Janek i Marysia Janek nigdy nie marzył o przeprowadzce z rodzinnej wsi do miasta. Uwielbiał rozległ…

Janowi nigdy nie marzyło się wyprowadzić ze swojego rodzinnego Zakrzewa do wielkiego miasta. Kochał te mazowieckie krajobrazy leniwą rzekę, złote pola, las pełen grzybów i tych wszystkich swojskich sąsiadów. Postanowił zostać gospodarzem, hodować świnki, sprzedawać mięso na targu, a może kiedyś nawet rozwinąć skrzydła z biznesem. Marzył, że zbuduje sobie porządną chałupę samochód już miał, choć starego poloneza, i na razie nadal gruchał nim do Biedronki. Pieniędzmi, które mu zostały po sprzedaży mieszkania po babci, wsparł pierwsze kroki w rolnictwie.

Miał jeszcze jedno wielkie pragnienie ożenić się z Małgosią. Chciał, by została panią na jego włościach. Spotykali się już jakiś czas, Małgosia wiedziała, że interesy Jana idą jak po grudzie, pieniędzy z worka nie wysypuje, a dom to na etapie fundamentów.

A Małgosia ta to była zjawiskowa. W życiu nie śniło jej się, by samej zdobywać świat.

Po coś mi ta uroda dana? Mąż niech się stara i utrzymuje. Trzeba tylko znaleźć takiego, co zaopiekuje się mną lepiej niż sołtys swoją działką. Moja uroda tanio się nie sprzeda powtarzała koleżankom.

Jan buduje dom i poloneza ma, poczekaj tylko, może się jeszcze rozkręci filozofowała jej przyjaciółka, Bożenka.

Ja chcę wszystko na już, a nie jak ten Jan budować się przez dekadę. Ani kasy, ani domu nie ma fukała Małgosia, robiąc obrażoną minę.

Jan kochał Małgosię jak Wawel Smok wawelską pannę, ale coraz częściej czuł, że z jej strony to raczej lubienie niż miłość. Wierzył jednak, że kiedyś ta iskra wybuchnie! Sielanka trwałaby dalej, gdyby w Zakrzewie nie pojawił się Tomasz. Przyjechał na wakacje z kolegą do swojej babci i na wiejskie dziewczyny patrzył jak inspektor z ZUS na deklaracje PIT. W wiejskim klubie jęczał z nudów, aż zobaczył Małgosię.

Na początku Małgosia nawet go nie zauważała, lecz gdy dowiedziała się, że Tomasz jest synem znanego warszawskiego urzędnika, jej zainteresowanie wzrosło jak ceny na polskim PKS. Tomasz, starszy i doświadczony w miłosnych sprawach, umiał zdobyć serce mówił pięknie, sypał komplementami jak krupnik kaszą. Zaskakiwał ją bukietami, których na wiejskim rynku nikt nie sprzedawał, więc wiedziała, że zamawia je przez internetową kwiaciarnię. Doceniła gest.

Jan widział, jak Małgosia bierze kwiaty od Tomasza i gryzło go to niczym komary pod Działdowem.

Nie bierz od niego tych kwiatów, po co mnie drażnisz? prosił, ale ona tylko kręciła głową.

No weź, to tylko kwiaty, nie powód do scysji!

Jan aż raz zgłosił się do Tomasza z męską rozmową:

Małgosi nie obsypuj kwiatami, to moja dziewczyna, a ja mam wobec niej poważne plany.

Tomasz tylko się roześmiał, rozpętała się bójka, ale chłopaki Janka rozdzielili ich szybciutko. Po tym incydencie przeszła między Janem a Małgosią czarna kotka Małgosia zaczęła go unikać, on był obrażony. Ale Małgosia kalkulowała: Tomasz wkrótce wraca do miasta, trzeba się pospieszyć.

Trzeba spróbować poderwać go na dobre i wyjechać do Warszawy. Wieś zostawiam! Tylko szybko muszę działać myślała Małgosia.

Zaprosić Tomasza do siebie nie było trudno rodzice na giełdzie w mieście, plan idealny. Zaaranżowała tak, by rodzice zastali ich razem w łóżku: ona rozczochrana, szlafroczek rzucony na ramiona, Tomasz ledwo spodnie zdołał złapać i wpadają rodzice.

Co to ma znaczyć?! burknął ojciec, patrząc spod brwi.

Córka zarumieniona spuściła wzrok, a Tomasz przełykał ślinę.

Słuchaj no, Tomasz, teraz honor każe ci ożenić się z naszą córką, bo inaczej cię z tego świata zetrę, zapraszamy do pokoju.

O czym tam rozmawiali nie wnikał nikt, ale nazajutrz młodzi złożyli wniosek w urzędzie stanu cywilnego, a ojciec już planował załadunek do stolicy. Cała wieś plotkowała na całego. Jan był załamany, lecz publicznie nie dał po sobie poznać.

Tomasz klął w duchu:

Po co mi była ta wizyta na wsi!? Durna sprawa z tą dziewczyną, okazała się sprytniejsza niż myślałem, a ja dałem się złapać jak leszcz na wędkę.

Małgosia goniła za szczęściem w mieście i chciała życia rodem z serialu.

Jakoś będzie, urodzę mu dziecko, będzie się cieszył jak sołtys na zebraniu, tylko ciekawe, jak przyjmą mnie jego rodzice?

Nieoczekiwanie rodzice Tomasza byli ucieszeni: Wreszcie syn przywiózł normalną dziewczynę, a nie te miejskie lalunie, co tylko na zakupy do galerii by biegały!. Małgosia okazała się swojska usmaży schabowe, wyprasuje koszule, widać, że gospodyni.

Wejdź, Małgosiu, śmiało, czuj się jak u siebie! powitała ją teściowa, Jadwiga, a teść Piotr też się uśmiechał.

Małgosia bardzo się starała być wzorową żoną. Czteropokojowe mieszkanie dla niej raj. Rodzice Tomasza odnosili się do niej ciepło. Tomasz zaczął sądzić, że chyba nie jest taka interesowna, na jaką wyglądała.

Fakt, zaskoczyła mnie tą przebiegłością, ale chyba naprawdę wierzy, że będzie nam dobrze myślał Tomasz, choć sam już gubił się w tym wszystkim. Trudno, nie marudzi, pokornie znosi życie, widać nie chce wracać na wieś.

Miał cichą nadzieję, że przy pierwszej okazji pożyje na boku, bo koleżanek w Warszawie mu nie brakowało. Jednak Małgosia nieoczekiwanie podczas obiadu przy rodzicach oświadczyła:

Jestem w ciąży, będziemy mieli dziecko!

No nareszcie, Małgosiu, czekaliśmy na wnuka! ucieszyła się Jadwiga, a Tomasz skumał, że teraz nie czas na dyskusje o nieplanowanym potomku.

Wkrótce było wesele. Dostała z Tomaszem mieszkanie z meblami w prezencie. Szybko jednak dostrzegła, że Tomasz wcale nie cieszy się na ojcostwo.

Zobaczysz, jak się syn urodzi, Tomasz się zmieni, zrozumie, co to szczęście łudziła się Małgosia, choć nie miała pojęcia, jakie naprawdę zamiary ma jej mąż.

Po ślubie Tomasz rzucił się w wir nocnego życia.

Służbowo ciągle jeżdżę, nie będziesz się nudzić tłumaczył żonie. Ona, nie podejrzewając niczego, czekała i gotowała mu bigos na powrót. Czuła tęsknotę za rodzinnym Zakrzewem, koleżankami, rodzicami i co ciekawe, coraz częściej przypominała jej się twarz Jana.

Zaczęła mieć wątpliwości, czy dobrze wybrała. Pytając męża o miłość, słyszała tylko wymijające odpowiedzi. Jadwiga zauważała, że Małgosia gaśnie, wiedziała, że jej synek to delikatny przypadek.

Narodziny synka ucieszyły wszystkich, nawet Tomasz przez moment się rozkleił, ale długo to nie trwało. Płacz dziecka, pieluchy, niewyspanie Tomasz miał dosyć. Małgosia była coraz bardziej zmęczona, nie wyrabiała się już w kuchni. Tomasz miał ochotę uciec gdzie pieprz rośnie.

Ze zdziwieniem spostrzegł, że spora część znajomych koleżanek nagle straciła nim zainteresowanie:

Z żonatym to ani plotek, ani zabawy…

O żonie nie rozpowiadał. Wiedział, że jest po szkole zawodowej, prosto ze wsi.

No i gdzie ją tu uczciwie ulokować, jak synek trochę podrośnie? Nie chcę, żeby poszła zamiatać w Lidlu. Chyba muszę sam ciągnąć rodzinę. Alimenty pewnie kosztowałyby mniej…

Z boku miał już stałą znajomą, Kamilę z własnym mieszkaniem i dobrze ustawioną, dzieci nie miała i nie chciała. U niej odpoczywał od domowego chaosu, pili winko, wyjeżdżali za miasto.

Kamila, gdybyś wiedziała, jak mnie dobija ta domowa szopka! Żony nie kocham, syn mnie denerwuje, Małgosia piękna, ale dla niej świat kończy się na Zakrzewie i krowach. Wstyd z nią wyjść na miasto.

Małgosia już rozumiała, że wymarzonego życia nie ułoży z Tomaszem. Podejrzewała, że ma inną. W domu czuć było obce perfumy, na kołnierzyku szminka. Tomasz coraz bardziej niecierpliwy, na syna nie patrzył, na nią szczekał i bywało, że się zamachnął.

Rodzina w Zakrzewie czekała, aż przyjdzie jej rozum do głowy.

Skarga do mamy przez telefon nie pomogła:

Sama tak wybrałaś! My myśleliśmy, że z Jankiem będziesz, a tu Warszawę ci się zamarzyło. No to się teraz nasyć tym swoim szczęściem, a jak ci się odwidzi, wracaj, ale już bez histerii.

Małgosia załamała się jeszcze bardziej, a do tego pogrzebała w telefonie Tomasza w nocy. Znalazła pikantne SMS-y od Kamili, szczęka jej opadła. Poskarżyła się teściowej, a Jadwiga ostrzegała:

Pamiętaj, jak tylko pomyślisz o rozwodzie, to my synka ci odbierzemy. Wiesz, jakie mamy znajomości! Jakkolwiek by nie było, Tomasz to jego ojciec, ma porządne zarobki, własne mieszkanie. A ty bez szkoły i zawodu… Co ty mu dasz?

Dziecko dostało gorączki, ząbkowanie, Tomasz miał już dość. Kamila pisała, czekała na niego. Jak tylko Małgosia i mały zasną… odpisał. Kamila: Podaj im to, co ci zostawiłam, zasną momentalnie.

Tomasz poszedł do łazienki, a telefon zostawił na stole. Małgosia przeczytała wiadomość i zamarła.

A jeśli naprawdę coś doda do jedzenia? aż zaczęła się bać.

Gdy Tomasz poszedł pod prysznic, zadzwoniła do Jana i opowiedziała, co się dzieje.

Przyjadę, zabiorę cię z miasta.

Jego rodzice grożą, że odbiorą mi synka.

Nie bój się, tylko straszą. Spróbuj uspokoić syna, połóżcie się spać, jak Tomasz wyjdzie, dzwoń do mnie. Będę czekał przy parku.

Małgosia usypiała dziecko ze wszystkich sił usnęło, ona udawała, że śpi. Słyszała, jak Tomasz sprawdza, potem wyszedł. Wtedy prędko wrzuciła parę rzeczy do torby, zadzwoniła do Jana. Przyjechał niemal natychmiast i zabrał ją do Zakrzewa.

Tomasz wrócił późnym popołudniem mieszkanie puste. Dzwonił do rodziców.

Masz pojęcie, tato? Małgosia zniknęła z synem!

Spokojnie, synku, nie było jej u nas. Może zadzwonić na policję? przejęła się Jadwiga.

Mamo, daj spokój. Nawet się cieszę, niech już idzie swoją drogą. Proszę cię, nie drążcie sprawy długo przekonywał matkę, aż się zgodziła.

Mijały tygodnie. Jan i Małgosia pobrali się niedługo po jej rozwodzie. Zamieszkali w wybudowanym przez niego domu, a wkrótce znowu spodziewali się kolejnego dziecka. I w końcu Małgosia zrozumiała, że to przy Janie znalazła prawdziwe szczęście i to nie tylko jej własna, ale taka wiejska, porządna, jak barszcz na imieninach.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 − osiemnaście =

Janek i Marysia Janek nigdy nie marzył o przeprowadzce z rodzinnej wsi do miasta. Uwielbiał rozległ…