Jeszcze jeden wspólny rok… Ostatnio Arkadiusz Iwanowicz nie wychodził sam na dwór. Nie wychodził od …

Jeszcze cały rok razem…

Ostatnio Arkadiusz Januszewski nie wychodził sam na zewnątrz. Od czasu, gdy któregoś popołudnia poszedł do przychodni i zapomniał, gdzie mieszka i jak się nazywa, samotny spacer wydał mu się rzeczą niemożliwą.

Ruszył wtedy w zupełnie innym kierunku, krążył po osiedlu przez długi czas, aż jego wzrok zatrzymał się na pewnym dobrze znanym budynku. Okazało się, że to była fabryka zegarków, gdzie Arkadiusz przepracował prawie pięćdziesiąt lat. Patrzył na tę fabrykę i czuł, że dobrze ją zna, ale za nic nie potrafił przypomnieć sobie, dlaczego oraz kim właściwie jest, póki ktoś niespodziewanie nie klepnął go w plecy.

Janiu! Panie Arkadiuszu, co to pana tu sprowadza? Właśnie wspominaliśmy ostatnio, jaki był z pana mistrz i opiekun. Nie pamięta mnie pan? To ja, Jurek Akulski to przecież pan, Janiu, zrobił ze mnie porządnego człowieka!

W głowie Arkadiusza nagle coś pykło, pustka ustąpiła miejsca wspomnieniom. No, dzięki Bogu…

Jurek ucieszył się, uściskał dawnego nauczyciela.

Poznał pan? A to ja wąsy zgoliłem, przez to niepodobny do siebie, a może zajrzy pan do nas do pracowni, chłopaki się ucieszą?

Innym razem, Jurku, dziś jestem jakiś zmęczony wyznał Arkadiusz.

Mam samochód zaraz tutaj, to pana podwiozę, adres pamiętam ucieszył się Jurek.

Odwiózł go do domu, a Halina Januszewska od tej pory nie pozwalała mężowi wychodzić samemu, chociaż pamięć już mu wróciła.

Teraz chodzili wszędzie razem do parku, do przychodni, do sklepu. Ale pewnego dnia Arkadiusz się rozchorował gorączka, silny kaszel. Halina, choć sama czuła się słabo, sama poszła do apteki i do sklepu.

Kupiła lekarstwa i trochę jedzenia, choć nie tak dużo. Ale ogarnęło ją dziwne osłabienie i duszność wydawało jej się, że torba z zakupami waży niewyobrażalnie dużo. Postała chwilkę, łapała oddech, potem znów ruszyła z ciężką torbą na śnieżnie białej chodniki.

Zrobiła kilka kroków, znów przystanęła. Postawiła torbę na świeżym śniegu i… łagodnie opadła na ziemię, tuż przy ścieżce prowadzącej do domu. Ostatnia jej myśl była po co tyle tego nakupiłam, głowa już nie ta!

Na szczęście sąsiedzi właśnie wychodzili z klatki, zobaczyli ją na śniegu, podbiegli, wezwali karetkę…

Halinę zabrało pogotowie, sąsiedzi zabrali torbę z zakupami i lekami, wrócili i zapukali do jej drzwi.

Pewnie mąż został w domu, może choruje, nie widziałam go ostatnio domyśliła się pani Nina Michalska. Pewnie śpi, Halina mówiła, że jemu też nie najlepiej, ech, starość, później sprawdzę…

Arkadiusz słyszał dźwięk dzwonka. Ale duszność i kaszel utrudniały mu oddychanie, chciał wstać, lecz zawrót głowy od gorączki niemal powaliły go z nóg…

Kaszel ucichł, Arkadiusz zapadł w dziwny półsen, niby jawę. Gdzie podziała się Halina? Dlaczego nie wraca?

Leżał długo w półśnie, aż w końcu usłyszał delikatne kroki. To była ona, jego Halina; niesamowicie, że wróciła.

Arkadiuszu, podaj rękę, trzymaj się mnie, wstawaj, wstawaj wołała żona. Wstał, opierając się o jej niezwykle chłodną i słabą dłoń.

A teraz otwórz drzwi, otwórz szybko szepnęła cicho Halina.

Po co? zdziwił się, ale otworzył, skoro prosiła, a do mieszkania weszła pani Nina z sąsiedztwa i Jurek Akulski, jego młodszy znajomy z fabryki.

Janiu, czemu pan nie otwiera, przecież i dzwoniliśmy, i stukaliśmy!

Halina, gdzie Halina, była tu przecież dopiero co? szeptem pytał Arkadiusz, próbując pojąć, gdzie zniknęła żona.

Przecież ona jest w szpitalu, na intensywnej terapii zdziwiła się Nina.

Chyba majaczy domyślił się Jurek, w ostatniej chwili łapiąc omdlewającego Arkadiusza…

Sąsiadka i Jurek wezwali karetkę był to omdlenie przez gorączkę…

Dwa tygodnie później Halinę wypisali ze szpitala. Jurek autem odwiózł ją do domu, on sam z sąsiadką przez ten czas pomagali Arkadiuszowi, który również wracał do sił.

Najważniejsze byli jeszcze razem.

Kiedy w końcu Arkadiusz z żoną zostali sami, oboje ledwie powstrzymywali łzy.

Dobrze, że są jeszcze dobrzy ludzie, Arkadiusz, Nina to wspaniała osoba, pamiętasz, jak jej dzieci po szkole do nas wpadały na obiad, odrabialiśmy z nimi lekcje, a potem Nina przychodziła z pracy i zabierała je do siebie.

Tak, nie każdy ma tyle serca, a ona nie zgnuśniała. To miłe przyznał Arkadiusz.

I Jurek, kiedyś młodziak, byłem jego mentorem, pomogłem mu stanąć na nogi. Młodzi szybko zapominają o starszych, a on, widzisz, nie zostawił mnie.

Za kilka dni Sylwester, Arkadiusz, to dobrze, że jesteśmy znowu razem przytuliła się Halina do męża.

Halinko, powiedz mi, jak to możliwe, że przyszłaś do mnie ze szpitala, kazałaś otworzyć drzwi ratownikom? Przecież bez ciebie by mnie tu przecież nie było odważył się zapytać Arkadiusz.

Bał się, że żona pomyśli, że znów coś z nim nie tak, ale Halina spojrzała na niego zaskoczona.

A więc to naprawdę się wydarzyło? Powiedzieli mi, że miałam chwilowe zatrzymanie krążenia, a ja w tym czasie, jakby w półśnie, przyszłam do ciebie? Też to pamiętam jak widziałam siebie leżącą na intensywnej terapii, potem wychodziłam ze szpitala i szłam do ciebie…

Dziwne rzeczy dzieją się z nami na starość, a kocham cię tak samo, może nawet mocniej niż dawniej Arkadiusz wziął jej ręce w swoje, długo siedzieli razem w milczeniu, patrząc sobie w oczy.

Jakby bali się, że znów coś ich rozdzieli…

W wieczór tuż przed Nowym Rokiem przyszedł Jurek, przyniósł smakołyki żona upiekła dla nich pierogi.

Zaraz potem wpadła sąsiadka Nina, pili razem herbatę z pierogami, a w domu było ciepło i bezpiecznie.

Nowy Rok Arkadiusz i Halina powitali we dwoje.

Wiesz, pomyślałam sobie, że jeśli razem powitamy ten Nowy Rok, to będzie nasz rok. I jeszcze trochę pożyjemy powiedziała Arkadiuszowi Halina.

Oboje wybuchnęli radosnym śmiechem.

Cały rok życia razem to przecież tak wiele, to prawdziwe szczęście…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiem − siedem =

Jeszcze jeden wspólny rok… Ostatnio Arkadiusz Iwanowicz nie wychodził sam na dwór. Nie wychodził od …