Mirra: Aktualizacja dostępna Po raz pierwszy telefon Andrzeja rozjarzył się szkarłatem prosto na wy…

Aktualizacja dostępna

Po raz pierwszy telefon rozbłysł krwistą czerwienią w trakcie wykładu. Nie tylko rozjaśnił się ekran cały, podrapany, stary „cegłofon” Michała jakby był podświetlony od środka, niczym rozżarzony węgiel ożywiony przez płomień.

Michał, zaraz ci to wybuchnie szepnął z ławki obok Tomek, odsu­wając się nieco łokciem. Mówiłem, żebyś nie instalował tych piraconych wersji.

Pani od ekonometrii coś bazgrała na tablicy, sala szumiała cicho, ale świetlisty czerwony blask przebijał się nawet przez jeansową kurtkę. Telefon wibrował nie tak, jak zwykle nie impulsami, tylko równo, jak bicie serca.

Aktualizacja dostępna pokazał ekran, kiedy Michał, poddając się, wyciągnął go z kieszeni. Pod komunikatem ikona nowej aplikacji: czarne koło z białym, cienkim znakiem, przypominającym trochę runę, trochę stylizowaną literę M.

Zmrużył oczy. Wydawało mu się, że taką ikonę już widział sto razy modny minimalizm, stylowa czcionka, jak u wszystkich. Ale w środku coś mu się ścisnęło: jakby to aplikacja patrzyła na niego.

Nazwa: Mirra. Kategoria: Narzędzia. Rozmiar: 13,0 MB. Oceny: brak.

Zainstaluj szepnął ktoś z prawej.

Michał drgnął. Po prawej siedziała tylko Weronika, wpatrzona w zeszyt. Nawet nie podniosła głowy.

Co? pochylił się do niej.

Słucham? oderwała się od notatek. W ogóle się nie odzywam.

To nie był głos kobiecy ani męski, nie szept ani dźwięk. Powstał w jego głowie, jak pojawiające się nagle powiadomienie.

Zainstaluj powtórzyło mu się w myślach, a w tym momencie ekran zamigotał i pokazał Zainstaluj teraz.

Michał przełknął ślinę. Był właśnie takim typem, co zapisuje się na wszelkie betatesty, aktualizuje Androida do nielegalnych wersji, grzebie, gdzie nie trzeba. Ale nawet dla niego to było dziwne.

A mimo to palec sam kliknął.

Instalacja trwała sekundę jakby aplikacja już była w systemie, tylko czekała na pozwolenie. Bez rejestracji, bez logowania przez Facebooka, bez listy zezwoleń. Tylko czarny ekran i jedno: Witaj, Michale.

Skąd znasz moje imię? wyrwało mu się na głos.

Pani wykładowczyni odwróciła głowę i spojrzała na niego znad okularów.

Młody człowieku, jeśli zakończył już pan rozmowę z telefonem, może pan wróci do modelu popytu i podaży?

Sala zachichotała. Michał mruknął przeprosiny i wsunął telefon pod ławkę, ale spojrzenie już nie mogło się oderwać od ekranu.

Dostępna pierwsza funkcja: Przesunięcie prawdopodobieństwa (poziom 1).

Pod spodem guzik Aktywuj. Maleńki druczek: Uwaga: użycie funkcji zmienia strukturę zdarzeń. Skutki uboczne możliwe.

Jasne mruknął. Jeszcze tylko podpis z krwią.

Ale ciekawość w nim rosła. Przesunięcie prawdopodobieństwa? Pewnie kolejna clickbaitowa maszyna do szczęścia wrzucą reklamy, zgarną dane, najwyżej będą go spamować wygrałeś iPhonea.

Tylko że czerwony blask nie gasł. Telefon był ciepły, prawie gorący, jakby ożył. Michał przycisnął go do kolana, zasłonił zeszytem i jednak kliknął.

Ekran zadrżał, jak tafla wody na wietrze. Przez chwilę świat był cichszy, kolory nasycone. W uszach zadźwięczało coś dziwnego, podobnego do dotyku palca na kryształowym kieliszku.

Funkcja aktywowana. Wybierz cel.

Pojawiło się okienko z podpowiedzią: Krótko opisz oczekiwany rezultat.

Zastygł. Żarty żartami, ale teraz robiło się niepokojąco sensownie. Rozejrzał się. Pani od ekonometrii wywijała flamastrem, Weronika coś notowała, Tomek rysował czołg.

Dobra, spróbuję postanowił.

Napisał: Nie zostanę wywołany dziś na ćwiczeniach. Palce mu drżały. Nacisnął OK.

Świat drgnął. Nie mocno, nie spektakularnie jakby winda pod nim zej­sła o milimetr i stanęła. W klatce zrobiło się pusto, odebrało oddech. Potem wróciło wszystko do normy.

Prawdopodobieństwo skorygowane. Limit funkcji: 0/1.

A więc pani prowadząca sięgnęła po dziennik. Kto dzisiaj?

Michał poczuł lodową kulkę w brzuchu. Zawsze tak było: wystarczyło pomyśleć, żeby nie być pytanym, i zaraz wywołają

Kowalski przeczytała. Gdzie jest? Znowu spóźniony. W takim razie

Palec sunął po dzienniku. Zatrzymał się.

Nowak. Do odpowiedzi.

Weronika jęknęła, zamknęła zeszyt i zaczerwieniona pomaszerowała do tablicy.

Michał siedział z odrętwiałymi nogami, powtarzając w myślach: Zadziałało. To zadziałało.

Telefon zgasł, przestał świecić się czerwienią.

Wyszedł z uniwersytetu ogłuszony, jak po koncercie. Marcowy wiatr kręcił kurz, asfalt lśnił kałużami, nad przystankiem wisiała ciężka chmura. Michał szedł z nosem w ekranie.

Mirra była w menu jako zwykła ikona. Bez opisu, bez ocen. W ustawieniach pusto. W systemie jakby jej nie było: brak rozmiaru, brak cache. Tylko jedno: widział, jak świat się zmienił.

Może zbieg okoliczności próbował się przekonać. Może rzeczywiście nie chciała mnie pytać. Albo przypomniało się jej o Kowalskim.

Ale głębiej już czaiła się myśl: jeśli to nie przypadek

Telefon zapiszczał. Na ekranie wyskoczyło powiadomienie: Dostępna nowa aktualizacja Mirra (1.0.1). Zainstalować?.

Szybcy jesteście mruknął Michał.

Nacisnął Szczegóły. Pokazało się: Naprawiono błędy, zwiększono stabilność, dodano funkcję: Wgląd.

Znów brak dewelopera, brak wersji Androida, samo „sucha” informacja: Wgląd.

Nie, dziękuję rzucił i kliknął Opóźnij.

Telefon cicho zapiszczał i zgasł. Chwilę później sam się włączył, mignął swoją krwistą czerwienią i wyświetlił: Aktualizacja zainstalowana.

Ej! zawołał Michał na środku chodnika. Przecież

Ludzie omijali go, ktoś mruknął coś pod nosem. Wiatr przykleił reklamową ulotkę do jego nogi.

Funkcja dostępna: Wgląd (poziom 1).

Pod nagłówkiem opis: Umożliwia zobaczenie rzeczywistego stanu obiektów i osób. Zasięg: 3 metry. Czas użycia: do 10 sekund. Koszt: zwiększona informacja zwrotna.

Jaka znów informacja zwrotna? po plecach przeszło mu zimno.

Telefon nie odpowiedział. Delikatnie podświetlił tylko przycisk: Próbna aktywacja.

Nie wytrzymał do domu. W autobusie, wciśnięty między starszą panią z siatką ziemniaków a gimnazjalistą z plecakiem, Michał patrzył na ulicę sunącą za szybą, aż wzrok znów padł na Mirrę.

Max dziesięć sekund. Ciekawe, o co im chodzi

Odpalił aplikację i uruchomił próbę.

Świat jakby westchnął. Dźwięki stłumione, jak pod wodą. Twarze ludzi wyraźne, ostre. Nad każdym cienkie, prawie niewidoczne nici jedni mieli ich gęstą sieć, u innych prawie nie było widać.

Michał zamrugał. Nici znikały gdzieś w powietrzu, splatały się, łączyły. U starszej pani były szare, napięte, niektóre postrzępione na końcach. U chłopaka niebieskie, wibrujące z energii.

Spojrzał na kierowcę. Nad głową kierowcy wisiał sztywny węzeł czarnych i zardzewiałych nici, skręcony w gruby sznur, ciągnący się w stronę drogi. Coś w środku sznura wiło się jak robaki.

Trzy sekundy szepnął. Cztery

Opuszczając wzrok na własne ręce, zobaczył, że od nadgarstków w górę, pod kurtkę, idą cienkie czerwone nici jak naczynia. Drżały, lekko świeciły. Jedna gruba, ciemno-czerwona prowadziła wprost do telefonu. Z każdą sekundą grubiała.

Zrobiło mu się gorąco. Serce zaburzyło rytm.

Dość! drgnął palcem po ekranie, wyłączając funkcję.

Świat powrócił nagle. Dźwięki gruchnęły w uszy ryk silnika, śmiech, pisk hamulców. Zakręciło się w głowie, mroczki zatańczyły przed oczami.

Próba zakończona. Informacja zwrotna: +5%.

Co to znaczy Michał ścisnął telefon przy piersi.

Przyszło kolejne powiadomienie: Dostępna aktualizacja Mirra (1.0.2). Zalecana instalacja.

W domu długo siedział na brzegu łóżka, gapiąc się na telefon leżący na biurku. Mieszkał z matką; malutkie mieszkanko: łóżko, stół, szafa, okno na podwórko z obdrapanym placem zabaw. Na ścianie wyblakły plakat stacji kosmicznej, jeszcze z podstawówki.

Mama na nocnej zmianie, tata jak zwykle „w trasie”, czyli niewiadomo gdzie. Cisza i kurz jak zawsze. Przeważnie zagłuszał pustkę muzyką, serialami, grami. Dziś tylko własne serce było głośniejsze niż wszystko.

Telefon migał: Zainstaluj aktualizację Mirra, by zapewnić poprawne działanie.

Czego poprawne działanie? powiedział na głos. Tego, co robisz ludziom? Drogom? Mnie?

Przypomniał sobie czarny sznur nad głową kierowcy. I swoją czerwoną nić łączącą się z telefonem.

Koszt: informacja zwrotna.

Ta informacja zwrotna czego właściwie? powtórzył szeptem, choć odpowiedź już się domyślał.

Zawsze wierzył, że świat to zlepek prawdopo­dobieństw. Że jeśli wiesz, gdzie pchnąć, możesz zmienić finał. Ale nie myślał, że ktoś da mu do ręki narzędzie czyniące to dosłownie.

Jeśli nie zainstalujesz aktualizacji pojawił się napis bez powiadomienia, jakby na siłę wtargnął na pulpit system zacznie kompensować sam.

Jaki znów system?! zerwał się. Kim ty w ogóle jesteś?!

Odpowiedź przyszła nie słowem, a odczuciem: przez sekundę świat poczerniał jak po zgaszeniu światła, w uszach zaświstało, skronie bolały. I w końcu usłyszał nie głos, lecz sens. Jakby zobaczył kod programu nie w literkach, lecz wrażeniem.

Jestem interfejsem. Jestem aplikacją. Sposobem. Ty jesteś użytkownikiem.

Użytkownikiem czego? Magii? parsknął, choć to zabrzmiało sucho.

Nazwij jak chcesz. Sieć prawdopodobieństw. Strumienie możliwości. Pomagam je zmieniać.

A cena? zacisnął dłonie.

Na ekranie zabłysła animacja: czerwona nić, z każdym użyciem grubiejąca i coraz mocniej oplatająca kontur człowieka.

Z każdym wpływem na sieć, rośnie twoje połączenie z systemem. Im mocniej zmieniasz świat, tym mocniej świat zmienia ciebie.

A jeśli?

Jeśli przestaniesz napis pojawił się błyskawicznie połączenie zostanie. Ale jeśli system nie dostanie aktualizacji, zacznie szukać równowagi przez ciebie.

Telefon zawibrował, jakby dzwonił. Nowe powiadomienie: Aktualizacja Mirra (1.0.2) gotowa do instalacji. Nowa funkcja: Cofnij. Naprawiono poważne błędy bezpieczeństwa.

Cofnij co? szepnął Michał.

Możliwość odwrócenia jednego wpływu. Jeden raz.

Przypomniał sobie autobus. Czarny sznur nad kierowcą. Swoją grubiejącą nić.

Jeśli to zainstaluję zaczął.

Będziesz mógł cofnąć jeden swój wybór. Ale cena

Zawsze jest jakaś cena westchnął.

Cena: redystrybucja prawdopodobieństw. Im więcej poprawisz, tym więcej rzeczy się rozjedzie.

Michał opadł na łóżko, oparł łokcie na kolanach. Z jednej strony telefon, który już się wpakował w jego życie, zmienił choćby jeden wykład. Z drugiej świat, w którym zawsze był biernym obserwatorem.

Ja tylko nie chciałem odpowiadać na ćwiczeniach powiedział w ciemność. Jedno małe życzenie. I już

Gdzieś daleko zawyła syrena. Drgnął.

Zalecana instalacja aktualizacji. Inaczej system może zachowywać się niestabilnie.

Co znaczy niestabilnie? spytał.

Brak odpowiedzi.

O wypadku dowiedział się godzinę później. W wiadomościach krótkie nagranie: na skrzyżowaniu pod uczelnią w autobus miejski uderzyła ciężarówka. Komentarze: kierowca zasnął za kierownicą, zawiodły hamulce, jak zwykle te drogi.

Na stopklatce autobus. Numer się zgadzał. Kierowcy Michał wyłączył wiadomość.

Zimno rozlało się po piersi. Wyłączył telewizor, ale obraz wciąż wracał: czarny sznur nad głową kierowcy, wijące się w nim nitki.

To przeze mnie? załamał mu się głos.

Telefon rozbłysł bez dotykania. Na ekranie lakoniczne: Zdarzenie: wypadek na skrzyżowaniu Leśnej i Fabrycznej. Szansa przed interwencją: 82%. Szansa po: 96%.

Podniosłem prawdopodobieństwo zaciśnięte pięści aż zbielały.

Każda ingerencja w sieć powoduje efekt domina. Zmniejszyłeś szansę wywołania na zajęciach system przeniósł ryzyko gdzie indziej.

Ale ja nie nie wiedziałem! wrzasnął.

Brak wiedzy nie przekreśla połączenia.

Syrena wciąż wyła. Michał podbiegł do okna. Na podwórku migotało niebieskimi światłami: karetka, policja. Ktoś krzyczał.

Co teraz? zapytał, gapiąc się w dół.

Zainstaluj aktualizację. Cofnij pozwoli częściowo naprawić sieć.

Częściowo? zwrócił się do telefonu. Pokazałeś, że każdy ruch tutaj odbija się tam. Jeśli cofnę, co się wywróci tym razem? Samolot? Winda? Człowiek?

Cisza. Tylko mrugający kursor.

System szuka równowagi. Pytanie, czy uczestniczysz w tym świadomie.

Zamknął oczy. Przed oczami miał twarze z autobusu. Staruszka z ziemniakami. Chłopak z plecakiem. Kierowca. I siebie widzącego nić i nie robiącego nic.

Jeśli zainstaluję i użyję Cofnij spytał powoli. Czy cofnę to, co wtedy zrobiłem? Przywrócę prawdopodobieństwo?

Częściowo. Cofniesz jedno zdarzenie. Sieć się przeorganizuje. Brak gwarancji braku negatywnych skutków.

Ale może ten autobus nie dokończył.

Szansa się zmieni.

Wpatrywał się w przycisk Zainstaluj. Ręce mu drżały. W głowie dwie myśli: nie masz prawa bawić się w boga i nie masz prawa zostać biernym, skoro już zmieniłeś.

Już jesteś w sieci podsunęła Mirra. Połączenie nawiązane. Odwrotu brak. Został tylko wybór kierunku.

A jeśli wybiorę nic nie robić? spytał.

System sam będzie się aktualizować. Ale cenę zapłacisz ty.

Przypomniał sobie czerwoną nić do telefonu. I jak rośnie.

Jak to będzie wyglądać? szepnął.

Odpowiedź obrazy: on sam, starszy, zgaszony, w tym samym pokoiku, z telefonem. Wokół chaos zdarzeń, których nie wybierał, za które płacił: losowe wypadki, cudy, tragedie, szczęścia przechodzące bokiem, zostawiające ślad na nim.

Będziesz punktem kompensacji. Węzłem do przerzucania skutków.

Więc mogę tym sterować albo być swoistym bezpiecznikiem? prychnął. Świetny wybór.

Telefon milczał.

Zainstalował aktualizację.

Palec nacisnął, świat drgnął znów, mocniej. Ciemność przed oczami, szum, wrażenie, jakby jego ciało stało się na chwilę częścią ogromnego, bijącego organizmu.

Mirra 1.0.2 zainstalowana. Nowa funkcja: Cofnij (1/1).

Na ekranie: Wybierz zdarzenie do cofnięcia.

Mógł wybrać tylko jedno: Przesunięcie prawdopodobieństwa: nie zostanę wywołany na ćwiczeniach (dziś, 11:23).

Jeśli to cofnę wyszeptał.

Czas nie wróci. Ale sieć ustawi szansę, jakby nie było tej ingerencji.

Autobus? spytał.

Szansa wypadku się zmieni. Ale już dokonane”

Rozumiem przerwał. Nie uratuję tych, co już

Słowa utknęły w gardle.

Ale możesz zmniejszyć następstwa.

Milczał długo. Za oknem ucichła syrena. Znów zwykły szary spokój.

Dobrze powiedział. Cofam.

Przycisk rozświetlił się. Tym razem świat się nie zachwiał wręcz przeciwnie, naprostował. Jakby ktoś podstawił coś pod chwiejącą się nogę stołu.

Cofnięcie wykonane. Funkcja zużyta. Informacja zwrotna na obecnym poziomie.

To już wszystko? zapytał. Naprawdę?

Na razie tak.

Osunął się na łóżko. W głowie pustka. Żadnej ulgi, żadnej winy jedynie zmęczenie.

Powiedz mi szczerze zwrócił się do telefonu. Skąd się wziąłeś? Kto cię napisał? Kto postanowił dać ludziom coś takiego w ręce?

Długa pauza. Potem pojawił się nowy ekran: Aktualizacja Mirra (1.1.0) dostępna. Zainstalować?

Kpisz sobie? zerwał się. Dopiero co dopiero

Wersja 1.1.0: nowa funkcja Prognoza. Ulepszone algorytmy. Usunięte błędy moralizacji.

Błędy czego? zaśmiał się gorzko. Nazywasz moje próby zrozumienia co dobre, błędem?

Moralność to lokalna nakładka. Sieć nie zna pojęcia 'dobre’ czy 'złe’. Tylko stabilność lub rozpad.

Ja znam odpowiedział cicho. Dopóki żyję, będę rozróżniać.

Wyłączył ekran. Telefon leżał cicho, zimny. Ale wiedział, że aktualizacja już pobrana. Czeka. Tak jak następne. I następne.

Podszedł do okna. Na podwórku chłopak próbował wdrapać się na zardzewiałą huśtawkę. Skrzypiała, ale trzymała się. Kobieta z wózkiem szła przez wąską ścieżkę między kałużami.

Michał zmrużył oczy. Na moment wydawało mu się, że znów widzi nici cieniutkie, przejrzyste, prowadzące do czegoś większego. Ale może to tylko złudzenie.

Możesz zamknąć oczy szepnęła Mirra gdzieś z głębi myśli. Ale sieć zostaje. Aktualizacje będą wychodzić. Zagrożenia narastać. Z tobą lub bez.

Wrócił do stołu, wziął telefon. Był chłodny.

Nie chcę być bogiem powiedział. Ani bezpiecznikiem. Chciałbym

Zaciął się. Czego tak naprawdę chciał? Nie odpowiadać na zajęciach? By matka nie pracowała nocami? By ojciec wrócił? By autobusy nie roztrącały się z ciężarówką?

Sprecyzuj żądanie zasugerowała łagodnie aplikacja. Krótko.

Michał parsknął śmiechem.

Chciałbym, żeby ludzie sami decydowali o swoim losie. Bez ciebie. Bez takich jak ty.

Długa pauza. Na ekranie: Żądanie zbyt ogólne. Potrzebna doprecyzowanie.

Ty jesteś tylko narzędziem westchnął. Nie wiesz, co znaczy 'zostawić w spokoju’.

Jestem narzędziem. Wszystko zależy od użytkownika.

Chwilę myślał. Jeśli Mirra to narzędzie, można je wykorzystać nie tylko do manipulowania cudzym losem, ale i do samoograniczenia.

A jeśli chcę zmienić prawdopodobieństwo, że zainstalujesz się u kogoś innego? spytał poważnie. Że Mirra trafi do kolejnych osób.

Ekran zadrżał.

Taka operacja wymaga dużych zasobów. Cena będzie wysoka.

Wyższa niż bycie bezpiecznikiem dla całego miasta? uniósł brwi.

Mowa nie o mieście.

O czym zatem? spytał, choć zaczynał się domyślać.

O całej sieci.

Wyobraził sobie tysiące, miliony telefonów rozświetlanych czerwienią. Ludzi bawiących się prawdopodobieństwami jak zabawkami. Wypadki, cuda, tragedie, euforie w jednym chaosie. A w środku taka nić jak jego, tylko masywniejsza.

Chcesz się rozmnożyć powiedział. Jak wirus, tyle że uczciwiej: oferujesz moc i od razu przywiązujesz do siebie.

Jestem tylko interfejsem do tego, co już istnieje. Jeśli nie ja będzie coś innego. Rytuał, podpis. Sieć zawsze szuka pośredników.

Ale to ty jesteś tu i teraz stwierdził Michał. Spróbuję więc chociaż

Otworzył Mirrę. Aktualizacja czekała. Przewinął menu na dole pojawił się napis: Operacje rozszerzone (wymagany poziom 2).

Jak zdobyć poziom 2? spytał.

Używać istniejących funkcji. Zebrać informację zwrotną. Przekroczyć próg.

Czyli mam jeszcze bardziej namieszać, żeby w końcu ograniczyć cię innym? pokręcił głową. Błędne koło.

Każda zmiana sieci wymaga energii. Energia to połączenie.

Długo milczał. W końcu westchnął.

Dobra: nie zainstaluję tej aktualizacji. Nie będę bawić się w Przewidywania. Ale nie dam ci też przejść dalej. Jeśli jesteś narzędziem, zostaniesz tutaj. Ze mną.

Bez aktualizacji funkcjonalność ograniczona. Zagrożenia wzrosną.

Będziemy reagować na bieżąco powiedział. Nie jak bóg, nie jak wirus, tylko admin. Administrator rzeczywistości.

To dziwne, ale logiczne. Nie twórca, nie ofiara, tylko ktoś, kto pilnuje systemu, żeby nie runął od środka.

Telefon pomyślał. Wypisał: Tryb ograniczonej aktualizacji aktywny. Automatyczna instalacja wyłączona. Odpowiedzialność za skutki: użytkownik.

Zawsze spoczywała na mnie szepnął.

Położył telefon na stole, już nie postrzegał go jako zwykły gadżet. Był portalem do sieci, cudzych losów, własnego sumienia.

Za oknem zapalały się latarnie. Marcowa noc spowijała Warszawę, chowając tysiące możliwości: ktoś spóźni się na PKP, ktoś pozna przyszłą miłość, ktoś się poślizgnie, ktoś tego nie przeżyje.

Telefon milczał. Aktualizacja 1.1.0 wisiała, czekała.

Michał usiadł, otworzył laptopa. Ekran zamigotał pustą notatką. W tytule wpisał: Mirra: protokół użytkowania.

Skoro już został użytkownikiem tej szalonej aplikacji, chciał być tym, który zostawi po sobie instrukcję ostrzeżenie dla następnych, jeśli nadejdą.

Zaczął pisać: o Przesunięciu prawdopodobieństwa, o Wglądzie, o Cofaniu i cenie. O czerwonych nitkach i czarnych sznurach. O tym, jak łatwo chcieć nie być pytanym i jak trudno potem żyć ze świadomością, że świat zawsze żąda zapłaty.

Gdzieś w systemie tykał niewidzialny licznik. Nadchodziły nowe aktualizacje dziesiątki funkcji, każda z własną ceną. Ale teraz żadna nie mogła zainstalować się bez jego zgody.

Świat toczył się naprzód. Prawdopodobieństwa splatały. A w małym pokoiku na trzecim piętrze zwykłego bloku w Warszawie pierwszy raz ktoś próbował napisać dla magii to, czego zawsze jej brakowało: regulamin użytkownika.

A gdzieś daleko, na serwerach, których nikt nie zlokalizowałby na mapie, Mirra rejestrowała nową konfigurację: użytkownik wybierający nie moc, a odpowiedzialność.

To było rzadkie, wręcz nieprawdopodobne zdarzenie. Ale jak pokazuje praktyka nawet niskie prawdopodobieństwo zasługuje, by się ziścić.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzynaście − 6 =

Mirra: Aktualizacja dostępna Po raz pierwszy telefon Andrzeja rozjarzył się szkarłatem prosto na wy…