masz firmę, jesteś w porządku?

Tak, sam przyjechałem na ślub. Rozwiedziony, nie miałem szczęścia. Kobiety dziś są ostrożne, a mężczyźni Ja po prostu nie dałem ci odpoczynku po pracy. Przepraszam przeprosił, patrząc w podłogę.

Rozmawiali jeszcze długo, a za oknem zapadał zmierzch. Nagle zadzwonił telefon.

To ja, Szymek, pewnie już przyjeżdżam, przeprosił Michał, sięgając po telefon Jagody.

I już nigdy go nie zobaczę pomyślała, czując, że kolejne dni będą monotonne i szare.

Samochód stoi w dole. Dziękuję bardzo odłożył telefon na stół i wstał.

Zapiszę mój numer, żebyś nie szukał mnie po omacku. Nie zadzwonisz, prawda? spojrzał pytająco na Jagodę.

A jeśli będziesz potrzebował pomocy, zawsze możesz na mnie liczyć. Odzyskam ubrania, nie martw się. Przeproś moją mamę za te nieporozumienia mówił, patrząc smutnymi oczami, a Jagoda ledwo powstrzymała łzy.

Stranger, a jednak nie chciała go wypuścić. Kto on był? Kto ona była? Uśmiechnęła się lekko.

Nie wpadaj już w takie sytuacje.

Nie, od dziś będę jeździł tylko samochodem albo samolotem. Żadnych pociągów zaśmiał się, machając ręką.

Jagoda patrzyła, jak w gęstych, zimowych zmierzchach Michał wychodzi z klatki schodowej, zatrzymuje się przy samochodzie, podnosi rękę i macha.

To wszystko. Jutro mnie już nawet nie wspomni

Odpuściła? zapytała mama z progu, wracając do mieszkania.

A więc się kłócisz, że wprowadziłam go do domu, a teraz pytasz, po co go wypuściłam Jagoda starała się nie pokazać, jak bardzo jest poruszona.

To dobry człowiek, widać od razu.

Dlaczego wtedy ukrywałaś biżuterię?

Bo nie byłaśmy mądre westchnęła mama.

Trzy tygodnie minęły. Przed Sylwestrem Jagoda miała wrażenie, że Michał stał się częścią jej snów. Wszystko wydawało się nielogiczne.

W trzydziestego pierwszego grudnia pracowała w kwiaciarni. Właściciel przepraszał, obiecując osobistą pomoc, bo klienci mieli przyjść tłumnie. Jagoda zerknęła przez okno i zobaczyła przy sklepie prawdziwego Świętego Mikołaja, który głośno wołał przechodniów, rozdawał cukierki i zmierzał prosto do drzwi.

Drzwi otworzyły się, a przed nią stanął w czerwonej, wyhaftowanej pelerynie, z białą brodą i ogromnym workiem na ramMichał podszedł, podniósł rękę w geście pożegnania i zniknął w nocnym śniegu, a Jagoda zamknęła za sobą drzwi, czując, że wreszcie odnalazła spokój.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × 2 =

– Poczekaj, – powiedział on.