Przecież mnie nie kochałaś. Bez miłości za mnie wyszłaś. Teraz mnie zostawisz, jak zachorowałem
Nigdy cię nie zostawię! powiedziała Bożena, obejmując Andrzeja. Jesteś najlepszym mężczyzną na świecie! Za nic cię nie zostawię
Andrzej nie mógł uwierzyć, że to prawda. Jego nastrój był bardzo kiepski
Bożena przeżyła dwadzieścia pięć lat jako mężatka, a przez te wszystkie lata nie przestawała podobać się mężczyznom. Nawet za młodu była jedną z najbardziej rozchwytywanych dziewczyn w Warszawie.
Ale nie tylko wtedy! Jeszcze w podstawówce prawie wszyscy chłopcy biegali za Bożeną. Jednak, paradoksalnie, klasyczną pięknością nie była.
Z mężem się nie rozwiodła, choć bywało różnie.
Nie, przeżyła z Zbyszkiem aż do jego śmierci. Wychowali córkę, wydali ją za mąż. Jej mąż zabrał Dominikę do Francji, teraz przesyłali ładne zdjęcia z Paryża i zapraszali w odwiedziny. Ale jakoś się z Zbyszkiem nie wybrali Może Bożena jeszcze pojedzie. Ale Zbyszek już nie mógł.
Mąż Bożeny zginął w wypadku samochodowym. Bezsensownie Potem Bożenie powiedzieli, że najprawdopodobniej zasłabł za kierownicą. Serce, zamieszanie, nie opanował auta.
Może stracił przytomność? domyślała się.
Teraz się już nie dowiemy westchnęła przyjaciółka, lekarka, Jola. Powód: wielonarządowe urazy nie do pogodzenia z życiem.
Bożena była w szoku. Jola pomogła wszystko zorganizować.
To ona dowiedziała się szczegółów i o wszystkim poinformowała Bożenę. Po pogrzebie Bożena została sama w dużym domu pod Warszawą, który budowali z mężem przez całe życie.
Dla dwojga w sam raz, a dla samotnej kobiety za duży, wręcz ciężar.
Dom to dom. Potrzebna w nim męska ręka
Dominika przyjechała pożegnać się z ojcem. Zaczęła rozmowę z matką o sprzedaży domu, kupnie mieszkania i ewentualnej przeprowadzce do nich do Francji.
Nie ma mowy! wybuchła Bożena. Nie po to budowałam ten dom, żeby go teraz sprzedać. I do tej waszej Francji też mi się nie spieszy. Widziałam już tę Francję
Mamo!
Ależ nie martw się, Dominisiu! Bożena uśmiechnęła się przez łzy. Żartuję przecież.
Jeśli żartujesz, to może nie jest tak źle.
Wszystko było niejednoznaczne, tak jak sam świętej pamięci Zbyszek. Z jednej strony troskliwy i kochający. Z drugiej człowiek nastroju. Jak miał zły dzień, to potrafił wykończyć Bożenę nerwowo do samego końca. Potem przepraszał, a Bożena była pogodna nie gromadziła urazów. I jakoś przeżyli! Dwadzieścia pięć lat! Można oszaleć
Dominika pobyła chwilę i wyjechała jej mąż dużo pracował, więc spieszyła się wrócić, by dbać o swoje ognisko domowe. Bożena została sama. Ale znała siebie wiedziała, że to nie potrwa długo.
I tak było. Po pół roku żałoby, gdy otarła już łzy, nagle wokół niej zebrała się mała drużyna adoratorów.
Swoją drogą, nawet mama Bożeny kiedyś się dziwiła tej popularności córki.
Co oni w tobie widzą? Normalnie padają jak muchy! Ty przecież nawet nie jesteś typową pięknością czy ja czegoś nie rozumiem?
Oj, mamo, nie w tym rzecz uśmiechała się Bożena, poprawiając usta szminką. Uroda nic nie znaczy. Kobieta musi mieć wdzięk i coś w sobie.
Idź już, baw się, kobieto śmiała się mama. Bo narzeczony się nie doczeka!
Najwyżej inny przyjdzie wzruszała ramionami Bożena.
Od tej rozmowy z mamą minęło prawie trzydzieści lat, a u Bożeny nic się nie zmieniło. Kobiety ciągle narzekają, że po czterdziestce nie ma za kogo wyjść za mąż
Bożena tego nie rozumiała. Miała czterdzieści sześć lat, a pojawiło się aż dwóch kandydatów, i to obu całkiem w porządku.
Serce Bożeny bardziej przyciągał Tomasz. Bardzo jej się podobał zarówno z charakteru, jak i z wyglądu. Elegancki, oczytany, z którym świetnie się rozmawiało i nie wstyd było wyjść do ludzi.
Ale Tomasz mistrzem był tylko w rozmowach. Bożena wręcz zakochała się swoimi uszami, ale rozumiejąc, ile ma lat i jakie ma doświadczenie, wiedziała, że to nie jest mężczyzna do życia. Nie do jej domu.
Za to drugi, Andrzej, to swojski facet. Taki, co potrafi wypić sporo przy uroczystości, ale wszystko mu w rękach wychodzi, nawet ogień zrobi, gdy trzeba. Złota rączka, charakter łagodny, ale silna osobowość.
Dla żony łagodny jak baranek, ale jak trzeba góry przeniesie. Bożenie podobał się mniej ba, takie babskie myślenie.
On nie mówił pięknych słów. Na trzeźwo był raczej milczący, po jednym czy dwóch piwach mógł opowiedzieć i dowcip, i śmieszną historię. I wypić, prawda, umiał, ale następnego dnia już był na nogach. Obmywał się zimną wodą i znów żył pełnią życia. Małomówny, ale konkretny. I na Andrzeja w końcu postawiła.
Tomasz się obraził, bo jego piękne gadki nic nie dały i zniknął.
Bożena wyszła za Andrzeja on był szczęśliwy jak dziecko. Na weselu wypił ponad miarę, śpiewał i tańczył do utraty tchu.
No, Bożenko śmiała się Jola ledwie minął rok od śmierci Zbyszka, a ty już za mąż. Nic się u ciebie nie zmienia! Babki przez całe życie szukają chłopa, a ty tylko próg przekroczysz i już się ustawiają.
Powiedz jeszcze: Co oni w tobie widzą? Przecież nie jesteś nawet piękna.
No dobra Ale faktem jest, że zawsze byłaś podejrzanie rozchwytywana.
Też nie wiem, Jolu, co oni we mnie widzą. Idź pytaj moją mamę.
Mrugnęła do przyjaciółki i poszła tańczyć z mężem. Na parkiecie kruszyła ostatnie wątpliwości.
No i co z tego, że Andrzej prosty? Ale jaki silny. I uzdolniony. Wygląda wciąż dobrze. A że zwykle milczy może to i lepiej.
A jakby wybrała Tomasza, co by z tego przyszło? Z pięknych słów obiadu nie ugotujesz.
W ciągu kilku miesięcy Andrzej zamienił ich ogród w bajeczny sad: wykarczował zbędne drzewa, wyrównał działkę, zrobił Bożenie rabaty i zbudował altankę. W domu też od razu czuło się męską rękę.
Wybrała dobrze. Zupełnie dobrze.
Zarazem Andrzej nie tylko pracował, ale starał się ją rozpieszczać drobiazgami. Zarabiał solidnie. Gdy Bożena porównała pierwsze lata z Andrzejem do tych dwudziestu pięciu ze Zbyszkiem, żałowała szczerze, że nie spotkała Andrzeja wcześniej. Złoty człowiek!
W wakacje popołudniami wspólnie smażyli kiełbaski na grillu i jedli w altanie pod nowym stołem, który sam zmajstrował.
Bożena, najedzona i zadowolona, przymykała oczy jak syta kotka. Andrzej patrzył na nią z czułością.
Co jest, Andrzeju?
Nic. Cieszę się.
Jego pierwsza żona była marudna. Nie spodziewał się już poznać takiej fantastycznej kobiety.
Cieszyli się swoim szczęściem cztery lata. Potem Andrzej zaczął się dziwnie czuć
Szybciej się męczył. Chudł bez powodu. Po alkoholu czuł się fatalnie, a lubił czasem wypić.
Andrzeju, musisz iść do lekarza! zmartwiła się Bożena. Na co czekasz? Ewidentnie coś jest nie tak.
Daj spokój, Bożenko. Samo przejdzie!
To nie średniowiecze! A jeśli nie przejdzie? Boisz się lekarzy jak większość facetów?
Nie
Andrzej nie chciał przyznać, czego naprawdę się boi. Bał się tylko jednego. Że jak się okaże poważnie chory, Bożena go zostawi. Nie będzie chciała żyć z chorym facetem.
Nie był głupi. Wiedział, że Bożena wyszła za niego raczej z praktycznych powodów niż z wielkiej miłości. A on ją pokochał! Na przekór wszystkiemu.
Zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, gdy zobaczył Bożenę w sklepie, która nerwowo szukała portfela w torebce. Jej zagubienie było rozbrajające.
Chciał od razu podejść, przytulić i chronić do końca życia. Chociaż jego mama, zobaczywszy wybrankę, powiedziała tajemniczo:
Synu, twoje życie. Ale co ty w niej widzisz? Ani piękna, ani młoda. A ty jeszcze świetny chłop, każda młodsza dziewczyna by z tobą była!
Nikt nie był Andrzejowi potrzebny oprócz Bożeny. A jeśli okaże się chory czy będzie potrzebny Bożenie?
Nie udało się jej namówić męża do wizyty u lekarza. Przyszedł sobotni wieczór. Wpadła Jola z mężem, Markiem. Andrzej z Markiem pili piwo i smażyli kiełbaski. W kuchni Jola powiedziała Bożenie:
Andrzej coś chory?
Sama nie wiem! wybuchła Bożena. Proszę go, by poszedł do lekarza, a on w ogóle nie chce! Ty jesteś lekarką, powiedz choruje?
No, wygląda gorzej, schudł, a skóra taka żółtawa
O Matko! Jolu, przekonaj go, proszę cię. Może ciebie posłucha?
Jola spojrzała uważnie.
Bożeno a ty go kochasz? Pamiętam twoje wahania
Bożena zakryła usta i nie odpowiedziała.
Ale Jola nie zdążyła przekonać Andrzeja ten zemdlał jeszcze przy stole. Wezwano karetkę. Bożena pojechała z nim do szpitala. Do świadomości nie wracał. Trzymała go za rękę i modliła się.
Prawie natychmiast go operowano.
Guz wątroby.
Rak?! przeraziła się Bożena.
Czekamy na wyniki badań.
Na szczęście guz okazał się łagodny, ale duży.
Lekarze zabronili Andrzejowi prawie wszystkiego i uprzedzili, że rekonwalescencja będzie długa i niepewna. W końcu to już wiek.
Andrzej się załamał. W odwiedziny przyszła mama pani Janina.
Bożena była w pracy. Mama przyniosła mu jedzenie dozwolone przez lekarza lista była bardzo skromna.
Synu, nie poznaję cię! Przecież żyjesz! Raka nie masz. Ciesz się, a nie załamuj się. Jedz, zrobiłam ci parowane kotleciki.
Nie chcę jeść.
Ale musisz! Martwisz się, że Bożena cię zostawi? Głupstwo!
Już po mnie. Do niczego się nie nadaję. Nawet pracować nie mogę. Ledwie 50 lat skończę w czerwcu, a już inwalida. Komu potrzebny inwalida?
Co tu się dzieje? zdziwiła się Bożena, wchodząc. Aż na całe piętro was słychać. Dzień dobry, pani Janino!
Idę już. Trzymaj się, Bożeno.
Co się stało?
Mama Andrzeja machnęła ręką i wyszła. Bożena umyła ręce i podeszła do łóżka męża.
Czemu się czepiasz, inwalido? Ręce, nogi na miejscu. Jaki ty inwalida? Inne rzeczy się zagoją. Wiesz, co przeczytałam o wątrobie?
Co?
Wątroba to taki organ, który sam się regeneruje. Jak zostaje 51% już się odbuduje. U ciebie zostało 60%! Daj jej czas. Wszystko będzie dobrze!
A czy ja mam ten czas?
Co masz na myśli?
Czy mam czas
Andrzeju, coś ukryli przede mną? Lekarze coś zatajają?
Nie, nie o to chodzi
Wypisali Andrzeja do domu. Zaczął się najgorszy dla niego czas. Każda, nawet drobna praca od razu ogromne zmęczenie. To najbardziej go dołowało.
A przed nim był jubileusz, na samą myśl robiło mu się smutno. Nawet kieliszka się nie napije, nic nie zje. Wesoło, po prostu!
Bożena, jakby nie zauważała, że Andrzej szybko się męczy, z entuzjazmem wcinała z nim dietetyczne potrawy.
Bożenko odważył się w końcu. Co teraz z nami będzie?
W jakim sensie?
No Ja bardzo powoli wracam do sił. Zostawisz mnie, co? Lepiej powiedz szczerze
A czemu niby mam zostawić? Jest mi z tobą bardzo dobrze.
To było dobrze, jak mogłem wszystko zrobić. A teraz co? Teraz sam ze sobą jest mi źle.
A to szkoda. Ogarnij się!
Staram się! Ale co to za życie dwa razy młotkiem uderzę i już padam ze zmęczenia.
Bożena podeszła i objęła go od tyłu, przylgnęła policzkiem do szyi.
Kocham cię. Nigdy cię nie zostawię. Nie musisz się spieszyć z powrotem do zdrowia. Wszystko przyjdzie z czasem.
Kochasz? Naprawdę?
Naprawdę.
Bożena Andrzeja nie zostawiła. Powoli dochodził do siebie.
Jubileusz zorganizowała bez alkoholu, żeby go nie kusiło.
Przyszło kilka bliskich osób, posiedzieli w altanie, pograli w planszówki.
Masz szczęście do żony, Andrzeju żegnali się znajomi.
Teraz pewnie pójdziecie i wypijecie za moje zdrowie? rzucił Andrzej z sarkazmem.
Pośmiali się i rozeszli do domów. Wieczorem z Bożeną siedzieli na ganku, patrzyli w rozgwieżdżone niebo. Szczęśliwi. Tego wieczoru Andrzej po raz pierwszy od miesięcy poczuł się lepiej.
Uwierzył, że zdrowie wraca. I że żona naprawdę go nie zostawi. Przytulił Bożenę mocniej.
Co się stało, Andrzeju?
Wszystko jest dobrze! powiedział z uśmiechem.
Wreszcie westchnęła miękko Bożena i pocałowała go w policzek.
Byli szczęśliwi
Życie czasem stawia nas przed ogromnym bólem i trudnościami. Jednak prawdziwe szczęście znajduje się nie w pięknych słowach, ale w codziennym wsparciu, oddaniu i obecności bliskiej osoby szczególnie wtedy, gdy jest najtrudniej.


