Robisz kupę kasy, prawda? Siostra mojej żony pożyczyła pieniądze i pojechała nad morze.
To lato zapamiętam na długo, bo odwiedziła nas ukochana siostra mojej żony, Urszula. W rodzinie wszyscy żartobliwie mówiliśmy na nią „maskotka”, bo na każdym spotkaniu rodzinnym mama, tata i cała reszta tylko o niej rozmawiali najlepsze oceny w szkole, potem świetne studia, praca w prestiżowym urzędzie w Warszawie Cóż za idealna córka!
Ja z kolei, jako najstarsza z rodzeństwa, nawet nie skończyłam magisterki i zaraz potem wyszłam za mąż. Rodzice jednak niespecjalnie się tym przejmowali w końcu miałam własną działalność gospodarczą, nowe mieszkanie w Krakowie, samochód i niezły dochód. Ale mimo to, idealną córką w oczach wszystkich była zawsze ta młodsza siostra mojej żony.
W tym roku Urszula przyjechała do nas i poprosiła mnie o pożyczkę. Chciała starać się o kredyt hipoteczny i brakowało jej wkładu własnego. Dla mnie to nie była astronomiczna suma, więc się zgodziłam, tym bardziej, że zarzekała się, iż co miesiąc będzie oddawać ratę. Pracując w państwówce, zapewniała, że z oddaniem pieniędzy nie będzie problemu.
Niedługo potem Urszula pożyczyła ode mnie ponad 10 tysięcy złotych. Absolutnie mnie zaskoczyło, gdy tydzień po tym spakowała walizki i pojechała z koleżankami nad Bałtyk. Szczerze przyznam, nie bardzo rozumiałam, jak ktoś, kto nie ma pieniędzy na własne mieszkanie, nagle wydaje oszczędności na wakacje.
Tłumaczyła wszystkim w rodzinie, że całoroczne oszczędności wyda właśnie na ten wypad, a kredyt? Niby jeszcze nie był załatwiony, ale na pytanie kiedy się tym zajmie, odpowiedziała, że się rozmyśliła.
Poprosiłam ją, by oddała mi pożyczkę. Bez mrugnięcia okiem stwierdziła, że nie ma już kasy, bo wszystko poszło na wakacyjną wyprawę nad morze. W tamtej chwili dotarło do mnie, że historia z kupnem mieszkania od początku nie miała sensu.
Grzecznie poprosiłam, żeby jak najszybciej oddała dług, bo przecież pożyczyłam pieniądze na coś konkretnego, a nie na wylegiwanie się na plaży. Odpowiedziała tylko:
Spokojnie, będę dużo zarabiać, więc możesz poczekać. Teraz nie mam z czego.
Jak to się skończyło? Oczywiście, że znów wyszło na to, że to my jesteśmy bogatymi potworami, bo ona wypłakała się teściowej, że żądam pieniędzy przed czasem i że rodzina tak się nie zachowuje. No i tym sposobem ukochana córeczka została znowu aniołem, a my zostaliśmy tymi złymi.


