Syn mojego byłego męża z drugiego małżeństwa ciężko zachorował, a były błagał mnie o finansową pomoc…

Syn mojego byłego męża z drugiego małżeństwa poważnie zachorował. Były przyszedł prosić mnie o wsparcie finansowe. Odmówiłem bez wahania.

Mam 37 lat. Już od dekady żyję jako rozwodnik. Zdrada ze strony żony była dla mnie ciosem, którego nie potrafiłem wybaczyć. Teraz mieszka z tą swoją kochanką.

Tamta kobieta szybko zaszła z nim w ciążę, urodziła syna, a potem wzięli ślub. Po tych wydarzeniach nie miałem ochoty utrzymywać z nią czy z byłym żadnego kontaktu. Od tamtego czasu nie wiem, co u nich słychać.

Nie brakuje mi pieniędzy mam dobrą posadę i zarabiam całkiem nieźle. Tydzień temu niespodziewanie odwiedził mnie były. Nie widzieliśmy się całe lata, więc jego wizyta totalnie mnie zdziwiła. Sam zaczął rozmowę. Powiedział, że u jego syna wykryto nowotwór, a leczenie będzie ogromnie kosztowne. On i jego obecna żona nie są w stanie tego udźwignąć i przyszedł z prośbą do mnie.

Ostatnio sprzedałem dom w Krakowie, który dostałem po babci. Były dowiedział się o tym i uznał, że przyjdzie po pomoc właśnie do mnie. Akurat dobrze się dla niego złożyło. Przypadek czy czysta kalkulacja?

Sam nie mam jeszcze planów, jak wykorzystam pieniądze ze sprzedaży myślałem o nowym aucie, ale najpierw muszę zrobić prawo jazdy. Zresztą nie spieszę się z wydawaniem tej kwoty. Samochód może poczekać. Zastanawiałem się, czy ex oddałby mi kiedyś pieniądze, gdyby role się odwróciły. Szczerze wątpię.

Nie masz pojęcia, jak bardzo jesteśmy zdesperowani! mówił mi z żalem. A przecież nigdy nie interesowało go moje samopoczucie, nie miałem wsparcia z jego strony. Jego nowa żona też. On bez skrupułów zamienił mnie na nią. Podczas rozwodu dzieliliśmy wszystko na pół. Mówił, że każdy grosz przyda mu się w nowym związku. Nawet chciał, żebym oddał mu pieniądze za mieszkanie na szczęście kupiłem je jeszcze przed ślubem i nie musiałem niczego oddawać. To mnie uratowało. Były był oburzony! A dziś zjawia się z oczami pełnymi łez i prosi o pieniądze, powołując się na emocje!

Zapewnia, że jeśli mi nie wierzę, dostarczy wszelkie zaświadczenia i dokumenty. Ale mnie to nie interesuje. Nie chcę się nad tym w ogóle zastanawiać. Nawet jeśli obiecują, że wszystko oddadzą. Rehabilitacja dziecka również sporo kosztuje. Moim zdaniem szansa na zwrot pieniędzy jest zerowa.

A czemu nie pójdziesz do banku po kredyt? rzuciłem chłodno.

Powiedziałem mu to prosto w twarz. Zaczął krzyczeć i zaproponował, że uklęknie przede mną. Ale nie o upokarzanie chodzi. Po prostu nie mam najmniejszej ochoty mieć z nim cokolwiek wspólnego. Zdradził mnie, przekreślił nasze lata razem. Niech radzi sobie sam nie jest moją sprawą. Zapowiedział, że wróci, żebym przemyślał sprawę na spokojnie. Ale nie mam tu nad czym rozmyślać.

Może ktoś uzna, że jestem bezduszny. Ja jednak wolę sam decydować o własnych pieniądzach. Nie zamierzam wspierać kogoś, przez kogo tyle wycierpiałem. Po tej rozmowie czuję się trochę podle, ale nie zmienię zdania. Nie pomogę im niech to będzie dla nich lekcja i spłata za dawne winy.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 + 7 =

Syn mojego byłego męża z drugiego małżeństwa ciężko zachorował, a były błagał mnie o finansową pomoc…