Nie pomyliła się
Ola kończyła właśnie sprzątać, gdy nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko umyła ręce i poszła otworzyć. W progu stała jej teściowa Grażyna Zdzisławowna. Uśmiechnęła się do synowej jakoś tak z przekąsem, przynajmniej Oli się tak wydawało, i śmiało weszła do mieszkania.
Dzień dobry, a co Panią tu sprowadza? ogarnęła się Ola.
Wpadłam z odwiedzinami, Grażyna nawet nie raczyła się przywitać.
Tylko teraz mam ręce pełne roboty! Dlaczego Pani nie zadzwoniła wcześniej? Co za zwyczaj pojawiać się bez uprzedzenia?!
Grażyna Zdzisławowna prychnęła:
Muszę prosić cię o pozwolenie, żeby wejść do własnego mieszkania? Serio?
Ola zarumieniła się, bo zabolało ją przypomnienie, że mieszkają tu, można powiedzieć, na łasce teściowej. Grażyna pozwoliła swojemu synowi i synowej mieszkać w tym mieszkaniu na swoich warunkach i od czasu do czasu groziła im, że mogą się wynosić.
Tak się złożyło, że Tomek wpadł w spore długi i teraz razem z Olą harowali na dwa etaty, żeby się z nich wygrzebać. Na wynajęcie nie było ich stać, a Grażyna Zdzisławowna zrobiła się trochę łaskawsza. Miała dwa mieszkania w jednym mieszkała na stałe, a drugie zazwyczaj wynajmowała. Dała więc Tomkowi i Oli schronienie bez żadnych opłat, póki nie spłacą kredytów. Opłacali tylko czynsz i rachunki.
Co u was? Teściowa weszła pewnie do kuchni i z szafki wyjęła sobie filiżankę.
W porządku, burknęła Ola, już kończyła ogarniać i dorzuciła się do salonu, w którym się rozgościła Grażyna.
Teściowa zmierzyła ją surowym spojrzeniem, bo Ola dziś wyglądała blado. Nigdy nie przepadała za synową, ale starała się szanować wybór syna, choć lubiła sobie czasem z niej zakpić, ot, po cichu albo i nie.
Coś słabo dziś wyglądasz! Wszystko gra?
Tak, wszystko okej, wymamrotała Ola.
No ileż razy można słyszeć to twoje okej, okej? Czy inne słowa wyginęły?
Ola tylko wzruszyła ramionami, naprawdę źle się czuła, ale nie zamierzała się zwierzać teściowej.
A co dziś robisz ciekawego? Grażyna nie odpuszczała.
Jeszcze nie wiem, może podskoczę do Biedronki, bo parę drobiazgów się skończyło. Potem zabiorę się za robotę.
Grażyna pokiwała głową, bo wiedziała, że Ola pracuje zdalnie jako księgowa. Rozmowa znów ucichła i Grażynie zaczęło się nudzić.
Może chcesz, żebym z tobą podjechała do sklepu? I tak mam auto, a nie mam co robić w domu…
Ola miała ochotę odmówić, bo nie raz już przekonała się, że zakupy u boku teściowej to nieustanne komentarze, ale na myśl o dźwiganiu siatek po schodach uznała, że lepsze to niż męka na piechotę.
W sumie czemu nie.
No to szykuj się! Nie zamulaj!
Ola ubrała się szybko, ale i tak usłyszała komentarz od Grażyny:
No zobacz, czekałam na ciebie tyle czasu, że zdążyłam się zdrzemnąć, nasza śpioszko!
Ola nie odpowiedziała, bo od rana miała mdłości i nie miała siły wdawać się w przekomarzanki.
To dokąd jedziemy?
Ola wymieniła dwa sklepy, a Grażyna wyjechała na trasę. Sama nie musiała niczego kupować, jednak jeszcze mniej uśmiechało jej się wracać do pustego mieszkania. Męża już dawno nie miała, a Tomek i Ola sprawiali, że jej życie miało jakiś sens, chociaż sami nawet o tym nie wiedzieli. Grażyna nigdy nie okazywała uczuć zawsze po swojemu, na dystans.
Ola, po co bierzesz to świństwo? skomentowała Grażyna, patrząc na tanie produkty w koszyku synowej.
Na razie nie możemy sobie pozwolić na więcej, próbowała odpowiadać z godnością Ola. Myślałam, że Pani wie, że jesteśmy w tarapatach.
Grażyna wzruszyła ramionami, bo już dawno zapomniała albo po prostu nie przejmowała się tym zbytnio.
A może pójdziemy na kawę? Ja stawiam.
Kiedy kobieta się odwróciła, Ola zaczęła tracić przytomność i omal nie upadła. Na szczęście były już przy aucie, więc Grażyna szybko posadziła ją na siedzeniu.
Co się dzieje? Ola, ocknij się! Boże drogi
Grażyna polała jej trochę wody na twarz z butelki, poklepała po policzkach i po chwili Ola powoli zaczęła dochodzić do siebie.
Ola, lepiej już? Co się stało?
Ola machnęła ręką, otarła twarz i wyszeptała słabo:
Nic wielkiego, chyba zwyczajnie zmęczona jestem Może za dużo się denerwowałam ostatnio.
Grażyna nieco pokiwała głową i zaczęła się domyślać, ale póki co zostawiła sprawę w spokoju.
No to wracamy do domu!
Ale ja miałam jeszcze skoczyć do Rossmanna zaprotestowała Ola.
Grażyna nawet tego nie skomentowała, tylko wsiadła za kierownicę i nie oglądając się na protesty, ruszyła. Do domu Ola już doszła sama, trochę odzyskawszy siły. Grażyna zabrała siatki na siebie, choć Ola próbowała jej pomóc.
Daj spokój, lepiej mi nie przeszkadzaj, fuknęła kobieta.
W mieszkaniu Ola jeszcze bardziej odżyła zabrała się do rozpakowywania zakupów, dokończyła obiad i szykowała się do pracy.
Często ci się to ostatnio zdarza? zapytała teściowa.
Co? W sklepie? podniosła brew Ola. Sporadycznie, raczej nic poważnego.
Grażyna tylko wymownie chrząknęła i usiadła przy stole.
Ja tak miałam, kiedy byłam z Tomkiem w ciąży. Ciągle miałam mdłości i nawet zemdlałam parę razy.
Ależ proszę Pani! Nie jestem w ciąży! Ola zrobiła się czerwona. Teraz absolutnie nie możemy mieć dziecka! Musimy pracować, spłacać kredyt Dziecko to nowe wydatki
Grażyna niespodziewanie spoważniała:
Ola, dziecko to nie tylko wydatki, to też dar od losu.
Ale my teraz nie możemy sobie na to pozwolić, wymamrotała Ola. Naprawdę, nie czas na takie prezenty.
Jeżeli już jest, to co zrobić Trzeba mieć odwagę.
Ola westchnęła nerwowo i wycedziła nagle:
Proszę Pani, nie jestem w ciąży! Proszę przestać wymyślać!
Uspokój się! Jak się martwisz, zrób test, a nie krzycz na mnie.
Po co Pani przyszła? By mi dokuczyć?
Wiesz, właśnie ci pomogłam w sklepie i nie pozwoliłam upaść. Zastanów się najpierw! Pogadaj z Tomkiem.
Musimy po prostu dalej pracować, mruknęła Ola.
Grażyna ciężko westchnęła, bo nie podobały jej się odpowiedzi synowej, zwykle cierpliwej i spokojnej. W duchu uznała, że to pewnie sprawka hormonów, czyli Ola na bank jest w ciąży. Nie chciała się już z nią szarpać. Myślami zaczęła już wymyślać imiona dla wnuka.
Z czego się tak Pani uśmiecha?
Jakbyś chciała nazwać syna? A jak córkę?
Ola oniemiała, a potem się zdenerwowała:
Nie jestem w ciąży! Nie chcę teraz dziecka! Proszę już nie zadawać takich pytań! Jeśli się Pani nudzi, niech Pani idzie do siebie. Proszę bardzo!
Oczywiście, już idę, Grażyna się uśmiechnęła. Ale pamiętaj, że w razie czego z wnukiem pomogę, zawsze!
Ola tylko prychnęła sfrustrowana i skrzywiła się lekko.
A kiedy teściowa zamknęła za sobą drzwi, Ola ruszyła w stronę apteczki. Nie chciała być w ciąży, ale zdawała sobie sprawę, że wszystko się może zdarzyć. Najbardziej irytowało ją jednak to, że teściowa może mieć rację. No i zwyczajnie się bała.
Bała się wszystkiego. Porodu, bólu, tej odpowiedzialności Nie widziała siebie jako matki, a już zupełnie nie była pewna, czy da radę z dzieckiem.
Wyjęła z apteczki test ciążowy. Kupiła go parę miesięcy wcześniej tak na wszelki wypadek, który ciągle nie nadchodził. Teraz jednak się przydał.
Ręce trzęsły się jej, gdy odczekawszy wskazany czas spojrzała na pasek. Dwie kreski były jak wół. Praca natychmiast wyparowała z głowy. Miała przygotować raport, ale nagle ważniejsza stała się ta mała istotka rozwijająca się w jej brzuchu.
Wieczorem niemal już w progu podsunęła Tomkowi test:
Co to? Tomek spojrzał na nią, zaskoczony.
To Jestem w ciąży, wyszeptała Ola.
Nie byli na to gotowi, oboje. Chłopak jednak uśmiechnął się niepewnie:
Serio? Będziemy mieć dziecko?
Tak! Ola nerwowo pokiwała głową. I co teraz?
Tomek na chwilę się zamyślił, poklepał ją po brzuchu i powiedział:
Wymyślimy dla malucha imię!
A co z robotą? Kredytami?
Damy radę! Mama mi pomoże wiesz, zawsze mówiła, że kocha dzieci!
Tomek przytulił ją do siebie, rozumiejąc powagę sytuacji. Ola zalała się łzami:
Tomku Ja się boję. Słyszałam, że poród to straszny ból. A jak przewrócę maleństwo, jak nie będę umiała go trzymać?
Spokojnie Tomek objął ją czule. Poradzimy sobie razem. Wszystko ogarniemy.
Ola w końcu znalazła ukojenie w jego ramionach, a potem sama zadzwoniła do Grażyny i podzieliła się wieściami. Czuła, że teściowa ucieszy się jak dziecko. I nie pomyliła sięPo drugiej stronie słuchawki zapadła cisza. Ola już miała pomyśleć, że teściowa się rozłączyła, kiedy z cichym drżeniem w głosie Grażyna powiedziała:
A nie mówiłam? Od razu wiedziałam! Już cię nie będę pytać o imiona Teraz mam inny pomysł. Jutro przywiozę ci ten rosół, o którym zawsze mówiła moja mama: Dla kobiet w ciąży najlepszy. Spędzimy dzień razem. Nie bój się, Ola. Rodziną jesteśmy od tego jesteśmy, żeby pomagać.
Ola poczuła ulgę. Nawet jeśli wciąż bała się porodu i niepewnej przyszłości, czuła też coś zupełnie nowego że wokół niej zaczyna tkać się ciepło. Zaskoczył ją własny, nagły śmiech rozbawienie i łzy mieszały się w niej, jakby naraz spał jej z ramion ciężar odkładanych lęków. Wiedziała, że będzie trudno, ale pierwszy raz uwierzyła, że nie musi walczyć sama.
Tomek rozłożył ręce do szerokiego uścisku.
Będzie dobrze szepnął z uśmiechem.
I wtedy Ola zrozumiała. Może nie wybrała jeszcze imienia dla dziecka, może życie dalej płynęło chaotycznym nurtem, ale właśnie w tym chaosie, obok ludzi, których nawet czasem trudno pokochać, a którzy są zawsze najbliżej, odnalazła swoje miejsce. Wiedziała, że kiedyś opowie o tym dniu dziecku o dwóch kreskach i o tym, jak nigdy się nie pomyliła, myśląc, że rodzina, choć czasem męcząca, potrafi uratować wszystko.
A na razie, pierwszy raz od dawna, Ola była po prostu szczęśliwa.



