A co, komu ona w Polsce potrzebna?

Basia, co to znowu? Wyrzuciłaś ogórki od mamy?
Jasne, Wojtek. westchnęła Barbara. Już dawno zaczęły fermentować… I miękkie były. Naprawdę nie da się tego jeść
No co z tego? Mogłaś zabrać tylko te z góry, resztę wystarczyłoby przepłukać i byłoby po sprawie. Z mamą jedliśmy nawet najbardziej spuchnięte słoiki i żyjemy. Teraz to tylko trochę postało. Nie wolno tak wyrzucać jedzenia, Basik, te ogórki kosztują pieniądze!

Wojtek z zadartą brodą i oskarżycielskim spojrzeniem minął żonę, mamrocząc coś pod nosem.

Basia westchnęła. Dawniej wydawało się jej to nawet rozczulające. Znienacka przypomniała sobie ich pierwsze randki…

…Gdzieś w parku, szeroko uśmiechnięty, szedł wysoki chłopak w białej koszuli. W ręce trzymał bukiet. Łąkowy, tak jak lubiła Basia.

Wojtek, serio? Sam zrywałeś?
Tak, kiwnął chłopak głową. Po co kupować róże? Po pierwsze, drogie, po drugie banalne. Lepiej pójdziemy się przejechać na karuzelach, co ty na to?

Basia uśmiechnęła się i poszła za nim…

Teraz, po latach, kiedy ślub już dawno za nimi, dwójka dzieci w domu, Basia wiedziała, że nie chodziło o spacery, tylko o każdą złotówkę. Młyn w głowie, kiedy przypominała sobie, że nigdy nie chodzili do kawiarni nie dlatego, że Wojtek lubi spacery, ale po prostu nie chciał wydawać pieniędzy. Nawet na diabelski młyn szli nie dlatego, że był najtańszy, tylko żeby nie roztrzaskało jej brzucha przez te inne.

Tak, już wtedy wszystko było jasne, ale Basia z uporem milczała. Bo co mogła zrobić? Przyjęła to za rzeczywistość głównie milczała.

Basia weszła do kuchni i stanęła przy kuchni, żeby nałożyć dzieciom i sobie z Wojtkiem kolację. Kasza gryczana, kotlety, surówka samiutka prostota. U nich nigdy nie było ekstrawagancji.

Wojtek, co ty kombinujesz? zapytała z rezygnacją. Jej mąż pochylony był nad talerzami, rozkrawał kotlety.
Mają tylko pięć lat, połowa kotleta im wystarczy.

Wojtek z powagą dzielił kotlet na pół, a z drugiego talerza odebrał drugi kawałek, wrzucił z powrotem na patelnię.

Zupełnie ci odbiło?
Myślisz?
Tak, Wojtek.
I dobrze. Jemy jak wszyscy, nie ma co się objadać. Z namaszczeniem zaczął kroić kotlet na talerzu żony. Wiesz, wołowina droga, a dużo mięsa szkodzi, zwłaszcza smażonego. A propos, następnym razem ugotuj je na parze, bo przy smażeniu tłuszcz się marnuje. Olej poszedł do góry z ceną, zauważyłaś?
Dzieci nie lubią na parze.
Polubią. Tak jest zdrowiej. Wojtek dokończył cięcie i odszedł. Basia spojrzała na dziecięce talerze z obciętymi kotletami i poczuła, jak jej cierpliwość dobija dna…

…Pod koniec tygodnia wróciła Jadwiga, teściowa. I przy niej Wojtek wydawał się Basinie wzorem rozrzutności.

Basieńko, kochana, witaj! Dzieciom ciuchy nowe mam mówiła z progu. Macie szczęście do babci, zawsze z prezentem ich odwiedzam!

Basia, zmęczona po pracy, westchnęła, zaklęła pod nosem i poszła się z nią przywitać.

Jadwiga wręczyła jej reklamówkę.

Pani Jadwigo, to przecież dla dziewczynki zajrzała Basia do środka. A my z Wojtkiem mamy dwóch chłopców.
Ach, nie przesadzaj! wzruszyła ramionami teściowa, wyciągając różowy top z Hello Kitty. No co z tego, że kot różowy, Leszek lubi koty. A zresztą – dzieci są małe, czy różowy czy niebieski, serio, jaka to różnica…

Dobrze, rozumiem, dziękuję pani Jadwigo. Rozpakuję z chłopcami później.

Basia z wymuszonym uśmiechem odłożyła pakunek na bok. Wiedziała, że i tak wszystko trafi na śmietnik. Nie dość, że rzeczy dla dziewczynek, to jeszcze zniszczone tak, że aż wstyd w ogrodzie wyjść.

Wojtek, kiedy my się w końcu wyprowadzimy? Nie mam już siły mieszkać z twoją mamą, powiedziała cicho Basia, zamykając drzwi.
Co za idiotyczne pytanie? Kiedy uzbieramy na mieszkanie.
Wojtek, weźmy kredyt, bo tak to dopiero na starość zbierzemy.
Przecież wiesz, kredyt hipoteczny to pułapka. Ile się potem przepłaca! A z mamą jest praktycznie gotuje, sprząta, przetwory robi…
Ty chyba niepoważny jesteś! krzyknęła Basia i zamknęła oczy, zniżając głos. Dzieci śpią w jednym pokoju z twoją matką! Jeszcze teraz są mali, ale potem? Co będzie? Nawet się schować nie można, bo na drzwiach nie ma zamków, a Jadwiga nie pozwala bo niepraktyczne!
Zamknij światło, już na koniec miesiąca przyjdzie rachunek za prąd i się zdziwisz.

Basia jęknęła głośno i wtuliła twarz w poduszkę. Miała dość.

Awantura wybuchła już następnego dnia. Wojtek nie pozwolił dzieciom obejrzeć Dobranocki, bo przecież prąd, a to tylko bajki. To była kropla, która przelała czarę goryczy.

Koniec, nie mam już siły, płakała Basia. Odchodzę i zabieram dzieci. U mojej mamy dostaną własny pokój.

Chwyciła walizkę, jedną ręką pociągając chłopców do korytarza.

Leszek, Staś, chodźcie.
Basia Dokąd idziesz? oniemiał Wojtek. A nasza rodzina? My? Przecież było dobrze. Byłaś zadowolona.
Przez sześć lat to znosiłam ciebie i twoją mamę! Szampon kupujemy jedynie w pięciolitrowych bańkach, najtańszy papier toaletowy, zabawki po tobie i twoim bracie Nie chcę tak żyć! Dla moich synów chcę normalności. Wolę być rozrzutna, niż żyć jak wy.

Jadwiga teatralnie złapała się za serce i nie pozwoliła synowi iść za żoną.

Oj, synku, serce mnie boli Nie, Wójtuś, zostaw. Wróci, zobaczysz. Kto ją weźmie, z takim obciążeniem

I Wojtek wierzył, że wróci.

Basia, co ty robisz? zapytała Lidia, mama Barbary. Wyrzuć tę torebkę, po prostu zrób świeżą herbatę!

Basia ocknęła się z zamyślenia. Trzecia szklanka herbaty, a ona uparcie używała tej samej zużytej torebki.

Jak wy tam żyliście? Zawsze mówiłam, żebyś odchodziła. Przecież to nie życie, tylko walka o przetrwanie. Patologiczne to wszystko…
Prawda, przytaknęła Basia, zamierając przy otwartej lodówce. W środku prawdziwy ser, nie jakiś topiony! Kiełbasa, mięso, jogurty Muszę schować cukierki, bo dzieci wyjedzą.
Niech jedzą. Po to je kupiłam.
Lepiej schowaj, nie są przyzwyczajeni, zaraz ich wysypie.

Lidia pokiwała głową i pogłaskała córkę po ramieniu.

Zapadła noc. Basia wstała z łóżka, poszła do kuchni nie mogła zasnąć. Łóżko matki było za miękkie, nie skrzypiało. Tamto, z Wojtkiem, stare, ledwo się trzymało.

Basia otworzyła lodówkę i patrzyła w zachwycie na kolorowe opakowania: mleko w szklanej butelce, jogurt prawdziwy, a nie kefir, ser żółty. Odcięła sporą pajdę chleba, zrobiła sobie kanapkę z kiełbasą i serem. Gruba kanapka ledwie mieściła się w ustach, ale, o Boże, jakie to było dobre… Nikt nie stał nad nią z nożem, nie mówił, ile kroić wędliny i jak często wolno ser. Wzięła jogurt i łapczywie wypiła prosto z butelki. Pycha!

Jezus Maria, jaka byłam głupia Jak dobrze jest nie musieć ciągle oszczędzać

Jak ona wytrzymała prawie sześć lat z nim? Jak żyła według jego zasad? Nie jadła, co chciała, nie robiła remontu, chodziła w ubraniach po teściowej, pięć lat w tych samych butach. Jak to możliwe?

Kilka tygodni później rozległ się dzwonek do drzwi. Był wolny dzień, Basia dopiero co wstała. Mama poszła z chłopcami do parku pozwoliła jej się wyspać.

Kto tam? Wojtek?! Co ty tu robisz?

W drzwiach stanął mąż.

Basieńko, wracaj Postaramy się z mamą nie być tacy oszczędni. Ja ja cię kocham Otwórz drzwi, wróć Jesteśmy rodziną, dzieci czekają
Nie! NIE! I jeszcze raz NIE! Nie wrócę. Moje dzieci mają własny pokój. Mogą oglądać bajki nie piętnaście minut. Jedzą całe kotlety. Biorą cukierka kiedy chcą. Nie piorę już przeklętych reklamówek. Mam wreszcie prawdziwy szlafrok. Rozumiesz? Chcę NORMALNEGO życia. To moje pieniądze, wydaję je jak chcę. Koniec! Pożegnaj się. O rozwodzie się dowiesz.

Basia trzasnęła drzwiami i rozpłakała się. Nie wiedziała, skąd te łzy. Może z ulgi. Może z żalu. Będzie musiała więcej pracować dla dzieci, ale była gotowa na wszystko. Byle już nigdy nie wrócić do tamtego świata. To nie była jej rzeczywistość.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × 3 =

A co, komu ona w Polsce potrzebna?