Mój były pojawił się pewnej sobotnie popołudnie z wielkim bukietem kwiatów, czekoladkami, torbą prez…

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć coś, co wydarzyło się ostatnią sobotę normalnie aż trudno w to uwierzyć! Wyobraź sobie, że mój były pojawił się niespodziewanie, tak po prostu, po tylu miesiącach ciszy! Wparował w sobotnie popołudnie z wielkim bukietem tulipanów, pudłem najlepszych czekoladek z Wedla, torbą pełną prezentów i tą swoją miną czaruś, której nie widziałam od dawna. Pomyślałam, że może chce wszystko wyjaśnić albo przeprosić, wiesz no bo przecież po naszej rozstaniu był zimny jak lód, jakby mnie kompletnie nie znał.

Jak tylko wszedł, zaczął gadać, że cały czas o mnie myśli, że mu mnie brakowało, że byłam kobietą jego życia, i że zrozumiał, jak bardzo zawalił. Mówił tak szybko, jakby miał wyrecytowaną przemowę aż dziwnie się słuchało. Stałam jak wryta i słuchałam, totalnie zaskoczona tą całą tkliwością po miesiącach zupełnego milczenia. Ale podszedł do mnie, objął i zaczęł powtarzać, że musimy odzyskać to, co nasze.

W trakcie tej jego tyrady wyjął flakonik perfum, srebrną bransoletkę i pudełko z listem jak z komedii romantycznej! Zaczął mi tłumaczyć, że zasługujemy na drugą szansę, że się zmienił i teraz już wszystko będzie inaczej, lepiej. A ja jakoś nie umiałam się w tym odnaleźć wszystko wydawało się za piękne, żeby było prawdziwe. W dodatku nigdy aż tak się nie starał, kiedy byliśmy razem.

Cała prawda wyszła na jaw, gdy zaprosiłam go, żeby usiadł w salonie, i zapytałam prosto z mostu: Ale o co Ci tak naprawdę chodzi?. I wtedy zaczęły się schody. Zaczął się plątać w zeznaniach, aż w końcu wydukał, że ma drobny problem z bankiem, że potrzebuje kredytu na firmę, która będzie dla nas obojga, i że brakuje mu tylko jednego podpisu mojego.

No i wszystko stało się jasne. Dlatego te wszystkie kwiaty, prezenty, ciepłe słowa Chodziło tylko o to, żebym podpisała mu papiery na kredyt.

Powiedziałam mu wprost, że nie podpiszę żadnych dokumentów. Nagle wyraz twarzy mu się zmienił uśmiech zniknął, rzucił bukiet tulipanów na stół i zaczął podnosić głos, jakby nagle miał do mnie pretensje, że mu nie wierzę. Zaczął bredzić, że to szansa życia i że powinnam mu pomóc, jeśli jeszcze mi na nim zależy. Poczułam się, jakby nagle próbował grać na moim poczuciu winy. Wszystko runęło szybciej, niż się zaczęło.

Widząc, że nie dam się go nabrać, nagle zmienił taktykę. Zaczął mówić, że jak nie dostanie tego kredytu, to przepadnie, a jeśli mu pomogę, to oficjalnie do mnie wróci i zaczniemy od początku. To wszystko brzmiało jak kiepska komedia zero wstydu, pomieszał rzekomą miłość z korzyścią finansową. I wtedy już byłam pewna, że cała ta jego scenka z prezentami to była tylko maskarada, żeby wyciągnąć ode mnie podpis.

Kiedy jeszcze raz powtórzyłam, że nie zgodzę się na żadne podpisy, pozbierał niemal wszystko, co przyniósł: czekoladki schował do torby, perfumy też, bransoletkę szybciutko zabrał. Na podłodze zostały tylko, totalnie przestawione, te nieszczęsne tulipany. Wychodząc jeszcze mnie ochrzanił, że jestem niewdzięczna i żebym później sobie nie wypominała, że nie próbował ratować związku. Trzasnął drzwiami, jakbym to ja była winna całej sytuacji.

No i tak oto jego próba pojednania trwała całe piętnaście minut, a ja miałam tylko bukiet tulipanów do sprzątaniaPrzez chwilę stałam jeszcze w tym rozgardiaszu, patrząc na przekrzywione tulipany, które nostalgicznie przypominały lata naszej przeszłości kwiaty, które kiedyś dawał z serca, dziś stały się tylko rekwizytem w jego nieudanej grze. Usiadłam na sofie i poczułam spokój, jakiego dawno nie zaznałam. Właśnie w tej chwili zrozumiałam, że nie tęskniłam wcale za nim, tylko za wyobrażeniem o tym, kim mógłby być.

Wyciągnęłam telefon, wystukałam numer do przyjaciółki i odkładając zegarek na rękę, powiedziałam jej wszystko, a w słuchawce słyszałam śmiech przepleciony ulgą. W końcu mogłyśmy o tym żartować a ja poczułam się silniejsza niż kiedykolwiek. Wyrzuciłam zwiędłe tulipany do kosza i otworzyłam szeroko okno. Wpuściłam do pokoju świeże powietrze, zamykając za sobą definitywnie ten rozdział.

I wiesz co? Z nikim już nie chcę być drugą szansą na cudzy rachunek. Od tej soboty to ja sama jestem dla siebie najlepszym prezentem.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

11 + szesnaście =

Mój były pojawił się pewnej sobotnie popołudnie z wielkim bukietem kwiatów, czekoladkami, torbą prez…