SYNOWA Z KRWI I KOŚCI
Mamo, żenię się z Celiną. Za trzy miesiące będziemy mieli dziecko mój syn rzucił to jakby zamawiał pizzę na wynos.
Nie spadłam z krzesła, bo Celinę już wcześniej mi przedstawił. Ale jej wiek lekko mnie niepokoił. Dziewczyna ledwo co skończyła siedemnaście lat A mój wybranek jeszcze nawet nie zaliczył wojska. Dzieciaki jedne, a tu im się już weselisko i becikowe marzą!
Sukienki ślubnej dla Celiny szukaliśmy chyba dłużej niż ona sama była w ciąży siódmy miesiąc nie wybacza, wiadomo.
Wreszcie ślub huczny, jak to u nas w Częstochowie. Po wszystkim młodzi wprowadzili się do jej rodziców, a mój synek co sobotę melinował się u mnie. Zamykał się w pokoju i prosił, żebym dała mu spokój. Jakoś to matczyne serce mi nerwów nie uspokajało.
Zadzwoniłam więc do Celiny, tak dla spokoju.
U was z Kubą wszystko okej?
Oczywiście, a czemu niby nie? odparła spokojnie, bez mrugnięcia okiem.
Celina, wiesz, gdzie jest teraz twój mąż? próbowałam podpytać taktownie.
Pani Zdzisławo, proszę zająć się swoimi sprawami, my sobie poradzimy rzuciła mi bezczelnie. To był pierwszy, lecz nie ostatni raz, kiedy usłyszałam taki ton.
Przepraszam, że zabrałam ci czas odparłam i rozłączyłam się, uznając, że zdrowie ważniejsze.
Jestem pokojowa i nie lubię burd, więc im szybciej się odsunę, tym lepiej. Gotujcie się w swoim barszczu, nie będę wchodzić z łyżką.
Po kilku miesiącach Celina wydała na świat Wiolettę. Imię mi nie leżało w gardle, więc dla mnie została Wiśką.
Kubę wcielili do wojska i pojechał hen daleko, gdzie kończy się mapa i zaczynają śledzie w puszkach. Przez ten czas regularnie odwiedzałam moją wnuczkę Wiśkę. Za każdym razem uderzało mnie, jak Celina piękniała z dnia na dzień. No, istny demon! Trochę się bałam młoda na uniwerku, a tam same pokusy. Miałam przeczucie, że do powrotu Kuby Celina nie dotrwa w „czystej” wersji.
Jej stosunek do mnie? No cóż, radosny nie był. Gdy pojawiałam się po Wiśkę, Celina przewracała oczami, popychała mi wózek i niemalże wypychała za drzwi, jakby chciała powiedzieć: wystarczy mi tej dobroci. Nawet wzrokiem potrafiła się obrazić. To była niechęć bez makijażu. Ale biję się w pierś nie szukałam wojen. Marzyłam tylko o tym, żeby szybko wrócić na swój teren.
Po dwóch latach Kuba wrócił z wojska. Widzę, że dzieciaki dogadują się świetnie Wiśka rośnie jak burak na żuławach, Kuba śmieje się do żony, Celina błyszczy jak pierścionek z lombardu i krząta się po domu. Moje matczyne serce tonie w miodzie. Tak minęło piętnaście lat sielanki.
Potem jednak coś się w Celinie przestawiło. Zaczęli się pojawiać amanci. Dziesiątki ich było! Nawet się nie kryła trzaskała drzwiami na lewo i prawo. No, mówią, że ogórek nie śpiewa, ale się kisi tu to samo. Kuba znosił wszystko, bo ją kochał i cierpiał przez trzy lata jak męczennik spod Radomia.
Celina natomiast nie szczędziła mu kąśliwych słów, czasem nawet z przekąsem, i uwielbiała, jak sprawiała, że mąż warczy. A ja? Cała rozklekotana z wrażenia, ale ani razu nie zaczęłam wykładu o moralności. Po prawdzie, bałam się Celiny jak diabli święconej wody wystarczyło jedno jej spojrzenie i aż chciało się położyć do trumny.
Synku, co się dzieje z wami? Kłótnia o coś? podpytywałam nieśmiało.
Mamo, nie martw się, ogarnę temat uspakajał mnie Kuba.
Odniosłam wrażenie, że syn czuje się winny, dlatego znosi to wszystko. W końcu postanowiłam pójść do Celiny, bo rozbite małżeństwo dzieci spać mi nie dawało.
Celinko, mogę cię o coś zapytać? zaczęłam cicho, żeby nie wyzwolić burzy.
Pani Zdzisławo, lepiej niech się pani spyta syna, z kim i czym się zajmuje w pracy! Ciocia pracuje w tej samej firmie i wszystko mi opisała. Powiem wprost: to on pierwszy zaczął zdrady! wrzasnęła Celina.
Boże jedyny, po co ja się w to wpakowałam? Kubie nic nie mówiłam. Co będzie, to będzie; nikogo nie uszczęśliwię na siłę.
W końcu się rozwiedli. Wiśka została z matką. Kuba popłynął na całego zmieniał dziewczyny jak skarpetki: brunetki, blondynki, rude… Jego łóżko nie zdążyło nigdy ostygnąć! A Celina niemal od razu zaryzykowała nowy ślub informacja spadła na mnie od Kuby, który aż się popłakał. Podobno była troskliwą żoną. No cóż.
Nową wybranką mego syna została Joanna drobna, przebojowa czterdziestoletnia dama, a Kuba miał wówczas trzydzieści pięć lat. Syn zakochany jak student na pierwszym piwie, służył Joannie jak oddany piesek.
Joasia szybko wycisnęła z niego wymagania: oficjalny ślub, mieszkanie dla jej córki i pełne utrzymanie siebie i rodziny. Kuba rozpływał się w zachwycie.
W przeciwieństwie do Celiny, Joasia z miejsca próbowała zostać moją przyjaciółką, gadała „na ty” i skracała dystans za każdym razem, gdy mnie widziała. A mnie to zupełnie nie odpowiadało dystans rzecz święta. Ale jak mówiłem, nie zaczynam konfliktów, więc gryź trawę, jak trzeba. Wszystkie jej prezenty kupione za pieniądze mojego syna leżą w szafie, nietknięte kompletnie mi nie grają klimaty Joanny.
Uśmiecha się fałszywie, mówi nieszczere rzeczy, a Róma kocha? Jak nie kocha! Znalazła w Kubie worek pieniędzy i nawet się z tym nie kryje. Za to Celina wykrzyczała mi prosto w oczy, darła się na mnie przy każdej okazji, ale przynajmniej była szczera i Kubę kochała.
A Joasia w kuchni? Lepiej nie pytać. Pierogi ze sklepu, kotlety z lady, zupy tylko z proszku. Raz jej wygarnęłam:
Mogłabyś chociaż raz rosół ugotować! Ciągle suchy chleb przeżuwa!
Zdzisia, nie ucz starej wrony latać usłyszałam w odpowiedzi.
Ona i jej koleżaneczki to jak oddział cheerleaderek po prozie kręcą się po galeriach, łażą na sauny i kawki, bez przerwy. Zrób jej coś nie po myśli, a zaraz usłyszysz lament i zobaczysz pokaz dramatu życia.
Joasię musisz podać na złotej tacy i jeszcze usłużnie pokroić na kawałeczki. Jak mój syn może z nimi wytrzymać, nie wiem. Uważam, że ich spotkanie to pomyłka wszech czasów.
Coraz częściej wspominam, jaka porządna była Celina. Mam porównanie! Pamiętam jej wyśmienitą galaretkę rybną, gołąbki i te przepyszne torty… Czemu Kuba rozwalił swoje szczęście z pierwszą żoną? Nie utrzymał takiej kobiety i sam sobie winny. Cieszę się chociaż, że Wiśka mnie nie zapomina. Rozpieszcza mnie drobiazgami, co zawsze robi mi dzień.
Dla mnie Celina była i pozostaje synową z krwi i kości, choć już dawno „byłą”. Dopiero po stracie wiadomo, ile była warta. Joanna to tylko poboczna historia. Żal mi mojego syna Wydaje mi się, że w sercu Rómy ciągle mieszka Celina. Tyle że droga do niej od dawna zarośniętaA czasem myślę czy gdybym wtedy bardziej się postarała, stanęła murem za Celiną, nie poukładałoby się inaczej? Ale teraz to już tylko wspomnienia i zapach jej goździkowych perfum, który raz po raz, ni stąd ni zowąd, wraca w kuchni. Bywa, że zamykam oczy i widzę te młode twarze przy wielkanocnym stole: śmiech, żarty, sąsiadów zza ściany i szklanki kompotu z wiśni.
Minęły lata. Życie toczy się dalej. Joanna, jak zawsze, gdzieś w biegu. A ja schylam się nad albumem ze zdjęciami. Na jednym Celina tuli małą Wiśkę, Kuba śmieje się z boku, a ja trzymam ich za barki, jeszcze wtedy pewna, że świat należy do nas wszystkich.
I wiem już, że rodzina to nie metryka w urzędzie, nie nazwisko na zaproszeniu, tylko coś, co zostaje w sercu. Nawet jeśli powoli znika z codzienności, na zawsze noszę Celinę tam, gdzie nawet Joasia nie sięgnie. Bo synową z krwi i kości nie zastąpi żadna inna.
Gdy do mnie dzwoni Wiśka i mówi: „Babciu, upiekłam twoje ciasto”, uśmiecham się przez łzy i czuję, jak krąg się zamyka. Wszystko, co najlepsze, zostaje między kobietami, z pokolenia na pokolenie niezależnie od ślubów i rozwodów. I jestem pewna, że kiedyś, na rodzinnych zdjęciach mojej wnuczki, ktoś rozpozna mój uśmiech i trochę Celiny w jej spojrzeniu.


