– Nic nie mamo! Masz swój dom? Tam mieszkasz ty. Nie przychodź tutaj, chyba że cię zaprosimy. Moja …

Nic, mamo kochana! Masz swój dom? Tam mieszkasz. Nie przychodź tutaj, chyba że cię zaprosimy.

Moja mama mieszka w niewielkiej wsi na Mazurach, tuż przy rzece. Za jej ogrodem rozciąga się kawałek lasu, gdzie w sezonie można zebrać pełne kosze jagód i prawdziwków. Od dzieciństwa biegałem po tych znajomych polanach z wiklinowym koszem, ciesząc się bliskością przyrody. Ożeniłem się z koleżanką ze szkoły, której rodzice mieszkają po drugiej stronie ulicy, niedaleko mamy, lecz ich działka nie graniczy z rzeką ani lasem. Dlatego, gdy przyjeżdżamy z Warszawy, zatrzymujemy się u mojej mamy.

Mama bardzo się zmieniła ostatnio może z powodu wieku, a może przez zazdrość o mojego żonę ale nasze wakacje coraz częściej kończyły się awanturami. Spokojne rozwiązanie konfliktów stawało się coraz trudniejsze. Kilka razy nocowaliśmy u teściów, a mama nawet tam zaczęła kłócić się, tym razem z teściową, przeobrażając drobiazgi w poważne spory. Teściowa była tak wzburzona, że krzyczała na całe podwórze. Sąsiedzi musieli słyszeć ich wzajemne wypominanie starych win.

Po miesiącu, kiedy wszyscy ochłonęli, z żoną wpadliśmy na pomysł wybudujemy własny dom, żeby nikt się nie gniewał, żebyśmy mieli swoje miejsce i poczuli wreszcie spokój.

Sprawa ziemi trwała długo, ale w końcu nam się udało. Teść i teściowa z ochotą angażowali się w budowę. Teść pilnował każdej cegły na budowie.

Jedyną osobą, która sprawiała trudności, była moja mama. Przyjeżdżała, doradzała, krytykowała już wykonane prace jednym słowem: i tu nie dała nam spokoju. Tak właśnie budowaliśmy nasz dom. To był koszmar.

Rok później, gdy dom był gotowy, mieliśmy nadzieję na oddech. Nic z tego! Mama nie chciała odpuścić wizyt, oskarżając nas o egoizm i twierdząc, że już nie może liczyć na pomoc. Nie zwracała uwagi, że mój żona zawsze pomagała jej przy drobnych pracach kosił trawę, łatał dach i tym podobne rzeczy.

Pewnego dnia mama powiedziała:
Po co tu jeszcze przyjeżdżasz? Siedź w swoim mieście, a jak już się pokażesz to tylko się popisujesz.

To była ostatnia kropla dla mojego żony. Podszedł spokojnie do teściowej, a w tym spokoju było coś, co sprawiło, że mama zlękła się i cofnęła się do drzwi:
Co chcesz zrobić, zięciu?
Nic, mama kochana! Masz przecież swój dom, mieszkaj tam. Nie przychodź tu, chyba że cię zaprosimy, daj nam nieraz wolny weekend. Jak będziesz potrzebować pomocy, dzwoń. Jak będzie pożar przyjedziemy!
Co ty mówisz? Jaki pożar!

Na te słowa mama niemal wybiegła z domu. Powstrzymywałem śmiech, patrząc jak rozgląda się nerwowo i gnana złością idzie szybko w stronę furtki. Żona, gdy ochłonęła, wzruszyła ramionami:
Może przesadziłem z tym pożarem.
Nie, dobrze powiedziałeś.

Śmialiśmy się razem, wspominając minę mamy. Od tamtej pory w naszym nowym domu panuje spokój. Mama nas nie odwiedza, czasem przyjmuje pomoc od żony, ale rozmawia tylko krótko, zdawkowo. Pewnie nadal pamięta o tym pożarze…

Tak oto zrozumiałem, że czasem trzeba postawić granice, by zadbać o własny spokój nawet jeśli oznacza to trudną rozmowę z najbliższymi.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

szesnaście + piętnaście =

– Nic nie mamo! Masz swój dom? Tam mieszkasz ty. Nie przychodź tutaj, chyba że cię zaprosimy. Moja …