Dziennik, 23 maja
Od dawna marzyłem, żeby Basia wreszcie ułożyła sobie życie. Już raz była mężatką i gorzko się sparzyła. Z tamtego małżeństwa został jej syn, Tomek. Dziś już dwudziestoletni chłopak, wtedy jeszcze smarkacz.
To było dawno Basia wróciła z delegacji dzień wcześniej niż planowano. Zastała męża, Marka, roztrzęsionego, ledwo ubrany, zgarniał prześcieradło w ich sypialni. W kuchni krzątała się jej najlepsza przyjaciółka w Basiowym szlafroku i parzyła kawę. Jak z taniego serialu! Rozwód orzekła od razu. Przyjaciółka została wykreślona z życia, mąż wyrzucony na bruk, kontakt z Tomkiem zakazany. Nie miała jeszcze trzydziestki.
Minęło ponad dziesięć lat. Basia zdążyła zrobić doktorat, potem habilitację. Dziś czterdziestoletnia dr hab. Basia prowadzi katedrę literaturoznawstwa na uczelni pedagogicznej w Krakowie. Szanowana, ceniona, nieustannie zajęta. Przez ten czas nie straciła nadziei, że pozna kogoś, komu będzie warto zaufać. Ale na siedzenie z drutami i szycie serwetek czuła się zbyt młoda. Kandydatów nie brakowało, ale żaden nie zatrzymał się na dłużej w jej życiu.
Z jednym nie wypaliło od razu po pierwszej randce pożyczył od niej tysiąc złotych (przecież jesteśmy już jak rodzina) i zniknął na dobre. Drugi był wdowcem, z trójką małych dzieci. Zaprosił Basię do siebie chciał, by została matką dla jego gromadki, poprosił o rodzinny obiad. Basia wróciła do swojego pustego mieszkania ze ściśniętym sercem. Dobrze ugotowała, dzieci najedzone, ale wiedziała, że nie udźwignie tej odpowiedzialności. Może jestem egoistką tłumaczyła mi się.
Z roku na rok było coraz mniej okazji i coraz więcej rozczarowania. Aż już chciała pogodzić się z losem, że zawsze będzie sama wtedy na jej drodze pojawił się On.
Student obcokrajowiec, nazywał się Samir. Pochodził z Maroka, miał 28 lat. Kiedyś był w grupie, której Basia wykładała literaturę. Po studiach został w Krakowie, otworzył stację benzynową na obrzeżach miasta. Pewnego popołudnia Basia zatrzymała się u niego, żeby zatankować samochód. Samir rozpoznał ją pierwszy. Wymienili kilka wspomnień, żartowali z dawnych czasów. Zostawił jej wizytówkę, z uśmiechem zapraszając na kawę.
Basia zaczęła odwiedzać jego stację coraz częściej raz w tygodniu. Samir bywał czarujący zapraszał ją do restauracji, filharmonii, na spacery po Plantach. Basia długo nie wierzyła w jego szczerość; odrzucała zaproszenia. Nigdy nie spotkała tak opiekuńczego mężczyzny ani wśród polskich profesorów, ani dawnych adoratorów.
Miała go w pamięci kiedyś podarował jej drewnianą szkatułkę, a w środku zostawił liścik: Pani Basiu, kocham Panią!. Była oburzona, oddała mu prezent, kazała iść na zajęcia. Długo potem, aż do końca studiów Samir nie zbliżał się do niej tylko spoglądał z daleka.
Teraz, gdy spotkali się po latach, sytuacja była inna. Basia się wahała, nie wiedziała, co zrobić. Teraz nikt nikomu nie jest winien może warto spróbować? Cóż mi szkodzi?, rozważała. Dała się ponieść.
Ich krótki romans był jak czas poza czasem. Samir dla Basi był olśniewający, czuły, dowcipny. Zupełnie nie czuło się różnicy wieku. Zaczęli żartem zmieniać sobie imiona Basia wołała na niego Szymon, on ją nazywał Baśką. Basia po raz pierwszy poczuła się naprawdę kochaną. Ten ogień oboje rozgrzewał i oboje wiedzieli, że nie potrwa wiecznie.
Samir jednak nie zamierzał się żenić. Przygotowywał się do powrotu do Maroka. Matka znalazła mu już kandydatkę na żonę siedemnastoletnią Fatię z szanowanej, religijnej rodziny. Basia wiedziała, że nie pojechałaby za nim jak miałaby opuścić syna i swoją mamę? Rodzina Samira nigdy nie zaakceptowałaby dojrzałej, polskiej rozwódki. W Polsce mawiamy: Cudze chwalicie, swego nie znacie nasze jest lepsze.
Basia postanowiła: odda Samirze całą swoją czułość, ile jeszcze zostało jej tych okruchów kobiecego szczęścia. Mówiła mi: Będę kochać tak mocno, aż mu oddechu zabraknie do końca!. Ja, jej matka, miałem mieszane uczucia.
Basieńko, po co ci ten cudzoziemiec? Naszych Polaków ci mało? Nie dam wam swojego błogosławieństwa! Twój były mąż, Marek, po dziś dzień za tobą chodzi, czeka, byś wybaczyła. A wy macie syna! przekonywałem.
Mama, on mnie zdradził! upierała się Basia.
Ile razy już przepraszał! Ale sama byłaś winna te twoje prace naukowe Facet samopas, to każda go przygarnie tłumaczyłem.
To czemu ty, mama, tacie nie wybaczyłaś? Basia odcięła się.
To nie to samo. Twój ojciec zostawił mnie w ciąży, ani razu nie wrócił, a potem przyszedł do domu z trójką dzieci! Nie mogłam mu tego darować. Ale twój Marek czeka już dziesięć lat. Tomek za nim tęskni zakończyłem.
Nie wyjdę za Samira. Jestem dla niego za stara. Poczekam, aż sam mnie zostawi zamyśliła się Basia.
I stara koza lubi młode jarzębiny westchnąłem.
Po trzech latach Samir odszedł. Zawsze będę pamiętać, Baśka powiedział cicho na pożegnanie. Oczywiście, była przygotowana, ale i tak bolało. Na koniec dostała od niego tę samą szkatułkę, z której onegdaj wyjęła list tym razem w środku był srebrny pierścionek z dwiema postaciami aniołków trzymających serce z brylancikiem. Zostawiam ci moje serce, Baśka szepnął Samir, całując ją po raz ostatni.
Wyjechał. Po roku przysłał zdjęcie ze ślubu: Moja żona Fatiha. Rok później z kolejną: Moja druga żona Maryam. Tłumaczył Basi, że w Maroku wielożeństwo jest legalne. Basia patrzyła na te fotografie bez zazdrości. Młode dziewczyny czy wiedzą coś o miłości? Zauważyłem tylko smutny wzrok Samira może jeszcze pamiętał o Basi? Stara miłość rdzewieje, gdy nowa powiewa mawiają.
Czas płynął. Tomek się ożenił, do domu przybyła synowa, potem urodziła się wnuczka. Basia poprosiła, by dali jej na imię Basia. Chciała zachować w pamięci tamtą historię miłości.
Wreszcie Basia wybaczyła (a raczej może po prostu pożałowała) Markowi. Winę odpokutował, była wielka, ale wybaczona. Marek wrócił trochę nieśmiało, a mnie udało się przekonać córkę, by go przyjęła.
On już od dawna wie, jak bardzo zawinił. Kto z nas bez grzechu? Pokusy chodzą po ludziach, nie po lesie. Niewielu stać na to, by się przed nimi powstrzymać powiedziałem jej.
Dziś Basia i Marek znowu są rodziną. Starają się nie rozstawać. Basia pokochała swoją nową wnuczkę całym sercem. Skończyła kurs robótek ręcznych i dzierga dla małej Basi skarpetki z orientalnym wzorem Ot, życie toczy się dalej.
Dziś nauczyłem się, że warto wybaczać i kochać, bo nigdy nie wiadomo, kiedy znowu dostaniemy swoją szansę na szczęście. Wierzę, że tego nie zmarnujemy.


