Hej, słuchaj, muszę Ci opowiedzieć jedną historię, bo to się u nas ostatnio zdarzyło i nie mogę przestać się śmiać.
Ola, a te Twoje zbędne kilogramy? Czy to nie problem? nie zrezygnowała matka Mateusza.
Moim zdaniem nie mam zbędnych, a już w ogóle mój przyszły mąż je przyjmuje. Nie każdy musi być szpilką i wąsikiem. żartobliwie rozejrzała się Ola, przyglądając się Helenie i Agnieszce. Takie bezczelne podejście rozgorzało w Helenie.
Mamo! Kupiłaś herbatę na odchudzanie? A nasiona chia? Po co wlałaś mi tyle masła do owsianki, to przecież zbędne kilogramy! Mateusz, znowu kupiłeś chleb na zakwasie? To niezdrowe! Rano trzeba wypić trzy szklanki wody, inaczej waga nie spadnie Gdzie jest moja woda? właśnie takie kwestie słyszał Mateusz od dziecka.
Jego matka i starsza siostra ciągle harcowały o sylwetkę. Agnieszka miała już 38 lat, nie wyszła za mąż i przypominała Mateusza chudego, skulonego konia z wiecznie głodnym spojrzeniem. Helena była jak ostra igła w przędzarce.
To wszystko tak go denerwowało, że zawsze szukał towarzystwa osób wesołych, które lubią dobrze jeść. Marzył, żeby jego przyszła żona nie była jak jego matka i siostra. I taką znalazł!
Nazywała się Jadwiga. Ola Same słowa jej imienia brzmiały miękko, przyjemnie i słodko, jak aromatyczne ciastko. Nie była gruba, ale przy wzroście 173cm ważyła 85kg.
A te kilogramy promieniowały zdrowiem i dobrą energią. Wysokie piersi, smukła talia, kobiece kształty i dołeczki na pulchnych policzkach, które aż chciało się je przyssać. Mateusz od razu zakochał się po uszy, gdy tylko ją zobaczył.
Pewnego wieczoru zawiózł siostrę do banku w Warszawie załatwiać sprawy. Agnieszka wzięła kartę i usiadła w wyznaczonym fotelu, a on krążył po holu, czekając.
Nagle usłyszał cichy, srebrzysty śmiech, jak dzwoneczek. Był stłumiony, ale tak zaraźliwy, że Mateusz nie mógł powstrzymać uśmiechu. Chciał zobaczyć, kto tak się śmieje, więc podążył za dźwiękiem.
Śmiała się dziewczyna w uniformie banku, obsługująca starszego klienta. Ten powiedział coś zabawnego, a ona jeszcze raz wybuchła śmiechem. Mateusz nie mógł od niej oderwać oczu od falujących włosów po usta w kształcie kokardy. Na pierwszy rzut oka widać było, że ma świetną figurę.
Jechał w samochodzie z siostrą, słuchając jej monotonnego monologu, ale myślał o tej śmiesznej dziewczynie, jakby wciąż znajdował się w banku, przy niej.
Mateusz, słuchasz mnie? zapytała nieprzyjemnie Agnieszka.
Oczywiście, Heleno, słucham. wymamrotał, próbując zrozumieć, o co chodzi.
No więc, mówię mu, że nie jem smażonego mięsa, tylko gotowaną pierś z kurczaka narzekała siostra na kolejnego zalotnika. Mateusz skinął współczująco i jęknął językiem, jakby ten łobuz….
Następnego dnia, pod wieczór, pojechał znowu do banku. Obiekt jego marzeń był na miejscu i odetchnął z ulgą. Po zamknięciu wyciągnął z samochodu bukiet róż i podszedł do dziewczyny.
Dziewczyno. Nie potrzebujesz męża, czy może tatusia? wymamrotał, podając jej kwiaty.
Jego twarz była tak rozbawiona i zakłopoczona, że Jadwiga roześmiała się dźwięcznie, ale przyjęła róże.
Boże Jaka piękność! Jaki zapach! zanurzyła twarz w kwiatach, wdychając aromat, a on patrzył na nią z zachwytem.
Od tego czasu byli nierozłączni. Zdarza się w życiu, że spotkasz kogoś i od razu wiesz, że to jest to i nie musisz już szukać dalej. Tak to było z Mateuszem i Jadwigą. Po miesiącu znajomości poprosił ją o rękę i ona zgodziła się z radością. Teraz zostawało tylko poznać rodziców.
Rodzice Jadwigi przyjęli go przy bogato zastawionym stole, pełnym domowych pierogów, śmiechu i gwaru. Mama Jadwigi, piękna i pełna wdzięku, pocałowała go w obie policzki, co go kompletnie onieśmieliło. Ojciec przyjaźnie poklepał go po ramieniu, jak starego kumpla, i zaprowadził do kuchni.
Trzymaj się z dala od kobiet, bo cię znużą. Ale nie martw się, Natalko, żona Jadwigi to spokojna kobieta! Kocham ją już trzydzieści lat. A Jadwiga nasza to diament. Dbaj o nią, synku. powiedział ojciec, patrząc uważnie na Mateusza.
Potem usiedli długą kolację. Jedli z apetytem, głośno się śmiali, opowiadając zabawne historie. Później Jan, ojciec Jadwigi, zagrał na gitarze, a wszyscy razem nucili. Mateusz poczuł się w tej rodzinie tak, jakby znał ich od zawsze.
Trzy dni później pojechali do rodziców Mateusza. Po drodze wpadli do cukierni, a Jadwiga kupiła ręcznie robione eklerki dla pań. O piątej po południu dotarli na miejsce.
Drzwi otworzyła matka Mateusza, Halina Wojciechowska.
Och Cześć, kochani spojrzała zdziwiona na Jadwigę, z otwartymi ustami trzymając drzwi.
Mamo, też Cię kocham. Może nie stójmy na progu, a wejdźmy do środka? szepnął Mateusz, i w końcu weszli.
Oczywiście, synku Proszę, wejdźcie. A ty, chyba też jesteś tą Jadwigą, prawda? jej głos drżał, kiedy przyglądała się Jadwidze od stóp po głowę.
Tak, jestem Jadwiga! Miło mi was poznać. Jadwiga podajła rękę Halinie i weszła. Matka Mateusza stała z niedowierzaniem, patrząc na nią.
Tato, Heleno, mama, to Jadwiga, moja narzeczona, złożyliśmy wniosek i wkrótce ślub. To moja rodzina przedstawił Mateusz swoją narzeczoną i krewnych: siostrę Helenę, matkę Halinę i tatę Mikołaja.
Wieść o ślubie wywołała zaskoczenie u rodziny Mateusza, wszyscy usiedli zaskoczeni. W pokoju zapadła cisza, słychać było tylko stukot sztućców.
No proszę! Jadwiga! Cieszymy się z Was i zapraszamy do rodziny. Macie może butelkę? O, to w sam raz! A może jakieś przysmaki dla dziewczyn? rozluźnił atmosferę ojciec Mikołaj.
Nie, nie jemy słodyczy, zwłaszcza wieczorem. Co wy Halina odsunęła niechętnie pudełko z cukierkami.
Wy nie jedzicie, a my jemy! Dajcie tę skrzynkę, zobaczymy co w środku. Myślę, że Jadwiga nic złego nie przyniesie. zażartował tata.
Wszyscy usiedli, a na stole pojawiła się czekolada, lekkie przekąski i butelka szampana. Odkręcili korki, stuknęli się kieliszkami, po czym znów zapadła nieco niezręczna cisza.
Mamo, poznałem rodziców Jadwigi. Są wspaniali, na pewno Wam się spodobają. powiedział Mateusz, chcąc przełamać milczącą chwilę. Jadwiga patrzyła w kieliszek, a Helenka nie odrywała wzroku od niej. Ojciec opowiedział jakiś żart, wszyscy się roześmiali i napięcie nieco spadło.
Jadwiga, nie martw się, mam świetnego specjalistę. Zaoferuję Ci pomoc w rozwiązaniu problemu. nagle wtrąciła się Halina.
Problem? Nie mam problemu. zdziwiła się Jadwiga.
No więc, Jadwiga, a te Twoje zbędne kilogramy? Czy to nie problem? nie odpuszczała matka Mateusza.
Moim zdaniem nie mam zbędnych, a mój przyszły mąż je akceptuje. Nie każdy musi być szpilką i wąsikiem. odparła żartobliwie, spoglądając na Helenę i Halinę. Helenka zareagowała płomienistym wyrazem twarzy.
Jadwiga, masz dwadzieścia kilogramów za dużo! To niezdrowe. A jak będziesz matką, nie mam pojęcia, co z tym będzie namawiała matka.
Kiedy urodzę, będę jeszcze piękniejsza, a mój mąż i dziecko będą przy mnie. A Ty, Helenko, pewna jesteś, że taka szczupła kobieta musi mieć przystojnego męża i przynajmniej dwoje dzieci odpowiedziała Jadwiga, gryząc kawałek ciastka.
Helenka przełknęła ślinę, chciała coś dodać, lecz Mikołaj przerwał konflikt, napełnił kieliszki i wzniósł toast.
Za kobiety tej rodziny, różne, a jednak kochane!
Wyszli na dwór po kilku godzinach, spojrzeli na siebie, westchnęli jednocześnie i wybuchli śmiechem.
No tak Nie spodziewałam się, że przyszła teściowa powie mi, że jestem pełna.
Jadwiga, kochana, jesteś piękna i wiesz o tym! A matka z siostrą? Wybacz im dobroć. Krewnych się nie wybiera.
Ślub ustalono na 25 sierpnia. Tego dnia krewni i przyjaciele zebrali się w Urzędzie Stanu Cywilnego, by być świadkami ich małżeństwa. Po ceremonii goście przeszli do restauracji.
Panna młoda lśniła w eleganckiej sukni, która pięknie podkreślała jej kobiecą, czarującą sylwetkę. Panna młody nie odrywał od niej oczu. Matka panny, Katarzyna, nie ustępowała swojej córce w pięknie i finezji. Elegancki strój podkreślał jej figurę. Mężczyźni nie mogli oderwać od niej wzroku. Odróżniała się od surowej, niskiej teściowej w matowej sukni. Siostra Mateusza, Helenka, była kopią swojej matki, tylko młodsza.
Zagrała muzyka i nowożeńcy ruszyli na pierwszy taniec. Kręcili się w pierwszym zwieńczeniu przy czarującej melodii. Goście patrzyli w zachwycie, bo dla nich nie istniał już żaden inny świat tylko oni dwoje.
No cóż Pannie nie zaszkodziłoby trochę odchudzić się. Jest olbrzymia, a sukienka kiepska. Zostanie przy niej na dobre zawołał nieco zdenerwowany głos matki Mateusza.
Jak mówią, słowo nie wróży… Galia woli powiedzieć to, co ma do powiedzenia, choć już za późno.
Poza tym, faceci nie rzucają się na kości. Wolą normalne, żywe kobiety. Wasz syn również do nich należy. A wy, proszę, bądźcie ostrożniejsze, bo ja, choć delikatna, jestem nerwowa. Nie dam sobie rady, gdy chodzi o moją córkę wtrąciła się Katarzyna, ręce w pas, przyciskając Jadwigę do ściany swym imponującym biustem.
Kobiety wymieniły się wzrokiem pełnym ostrożności. Galia wyglądała przerażona, a Katarzyna wściekła. Sytuację rozładował Jan, który od razu zrozumiał, co się dzieje.
O! Dziewczyny! Widzę, że już się zaprzyjaźniłyście. Muszę jednak złapać moją żonę, droga Galo! Katarzynko, zapraszam Cię na taniec. Młodzi już się wymęczyli, teraz nasza kolej.
Wziął żonę za talię i razem obrócili się w walcu. Muzyka rozbrzmiewała, a wokół były uśmiechnięte twarze. Wesela nie brakowało radości i tańca, jak w znanej piosence.
Trzeba mieć nadzieję, że młodzi będą żyć, rozwijać się i czerpać dobro Bo to najważniejsze, prawda?



