Kłótnia
Grażyno, wybaczam ci! Ta nasza kłótnia była zupełnie niepotrzebna. Już wystarczy tego dąsania! Nie mamy po dwadzieścia lat! zadudniła Barbara Sławińska, wybierając numer siostry pierwszy raz od siedmiu lat. Pora dorosnąć, Grażyno! Ile można
Przepraszam Ale do kogo pani dzwoni? Ja nie jestem Grażyna
Głos brzmiał zdecydowanie obco. Młody, lekko zachrypnięty, ale przyjemny.
Barbara aż zaniemówiła w pół zdania, co zdarzało jej się rzadko.
Kochana, kim jesteś? Skąd masz numer mojej siostry?!
To mój numer. Już od ponad roku. Przepraszam, nie znam pani. I tej Grażyny, do której pani dzwoni, też nie. Miłego dnia!
Barbara, wciąż nie rozumiejąc, co się dzieje, nie odpowiedziała od razu. Zanim ochłonęła, w telefonie już rozległy się sygnały zakończenia rozmowy i nagle napłynął niepokój
Pomyślała, że musiała się pomylić, więc założyła okulary i sprawdziła jeszcze raz numer siostry w swojej starej czerwonej książeczce z adresami tej, którą kiedyś podarowała jej sama Grażyna. Grażyna zawsze lubiła ładne drobiazgi i wiedząc, że siostra lubi praktyczne rzeczy, a nie lubi wydawać pieniędzy na fanaberie, czasem podsuwała jej jakiś prezent. A to torebka, czasem elegancki długopis, a innym razem apaszka. Drobiazgi, ale cieszyły. Barbara z kolei zawsze wolała większy rozmach prezenty solidne i zdecydowane, żeby wszyscy wiedzieli jak bardzo siostrę kocha.
Wpisując numer jeszcze raz, Barbara zorientowała się, że sprawy zaszły już za daleko. I znowu odezwał się ten sam, delikatny, ale obcy głos.
Przepraszam, już mówiłam, to mój numer odparła dziewczyna, wyraźnie zdenerwowana. Proszę już nie dzwonić. Przeszkadza mi pani w pracy. Mam lekcję.
Zaczekaj! Barbara przestraszyła się, że rozmówczyni znowu się rozłączy. Powiedz mi, kiedy mogę zadzwonić? To bardzo ważne!
Za pół godziny. Wtedy będę miała przerwę.
Barbara odłożyła telefon i pogrążyła się w zamyśleniu.
Dlaczego siostra zmieniła numer? Czemu nie poinformowała jej o tym? Tak, były pokłócone, ale to nie znaczy, że można całkiem zerwać kontakt!
Zaczęła się złościć.
Zawsze byłaś taka nieogarnięta, Grażyno, i taka zostałaś! mruczała do siebie, po raz setny ścierając blat kuchenny i zerkając na zegarek.
Nie znosiła siedzieć bezczynnie. Nigdy nie umiała nawet chwili spędzić spokojnie bez zajęcia rąk czy głowy. Od dziecka była energiczna, zadziorna, bardzo sprawiedliwa i szybka w sądach. Ileż rodzinnych kłótni z tego powodu! Ale Barbary to nie ruszało. Przecież miała rację! Więc o co chodzi?
Grażyna była zupełnie inna. Cicha, łagodna, strasznie powolna. Zanim zjadła owsiankę przed szkołą, Barbara już biegła, żeby zdążyć na lekcje. Barbara sobie i siostrze prasowała fartuszki, wiązała warkocze, poprawiała kokardy, a ta ślamazara dopiero przecierała oczy. Stawała z szczoteczką do zębów w łazience i wzrokiem kreśliła kółka na lustrze.
Grażka, co ty robisz?
Myślę
Przestań się obijać! Spóźnimy się! irytowała się Barbara. Myśli sobie!
A nie trzeba?
Nie! Niech inni myślą! Ty lepiej umyj zęby i siadaj do śniadania!
Zawsze tak było. Grażyna wlecze się na końcu, a Basia już zdobyła górę i wraca, żeby siostrę skrytykować:
Co z ciebie za ślamazara?! Jakbyś nie żyła! Ledwo dyszysz! Tak nie można
Grażyny nie ruszały pretensje Barbary. Patrzyła prosto na zadziorną siostrę i uśmiechała się:
Basieńko, nie wszyscy muszą być tacy szybcy! Ty jesteś naszą dumą! Mnie zostaw w spokoju, i tak sobie powolutku
Ty zawsze powolutku! Całe życie ci ucieknie przez to twoje powolutku! Rusz się!
Grażyna nigdy nie obrażała się na siostrę. Rozumiała, że temperament Barbary domaga się ujścia. Czekała, aż Basia się uspokoi i przypomni sobie, że siostrę kocha. Myślała, że z czasem Basia złagodnieje.
Jak okiełznać wulkan? Tylko morzem. Tak jest z miłością. Ogień się wypala, przychodzi czułość, wszystko się zmienia, a z wulkanu robi się wyspa z palmami i morzem wokół. Pięknie!
Tyle że ta historia nie była o Basi. Jej miłość też była żywiołem. I wszystko, co się zbliżyło do Barbary na tyle, by być bliskim, w niej spalało się szybko.
Miała czterech mężów. Z pierwszymi trzema rozwodziła się po roku.
Nie wyszło nam z charakterami! powtarzała zawsze.
Z czwartym mężem przeżyła trzy lata. Ale i tak go zostawiła, choć miała już córeczkę, a przed sobą tylko żal i poczucie rozczarowania.
Co za mężczyźni teraz?! Nic im się nie chce! Rodzina ich nie obchodzi, dzieci nie obchodzą, a żona to tylko mebel, który nie ma prawa głosu! grzmiała Barbara, odwiedzając siostrę. Ty z tym swoim Andrzejem żyjesz i dobrze ci?!
Mąż Grażyny, Andrzej, po prostu podał herbatę i wziął na ręce bratanicę:
Porozmawiajcie, ja położę Monikę spać.
Zmęczona Moniczka już przysypiała, ale mamie zupełnie nie było do niej.
Cóż, całe życie w rozsypce! Trzeba zaczynać wszystko od nowa!
No! I co z tego masz? walnęła dłonią w stół Barbara, gdy Andrzej opuścił kuchnię. Jak ty możesz z nim żyć?! Zanudzić się można na śmierć!
Ale ja dobrze żyję, Basia! Grażyna uśmiechnęła się i przysunęła bliżej koszyk z ciasteczkami. Napij się herbaty. Pewnie głodna jesteś?
Cały dzień nic nie jadłam! przyznała Barbara, sięgając po ciasteczko. Wyobraź sobie! Znowu jestem sama!
Może czas trochę złagodnieć, Basieńko? Po co ciągłe walki? Czy to coś daje? Życie przeleci, Moniczka wyrośnie, wyjdzie za mąż, wyjedzie. A ty? Zostaniesz sama
Och, Grażyna, ale ty naiwna! Naprawdę w tym rzecz?!
A w czym?
Nie można nikomu ufać! Każdy kłamie!
Ja też?
I ty! Opowiadasz o tej swojej wielkiej miłości do Andrzeja, a dzieci z nim nie masz! Co to znaczy? Nie ma jej!
Czego? Grażyna przestała się uśmiechać.
Tej słynnej miłości! Puste słowo! Jeżeli kobieta nie chce mieć dzieci z ukochanym, to znaczy, że nigdy go nie kochała! Ot, tyle!
Grażyna nie odpowiedziała od razu. Wstała, dotknęła czajnika, otarła łzy i wyszeptała tak cicho, że Barbara ledwie dosłyszała:
Nie zawsze chodzi o chęć, ale o możliwość. Chciałabym, Basia Bardzo. Ale nie mogę! Nie będę mamą
Barbara podbiegła, objęła siostrę, próbując ją pocieszyć.
Kto tak powiedział? Lekarze? Nie wierz! Znajdę ci najlepszych lekarzy! Urodzisz! Szczęście jeszcze będzie!
Tym razem nawet upór Barbary nie wystarczył. Nie wszystko można, jeśli los inaczej zdecydował
Grażyna została matką, ale nie tak, jak marzyła. Swojego dziecka już nie miała. Ale gdyby ktoś powiedział, że przybrany syn i córka dzieci dalszych krewnych Andrzeja, którzy zostali bez opieki i trafili do domu Grażyny nie są jej prawdziwe, lepiej żeby milczał. Nawet ze swoją ukochaną siostrą Grażyna się przez to długo nie odzywała.
Po co ci cudze dzieci, Grażyna?! Swoje jeszcze będziesz miała!
Basia, mam już prawie czterdziestkę! Gdyby miało być, już by było. A te dzieci? Co, mają iść do domu dziecka?!
Co cię to obchodzi?! Andrzeja rodzina niech je bierze!
Ja chcę! Zrozumiesz? Ja!
Och, Grażyna! Po kim ty taka jesteś?!
Jaka?
Uparta i naiwna! To taka udręka!
Dość, Basia! Idź już do domu. Monika na ciebie czeka.
Monika jest na koloniach. Jeszcze tydzień. I taki numer mi wykręciłaś! Moja noga tu nie postanie! Zrozumiałaś? I o pomoc nie proś, skoro słuchać nie chcesz!
A skąd tyle złości w tobie, Basieńko? zapytała cicho Grażyna w ślad za siostrą, która niemal zbiegła po schodach, zła, że nikt nie chce jej słuchać.
Odpowiedzi Grażyna nie dostała. Barbara naprawdę się obraziła. Zerwała wszelki kontakt z siostrą. Nie dzwoniła, nie przychodziła, nie zapraszała też do siebie. Nawet córce zabroniła widywać się z ciotką, ale Monika i tak wymykała się do Grażyny. Kochała ją, zaakceptowała przybranych kuzynów bez problemu, a mieszkały przecież niedaleko.
Potem Andrzej otrzymał propozycję pracy w innym mieście. Po rodzinnej naradzie zgodzili się na przeprowadzkę. Grażyna zostawiła Monice adres i poleciła: gdyby coś się działo, od razu kontaktuj się z nami, nie czekając na pozwolenie matki.
Nigdy nie wiesz, co los przyniesie, Moniczko! mówiła ciocia, ściskając ją na dworcu. Pamiętaj, masz rodzinę! Zawsze przyjmę, pomogę. A mamę swoja oszczędzaj. Wiesz przecież, jaki ma charakter, jak jej trudno. Tylko nas ma, ciebie i mnie
Monika próbowała słuchać rady. Trzymała się dzielnie, choć bywało coraz trudniej.
Szczególnie kiedy Monika dorosła i chciała wyjść za mąż. Barbara jej wyboru nie zaakceptowała.
Co to za cherlak?! Tacy mi tu niepotrzebni! krzyknęła Barbarę, widząc chudego chłopaka w okularach, trzymającego Monikę za rękę. Nie mogłaś znaleźć sobie kogoś lepszego?!
Monika już tłumaczyć nie chciała. Wymieniła spojrzenie z narzeczonym i wyszła bez słowa, nie słuchając, co jeszcze matka woła za nią.
Ten cherlak miał na imię Adam. Wcale nie był taki nijaki, tylko informatyk z niezłą pracą. Przeanalizował sytuację i zaproponował Monice ślub oraz przeprowadzkę do miasta, gdzie mieszkała jej ciotka Grażyna.
Tam są lepsze perspektywy, Monika. Sprzedaję mieszkanie, coś nowego sobie kupimy. Nic nas tu nie trzyma, prawda?
Już nie płakała Monika, wspominając zdziwione spojrzenie matki i jej krzyk. Grażyna wszystko zrozumie. Ona jest dobra.
Najważniejsze, żeby tobie było dobrze.
Adam naprawdę kochał Monikę. Tak kochał, że był gotów dla niej na wszystko nawet rzucić całe dotychczasowe życie. Nie miał już rodziców ani bliskiej rodziny, więc jego świat kręcił się teraz wokół tej chudej dziewczyny z zadartym, czerwonym od płaczu nosem, która marzyła, by mieć dom, rodzinę, dwóch synów i długie razem i szczęśliwie.
I tak właśnie było.
Gdy Grażyna dowiedziała się, że Barbara znowu szaleje, próbowała z nią porozmawiać. Ale Barbara nie chciała jej nawet słuchać.
Uciekły do ciebie?! No jasne! Nie dzwoń do mnie więcej! Nie chcę was znać! Barbara ryczała, aż drżały ściany.
Basia, przestań! tym razem Grażyna naprawdę się zdenerwowała. Łatwo zniszczyć, trudniej zbudować! Pomyśl, co robisz! Wygoniłaś własną córkę, a dobrze, że ma się gdzie schronić! A jakby nie miała?! Co z ciebie za matka, skoro wyrzucasz dziecko tylko za to, że wybrało inaczej? To nie ty będziesz żyć z Adamem, ale Monika! Twoim zadaniem jest być wsparciem! Nie wiesz, jak się w życiu ułoży! A jeśli będzie musiała wrócić i nie będzie miała do kogo? Do obcych? Bo matka była zbyt dumna?!
Ty Barbara chciała przejąć inicjatywę, ale Grażyna nie pozwoliła jej powiedzieć słowa.
Dość, Basia! Jeśli zechcesz się pogodzić, to tylko na naszych warunkach. Dość już twojej złośliwości! Pomyśl! A jak coś zrozumiesz, to dzwoń. Czekamy!
Barbara się obraziła. Bolało ją, że nikt już nie chciał słuchać jej zdania. Zgwałtownie zakazała sobie nawet myśleć o siostrze i córce. Mądre?! Niech sobie żyją po swojemu!
Zaproszenie na ślub Moniki i Adama rozdarła i wyrzuciła. Przestała odbierać telefony od siostry. Nawet koperty ze zdjęciami ślubnymi od Grażyny nie rozpakowała wylądowały w śmietniku. Charakteru starczyło jej, by pielęgnować urazę i nawet nie myśleć o pojednaniu.
Czas płynął. Rodzina żyła swoim życiem. Grażyna wychowywała dzieci, pomagała Monice przy pierwszym wnuku, Adam z Andrzejem budowali dom dla młodej pary.
Okazało się, że Adam, zupełnie już nie chudy ani blady bo Monika karmiła go sercem i duszą był zdolny i naprawdę dużo umiał. Andrzej nie mógł się nachwalić szwagra:
Oj, Adamek, ty to masz łeb! Skąd ty to wszystko wiesz?!
Z książek, wujku Andrzeju. I z internetu! Wystarczy tylko chcieć.
Monika była w ciąży z drugim synem, gdy wyprawiali parapetówkę. Gdy ciocia zapytała nieśmiało: Może by zadzwonić do mamy?, westchnęła:
Próbowałam, ciociu. Dzwonię co jakiś czas. Nie odbiera. A jak odbierze, to się rozłącza. Nie chce mieć ze mną kontaktu.
Nie płacz! rzucała się ją uspokajać Grażyna. Nie możesz się denerwować.
Już nie będę pociągała nosem Monika, zła i smutna, że nie ma matki obok.
A Barbara nie zamierzała mięknąć. Myślała: minie czas, zrozumieją swój błąd, przybiegną przepraszać! A ona się zastanowi, czy tak od razu wybaczać.
Ale coś w niej pękło. Może wiek, może samotność? W końcu, znów witając Nowy Rok w pustym mieszkaniu, zadzwoniła do siostry. W słuchawce odezwał się zupełnie obcy głos.
Ledwo doczekała umówionej przerwy, Barbara znowu wykręciła dawny numer Grażyny.
Słucham?
To ja słucham! Barbara znów poczuła się szefową stanowczą i głośną, choć z relacjami rodzinnymi radziła sobie gorzej niż z kierowaniem dużą firmą. Jak to się stało, że ten numer do ciebie należy?
Bardzo prosto. Kupiłam telefon, dostałam kartę SIM. Tak jest jeżeli numer przez jakiś czas jest nieaktywny, trafia do nowego użytkownika.
Co za bzdura! A moja siostra gdzie?!
Skąd mam wiedzieć? głos był twardy, aż Barbara spuściła z tonu, chcąc jednak czegoś się dowiedzieć o Grażynie.
To dziwne. Ale mam prośbę
Po dłuższej przerwie dziewczyna odpowiedziała cicho:
Zastanowię się. Proszę mówić.
Czy mogłabyś dowiedzieć się czegoś o mojej siostrze? Podam ci adres, może pojechałabyś, powiedziała jej, że czekam na kontakt. Nakryję wszystkie koszty.
Dziewczyna milczała. Barbara już sądziła, że rozmówczyni się rozłączyła, kiedy w słuchawce zabrzmiało:
Dobrze. Nic nie chcę. Proszę podyktować adres.
Barbara tak zrobiła. Zaczęła czekać na wieści. Przyszły Ale nie takie, na jakie liczyła.
Pańskiej siostry już nie ma. Zmarła półtora roku temu. Długo się leczyła. Walczyła dwa lata, ale nie dała rady. Jej mąż powiedział, że zawsze może pani do nich przyjechać. I jeszcze
Co? głos Barbary był schrypnięty i bez życia.
Pani córka też czeka na panią. I wnuki. Ma pani dwóch. Przekazuję pani słowa Grażyny. Chciała sama, ale uznała, że tak będzie lepiej. Bo przecież pani słuchać nie chciała
Mów!
Basia, nie wygłupiaj się. Wszystko, co twoje tu. Dorosnij. Już czas. Kochamy cię i czekamy.
Rozmowa zamilkła, a Barbara szlochała, po raz pierwszy chyba w życiu rozumiejąc, ile straciła.
To wszystko?
Tak.
Dziękuję
Nie ma za co.
Głos się rozgrzał.
Proszę przyjechać. Ma pani wspaniałą rodzinę i prześliczne wnuki.
Znowu sygnały rozłączenia, a Barbara płakała. Tak bardzo bolało, jak nigdy. Tyle już nie dało się naprawić Ale może jeszcze coś można odzyskać?
Płakała prawie całą noc. Rano z drżącymi dłońmi wybrała numer, który znała na pamięć.
Monika
Mamo! Czekamy na ciebie!
Córeczko, ja
Nie mów nic! Po prostu przyjedź! Czekamy!
Coś w głosie córki zaniepokoiło Barbarę. Dopiero pakując torbę zrozumiała, co to było.
W głosie Moniki była jej determinacja, łagodność cioci Grażyny i jeszcze coś to, czego tak bardzo brakowało Barbarze przez te wszystkie lata.
Miłość. Bezwarunkowa, nie pamiętająca złych słów i krzywd. Taka, którą tak dobrze znała Grażyna, a którą Barbarze dopiero przyszło poznać.
I choć była niepewna jak nigdy, bardzo chciała wierzyć, że tym razem jej się uda.



