Zgubić człowieka

Anka, wychodzę zakaszlał cicho, obcym, bezbarwnym głosem Rafał.
Do garażu idziesz? odburknęła Anka odruchowo, zerkając tylko kątem oka na męża.
Nie. Anka, odchodzę. Do innej kobiety…
Nieobrana jeszcze ziemniak upadła jej z ręki i radosnym tokiem potoczyła się pod stół. Anka patrzy przez sekundę na jej ucieczkę, próbując zrozumieć to, co właśnie usłyszała, potem gwałtownie się odwraca i wbija spojrzenie w męża. Wreszcie dociera do niej sens słów. Z zewnątrz wygląda spokojnie, jak skała nieporuszona w środku sztormu. W rzeczywistości w niej nastąpił wybuch lawiny. Lawiny uczuć. Emocje runęły na nią, grzebiąc pod sobą wszystko miłość, szczęście, niewypowiedziane nadzieje

Kto to jest? spytała duszonym głosem, walcząc ze sobą, by nie krzyknąć i nie rzucić się na Rafała.
Nie znasz jej, Anka. Ale jest taka… Między nami wszystko jest prawdziwe, słowo daję. Rozumiemy się bez słów i mamy ze sobą mnóstwo wspólnego. Naprawdę mnóstwo! mówi z zachwytem, a Anka w wyobraźni dźga go obieraczką, patrząc z satysfakcją jak więdnie z bólu.
No, to w końcu własne szczęście znalazłeś, gratuluję mówi zamiast tego, wsadza ręce i obieraczkę pod kran ziemniaki skończone. Nie muszę znać szczegółów. Jesteś wolny. Idź. Na kolację nie zapraszam, chyba że już na ciebie czekają
Rafał pociągnął nosem, czy z ulgi, czy z przejęcia nie wiadomo i ruszył do sypialni po torbę. A Anka, żeby nie upaść, oparła się o zlew, widząc jak jej kostki palców bieleją. Marzy o dwóch rzeczach: nie upaść i żeby już sobie poszedł…

No to idę już, dobrze? szepnął Rafał, cofając się do drzwi. Odwróciła się do niego. Jej twarz pozostała spokojna, niemal pogodzona. Był zdziwiony spodziewał się łez, pretensji, na pewno nie tego chłodnego spokoju. Wzruszając ramionami, wyszedł z kuchni.
Anka czekała, aż drzwi wejściowe się zamkną i osunęła się bezwładnie na podłogę. Zębami zacisnęła się na dłoni, żeby nie krzyczeć, zawyła jak ranne, cierpiące zwierzę, które już nie widzi dla siebie szans Szansy na życie. Dopiero po trzech godzinach, opuchnięta od łez i zachrypnięta, doczołgała się do sypialni. Jej świat zgasł…

…Budzisz się w środku nocy, a ciebie zalewa fala smutnej nostalgii. Anka przypominała sobie ich pierwsze spotkanie. Ona młoda, nieśmiała dziewczyna, przyjechała po studiach do małego miasteczka na Mazurach. W pierwszą wolną sobotę poszła z koleżankami na dancing. I tam, tamtego wieczoru, poznała jego. Był ze znajomymi, pilnowali porządku w parku.

Wysoki, szerokie ramiona i ten uśmiech. Rafał wyróżniał się z tłumu siłą i męskością. Wystarczyło jedno spojrzenie i Anka straciła oddech. Wiedziała, że już po niej. On patrzył trochę z góry, z lekko ironicznym uśmieszkiem. Ale spodobała mu się ta szczupła, wielkooka dziewczyna. Tego samego wieczoru zaproponował, że ją odprowadzi. Od tamtej pory byli razem bez przerwy…

Spotykali się codziennie. Po trzech miesiącach złożyli podanie w USC. A latem huczne, młode wesele. Najpierw mieszkali w akademiku. Potem, kiedy Anka urodziła pierwsze dziecko, dostali w końcu swoje dwa pokoje z kuchnią. Byli przeszczęśliwi. I naprawdę się kochali. Tak, jak się mówi: rozumieli się bez słów po oczach, ustach, a nawet po gestach. Najdziwniejsze było to, że nigdy się nie kłócili. Tak bywa, gdy ludzie pasują do siebie jak puzzle, jak plus i minus czy yin i yang

W zeszłym tygodniu minęło im trzydzieści sześć lat wspólnego życia. Najgorsze, bała się że trzydziestu siedmiu już nie będzie Na tę myśl, znów popłynęły łzy. Ciche, żałobne, jakby żegnała na zawsze szczęście i miłość…

Poranek był ponury, jak i humor Anki. Ale trzeba wstać dom duży, obejście spore. Wszystko wymaga doglądania. Wypiła herbatę słodzoną kostką cukru, więcej nie przełknęła. I zabrała się za porządki. Posprzątała, nakarmiła kury, wyprowadziła kozę na wybieg, potem umyła podłogi i pozmywała naczynia ze wczoraj. Wszystko robiła z zaciętością, jakby nie chciała dać sobie ani chwili na myślenie o tragedii. Jednak była jeszcze jedna rzecz: jak powiedzieć o wszystkim dzieciom? Synowi Jankowi i córce Malwinie. Zdecydowała się dopiero w południe.

Mamo, on co, zwariował? Jak to znalazł inną kobietę? Jaką inną? To chyba żart, mamo Chcecie, żebyśmy przyjechali? Od razu możemy! przejęcie pytała córka Malwina.
Nie, Malwinko, nawet o tym nie myślcie. Przecież jesteś w dziewiątym miesiącu, po co ci takie nerwy. Dam sobie radę. Nikomu się nie stała krzywda
Syn zareagował ostro. Przez długi czas klął pod nosem, niemal pluł przez telefon. Anka aż musiała go zganić. Przestań obrażać ojca, różnie bywa w życiu. Ustalili, że Janek przyjedzie w weekend.

Po tej rozmowie z dziećmi Anka trochę się uspokoiła. Ale mijając lustro w korytarzu, znieruchomiała na widok własnych, pustych oczu. Patrzyła na nią pulchniejsza kobieta w podomce, bez makijażu, z popękanymi ustami i zapuchniętymi oczami.

No proszę Nic dziwnego, że znalazł sobie młódke. Wyglądam, jak wyglądam. Gruba, bez fryzury, bez paznokci, bez makijażu. Tamta pewnie piękna, a ja dawno o sobie zapomniałam. Dzieci, mąż, wnuki one najważniejsze. Potem kury, ogródek… Ech westchnęła gorzko, wyobrażając sobie młódke i Rafała…
Przypomniała sobie ostatni rok wspólnego życia i zrozumiała nagle wiele rzeczy. To był ciężki rok. Trudna ciąża u córki, narodziny wnuka u syna, niekończący się rozgardiasz, gospodarcze troski. To zabierało jej niemal cały czas, dla męża nie zostawało go już wcale. Rafał, wracając z pracy, często jadł w samotności. Weekendy spędzał bez żony, ona opiekowała się wnukami. Wtedy, pewnie, znalazł czas na nowe zauroczenie. Pamięta, jak coraz bardziej się oddalał. Ale była zbyt zajęta, by zauważyć. Albo po prostu nie chciała tego widzieć…

Anka odlicza kolejne dni. Bez niego. Na początku było ciężko. Z czasem łatwiej. Prosiła dzieci, żeby ojca nie unikały dla wnuków jest super i naprawdę kocha dzieci. To ich przecież nie dotyczy. Dzieci trochę marudziły, ale obiecały się zastanowić. To już coś. Po paru miesiącach Anka się uspokoiła. Nie miała czasu na smutki. Całe gospodarstwo na głowie, pomoc dla wnuków. Choć już emerytka, znalazła jeszcze zajęcie na pół etatu. Schudła, zmieniła fryzurę, odżyła. Po jakimś czasie powrócił jej też uśmiech, jej najlepsza ozdoba. Bo co? Życie idzie dalej.

Minęło pół roku i nagle telefon z nieznanego numeru. W słuchawce głos. Już trochę zapomniany, ale wciąż dobrze znany.

Aniu, kochana Wybacz, przyjmij mnie z powrotem. Nie mogę bez ciebie! Pierwsze dwa miesiące jak we mgle, potem już nie dało się żyć. Gdzie nie pójdę, gdzie nie spojrzę wszędzie ty. Wpuścisz mnie?
Nie. Idź do tej swojej młodej. Macie sobie dużo do powiedzenia. A mi i tak nie jest źle samej odcięła Anka, rzucając słuchawkę.
Od tego czasu niemal codziennie telefon. Wieczorem znów Rafał: prosi, przekonuje, słodzi.

Anka, przecież nie jesteśmy już młodzi. Co mamy jeszcze dzielić na starość? Każdemu się może zdarzyć. Kocham cię, kocham naszą rodzinę. Janka, Malwinkę, wnuki. Chcę być z wami.
Kto ci broni, Rafałku? Kochaj dzieci i wnuki, one cię nie odrzucają. A beze mnie musisz sobie radzić. Koniec. Nie skleisz rozbitej filiżanki. cięła bez litości.
Początkowo dzieci były po stronie mamy, ale z czasem i Janek, i Malwina zaczęli tłumaczyć ojca.

Mamo, tata cały chodzi poszarzały. Jest mu strasznie głupio, każdemu może się zdarzyć. Może wybaczysz? pytała nieraz Malwina.
Mamo, może byś go jednak przyjęła? Przecież wiem, że go kochasz wtórował Janek.
Nie i nie. Przestańcie nalegać. Nie potrafiłabym już z nim być, rozumiecie? Zawsze bym sobie przypominała, że mnie zdradził.
I tak żyła Anka. Praca, dom, dzieci, wnuki. Wszystko bez niego. Bez Rafała.

A Rafał, tymczasem, rozstał się z tą od jednego słowa. Zamieszkał u schorowanej mamy. Zatęsknił za Anką. Wciąż wspominał ich wspólne życie. Najbardziej żałował, że tak postąpił. Ale już nie da się tego wszystko odkręcić. Musiał się z tym pogodzić…

W końcu, któregoś dnia, zebrał się na odwagę. Postanowił pojedzie do Anki, padnie jej do nóg i będzie prosił o przebaczenie. Może się zlituje, może mu wybaczy i przyjmie z powrotem. A nawet jeśli nie chociaż ją zobaczy, swoją najdroższą

Ubiera się porządnie i jedzie. Puka do drzwi, nikt nie otwiera. Anka w pracy na nocnej zmianie. Puka jeszcze chwilę i kładzie się na ławce na ganku, by poczekać aż wróci gospodyni. Zasnęło mu się twardo, głęboko od lat tak dobrze nie spał. Może to te domowe ściany tak działają, a może po prostu zmęczenie.

Pod samym świtem Anka wraca do domu. I niespodzianka. Podchodzi, a Rafał nie oddycha, przynajmniej tak jej się wydaje. Twarz pobladła w księżycowej poświacie. Szturcha go ręką zero reakcji. Stuka w ramię nic. Szarpie go za kurtkę nie drgnie.

O Boże, o Jezu Mój Rafałku, na kogoś mnie zostawił, jak ja teraz bez ciebie będę żyła rzuca się na pierś męża, zawodząc.
A on nagle łapie ją za ramiona i całuje.

Więc kochasz, skoro mój Rafałku A ja ciebie kocham, Aniu moja najdroższa! Wybacz, żono, nie umiem bez ciebie żyć klęka, chowa twarz w dłoniach.
Ty łobuzie! Ty oszuście! bije go po plecach Anka Naprawdę myślałam, że cię już nie ma. Że coś sobie zrobiłeś i do mnie pożegnać się przyszedłeś. Nawyżyczyłeś się, marcowy kocurze? To teraz
Od tego dnia Anka i Rafał pogodzili się. Żyją jeszcze lepiej i jeszcze mocniej się kochają. Bo zrozumieli jak to jest, gdy można utracić drugiego człowieka tego najbliższego i najdroższego. I że wybaczanie jest czasem konieczne. Duma nie zawsze się opłaca. Nawet jeśli ktoś zawinił, można dać mu skrawek serca. A szczęście, które mamy dzisiaj, trzeba pielęgnować i doceniać, a nie płakać za tym, co stracone. Ot, takie życie. I taki happy end.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jedenaście − jeden =

Zgubić człowieka