Brzydka mi przypadła

Dostałem tę nieatrakcyjną.

Błysk Głośny huk Ciemność Ciemność

W końcu ciemność zaczęła się rozpraszać. Usłyszał głos:
Zofio Wiśniewska, to strażak, u nich tam coś wybuchło.

Przez ból poczuł na szyi dotyk ręki. Spróbował lekko unieść powieki. Udało się z trudem. Przed oczami wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi na nim znakami zodiaku… Oczy kobiety w białym kitlu
Na salę operacyjną! rozległ się głos tuż obok.

Rodzice wrócili z pracy. Matka od razu pobiegła do kuchni, zajrzawszy do pokoju, gdzie syn odrabiał lekcje. Dariusz zaś, wchodząc do pokoju, od razu zauważył, że nastrój u syna jest daleki od dobrego.
Tomek, co się stało? ojciec pogłaskał go po głowie.
Nic, – mruknął syn, uczeń czwartej klasy.
No dalej, mów!
Niedługo Dzień Kobiet. Nauczycielka nas dzisiaj zatrzymała i powiedziała, że musimy dziewczynkom prezenty przygotować.
No, i w czym problem? uśmiechnął się ojciec.
U nas chłopaków i dziewczynek tyle samo. I ona rozdzieliła, kto komu daje, – syn głęboko westchnął. Mnie przypadła ta nieatrakcyjna, Zosia Wiśniewska.
Wszystkie dziewczynki chcą prezent na Dzień Kobiet dostać, i nieatrakcyjne też, – ojciec starał się mówić z synem jak z dorosłym. A jak ona rozdzielała? Według alfabetu?
Nie, według znaków zodiaku?
To jak? Dariusz nie zdołał się powstrzymać i znów się uśmiechnął.
Według zgodności. Zosia Panna, a Pannom najbardziej Byk pasuje. A ja, właśnie, Byk.
To dobrze, jeśli pasujecie! Dorośniesz, może jeszcze zakochasz się w niej.

Ojciec nie zdołał powstrzymać śmiechu. Do pokoju natychmiast wbiegła matka:
Co u was tu się dzieje?
Aniu, idź do kuchni, – twarz ojca stała się surowa. My z synem poważną rozmowę prowadzimy.

Gdy matka wyszła, Tomek smutnym głosem zapytał:
Tato, i co mi teraz robić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię ja twojej wybrance prezent.
Tato, jaki ty możesz zrobić prezent? Przecież w fabryce pracujesz.
Tak! Ale pracuję w galwanizacji. A u nas wszystkie rodzaje pokryć metali się wykonuje.
Tato, nie zrozumiałem.
Jutro sam zobaczysz!

***

Następnego dnia ojciec przyniósł wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wydawał się złoty. Na jednej stronie były wygrawerowane dwa znaki zodiaku, Byk i Panna, a na drugiej drobno, ale pięknie napisano:
Mojej koleżance Zofii na Dzień Kobiet! Tomasz.

Och, jak ten wisiorek pięknie wyglądał! A gdy mama zapakowała go w celofanowy woreczek, zaczął wyglądać zupełnie rewelacyjnie.

***

I oto siódmy marca. Lekcji prowadzić nauczycielka nie zamierzała. Najpierw uczniowie wręczyli jej prezent. Długo dziękowała. Potem ogłosiła, żeby chłopcy podarowali prezenty dziewczynkom.

Co tu się zaczęło! Wszyscy chłopcy rzucili się do swoich wybranek. Tomek też podszedł do Zosi Wiśniewskiej i powiedział, jak uczył tata:
Zofio, składam ci życzenia z okazji święta Dzień Kobiet! Być może, kiedyś los połączy Byka i Pannę.

Wypowiedziawszy wyuczoną frazę, Tomek skierował się na swoje miejsce i oczywiście nie zauważył, jak zabiło serce tej nieatrakcyjnej, jego zdaniem, dziewczynki.

Wkrótce rodzice Zosi przeprowadzili się do innej dzielnicy, a sama Zosia od piątej klasy zaczęła uczyć się w innej szkole.

***

Tomasz otworzył oczy. Biały sufit szpitalnej sali. Spróbował poruszyć rękami i nogami. Poruszała się tylko lewa ręka.
Gdzie jestem? zwrócił się nie wiadomo do kogo.

Usłyszał jakiś stukot i do jego łóżka podszedł pacjent na kulach, uważnie przyjrzał się mu i zapytał:
Ocknąłeś się? W oddziale chirurgii urazowej jesteś.
Mam ręce, nogi całe? zapytał Tomasz cichym głosem.
Chyba wszystko na miejscu, – przekazał ten radosną wiadomość. Tylko zabandażowany jesteś cały od stóp do głów.
To dobrze, jeśli wszystko całe.

Tu podeszła pielęgniarka i troskliwie zapytała:
– Jak się czujesz?
– Co się ze mną dzieje! odpowiedział pytaniem na pytanie Tomasz.
– Twemu życiu nic nie zagraża. Ręce, nogi będą działać. Tylko blizn wiele zostanie, – podała włączony telefon. Mama twoja prosiła zadzwonić, gdy się obudzisz.

– Synku, – rozległ się przez łzy głos matki.
– Mamo, wszystko w porządku, – starał się mówić jak najpogodniej. Powiedzieli, że tylko blizny niewielkie zostaną. Wkrótce wypiszą.
– Nie pozwolili mi z tobą nocą zostać. Synku, zaraz przyjdę.
– Mamo, ty szczególnie się nie rozczulaj!

Położył telefon obok siebie, spróbował uśmiechnąć się do pielęgniarki:
– Dziękuję!
– No, wkrótce cię nie wypiszą, – uśmiechnęła się w odpowiedzi pielęgniarka. Tydzień trzy poleżysz. To pewne!

– Co u was się stało? zapytał sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wyszła.
– Ja strażak. W fabryce butle tlenowe zaczęły wybuchać, – zaczął wspominać Tomasz, a w jego oczach pojawił się cień tamtego przerażenia. Wezwali nas. My przed strażą pożarną przybyliśmy. Pomieszczenie ogromne, wewnątrz pomieszczenia troje poszkodowanych. Wbiegliśmy tam, tam butle rozrzucone, miejscami ogień. Zaczęliśmy poszkodowanych wynosić Ja ostatni wychodziłem Gdy już przy drzwiach byłem, kolejna butla wybuchła z ogłuszającym hukiem Dalej nie pamiętam.
– Tak, dostało ci się.

– Nowak Tomasz, – rozległ się głos pielęgniarki. Do ciebie kolega z pracy.
– Cześć, Tomek! Jak się masz?
– Ręce, nogi całe! optymistycznie odpowiedział poszkodowany. Ale przywitać się na razie mogę tylko lewą ręką!
– Daj spokój!
– Co tam dalej było?
– My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Natychmiast rzuciliśmy się z powrotem, wyciągnęliśmy cię ty cały we krwi lekarze już obok byli
– Dziękuję!
– Tomek, o czym ty mówisz?! nagle na twarzy przyjaciela pojawił się uśmiech. – Nas, chyba, do medali chcą przedstawić.
– Do tego czasu mnie wypiszą.
– Dobra, idę. U was teraz obchód będzie. Pielęgniarka powiedziała, żeby nie długo.

Nie zdążył przyjaciel wyjść, gdy wszedł lekarz, mężczyzna około czterdziestki:
– No, jak się masz, bohaterze? podszedł do jego łóżka.
– Normalnie.
– Skoro już rozmawiasz, znaczy, żyć będziesz. Dawaj, ja cię obejrzę!
– Wy mnie zszywaliście? zapytał Tomasz.
– Nie, Zofia Wiśniewska. Ona pojutrze w ciągu dnia przyjdzie.

***

Minęły dwa dni. Tomasz już próbował wstawać. Prawda, ból w nogach był jeszcze silny, ręka prawa rozcięta. A już ran po całym ciele nie mniej niż dziesięć. Dwie na twarzy, gdy wybuchło, o bramę uderzył, dobrze, że prawą rękę zdążył do przodu wystawić. Spojrzał w lustro. Twarz do tej pory opuchnięta.

Dzisiaj obchód ma przeprowadzać lekarz, który przedwczoraj pięć godzin z rzędu go zszywał na sali operacyjnej. Tomasz nawet trochę się denerwował.

I oto ona weszła. Młoda, szczupła, prawda, w okularach, ale one jej wcale nie psuły, a biały kitel zupełnie był do twarzy. Tomasz w swoje dwadzieścia siedem lat już był żonaty. Ale pół roku temu się rozstali charakterami nie pasowali, jak napisali we wniosku, a w rzeczywistości byłej żonie pensja strażaka nie odpowiadała.
– Dzień dobry! wypowiedziała lekarka i skierowała się do jego łóżka.
– Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
– Ja, – uśmiechnęła się. Coś nie tak?
– Dawaj, ja cię obejrzę!

I ona pochyliła się nad nim Przed oczami wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z jej szyi:
– Zofia Wiśniewska!!! wykrzyknął, a serce zaczęło mu bić szybciej z zaskoczenia i emocji.

Ona uważnie spojrzała na jego opuchniętą twarz.
– Przepraszam! wypowiedziała, tak i nie poznając.
– Ja Byk, – i wskazał na wisiorek.
– Tomek Nowak? jej wargi zadrżały. Ty mnie jeszcze pamiętasz?
– No, co ty, Zosiu? widząc, jak łzy napływają do oczu kobiety, on opuścił dłoń na jej rękę.
– Przepraszam! wyjęta chusteczkę i osuszyła oczy. Nigdy nie myślałam, że spotkamy się z tobą tak.

Więcej tego dnia Zofia do jego sali nie wchodziła. Ale Tomasz już zrozumiał, że u niej grafik, jak i u niego: w dzień, w noc i dwa wolne.

Nie chciał wyglądać przed nią bezradnym. Cały następny dzień próbował chodzić po sali opierając się na łóżkach, parę razy, trzymając się za ścianę, wyszedł na korytarz.

Wieczór. Lekarz pracujący na dziennej zmianie wyszedł. Przyszła nowa zmiana to czuło się po rozmowie na korytarzu. Zaraz obchód

I nagle krzyki, pośpieszne kroki na korytarzu. Tak bywa, gdy kolejnego poszkodowanego przywożą.

Już dziesięć godzin. Weszła pielęgniarka, wyłączyła w sali światło. Ale jakoś nie spało się. Już po północy na korytarzu usłyszały się czyjeś kroki, oto one ucichły, i w tej ciszy Tomasz raczej poczuł, niż usłyszał, że na korytarzu ktoś płacze. Wstał i ostrożnie wyszedł na korytarz.

Za dyżurnym stołem siedziała i, opuściwszy głowę na ręce, płakała jego dawna koleżanka z klasy. Podszedł, czując jak napięcie rośnie, położył zdrową rękę na jej ramieniu:
– Co się dzieje, Zosiu!

Ona wstała, wtuliła się w jego ramię, a łzy spływały po jej policzkach:
– Operowałam kobietę, która wpadła pod samochód, – głos łamał się od łez, zaczęła opowiadać. Zrobiłam wszystko możliwe i niemożliwe Ona teraz na intensywnej terapii, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż jej teraz z nią w sali
– Uspokój się, Zosiu!
– Trzy lata już chirurgiem pracuję i wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że ludzie umierają.
– Uspokój się, uspokój się! Takie już u nas z tobą zawody. Przez pięć lat też tyle śmierci widziałem, ale przecież my z tobą i żyć niemało uratowaliśmy, – Tomasz ciężko westchnął. – Przez to i żona odeszła. Mówi: że sam nie swój do domu przychodzę i pieniędzy mało zarabiam. A u mnie czterdzieści zawsze wychodzi żyć to można.
– U mnie wszystko to samo, – spojrzała mu w twarz. Chłopaki na mnie jak na wariatkę patrzą. Do tej pory zamężna nie byłam, jak dziecko z rodzicami żyję.
– Daj spokój, nam z tobą tylko po dwadzieścia siedem całe życie przed nami.
– Nie, Tomek, nam już po dwadzieścia siedem.

– Zofia Wiśniewska, u niej puls znika, – krzyknęła, wybiegająca pielęgniarka.
– Przepraszam! i Zofia pobiegła na intensywną.

Usnąć tej nocy Tomasz tak i nie mógł. Rano przyszła pielęgniarka, jak zwykle zrobiła mu zastrzyk.
– Kobieta, której dziś w nocy operację robiono, żywa? zapytał niespodziewanie nawet dla siebie.
– Żywa, ale stan skrajnie ciężki.

***

Minęły trzy tygodnie. Rany na ciele Tomasza się zagoiły. Z Zofią widzieli się, gdy były jej zmiany, ponadto jego coraz mocniej i mocniej ciągnęło do niej. Ale oddział chirurgii urazowej nie to miejsce, gdzie można mówić o czymś bardzo osobistym.

I oto podczas jednego z porannych obchodów lekarz-mężczyzna oznajmił:
– Dzisiaj was wypisuję, – uśmiechnął się i dodał. W sensie, ze szpitala. Od razu pójdziesz do swojej przychodni, a tam już zdecydują ile jeszcze posiedzieć na zwolnieniu.
– Można się zbierać!
– Tak, tak! Szczególnie się nie śpiesz. Teraz wam wypis przygotują.

Gdy lekarz wyszedł, Tomasz się ogolił. Patrząc w lustro, z zadowoleniem zauważył, że dwie pozostałe blizny wcale nie psują twarzy, raczej dodają męskości. Na pozostałe blizny zupełnie nie warto zwracać uwagi.

Zbierał się, wyszedł na korytarz. Naprzeciw, trzymając się za ścianę szła pacjentka.
Ona jednak dała radę! – przemknęła radosna myśl.

Wyszła pielęgniarka, podała wypis:
– Do widzenia, Tomaszu! Więcej do nas nie wpadaj!

***

Miał własne jednopokojowe mieszkanie, ale pojechał do rodziców. Przecież mama tak go czekała i martwiła się. Nawet urlop wzięła.
– Synku! rzuciła się do niego w objęcia matka.
– Wszystko, mamo! Jak widzisz, żyję i jestem zdrowy.
– Chodź, przygotowałam ci jeść. Jaki chudy stałeś się.
– Oj, jak za domowym jedzeniem tęskniłem!
– Póki się nie pozdrowisz i nie ożenisz będziesz w rodzinnym domu mieszkał. Twój pokój do tej pory stoi pusty, – i krzyknęła jakby do dziecka. Idź, ręce umyj!

***

Do wieczora Tomasz poszedł do fryzjera. Wszedł do swojego mieszkania. Zabrał trochę ubrań. Matka od razu zaczęła je doprowadzać do porządku.

Wieczorem przyszedł ojciec z pracy. Usiedli, jak bywało wcześniej, wszyscy razem i rozmawiali do późna w nocy.

Spac położył się w swoim pokoju, gdzie przeszło dzieciństwo i młodość, ale zasnął nie od razu:
Jutro trzeba do przychodni pójść. Potem do pracy. A wieczorem

Z myślą o następnym wieczorze zasnął daleko po północy.

***

Następnego dnia Tomasz z rana poszedł do przychodni. Do obiadu chodził po gabinetach. Po obiedzie poszedł do siebie do pracy, akurat jego zmiana była.
– Ty, dokąd? zainteresował się ojciec.
– Tato, pamiętasz dawno-dawno, gdy jeszcze w czwartej klasie się uczyłem. Ty mi wisiorek zrobiłeś na prezent dla koleżanki?
– Nieatrakcyjnej Zosi Wiśniewskiej? Pamiętam.
– Pamiętasz, ty jeszcze powiedziałeś: Dorośniesz, może jeszcze zakochasz się w niej.
– I to pamiętam.
– Tato, Zofia teraz chirurg. To ona robiła mi operację. I ona do tej pory nosi na szyi ten wisiorek.
– No to, tak!
– Tato, twoje słowa się spełniły. Idę do niej!

***

Dwadzieścia siedem lat to nie tak dużo na początek życia z ukochaną osobą.Dostałem tę nieatrakcyjną.

Błysk Głośny huk Ciemność Ciemność

W końcu ciemność zaczęła się rozpraszać. Usłyszał głos:
Zofio Wiśniewska, to strażak, u nich tam coś wybuchło.

Przez ból poczuł na szyi dotyk ręki. Spróbował lekko unieść powieki. Udało się z trudem. Przed oczami wisiorek w kształcie prostokąta z wygrawerowanymi na nim znakami zodiaku… Oczy kobiety w białym kitlu
Na salę operacyjną! rozległ się głos tuż obok.

Rodzice wrócili z pracy. Matka od razu pobiegła do kuchni, zajrzawszy do pokoju, gdzie syn odrabiał lekcje. Dariusz zaś, wchodząc do pokoju, od razu zauważył, że nastrój u syna jest daleki od dobrego.
Tomek, co się stało? ojciec pogłaskał go po głowie.
Nic, – mruknął syn, uczeń czwartej klasy.
No dalej, mów!
Niedługo Dzień Kobiet. Nauczycielka nas dzisiaj zatrzymała i powiedziała, że musimy dziewczynkom prezenty przygotować.
No, i w czym problem? uśmiechnął się ojciec.
U nas chłopaków i dziewczynek tyle samo. I ona rozdzieliła, kto komu daje, – syn głęboko westchnął. Mnie przypadła ta nieatrakcyjna, Zosia Wiśniewska.
Wszystkie dziewczynki chcą prezent na Dzień Kobiet dostać, i nieatrakcyjne też, – ojciec starał się mówić z synem jak z dorosłym. A jak ona rozdzielała? Według alfabetu?
Nie, według znaków zodiaku?
To jak? Dariusz nie zdołał się powstrzymać i znów się uśmiechnął.
Według zgodności. Zosia Panna, a Pannom najbardziej Byk pasuje. A ja, właśnie, Byk.
To dobrze, jeśli pasujecie! Dorośniesz, może jeszcze zakochasz się w niej.

Ojciec nie zdołał powstrzymać śmiechu. Do pokoju natychmiast wbiegła matka:
Co u was tu się dzieje?
Aniu, idź do kuchni, – twarz ojca stała się surowa. My z synem poważną rozmowę prowadzimy.

Gdy matka wyszła, Tomek smutnym głosem zapytał:
Tato, i co mi teraz robić?
Przygotować prezent!
Jaki?
Jutro w pracy zrobię ja twojej wybrance prezent.
Tato, jaki ty możesz zrobić prezent? Przecież w fabryce pracujesz.
Tak! Ale pracuję w galwanizacji. A u nas wszystkie rodzaje pokryć metali się wykonuje.
Tato, nie zrozumiałem.
Jutro sam zobaczysz!

***

Następnego dnia ojciec przyniósł wisiorek na łańcuszku w kształcie prostokąta, który wydawał się złoty. Na jednej stronie były wygrawerowane dwa znaki zodiaku, Byk i Panna, a na drugiej drobno, ale pięknie napisano:
Mojej koleżance Zofii na Dzień Kobiet! Tomasz.

Och, jak ten wisiorek pięknie wyglądał! A gdy mama zapakowała go w celofanowy woreczek, zaczął wyglądać zupełnie rewelacyjnie.

***

I oto siódmy marca. Lekcji prowadzić nauczycielka nie zamierzała. Najpierw uczniowie wręczyli jej prezent. Długo dziękowała. Potem ogłosiła, żeby chłopcy podarowali prezenty dziewczynkom.

Co tu się zaczęło! Wszyscy chłopcy rzucili się do swoich wybranek. Tomek też podszedł do Zosi Wiśniewskiej i powiedział, jak uczył tata:
Zofio, składam ci życzenia z okazji święta Dzień Kobiet! Być może, kiedyś los połączy Byka i Pannę.

Wypowiedziawszy wyuczoną frazę, Tomek skierował się na swoje miejsce i oczywiście nie zauważył, jak zabiło serce tej nieatrakcyjnej, jego zdaniem, dziewczynki.

Wkrótce rodzice Zosi przeprowadzili się do innej dzielnicy, a sama Zosia od piątej klasy zaczęła uczyć się w innej szkole.

***

Tomasz otworzył oczy. Biały sufit szpitalnej sali. Spróbował poruszyć rękami i nogami. Poruszała się tylko lewa ręka.
Gdzie jestem? zwrócił się nie wiadomo do kogo.

Usłyszał jakiś stukot i do jego łóżka podszedł pacjent na kulach, uważnie przyjrzał się mu i zapytał:
Ocknąłeś się? W oddziale chirurgii urazowej jesteś.
Mam ręce, nogi całe? zapytał Tomasz cichym głosem.
Chyba wszystko na miejscu, – przekazał ten radosną wiadomość. Tylko zabandażowany jesteś cały od stóp do głów.
To dobrze, jeśli wszystko całe.

Tu podeszła pielęgniarka i troskliwie zapytała:
– Jak się czujesz?
– Co się ze mną dzieje! odpowiedział pytaniem na pytanie Tomasz.
– Twemu życiu nic nie zagraża. Ręce, nogi będą działać. Tylko blizn wiele zostanie, – podała włączony telefon. Mama twoja prosiła zadzwonić, gdy się obudzisz.

– Synku, – rozległ się przez łzy głos matki.
– Mamo, wszystko w porządku, – starał się mówić jak najpogodniej. Powiedzieli, że tylko blizny niewielkie zostaną. Wkrótce wypiszą.
– Nie pozwolili mi z tobą nocą zostać. Synku, zaraz przyjdę.
– Mamo, ty szczególnie się nie rozczulaj!

Położył telefon obok siebie, spróbował uśmiechnąć się do pielęgniarki:
– Dziękuję!
– No, wkrótce cię nie wypiszą, – uśmiechnęła się w odpowiedzi pielęgniarka. Tydzień trzy poleżysz. To pewne!

– Co u was się stało? zapytał sąsiad z sali, gdy pielęgniarka wyszła.
– Ja strażak. W fabryce butle tlenowe zaczęły wybuchać, – zaczął wspominać Tomasz, a w jego oczach pojawił się cień tamtego przerażenia. Wezwali nas. My przed strażą pożarną przybyliśmy. Pomieszczenie ogromne, wewnątrz pomieszczenia troje poszkodowanych. Wbiegliśmy tam, tam butle rozrzucone, miejscami ogień. Zaczęliśmy poszkodowanych wynosić Ja ostatni wychodziłem Gdy już przy drzwiach byłem, kolejna butla wybuchła z ogłuszającym hukiem Dalej nie pamiętam.
– Tak, dostało ci się.

– Nowak Tomasz, – rozległ się głos pielęgniarki. Do ciebie kolega z pracy.
– Cześć, Tomek! Jak się masz?
– Ręce, nogi całe! optymistycznie odpowiedział poszkodowany. Ale przywitać się na razie mogę tylko lewą ręką!
– Daj spokój!
– Co tam dalej było?
– My już wychodziliśmy, gdy wybuchło. Natychmiast rzuciliśmy się z powrotem, wyciągnęliśmy cię ty cały we krwi lekarze już obok byli
– Dziękuję!
– Tomek, o czym ty mówisz?! nagle na twarzy przyjaciela pojawił się uśmiech. – Nas, chyba, do medali chcą przedstawić.
– Do tego czasu mnie wypiszą.
– Dobra, idę. U was teraz obchód będzie. Pielęgniarka powiedziała, żeby nie długo.

Nie zdążył przyjaciel wyjść, gdy wszedł lekarz, mężczyzna około czterdziestki:
– No, jak się masz, bohaterze? podszedł do jego łóżka.
– Normalnie.
– Skoro już rozmawiasz, znaczy, żyć będziesz. Dawaj, ja cię obejrzę!
– Wy mnie zszywaliście? zapytał Tomasz.
– Nie, Zofia Wiśniewska. Ona pojutrze w ciągu dnia przyjdzie.

***

Minęły dwa dni. Tomasz już próbował wstawać. Prawda, ból w nogach był jeszcze silny, ręka prawa rozcięta. A już ran po całym ciele nie mniej niż dziesięć. Dwie na twarzy, gdy wybuchło, o bramę uderzył, dobrze, że prawą rękę zdążył do przodu wystawić. Spojrzał w lustro. Twarz do tej pory opuchnięta.

Dzisiaj obchód ma przeprowadzać lekarz, który przedwczoraj pięć godzin z rzędu go zszywał na sali operacyjnej. Tomasz nawet trochę się denerwował.

I oto ona weszła. Młoda, szczupła, prawda, w okularach, ale one jej wcale nie psuły, a biały kitel zupełnie był do twarzy. Tomasz w swoje dwadzieścia siedem lat już był żonaty. Ale pół roku temu się rozstali charakterami nie pasowali, jak napisali we wniosku, a w rzeczywistości byłej żonie pensja strażaka nie odpowiadała.
– Dzień dobry! wypowiedziała lekarka i skierowała się do jego łóżka.
– Dzień dobry! To pani mnie zszywała?
– Ja, – uśmiechnęła się. Coś nie tak?
– Dawaj, ja cię obejrzę!

I ona pochyliła się nad nim Przed oczami wisiorek ze znakami zodiaku, zwisający z jej szyi:
– Zofia Wiśniewska!!! wykrzyknął, a serce zaczęło mu bić szybciej z zaskoczenia i emocji.

Ona uważnie spojrzała na jego opuchniętą twarz.
– Przepraszam! wypowiedziała, tak i nie poznając.
– Ja Byk, – i wskazał na wisiorek.
– Tomek Nowak? jej wargi zadrżały. Ty mnie jeszcze pamiętasz?
– No, co ty, Zosiu? widząc, jak łzy napływają do oczu kobiety, on opuścił dłoń na jej rękę.
– Przepraszam! wyjęta chusteczkę i osuszyła oczy. Nigdy nie myślałam, że spotkamy się z tobą tak.

Więcej tego dnia Zofia do jego sali nie wchodziła. Ale Tomasz już zrozumiał, że u niej grafik, jak i u niego: w dzień, w noc i dwa wolne.

Nie chciał wyglądać przed nią bezradnym. Cały następny dzień próbował chodzić po sali opierając się na łóżkach, parę razy, trzymając się za ścianę, wyszedł na korytarz.

Wieczór. Lekarz pracujący na dziennej zmianie wyszedł. Przyszła nowa zmiana to czuło się po rozmowie na korytarzu. Zaraz obchód

I nagle krzyki, pośpieszne kroki na korytarzu. Tak bywa, gdy kolejnego poszkodowanego przywożą.

Już dziesięć godzin. Weszła pielęgniarka, wyłączyła w sali światło. Ale jakoś nie spało się. Już po północy na korytarzu usłyszały się czyjeś kroki, oto one ucichły, i w tej ciszy Tomasz raczej poczuł, niż usłyszał, że na korytarzu ktoś płacze. Wstał i ostrożnie wyszedł na korytarz.

Za dyżurnym stołem siedziała i, opuściwszy głowę na ręce, płakała jego dawna koleżanka z klasy. Podszedł, czując jak napięcie rośnie, położył zdrową rękę na jej ramieniu:
– Co się dzieje, Zosiu!

Ona wstała, wtuliła się w jego ramię, a łzy spływały po jej policzkach:
– Operowałam kobietę, która wpadła pod samochód, – głos łamał się od łez, zaczęła opowiadać. Zrobiłam wszystko możliwe i niemożliwe Ona teraz na intensywnej terapii, ale nie przeżyje. Ma dwoje dzieci mąż jej teraz z nią w sali
– Uspokój się, Zosiu!
– Trzy lata już chirurgiem pracuję i wciąż nie mogę się przyzwyczaić, że ludzie umierają.
– Uspokój się, uspokój się! Takie już u nas z tobą zawody. Przez pięć lat też tyle śmierci widziałem, ale przecież my z tobą i żyć niemało uratowaliśmy, – Tomasz ciężko westchnął. – Przez to i żona odeszła. Mówi: że sam nie swój do domu przychodzę i pieniędzy mało zarabiam. A u mnie czterdzieści zawsze wychodzi żyć to można.
– U mnie wszystko to samo, – spojrzała mu w twarz. Chłopaki na mnie jak na wariatkę patrzą. Do tej pory zamężna nie byłam, jak dziecko z rodzicami żyję.
– Daj spokój, nam z tobą tylko po dwadzieścia siedem całe życie przed nami.
– Nie, Tomek, nam już po dwadzieścia siedem.

– Zofia Wiśniewska, u niej puls znika, – krzyknęła, wybiegająca pielęgniarka.
– Przepraszam! i Zofia pobiegła na intensywną.

Usnąć tej nocy Tomasz tak i nie mógł. Rano przyszła pielęgniarka, jak zwykle zrobiła mu zastrzyk.
– Kobieta, której dziś w nocy operację robiono, żywa? zapytał niespodziewanie nawet dla siebie.
– Żywa, ale stan skrajnie ciężki.

***

Minęły trzy tygodnie. Rany na ciele Tomasza się zagoiły. Z Zofią widzieli się, gdy były jej zmiany, ponadto jego coraz mocniej i mocniej ciągnęło do niej. Ale oddział chirurgii urazowej nie to miejsce, gdzie można mówić o czymś bardzo osobistym.

I oto podczas jednego z porannych obchodów lekarz-mężczyzna oznajmił:
– Dzisiaj was wypisuję, – uśmiechnął się i dodał. W sensie, ze szpitala. Od razu pójdziesz do swojej przychodni, a tam już zdecydują ile jeszcze posiedzieć na zwolnieniu.
– Można się zbierać!
– Tak, tak! Szczególnie się nie śpiesz. Teraz wam wypis przygotują.

Gdy lekarz wyszedł, Tomasz się ogolił. Patrząc w lustro, z zadowoleniem zauważył, że dwie pozostałe blizny wcale nie psują twarzy, raczej dodają męskości. Na pozostałe blizny zupełnie nie warto zwracać uwagi.

Zbierał się, wyszedł na korytarz. Naprzeciw, trzymając się za ścianę szła pacjentka.
Ona jednak dała radę! – przemknęła radosna myśl.

Wyszła pielęgniarka, podała wypis:
– Do widzenia, Tomaszu! Więcej do nas nie wpadaj!

***

Miał własne jednopokojowe mieszkanie, ale pojechał do rodziców. Przecież mama tak go czekała i martwiła się. Nawet urlop wzięła.
– Synku! rzuciła się do niego w objęcia matka.
– Wszystko, mamo! Jak widzisz, żyję i jestem zdrowy.
– Chodź, przygotowałam ci jeść. Jaki chudy stałeś się.
– Oj, jak za domowym jedzeniem tęskniłem!
– Póki się nie pozdrowisz i nie ożenisz będziesz w rodzinnym domu mieszkał. Twój pokój do tej pory stoi pusty, – i krzyknęła jakby do dziecka. Idź, ręce umyj!

***

Do wieczora Tomasz poszedł do fryzjera. Wszedł do swojego mieszkania. Zabrał trochę ubrań. Matka od razu zaczęła je doprowadzać do porządku.

Wieczorem przyszedł ojciec z pracy. Usiedli, jak bywało wcześniej, wszyscy razem i rozmawiali do późna w nocy.

Spac położył się w swoim pokoju, gdzie przeszło dzieciństwo i młodość, ale zasnął nie od razu:
Jutro trzeba do przychodni pójść. Potem do pracy. A wieczorem

Z myślą o następnym wieczorze zasnął daleko po północy.

***

Następnego dnia Tomasz z rana poszedł do przychodni. Do obiadu chodził po gabinetach. Po obiedzie poszedł do siebie do pracy, akurat jego zmiana była.
– Ty, dokąd? zainteresował się ojciec.
– Tato, pamiętasz dawno-dawno, gdy jeszcze w czwartej klasie się uczyłem. Ty mi wisiorek zrobiłeś na prezent dla koleżanki?
– Nieatrakcyjnej Zosi Wiśniewskiej? Pamiętam.
– Pamiętasz, ty jeszcze powiedziałeś: Dorośniesz, może jeszcze zakochasz się w niej.
– I to pamiętam.
– Tato, Zofia teraz chirurg. To ona robiła mi operację. I ona do tej pory nosi na szyi ten wisiorek.
– No to, tak!
– Tato, twoje słowa się spełniły. Idę do niej!

***

Dwadzieścia siedem lat to nie tak dużo na początek życia z ukochaną osobą.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście − osiemnaście =

Brzydka mi przypadła