Mamo, uśmiechnij się Arina nie lubiła, gdy do nich przychodziły sąsiadki i prosiły mamę, żeby zaśpi…

Mama, uśmiechnij się

Pamiętam, jakby to było wczoraj, choć minęły już długie lata. Gdy do nas w wiosce przychodziły sąsiadki i prosiły moją mamę, by zaśpiewała piosenkę, czułam zażenowanie. Anno, zaśpiewaj coś, masz śliczny głos, a jak zatańczysz, to zaraz wszystkim lepiej! wołały, a mama zaczynała nucić, sąsiadki dołączały i nieraz tańce wychodziły na cały podwórzec.

Wtedy mieszkałam z rodzicami i młodszym bratem w niewielkiej wsi pod Kielcami. Mama była zawsze pogodna, gościnna, zawsze zapraszała pożegnaniem: Wpadnijcie znów, dobrze nam się razem siedzi, czas szybko leci. Sąsiadki obiecywały, że przyjdą. Nie rozumiałam, czemu mi to przeszkadzało, ale byłam zawstydzona chodziłam wtedy do piątej klasy. Pewnego razu nie wytrzymałam: Mamo, nie śpiewaj i nie tańcz, proszę Wstydzę się.

Do dziś, już będąc kobietą z własną rodziną, nie umiem tego do końca wyjaśnić. Mama wtedy odpowiedziała spokojnie: Haniu, nie wstydź się moich śpiewów, ale ciesz się. Młoda już długo nie będę

Nigdy nie myślałam, że kiedyś będzie mniej powodów do uśmiechu. Rok później, gdy byłam już w szóstej klasie, a mój brat Michał dopiero w drugiej, tata odszedł od nas na zawsze. Spakował rzeczy i zniknął. W tamtych czasach nie rozumiałam, dlaczego, i zapytałam mamę: Mamo, dlaczego tata odszedł?

Zrozumiesz, jak dorośniesz odpowiedziała mama.

Dopiero wiele lat później dowiedziałam się wszystkiego: mama niespodziewanie wróciła z pracy po zapomniany portfel, a w domu zastała ojca z inną kobietą Marylą, która mieszkała obok nas. Weszła do niezaryglowanego domu w biały dzień, my z bratem byliśmy wtedy w szkole. To, co zobaczyła, zabiło w niej całą dawną radość. Wieczorem, gdy tata wrócił, spakowała mu torbę i powiedziała: Idź. Nigdy ci nie wybaczę zdrady.

Ojciec próbował się tłumaczyć, ale była nieugięta. Stała potem pod oknem i płakała, myśląc: Jakoś przeżyjemy z dziećmi. Ale ci nie wybaczę.

I nie wybaczyła. Została sama z nami. Musiała pracować na dwa etaty: sprzątała w szkole w dzień, a nocami pomagała w piekarni. Mało spała, uśmiech na zawsze zniknął z jej twarzy.

Tata mieszkał potem z Marylą, cztery domy dalej. Maryla miała syna w wieku Michała, chłopcy chodzili do jednej klasy. Mama nie zabraniała nam odwiedzać taty, ale Maryla nigdy nas nie gościła mogliśmy pobawić się, ale jeść zawsze chodziliśmy do siebie. Za to gdy syn Maryli przychodził do nas, mama też karmiła go jak swojego. Uśmiech jednak nigdy już na jej twarzy się nie pojawił. Była dobra, troskliwa, ale zamknięta w sobie.

Pamiętam, jak wracałam ze szkoły i starałam się rozgadać mamę, opowiadałam wesołe szkolne historie, byleby się uśmiechnęła. Mamo, wyobraź sobie, Tomek przyniósł kota do klasy i ten cały czas miałczał, aż wychowawczyni zaczęła krzyczeć, bo myślała, że to Tomek. Potem już widziała, że to kot i wygoniła go z klasy.

Tak Rozumiem odpowiadała tylko mama, zamyślona.

Czułam, że już nic nie sprawia jej radości. Nieraz słyszałam, jak nocami płakała przy oknie, spoglądała w ciemność. Dopiero jako dorosła kobieta pojęłam, ile ją kosztowało to życie: dwa etaty, obowiązki, chroniczne zmęczenie i brak witamin. Chciała, byśmy z Michałem mieli wszystko ubrani zawsze czysto i schludnie, wszystko dopilnowane. Tak ją wspominam.

Często ją prosiłam: Mamo, uśmiechnij się. Tak dawno nie widziałam twojego uśmiechu.

Mama kochała nas bardzo, choć rzadko okazywała uczucia. Chwaliła, gdy mieliśmy dobre oceny, nigdy nie sprawialiśmy problemów. Gotowała wyśmienicie, dom zawsze lśnił porządkiem. Czułam jej miłość, gdy czesała mi warkocz, głaskała po głowie zawsze z takim smutkiem, jakby opuszczały ją resztki sił. Już wtedy straciła większość zębów, zęby usuwała, nie zastępowała nowymi.

Po szkole nie myślałam o dalszej nauce nie chciałam zostawiać mamy samej. Pracowałam jako ekspedientka w sklepie w naszej wsi, pomagałam w domu. Michał rósł, ciągle było potrzebne coś nowego.

Pewnego dnia do sklepu zaszedł Wojciech był z innej wsi, osiem kilometrów od nas. Od razu wpadłam mu w oko, mimo że był ode mnie starszy o dziewięć lat. Jak masz na imię, ślicznotko? zapytał z uśmiechem. Hanną odpowiedziałam. A pana nie kojarzę.

Bo jestem z Broniszowa, tu często bywam przejazdem, Wojciech jestem.

Zaczęliśmy się widywać. Wojtek przyjeżdżał autem, odwoził mnie po pracy, zabierał do siebie do domu miał własne gospodarstwo i dom, mieszkał z chorą matką. Żona dawno go opuściła; nie chciała zajmować się teściową.

Przyjęli mnie z otwartymi ramionami, stoły uginające się od swoich wyrobów: śmietana, mięso, ciasta. Podobało mi się praca była, dom duży, matka Wojtka leżała już w łóżku.

Chciałabym, żebyś została moją żoną powiedział kiedyś nieśmiało. Tylko wiesz, matka potrzebuje opieki, będę pomagał, ale musisz się nią zająć.

Nie wahałam się; może nie ucieszyłam się głośno, ale wiedziałam, że poradzę sobie z opieką nad teściową. Pomyślałam nawet: Przynajmniej porządnie będę jadła: mięso, śmietana, domowe wszystko. Zgadzam się powiedziałam cicho. Wojtek był w siódmym niebie. Haniu, nawet nie wierzyłem, że młoda dziewczyna zgodzi się na taki los u boku faceta po przejściach. Obiecuję ci szczęście.

Po ślubie przeprowadziłam się do Wojciecha. W domu mamy już nie ciągnęło, Michał był już studentem w Kielcach, przyjeżdżał na weekendy i święta. Po dwóch latach zmarła teściowa, ale pracy w gospodarstwie mi nie ubyło. Na świat przyszło dwóch naszych synów, jeden po drugim. Nie pracowałam nigdzie poza domem, świat kręcił się wokół dzieci i domu. Wojtek zarabiał na wszystko, przy gospodarstwie najcięższe prace brał na siebie nieraz powtarzał: Ja sam przyniosę wodę, ty się nie przemęczaj, do krowy i kur wystarczy.

Był dobrym mężem, szczodrym, dzieci kochał ponad wszystko. Choć nigdy nie miałam wcześniej dużego gospodarstwa, wszystkiego szybko się nauczyłam, a mąż często zawoził świeżą śmietanę czy mięso mojej mamie: Zawieźmy Ance, niech nie kupuje, swoje lepsze.

Mama przyjmowała podarki z wdzięcznością, lecz nadal nie uśmiechała się prawie wcale. Wnuki traktowała poważnie, odwiedzaliśmy ją często, ale coraz bardziej kolejne kłopoty odbierały jej radość z życia. Nie wiedziałam, jak pomóc; może poszłabym z nią do księdza? Wojciech podsunął mi tę myśl, a ja natychmiast za nią chwyciłam. Ksiądz zadeklarował modlitwę, podpowiedział: Proś Boga, niech Twoja mama spotka na drodze kogoś dobrego.

Pewnego dnia mama poprosiła mnie: Córciu, pożycz mi trochę pieniędzy na zęby, muszę zrobić nowe.

Najdroższa mamo, przecież zapłacę wszystko, nie musisz oddawać aż się ucieszyłam, ale wiedziałam, że i tak będzie chciała zwrócić.

Dałam jej brakującą sumę, ale przez kilka tygodni nie mogłam jej odwiedzić. Rozmawiałyśmy przez telefon, bo mąż akurat pomagał swojemu wujowi Zygmuntowi przeprowadzić się do sąsiedniej wsi. Żona wyrzuciła go z domu, dzieci dorosły, został sam z nowym domem. No i któregoś dnia Wojtek mówi: Słuchaj, wydaje mi się, że wujek Zygmunt kogoś sobie znalazł. Ostatnim razem gadał długo przez telefon, tak jakoś radośnie.

I bardzo dobrze poparłam. Samotność jest ciężka, dom taki duży, gospodyni się przyda.

Niedługo potem wujek sam przyszedł zaprosić nas w odwiedziny: Spotkałem swoją dawną miłość, razem chodziliśmy do szkoły, sprowadzam ją tutaj. Wpadnijcie za dwa dni.

W dniu wizyty, kiedy weszłam do domu Zygmunta, zamarłam. Spojrzałam a tam, przy stole z uśmiechem, siedzi moja mama. Wypiękniała, rozpromieniona. Objęłyśmy się długo, łzy napłynęły mi do oczu. Mamo! Jak się cieszę czemu nic nie mówiłaś?

Bałam się, że się nie uda, nie chciałam zapeszyć odpowiedziała nieśmiało.

A wujek czemu milczał?

Myślałem, że Anka się rozmyśli. Ale teraz jesteśmy szczęśliwi.

Z Wojciechem cieszyliśmy się ogromnie. Mama zaczęła żyć na nowo, a jej twarz znowu rozświetlił uśmiech.

Dziękuję za wysłuchanie mojej opowieści, za Waszą obecność i wsparcie. Życzę wszystkim szczęścia i pogody ducha.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

1 × 4 =

Mamo, uśmiechnij się Arina nie lubiła, gdy do nich przychodziły sąsiadki i prosiły mamę, żeby zaśpi…