Ostatni wyjazd
Od samego rana Danutę nie opuszczało niepokojące przeczucie, że dziś musi się wydarzyć coś niedobrego.
Pierwsze, co zrobiła, to zadzwoniła do mamy. Pani Grażyna zapewniała, że wszystko u niej w porządku:
Ciśnienie jak u astronauty, głowa nie boli. A czemu pytasz, kochanie?
Tak tylko, na wszelki wypadek odpowiedziała Danuta. Dobra, muszę się szykować do pracy, gdyby coś, dzwoń.
Oczywiście.
Teoretycznie po tej rozmowie powinna poczuć się lepiej, ale nie w środku cały czas czuła niepokój. Nic konkretnego się nie wydarzyło, nie było żadnych powodów do obaw.
Chociaż, z jej pracą ratowniczka medyczna w karetce codziennie wszystko może się zdarzyć. Zwłaszcza w poniedziałek, a poniedziałki zawsze są najtrudniejsze.
Dopiła kawę, zerknęła na zegarek była szósta trzydzieści szybko się ubrała, wrzuciła do torby kanapkę i wyszła z domu.
***
Na bazie pogotowia Danuta spotkała kierowcę pana Krzysztofa, z którym spędzi dziś całą zmianę na patrolowaniu miasta. Gdy ją zobaczył, pomachał przyjaźnie, ale ona tylko skinęła głową ze zmęczonym uśmiechem.
Danusia, czemu taka markotna dziś jesteś? zagadnął Krzysztof, odpalając papierosa. Coś się stało?
Nie, nic jeszcze się nie stało. Ale czuję, że się stanie zamyśliła się Danuta.
Nie daj Bóg Skąd ci takie myśli od rana? Za krótko spałaś?
Danutka tylko wzruszyła ramionami i spojrzała w górę. Niebo całkowicie zasnute chmurami zaraz lunie deszcz.
A ona od dziecka nie lubiła deszczu.
Może o to chodzi? Może to nie przeczucie, tylko chandra przez pogodę? pomyślała. Nawet się uśmiechnęła, zadowolona, że chyba rozgryzła źródło swojego niepokoju.
Ale już chwilę później znów poczuła ten sam ścisk w brzuchu.
Miłej zmiany, koleżanki i koledzy! wykrzyknęła młoda dziewczyna biegnąca przez dyżurkę.
Na te słowa Krzysztof aż zakrztusił się dymem, po czym spojrzał na nią ponuro i pokazał pięść. Dziewczyna aż poczerwieniała.
Ojej, przepraszam zupełnie zapomniałam zawstydziła się.
Nowa pielęgniarka, która zaledwie tydzień temu zaczęła pracę, jeszcze nie zapamiętała, że nigdy nie wolno życzyć szczęśliwej zmiany wychodzącym ratownikom.
To przecież przynosi pecha.
No to już pewne, że coś się stanie szepnęła Danuta, a po plecach przeszedł ją zimny dreszcz.
Tfuj na psa urok mruknął Krzysztof, gasząc papierosa w metalowym koszu.
***
Danutę za każdym razem ściskało w żołądku, gdy dyspozytorka przesyłała nowe zgłoszenia na służbowy tablet i przez głośnik informowała o przyczynie wezwania:
Mężczyzna, lat 35, silny ból głowy. Brak płynności mowy podejrzenie udaru.
Tylko tego mi brakowało pomyślała. Każdy w pogotowiu musi być gotowy na wszystko, ale
Danutka zawsze wszystko przeżywała bardzo osobiście, zwłaszcza te przypadki, które kończyły się tragicznie. Udar często na to pozwala.
Jednak tym razem nie było aż tak źle. Okazało się, że mężczyzna był po ciężkiej imprezie i zamiast udaru miał porządnego kaca. Danuta podała mu tabletkę i poradziła przespać się do porządku.
A jakbym piwka się napił, lepiej mi będzie? zapytał z nadzieją.
Absolutnie nie! Jeszcze gorzej się poczujesz. Jak chcesz żyć długo i szczęśliwie, najlepiej w ogóle zrezygnuj z alkoholu.
Wyszła z mieszkania z ulgą dobrze, że skończyło się tylko na strachu.
Może Krzysztof ma rację to przeczucie to zwykłe przemęczenie
Już miała się uspokoić, gdy nagle przez radio przyszło kolejne wezwanie. Miejsce cmentarz.
Słucham?! zdziwił się Krzysztof.
Cmentarz miejski potwierdziła smutno Danuta, ściskając tablet.
Dziś miał tam odbyć się pogrzeb znanego aktora, rodem z ich miasta (choć ona go nigdy nie kojarzyła). Lokalny tłum, łzy i kwiaty, ktoś cicho wspominał zmarłego. Danuta była cały czas w gotowości, Krzysztof palił papierosa za papierosem.
Nic się jednak nie wydarzyło pomoc nie była potrzebna.
Następne wyjazdy również były rutynowe ot, codzienność.
Tak minęło prawie dwanaście godzin. Zmiana dobiegała końca.
Za dziesięć minut wrócą na bazę. Danuta już marzyła, by wrócić, wykąpać się i położyć spać. Jutro nowy dzień, może będzie lepszy
Na wszelki wypadek kolejny raz zadzwoniła do mamy.
Wszystko dobrze zapewniła pani Grażyna. Zjem kolację i będę oglądać TV.
I jak mama? zapytał Krzysztof.
Dobrze.
No widzisz! roześmiał się Krzysztof. A ty wciąż swoje o złym przeczuciu.
A jednak ono nie minęło Sama nie wiem, co mnie tak niepokoi.
Ty sobie zwierzę jakiegoś powinnaś sprawić. To najskuteczniejszy sposób na stres.
Serio?
Pewnie! Ja mam kota, Stefan się wabi. Jak wracam do domu, wskakuje mi na kolana i mruczy Człowiek od razu lepiej się czuje, nie ma trosk. I śpię jak niemowlę.
Krzysiek, z moim grafikiem to niemożliwe. Pracuję na dyżury, kto by się zajął zwierzakiem? Ty masz rodzinę, ja mieszkam sama.
Dalszą rozmowę przerwał dźwięk nowego zgłoszenia na tablecie.
Danuta, sorry, ale twoja zmiana się jeszcze nie skończyła. Odbierz ostatni wyjazd: Lermontowa 23, mieszkanie chwileczkę Czterdzieści osiem, dobrze myślę?
Tak, czterdzieści osiem odparła natychmiast. To przecież pan Antoni mieszka. Znowu serce?
Dyspozytorka westchnęła ciężko, głos jej zadrżał:
Nie Danusiu Pan Antoni zmarł dziś rano. Policja już tam jest, musicie być, wiesz sama
Wiem szepnęła Danuta.
Jej dłonie drżały, gdy odkładała tablet. Krzysztof usłyszał wszystko i tylko westchnął:
Szkoda pana Antoniego. To był porządny człowiek, sam mówiłaś. Ale to nie twoja wina, Danuta. Sam nie chciał jechać do szpitala, lekarzy też unikał Nie mogłaś nic zrobić.
Hmm
Oparła głowę o fotel i zamknęła oczy.
***
Pana Antoniego poznała półtora miesiąca wcześniej. Zadzwonił na pogotowie, bo dokuczał mu ból w klatce piersiowej.
Drzwi otwarte, wchodźcie od razu przekazała dyspozytorka.
Gdy Danuta weszła do mieszkania, w przedpokoju przywitał ją maleńki piesek. Najpierw warczał na nią groźnie, potem szczekał, a w końcu na wołanie pana Antoniego pobiegł do pokoju.
Znalazłem go na ulicy, przygarnąłem. Teraz mnie pilnuje uśmiechnął się pan Antoni, próbując wstać.
Proszę się nie ruszać Danuta go zatrzymała. Świetny psiak. Sama bym takiego wzięła, gdybym mogła.
A czemu nie możesz?
Powody są odparła cicho. Potem przeszli do wywiadu.
Okazało się, że kłopoty z sercem zaczęły się po śmierci żony. Chodził do lekarzy, ale leczenie nie pomagało.
Gorzej mi, jak muszę stać w przychodni w kolejce. Ból raz jest, raz nie ma.
Opisze pan dokładniej?
Nie ma co opisywać. Raz boli, raz przejdzie samo. Jak wypiję krople albo włożę tabletkę pod język.
Ale to nie jest leczenie uśmiechnęła się Danuta. Może zrobimy EKG.
Badanie wykazało zaburzenia pracy serca Danuta próbowała przekonać pana Antoniego, żeby się zgodził na szpital.
A pieska na kogo zostawię? Daj mi pani tabletkę, zastrzyk.
Panie Antoni, to tylko na chwilę pomoże. Proszę, jedźmy do szpitala.
Koledzy po fachu przyjeżdżali, zawsze mi tylko coś dali i jeździłem dalej. Żyję jeszcze. Do szpitala nie pojadę. Jeśli trzeba, podpiszę odmowę.
Nie udało się jej go przekonać. Ani wtedy, ani podczas następnych wezwań.
Coraz częściej to właśnie ona przyjeżdżała do pana Antoniego zgłaszał się na pogotowie raz w tygodniu, a czasem częściej.
Kiedyś to przechodziło. Teraz boli coraz częściej.
Bo choroba się nasila. Proszę pojechać do szpitala, naprawdę pan powinien.
Przykro mi, Danusiu, nie mogę. Kto się zajmie Bąblem? Takiego małego nie można zostawić samego.
A jeśli coś się stanie, kto się nim wtedy zajmie? zapytała szczerze.
Nie stanie się, spokojnie! A jakby coś, są dobrzy ludzie. Umówiłem się z sąsiadką, że zaopiekuje się Bąblem. Nawet pokazałem jej, gdzie są pieniądze na jedzenie dla niego.
Pieniądze? Po co?
A jak po co? zdziwił się pan Antoni. Ludzie nie biorą psów z ulicy, bo nie mają za co je karmić.
Dobrze, że był taki człowiek.
Dziś Danuta musi jechać do niego po raz ostatni, już nie jako przyjaciel, tylko z urzędu. To naprawdę ostatni wyjazd.
Nie mogła zgodzić się z Krzysztofem czuła, że trochę jednak to jej wina. Powinna była go namówić na leczenie. Powinna
Danusia, jesteśmy.
Słucham? ocknęła się dopiero, gdy poczuła rękę Krzysztofa na swoim ramieniu.
Z trudem weszła na trzecie piętro. W mieszkaniu był już dzielnicowy i sąsiadka, pani Zofia, którą Danuta poznała wcześniej podczas jednego z wyjazdów do pana Antoniego.
Pan Antoni kiedyś, źle się czując na ulicy, poprosił ją, żeby zadzwoniła po karetkę. Tak się poznali.
Dzień dobry, Danusiu.
Dzień dobry, pani Zofio. To pani wezwała policję?
No pewnie! Kto inny? Tylko piesek szczekał od rana, a pan Antoni nie poszedł, jak zwykle, na spacer. Myślę sobie może nie ma humoru. Potem pojechałam na działkę, wróciłam wieczorem, a piesek dalej ujada. Zadzwoniłam na policję, przyszli z administracją, otworzyli drzwi a tam pokazała w stronę sypialni.
Rozumiem, dziękuję.
Danutka przez chwilę stała przy łóżku, patrząc na pana Antoniego, powstrzymując łzy. Wypisała konieczne dokumenty. Nagle
Wyszła na korytarz, zaczęła szukać po całym mieszkaniu. Kuchnia, łazienka, balkon nigdzie nie było Bąbla.
Czego pani szuka? zapytał dzielnicowy.
Pieska. Powinien być w mieszkaniu. Nie widział go pan?
Taki czarny maluch? Biegał tu, szczekał. Sąsiadka chyba go zabrała.
Dzięki Bogu! odetchnęła Danuta. Bała się, że ktoś wyrzucił Bąbla na ulicę. Pan Antoni by tego nie zniósł, bardzo kochał pieska
Po wyjściu z mieszkania zajrzała do pani Zofii.
Danusiu, coś się stało?
Chciałam podziękować za Bąbla. Jak się trzyma?
Kto?
Piesek, przecież go pani zabrała?
A, tego psiaka? Wypuściłam go na podwórko, za bardzo szczekał, głowa mi pękała. Lepiej mu na dworze niż w pustym mieszkaniu.
Ale pan Antoni mówił, że się panią umówił, nawet pokazał pieniądze na karmę
Pani Zofia zbladła, potem się naburmuszyła:
No nie, nic takiego nie było, nie wiem o żadnych pieniądzach. Przykro mi, ale muszę już iść. A piesek sobie poradzi świat nie jest pozbawiony dobrych ludzi.
***
Danuta zbiegła po schodach i wybiegła na podwórko. Akurat lunął deszcz najpierw drobny, potem coraz silniejszy.
Danusiu, co ty robisz na deszczu? zawołał Krzysztof. Wsiadaj!
Otworzyła drzwi karetki, zostawiła skrzynkę z lekami i zamknęła drzwi za sobą.
Co jest? zapytał zdezorientowany Krzysztof.
Krzysiek, musisz jechać na bazę, a ja muszę odnaleźć Bąbla.
Jaki Bąbel? Po co sama? Ze mną pójdziemy. Zresztą, kto mi zabroni zostawić auto na dziesięć minut?
Razem z Krzysztofem i dołączonym dzielnicowym obeszli podwórko i okoliczne uliczki. Dopiero po dłuższej chwili Krzysztof zawołał:
Jest! podbiegła do niego Danuta.
Malutki piesek trząsł się pod ławką naprzeciw kamienicy pana Antoniego, warczał na Krzysztofa.
Bąbel, to ja! Danuta rozkleiła się, łzy mieszały się z kroplami deszczu. Poznajesz mnie?
Pieseczek wytoczył się spod ławki, popatrzył smętnie i zaczął popiskiwać cicho.
Wiem, Bąbel Nasz pan Antoni już nie wróci
Krzysztof i dzielnicowy musieli odwrócić wzrok faceci nie płaczą, zwłaszcza w mundurze.
Nie mogę ci zastąpić pana Antoniego, ale spróbuję. Idziesz ze mną, Bąbel?
Piesek poszedł.
Poczuł, że Danuta to dobry człowiek i że będzie jej dobrze przy niej. A i deszczu nie znosił, więc się zdecydował.
***
Początki były trudne, Danuta czuła się niepewnie. Ale mama pani Grażyna od razu jej pomogła. Gdy Danuta miała służbę, przychodziła i karmiła oraz wyprowadzała Bąbla.
A w wolne dni chodziły razem na spacery do parku: Danuta, mama i ich psiak.
Nie żałowała ani przez chwilę, że przygarnęła samotnego, opuszczonego pieska. Dzięki niemu jej życie nabrało sensu, a ona trochę lepiej rozumiała teraz pana Antoniego choć jako lekarka nigdy nie pochwali chorób zaniedbywanych z miłości do zwierząt.
Po pewnym czasie w ich małej rodzinie pojawił się jeszcze ktoś.
Dzielnicowy, pan Włodzimierz, który pomagał szukać Bąbla i od razu zwrócił uwagę na Danutę. Okoliczności spotkania były trudne, ale potem zaprosił ją na kawę.
Kiedy pan Włodek zjawił się z kwiatami, w drzwiach przywitał go Bąbel. Piesek obwąchał, popatrzył mu w oczy i wesoło zaszczekał przechodził test.
To znaczy, że jego pani jest szczęśliwa i bezpieczna. Bo nareszcie spotkała to, czego tak długo szukała.
***
Czasem życie nie pozwala nam zapobiec każdemu nieszczęściu, ale zawsze możemy obdarzyć kogoś opieką i sercem. To nie tylko lżej nam, lecz i innym wokół. Nigdy nie wiadomo, jak wielką różnicę możemy zrobić małym gestem nawet adopcją samotnego pieska. Właśnie w takich chwilach sens życia objawia się najprościej.



