– Mówisz mi, że już tyle lat z jedną żoną wytrzymujesz? Jak ty to robisz, na czym to polega? mój brat, zawsze gdy przychodził w odwiedziny, musiał o to zapytać.
– To bardzo proste miłość i masa cierpliwości. Nic więcej odpowiadałem mu zawsze to samo.
– Dla mnie to nie działa. Ja kocham wszystkie kobiety. Każda z nich to dla mnie zagadka. A żyć z przeczytaną książką? Daj spokój śmiał się brat.
Mój młodszy brat, Piotr, ożenił się mając zaledwie osiemnaście lat. Jego wybranka, Jolka, była od niego starsza o dziesięć lat. To była spokojna, dobra dziewczyna polubiłem ją od razu. Jolka zakochała się w Piotrze bez pamięci, od pierwszego spotkania. Jednak Piotr potraktował to raczej jak przygodę.
Po ślubie Jolka zamieszkała u niego, razem z siedmioma innymi członkami rodziny. Niedługo potem urodził się im synek, Michaś. Jolka myślała, że złapała Pana Boga za nogi. Młodemu małżeństwu przydzielono malutki pokoik.
Jolka pasjonowała się porcelanowymi figurkami, które kolekcjonowała miała dziesięć unikatowych egzemplarzy, na których bardzo jej zależało. Trzymała je na starym kredensie, często przystawała przy nich, oglądała po kolei, zachwycała się nimi. Cała nasza rodzina dobrze wiedziała, jak bardzo Jolka ceni swoje skarby.
Ja wtedy sam dopiero się rozglądałem za swoją drugą połówką. Chciałem znaleźć tę jedyną. No i udało się jestem z Danutą już ponad pięćdziesiąt lat.
Piotr z Jolką przetrwali w małżeństwie dziesięć lat. Jolka nie miała czym się chwalić. Była przykładną żoną, kochała męża i syna całym sercem. Spokojna, łagodna, ugodowa. Czego Piotrowi brakowało?
Pewnego dnia Piotr wrócił na rauszu i jak mu coś w wyglądzie czy zachowaniu Jolki nie pasowało, zaczął się czepiać, prymitywnie żartować, łapać ją za ręce. Jolka, widząc, do czego dąży, wyszła z pokoju, zabierając Michała na podwórko. Po chwili usłyszała przerażający trzask. Od razu wiedziała, co się stało to musiały być jej porcelanowe figurki. Wbiegła do pokoju i aż ją zatkało. Cała ukochana kolekcja leżała na podłodze, roztrzaskana na drobne kawałki. Ocalała tylko jedna figurka. Jolka rzuciła się do niej, podniosła ostrożnie i pocałowała. Ani słowa nie powiedziała Piotrowi. Tylko jej oczy były pełne łez.
Od tej chwili między Piotrem a Jolką pojawiła się przepaść. Myślę, że Jolka psychicznie wyszła z tej rodziny. Wszystko robiła, jak należy, ale już bez serca jakby z przymusu, bez dawnych emocji.
Piotr coraz częściej przesiadywał na mieście. Z czasem wokół niego zaczęły kręcić się tanie kobiety, szemrani znajomi. Jolka domyślała się wszystkiego, ale milczała, zamknęła się w sobie. W końcu Piotr już prawie nie bywał w domu i kompletnie zaniedbał rodzinę. Jolka w końcu zrozumiała, że nie ma sensu ścigać się z wiatrem. Rozwiedli się. Bez kłótni, bez wzajemnych pretensji. Jolka z Michałem wróciła do rodzinnego miasteczka. Jedyna ocalała figurka została na komodzie Jolka zostawiła ją, żeby Piotr o niej czasem pomyślał.
Piotr wcale się nie smucił wręcz przeciwnie. Zaczął ostre życie hulanki, swawole, zero zasad i zobowiązań. Szybko łapał nowe uczucia i jeszcze szybciej się z nimi żegnał. To była równia pochyła. Trzy razy żenił się i rozwodził. Pił na umór. I przy tym wszystkim trzeba to powiedzieć był szanowanym ekonomistą na uniwersytecie, jeździł na konsultacje po całej Polsce, napisał nawet podręcznik. Wszyscy wróżyli mu świetlaną karierę, ale alkohol i chaotyczne życie wszystko zniszczyły.
W pewnym momencie cała rodzina odetchnęła wydawało się, że Piotr zmądrzał i się uspokoił. Znowu postanowił się żenić, wesele było kameralne. Jego wybranka, Wanda, miała siedemnastoletniego syna. Wszyscy od razu wiedzieli, że z tego nie będzie dobrego domowego klimatu. Za różni byli, nie polubili się i koniec. Piotr nie wziął tego pod uwagę a to był błąd. W końcu obaj prawie się pobili, niewiele brakowało do tragedii. Skończyło się rozwodem.
Potem poznawał kolejne kobiety Lidię, Katarzynę, Sylwię… Wszystkie kochał, każdej obiecywał życie razem.
Ale życie miało swoje plany. W wieku 53 lat ciężko zachorował. Gdy trzeba było się nim opiekować, kobiet już przy nim nie było. Zająłem się nim ja i nasze siostry.
Sławek, podaj mi tę walizkę spod łóżka Piotr ledwo mówił, jeszcze trudniej mu było wstać.
Zajrzałem pod łóżko. Wyciągam zakurzoną walizkę, otwieram i przecieram oczy pełno w niej porcelanowych figurek, każda zawinięta w miękki ręczniczek.
Widzisz, to zbierałem dla mojej Joli. Nie mogę zapomnieć jej spojrzenia, jak zobaczyła roztrzaskaną kolekcję. Oj, dała mi wtedy popalić powiedział cicho. Jak jeździłem po Polsce na delegacje, to w każdym mieście kupowałem figurki. W tej walizce jest podwójne dno tam są pieniądze, wszystko, co odłożyłem. Przekaż Joli, niech mi wybaczy, przecież już się nie zobaczymy. Sławek, przysięgnij, że wszystko oddasz Joli Piotr nie spojrzał mi w oczy.
Jasne, Piotrek, zrobię to głos mi się załamał. Wiedziałem, że brat odchodzi.
Pod poduszką masz kopertę z adresem Joli wydusił. Już nawet nie próbował się odwrócić.
Jolka nadal mieszkała w swoim rodzinnym miasteczku. Michał poważnie chorował, lekarze rozkładali ręce. Radzili, żeby jechać na leczenie do Europy Zachodniej. Dowiedziałem się o tym z listu Joli, który Piotr trzymał pod poduszką. Okazało się, że mieli ze sobą kontakt przez lata, ale tylko listowny Jolka pisała, Piotr nigdy nie odpisał.
Po pogrzebie brata spakowałem walizkę i wsiadłem w pociąg. Musiałem spełnić ostatnią prośbę Piotra.
Spotkaliśmy się z Jolką na maleńkiej stacyjce. Ucieszyła się na mój widok, przytuliła się:
Sławek, jesteś cały jak Piotrek! Jakbyście byli bliźniakami.
Wręczyłem jej walizkę i przekazałem słowa przeprosin od Piotra:
Jolka, wybacz Piotrkowi. To dla ciebie. W środku są pieniądze i jeszcze coś. Zobaczysz w domu. Piotrek do końca cię miał za żonę pamiętaj.
Potem już więcej się z Jolką nie zobaczyliśmy.
Po jakimś czasie dostałem od niej jedyny list:
Sławku, dziękuję Tobie i Piotrowi za wszystko. Jestem wdzięczna Bogu, że spotkałam Piotra na swojej drodze. Figurki, które przywiozłeś, z Michałem dobrze sprzedaliśmy. Znalazł się prawdziwy kolekcjoner. I dobrze. Nie mogłam już na nie spokojnie patrzeć każda była jak żywy ślad po Piotrku. Smutno mi tylko, że tak szybko odszedł. Za te pieniądze wyjechaliśmy do Kanady od dawna zapraszała mnie siostra. Nie trzymało mnie już nic w Polsce. Całe życie miałam jedną nadzieję że Piotrek mnie wezwie. Nie wezwał Ale i tak cieszę się, że nazywał mnie żoną. To znaczy, że nie był dla mnie do końca obojętny. Michałowi tu lepiej, zdrowieje na oczach. Żegnaj.
Adresu zwrotnego nie podała.


