Przyjaciele przyszli na parapetówkę z pustymi rękami do zastawionego stołu – zamknęłam lodówkę, gdy …

Przychodziły już takie wieczory, gdy wspomnienie tamtego dnia wracało do mnie jak echo i wtedy szczególnego znaczenia nabiera obraz zamkniętej lodówki.

Andrzej, jesteś pewien, że trzy kilogramy karkówki wieprzowej wystarczą? spytałam tamtego dnia, zerkając niepewnie w głąb kuchni, w której już od świtu krzątałam się jak opętana. Przecież oni ostatnio zjedli wszystko do ostatniego okruszka! Agata jeszcze prosiła o pojemnik, niby dla psa, a potem wrzuciła zdjęcie mojego pieczystego do internetu i podpisała jako swój sukces kulinarny.

Wtedy trzęsłam w palcach ścierkę i zerkałam na zegarek. Zaledwie dwunasta w południe, a ja już niemal padałam z nóg. Od szóstej na rynku szukałam najświeższego mięsa. Potem po delikatesach za najlepszym alkoholem i francuskimi serami, potem już tylko ciągłe krojenie, gotowanie, smażenie.

Andrzej, mój mąż stał przy zlewie, obierał ziemniaki i starał się nie dać po sobie poznać, jak coraz mocniej go to wszystko irytuje.

Beatko, przecież to wystarczy westchnął, płucząc kolejną bulwę. Trzech kilo karkówki na cztery osoby i nas dwoje… To po pół kilo na głowę. Jeszcze się przejedzą. Dałaś z siebie wszystko: czerwona papryka, sałaty pełne, śledzie, domowe galarety, alkohole z górnej półki. Przecież to tylko parapetówka nawet spóźniona nie wesele.

Nie rozumiesz odparłam, mieszając gęsty sos na patelni. To przecież Anka z Tomkiem i Agata z Jurkiem. Nasi starzy znajomi jeszcze z czasów studenckich. Wiesz, jak to jest jak będzie biedny stół, to powiedzą, że poszło nam na głowę, jak tylko kupiliśmy mieszkanie.

Gościnność dostałam od babci kobiety, która potrafiła wrzucić do garnka kij i nakarmić kompanię wojska kaszą gotowaną z niczego. U mnie pusty stół to jak osobista zniewaga. Goście to święto, a święto ma pachnieć nadmiarem. Tydzień układałam menu, odkładałam złotówki, by kupić ten drogi koniak bo Jurek tylko taki pija i to eleganckie francuskie wino dla Anki.

A niechby coś sami przynieśli mruknął Andrzej. Pamiętasz zeszłe urodziny Jurka? Ty własnoręcznie robiłaś tort, a my jeszcze prezent dołożyliśmy do wina. A oni? Kiedy nas odwiedzili ot, tak po prostu? Były herbatniki i herbata z torebki.

Daj spokój, wtedy był remont, kredyt ich cisnął. Teraz mają lepiej. Jurek dostał awans, Agata kupiła nową kurtkę, z dumą pokazywała w internecie. Może tym razem przyniosą coś, choćby owoce. Nawet specjalnie zostawiłam im słodkie, podpowiedziałam Adze, by przynieśli coś na deser.

Do siedemnastej mieszkanie lśniło czystością, a stół wyglądał jak wystawa najlepszych potraw z księgi kucharskiej mojej babci. Galareta z języka w środku, wokół kolorowe sałaty, śledzie pod pierzynką buraków i jajek, własnoręcznie peklowane mięsiwa i pieczona karkówka z ziemniakami oraz grzybami. W lodówce schłodzone było francuskie wino, polska żubrówka, najdroższy koniak.

Założyłam najlepszą sukienkę i popatrzyłam na wszystko z satysfakcją, w której mieszał się niepokój.

Stresuję się przyznałam, gdy Andrzej zapiął mankiet koszuli. Chciałabym, żeby ten wieczór był idealny.

Dzwonek zabrzmiał punktualnie, o siedemnastej jak to u naszych znajomych. Otworzyłam szeroko drzwi.

Och, parapetówka! wrzasnęła Agata, sunąc przede mną w najnowszej futrzanej kurtce z warszawskiego butiku. Za nią Tomek, Jurek i Anka, już wyraźnie podchmieleni. Cała czwórka rozbierała się głośno, przekładając swoje rzeczy Andrzejowi, który starał się nie wypaść z roli gospodarza.

Zerkałam dyskretnie na ich dłonie. Puste. Kompletnie. Ani siatki z ciastem, ani bucika czekoladek, ani butelki wina.

A gdzie… zaczęłam, lecz nie dokończyłam. Zawstydziłam się pytać. Może coś jeszcze wyciągną później?

Beatka, jak ty schudłaś! rzuciła Anka, cmoknęła mnie w polik i przeszła w głąb przedpokoju, oceniając nowoczesny minimalizm mieszkania. No, tak trochę goło, jak w urzędzie. Trzeba było tapetę w kwiaty kupić, a nie tylko malować ściany…

My lubimy prostotę odparł Andrzej, wskazując na salon i zapraszając gości do stołu.

Wpadli do pokoju, a Jurek aż się oblizał na widok jedzenia.

Ale, Beatka, uczta! Wiedziałem, po co warto tu przyjechać! zaśmiał się, odsłaniając cały rząd zębów , bo dzień cały niczego nie jedliśmy, a dzisiaj twoja karkówka to główna atrakcja.

Goście rzucili się na przystawki. Ja w tym czasie przyniosłam gorące kokilki z pieczarkami. Pomyślałam: Może dali pieniądze w kopercie? Dlatego przyszli z pustymi rękoma?.

Gdy wróciłam, już pałaszowali sałatkę.

Ale dobra ta sałatka jarzynowa! burknął Jurek, oblizując widelec. Andrzej, nalej nam czegoś na rozgrzanie! Co będziemy czekać?

Andrzej rozlał żubrówkę i wino.

No to za nowe mieszkanie! wzniósł toast Jurek. Oby ściany wytrzymały, sąsiedzi nie zalali… No to chluśniem, bo uśniem!

Momentalnie opróżnił kieliszek i zajął się łososiem.

Beatko, a czemu ta wódka taka ciepła? spytał nagle. Trzeba było zamrozić!

Z lodówki jest, Jurek powiedziałam cicho. Pięć stopni.

Pięć stopni? E tam… Prawdziwa wódka musi być zmrożona, żeby aż się lała jak oliwa. Ale może być. Macie koniak?

Jest potwierdziłam. Ale może zaczniemy od jedzenia?

Dla mnie to bez różnicy! roześmiał się Tomek.

Impreza się rozkręcała. Jedzenie znikało ze stołu w takim tempie, jakby przez tydzień niczego nie widzieli. Gdy już trzeci raz dokładałam śledzi, zaczęli krytykować wszystko.

Śledź pod pierzynką trochę suchy rzuciła z przekąsem Agata, zapełniając talerz po raz trzeci. Za mało majonezu? Oszczędzasz?

Robiłam domowy, nie jest tak tłusty tłumaczyłam się, ściskając serwetkę.

Ale po co się tak męczyć, Beatka! zafrasowała się Anka. W sklepie kupisz i szybciej, i lepiej wychodzi. A ta wasza ikra to chyba tańsza, co? Ja biorę tylko z jesiotra grubsza i smaczniejsza!

Spojrzałam na Andrzeja było po nim widać złość, choć milczał i ściskał widelec w dłoni.

Opowiadajcie coś o sobie! próbował zmienić temat. Agata, byłaś w Egipcie?

Och! Wspaniale! Hotel pięć gwiazdek, morze, owoce morza na każdym kroku, wino… A torebka, jaką przywiozłam! Oryginał za dziesięć tysięcy! Ale warto było, raz się żyje. Jurek narzekał, ale powiedziałam mu, że nie odmówię sobie odrobiny luksusu.

Kobiety to tylko wydają mruknął Jurek, dolewając sobie koniaku bez pytania. A ja szykuję się na nowy samochód SUV-a. Kasa się znajdzie, nie wydajemy na jakieś bzdury typu wystrój wnętrz.

Stary, wy bzdury robicie wtrąciła Anka. Przecież ściany to ściany! My od dziesięciu lat u babciowych tapet nie zmieniliśmy, za to co lato urlop w Chorwacji, co pół roku nowe ciuchy, restauracje. A wy tylko beton, remont, beton…

Skoro już mówimy o restauracjach przerywa Tomek i rzuca tłustą serwetkę na obrus wczoraj byliśmy w Soplicy, tam to jest uczta! Piętnaście tysięcy za wieczór, ale poziom! Lepiej niż w domu. Beatka, kiedy będzie to pieczyste? Bo sałata to nie obiad, ja chcę mięso!

Wyszłam do kuchni ze stertą brudnych naczyń. Wszystko we mnie aż drżało. Ci ludzie dopiero co opowiadali o dekadentkich wydatkach, a przyszli do mojego domu bez choćby różyczki na parapetówkę, bez czekoladki do kawy.

Wtedy do kuchni wszedł Agata, teoretycznie pomagać.

Ale tu u was widać, Beatka, że się podłamaliście. Stół niby suty, ale wino takie sobie, przecież takie to my na grilla na działce pijemy. Na pewno z promocji. A może zostanie trochę mięsa? Jutro będziemy mieć kaca, a gotować się nie chce. Dasz coś na wynos?

Zamrugałam z niedowierzaniem.

Chcesz, żebym ci spakowała jedzenie na wynos?

A co taka zdziwiona? Zawsze tak robimy! Przecież wy i tak nie zjecie tego we dwoje zachichotała Agata. A będzie w ogóle tort? Coś słodkiego? Bo ja mam ochotę…

Przecież ty miałaś przynieść ciasto powiedziałam jej delikatnie.

Ja?! Nigdy w życiu! Przecież jestem na diecie! Myślałam, że ty upieczesz jakiś swój popisowy tort… Z pustymi rękami przyszliśmy, bo u ciebie zawsze wszystko jest, ty przecież bogata jesteś po kupnie mieszkania!

Odstawiłam talerz na stół. Dźwięk talerza na porcelanie zabrzmiał jak wystrzał.

A więc uważacie, że wszystko tu mamy? powtórzyłam.

Oczywiście! Kredyt na mieszkanie, remont, znaczy nie brakuje wam na nic! A my zbieramy na wakacje. No, dawaj mięso, chłopaki już głodni!

Cała przeszłość stanęła mi przed oczami. Przypomniały mi się pożyczki dla Agaty, które oddawała przez pół roku. Przypomniała mi się pomoc Andrzeja, kiedy Jurek się przeprowadzał. I to, że nigdy nie przynieśli niczego na żaden nasz świąteczny obiad a zapraszali nas do siebie raz na parę lat, serwując gotowe pierogi z marketu.

Podeszłam do piekarnika, otworzyłam drzwiczki i poczułam zapach pieczonego mięsa z ziołami. Popatrzyłam na lodówkę, w której czekał wielki, zamówiony u cukiernika tort bezowy taki za niemal czterysta złotych. Zamknęłam piekarnik. Wyłączyłam gaz. Przysunęłam drzwi lodówki.

Mięsa nie będzie powiedziałam stanowczo.

Żartujesz? zdumiała się Agata. Przypaliło się?

Nic się nie przypaliło. Po prostu nie będzie.

Weszłam do pokoju. Panowie rozmawiali już o polityce, Andrzej wyglądał na zrezygnowanego.

Szanowni goście podniosłam głos. Uroczystość się zakończyła.

Nastała cisza. Jurek zamrugał z kieliszkiem przy ustach.

Beatka, co ty mówisz?! Przecież jeszcze nic nie jedliśmy konkretnego! Gdzie karkówka?

Już zmieniłam zdanie odparłam.

My jesteśmy głodni! oburzyła się Anka. Mięso dawaj!

Mięso zostaje w piekarniku. Wy natomiast, drodzy, możecie już się ubierać. Albo idźcie do tej waszej Soplicy”, tam na pewno dostaniecie pieczeń.

Oszalałaś? oburzył się Tomek. Andrzej, zrób coś!

Andrzej wstał. Spojrzał na mnie i na gości. Zobaczył moją zaciśniętą szczękę, łzy na granicy powiek. I zrozumiał.

Beatka nie oszalała powiedział twardo. Beatka ma dość. Przyszliście do nas z pustymi rękami, wypiliście nasz koniak, skrytykowaliście jedzenie, a teraz macie jeszcze czelność domagać się więcej?

Przepraszamy, żartowaliśmy jęknęła Agata. Trochę luzu! No, zapomnieliśmy ciasta, zdarza się. Ale towarzystwo przecież wnieśliśmy!

Za czyj koszt? uśmiechnęłam się gorzko. Wydalam na ten stół połowę swojej pensji, cały dzień stałam przy garach, chciałam wam zrobić święto. A wy…? Jesteście darmozjadami. Latajecie po Egiptach, ale żałujecie dziesięciu złotych na czekoladki dla gospodyni.

Ech, dajcie spokój warknął Jurek, wywracając krzesło. Nigdy więcej tu nie przyjdziemy! Sknerzy!

Proszę się zbierać oznajmił Andrzej i otworzył szeroko drzwi. Pojemniki na wynos zabierzcie ale puste.

Wyszli z hukiem i oskarżeniami. Agata wykrzykiwała, że już nie jestem jej przyjaciółką, Anka pomstowała na zmarnowany wieczór. Panowie przeklinali.

Zostały po nich brudne naczynia, plamy na obrusie i chaotyczne wspomnienia.

Andrzej objął mnie i zapytał cicho:
Jak się czujesz?

Ręce mi się trzęsą przyznałam. Może jednak powinnam była przemilczeć? Gości nie wypada wypraszać…

Jesteś odważna, Beatko powiedział. W końcu zaczęłaś się szanować. Duma mnie rozpiera. Ja bym ich wyprosił jeszcze szybciej.

Westchnęłam i oparłam głowę na jego ramieniu.

A mięso? zapytał po chwili z figlarnym uśmiechem. Dalej się piecze?

Zaśmiałam się po raz pierwszy tego wieczora szczerze.

Piecze. I tort stoi, i wino zostało.

Usiedliśmy we dwoje przy stole, wśród brudnych naczyń. Odsunęłam puste talerze, wyjęłam mięso z piekarnika i tort z lodówki. Nalałam nam po kieliszku tego wina, które nazwali kwaśnym, a które naprawdę było najlepszym merlotem, na jakie nas było stać.

Za nas powiedział Andrzej, stukając się zemną kieliszkiem. I za to, by w naszym domu byli tylko ci, którzy przychodzą z sercem, nie z pustą ręką.

Mięso topiło się w ustach, tort był słodki jak nagroda. Poczuliśmy ulgę i radość z prostego faktu, że mamy siebie.

Po północy dostałam SMS od Agaty: Ale się nażarłaś! Siedzimy w Macu przez ciebie i pijemy colę. Żałuj i przeproś!. Uśmiechnęłam się, zablokowałam jej numer, potem numery całej trójki.

Cztery kontakty mniej, a w mieszkaniu i życiu zrobiło się nagle przestronniej.

Lodówka była pełna dobrego jedzenia, starczyło na cały tydzień. Ani okruszek już nie trafił do tych, którzy naprawdę na to nie zasługiwali.

I tak, po latach, powtarzam sobie za każdą zamkniętą lodówką czasami właśnie ona chroni nasze poczucie godności lepiej niż cokolwiek innego. Przyjaźń, by była prawdziwa, musi działać w obie strony.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dziewiętnaście + osiem =

Przyjaciele przyszli na parapetówkę z pustymi rękami do zastawionego stołu – zamknęłam lodówkę, gdy …