‑Nie jesteś już moją córką.

– Już nie jesteś moją córką. Kim on jest i skąd się wziął, nie znam. Wstydzę się Ciebie. Wróć do starej chaty babci i żyj jak dorosła, ponosąc konsekwencje swoich czynów.
Halinka, słyszałaś? Do nas przyjechali goście z delegacji, by pomóc. Chodźmy wieczorem do klubu, co? zadowolona Grażynka rozłożyła się w fotelu.

Grażynko, co to? A co z Witekiem, zostawię go sam? Zabiorę go ze sobą? zaśmiała się Halinka.

A może poprosić ciocię Bognę? zapytała ostrożnie Grażyna.

Halinka bezradnie machnęła ręką.

Co ty! Ona wciąż nie wybaczyła mi, że urodziłam syna. Chciała, żebym wydała się za Andrzeja, a ja pojechałam na studia do miasta. Nie dostałam się, ale wróciłam z brzuchem pełnym. Przez cały rok gniewała się na mnie, dopiero dwa miesiące temu zaczęła rozmawiać. Więc idź i znajdź sobie kogoś może szczęście Ci dopisze.

Grażyna westchnęła.

Dobrze, pójdę z Tusią. Jutro wszystko Ci opowiem.

Halina położyła synka spać, a sama wyszła na werandę. Dźwięk muzyki dochodził do domu. Otulona szalem, wyobrażała sobie ludzi tańczących i świętujących. Grażyna pewnie znów założyła swoją tygrysią sukienkę. Halina uśmiechnęła się cicho, wyglądając w niej jak tygrysia gąsienica. Westchnęła ze smutkiem i poszła spać.

Rankiem, z samego świtu, przybiegła Grażyna. Na dom przybyła też mama Halinki. Halinka położyła palec przy ustach, ale nie dało się powstrzymać Grażyny.

Szkoda, że wczoraj Cię nie było. Były tam chłopaki. Jeden mnie nawet odprowadził, nazywa się Wojtek. Gadał i żartował. A dziś idę na randkę wypluła Grażyna jednym tchem.

Mama Haliny zapytała z dezaprobatą:

Pewnie już małżeństwo?

Grażyna wzruszyła ramionami.

Nie wiem, nie zerkałam w dowód. A jak już ma, to przynajmniej będzie o czym wspominać.

Ech, dziewczyny, co robicie? Andrzejek nie jest może najgorszym kawalerem. Ja już przegapiłam swoje szczęście, ale ty, Grażyno, jeszcze możesz mu zakręcić głowę zachęciła ciocia Bogna.

No, ciociu Bogno, co ty mówisz? Kto go potrzebuje? Same matki! Boże, oszczędź nas od takiego szczęścia! wykrzyknęła Grażyna.

Odwróciła się do Haliny:

Był taki przystojny, że nie dało się oderwać oczu. Wszystkie nasze dziewczyny zachwyciły się. Potem on i koledzy chwilę stali i odszedł sam, nie zaprosił nikogo na taniec.

Nagle ciocia Bogna zamyśliła się:

Halinko, ty też idź do klubu. Ja usiądę przy Witeku. Może spotkasz kogoś poważnego i niezawodnego. Witek potrzebuje ojca, ale nie szukaj zamężnych. One wyczuwają, że kobieta przy nich jest samotna. Rozumiesz?

Halina nie mogła uwierzyć w szczęście, kiwając głową. Nie wytrzymała i pocałowała mamę, a potem mruknęła:

Idź już, podlizany.

W najpiękniejszej sukni stała razem z przyjaciółkami i gadała wesoło, jakby tęskniła za beztroskim czasem.

Patrzcie, to on. Znowu przyszedł szepnęły dziewczyny.

Halina spojrzała w jego stronę, a nogi jej zadrżały. Obróciła się gwałtownie i szepnęła do Grażyny:

Chyba pójdę do domu. Witek pewnie płacze bez mnie.

Zdziwiła się.

Halinka, co to za zachowanie? Po raz pierwszy wybrałaś się na taneczne spotkanie, a już uciekasz do domu? Nie zatańczyłaś ani razu!

Jednak Halina stanowczo odpowiedziała:

Idę. A może już Twój Wojtek idzie po Ciebie. Nie będziesz się nudzić, jeśli mnie nie będzie i ruszyła w stronę wyjścia.

Tuż przy drzwiach ktoś chwycił ją za rękę:

Potrząśniemy, dziewczyno?

Halina próbowała zdjąć rękę:

Nie tańczę.

Facet nie poddał się.

Daj mi jeden taniec, proszę.

W końcu odwróciła się, a serce jej zabiło mocniej. To był właśnie on, ten sam chłopak, którego przypadkowe spotkanie miało na zawsze odmienić jej los. Nie rozpoznał jej. Serce zadrżało, a ona uśmiechnęła się:

Dobrze, tylko raz, bo się spieszę.

Zabrał ją w wir tańca.

Rozumiem, pan męża się obawia? zapytała Halina chłodno.

Nie, nie jestem zamężna. odparł.

Mrugnął, a w jego oczach pojawiła się znajoma iskra.

Więc mam szansę? dodał z uśmieszkiem.

Halina odsunęła się.

Nie licz na to, i wybiegła z klubu.

Po drodze do domu płakała. Zapamiętała go na całe życie, można rzec, zakochała się od pierwszego wejrzenia, a on nie rozpoznał jej.

Spotkali się później w pociągu. Ona wracała smutna po niezdanych egzaminach, on jadąc w stronę rodziców na wizytę. Widząc jej smutek, postanowił ją rozweselić.

Nazywam się Maksym, mama woła mnie Maks, a mój brat Maśka. Wybierz, co Ci pasuje.

Halina uśmiechnęła się.

Masiu mi się bardziej podoba.

Wyciągnął rękę:

Już prawie się poznaliśmy. A Ty, jak masz na imię, piękna istoto?

Uśmiechnęła się:

Halina.

Maksym skinął poważnie:

Myślałem tak, królewska nazwa.

Po kolei opowiedziała mu o niezdanych egzaminach, o tym, że mama będzie mu to jeszcze powtarzać latami.

Przygotuj się na zimę i spróbuj jeszcze raz poradził Maksym.

Halina radośnie:

Naprawdę? Nie pomyślałam o tym. Dziękuję.

On spojrzał na nią zamyślony:

Nie ma za co. A nie mówiło Ci się, że jesteś bardzo piękna?

Halina zarumieniła się.

To zwykła ja, nie przesadzaj. Ale dzięki.

Maksym podszedł bliżej.

To prawda i niespodziewanie ją pocałował. Halinie zawróciło w głowie. To, co wydarzyło się potem, było jednocześnie wstydliwe i słodkie. Maksym wyszedł wcześniej.

Na pewno Cię znajdę.

Dopiero później Halina z przykrym przeczuciem zrozumiała, że nie zapytał nawet, gdzie mieszka.

A potem dowiedziała się, że czeka dziecko, a mama, z gniewem, rzekła:

Nie jesteś już moją córką. Kim on jest i skąd przybył, nie wiem. Wstydzę się Ciebie. Wróć do chaty babci i żyj jak dorosła, ponosząc odpowiedzialność za swoje czyny.

Halina do porodu dostała pracę w bibliotece. Pracowała do urlopu macierzyńskiego. Z domu przywitała ją Grażyna, bo mama nie przyszła. Gdy Witek miał pięć miesięcy, serce Haliny nie wytrzymało i w końcu zjawiła się.

Nie nasz gatunek wydała swój werdykt.

Jednak przychodziła częściej, przynosząc wnuczkowi zabawki.

Dlaczego tak wcześnie? zapytała mama. Nie było tu nic ciekawego. A jak Witek?

Mama się uśmiechnęła.

Twoje dziecko śpi. Skoro już tu jesteś, chodź do domu.

Halina zamknęła za nią drzwi i próbowała zasnąć. Udało się dopiero pod ranem. Zaspana karmiła synka. Witek harcował i nie chciał jeść kaszy.

Nie będziesz jeść, nie urośniesz jak twój ojciec. A on jest silny i przystojny.

To mnie o mnie? Miło, ale to mój syn? zabrzmiał głos zza drzwi.

Halina podała łyżkę.

Ty? Skąd? uśmiechnął się Maksym.

Mówiłem, że Cię znajdę. Nie wiedziałem, że w tym czasie urodziłem syna. Byłem wtedy pod wrażeniem i zapomniałem zapytać, gdzie mieszkasz. Ale chyba los sam postanowił, że mamy być razem powiedział, przyciskając uśmiech do twarzy Wita.

Chłopiec roześmiał się radośnie.

Rano mama zastała szczęśliwą Halinę i nieznajomego mężczyznę, który dźwigał zadowolonego synka na ramionach.

To on? zapytała mama.

Tak uśmiechnęła się Halina, promieniejąc.

Mama podeszła do Maksyma i wyciągnęła rękę:

Nazywam się miłość, a ja będę pilnować twojego małżeństwa i ojcostwa.

Maksym poważnie uścisnął jej dłoń i skinął.

Rozumiem.

Polubcie i zostawcie komentarze!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście − 2 =

‑Nie jesteś już moją córką.