Nieźle się ustawiła

Dobrze się urządziłam

Zosiu, pamiętasz przecież, że w niedzielę wybieramy się do mamy na urodziny? zapytał mnie przy śniadaniu mąż.

No jak miałabym o tym zapomnieć… Przecież od tygodnia codziennie mi to przypomina. I teściowa chyba z pięć razy wydzwaniała, żebym nie zapomniała… Gdyby nie ona, to może faktycznie bym zapomniała takie myśli przemykały mi przez głowę, ale tylko uśmiechnęłam się i odpowiedziałam łagodnie:

Pamiętam, Bartku, pamiętam… ledwo zauważalnie westchnęłam. Ostatnio każde spotkanie z teściową zamieniało się dla mnie w prawdziwą katorgę. Wiesława mama Bartka zawsze miała minę jakby zjadła cytrynę. Nie bardzo rozumiałam, z czego to niezadowolenie. Przecież jej syna kocham, dwójkę wnuków jej urodziłam, dom prowadzę na medal. No ale wiadomo, wszystkim nie dogodzisz…

…Poznaliśmy się z Bartkiem bardzo współcześnie i, można powiedzieć, dość banalnie przez internet. W jednej z facebookowych grup dotyczących zdrowego żywienia. Ja kupowałam sobie tam witaminy, a Bartek proteinowe batony. Rozmowa zaczęła się zwyczajnie, potem przeniosła się na priv. Zostawiał mi lajki pod zdjęciami i jakoś tak wyszło, że się zaprzyjaźniliśmy, aż w końcu coś zaiskrzyło Po siedmiu miesiącach byliśmy już po ślubie.

Zosiu, będę najlepszym tatą, zobaczysz! I chcę dużo dzieci. Co najmniej czworo dwóch chłopców i dwie dziewczynki! Uważam, że jedno dziecko to źle, wychowuje się samolub. A jak jest gromadka, są weselsi i lepiej sobie radzą w życiu.
Oj, wymyślasz… uśmiechnęłam się. Sam jesteś jedynakiem i wcale nie wyrosłeś na samoluba…
Ja to w ogóle jestem wyjątkiem! zażartował i pocałował mnie czule w policzek.

Pierwsze spotkanie z mamą Bartka pamiętam dobrze. Wiesława patrzyła na mnie wzrokiem surowej nauczycielki, zmarszczonymi brwiami podkreślonymi ciemną kredką. Przy stole wypytywała o rodzinę, wykształcenie, skąd jestem. Gdy się dowiedziała, że nie jestem z Warszawy tylko z Torunia, oraz że pochodzę z wielodzietnej rodziny, wychowanej przez samotną mamę w dwupokojowym mieszkaniu, wyraźnie posmutniała i przez dalszą część obiadu tylko mieszała widelcem w ziemniakach, zaciskając usta…

Nasze wesele było bardzo wystawne, zorganizowane w jednej z najlepszych warszawskich restauracji. Przyjechała moja mama z Torunia, dwie siostry i trzech braci cała hałaśliwa i rozbawiona rodzina. Impreza była huczna, pełna śmiechu. Z Bartkiem lataliśmy wokół siebie jak dwa zakochane gołąbki.

Dwa miesiące po ślubie ogłosiliśmy rodzinie, że spodziewamy się potomka. Bartek nie posiadał się ze szczęścia, aż dostał czkawki. Bracia i siostry gratulowali na wyścigi, a mama ze wzruszenia aż popłakała. Wiesława natomiast, gdy tylko usłyszała wieści, tylko westchnęła i jeszcze bardziej zacisnęła usta.

Nie moglibyście jeszcze trochę pożyć dla siebie? Popodróżować, pobyć razem? Co z was za rodzice, wy sami jeszcze dzieci…
Mamusiu, kochana! Przecież niedługo zostaniesz babcią, to szczęście! A ja zostanę tatą! Bartek uśmiechał się od ucha do ucha i porwał swoją mamę do tańca po pokoju. Ona tylko machnęła ręką i prychnęła.

Gdy nadszedł czas, urodziła się zdrowa, śliczna córeczka, cała wykapana po mnie. Bartek był w siódmym niebie. A ja zanurzyłam się w macierzyństwie i urządzaniu naszego gniazda. Bartek świetnie zarabiał nie musiałam martwić się pieniędzmi, mogłam zatrudnić pomoc domową czy nianię, ale zdecydowałam, że wszystko zrobię sama. Okazałam się dobrą mamą i gospodynią. Bartek chętnie pomagał karmił córkę, przewijał, nawet wybierał się z nią na długie spacery.

Na pierwsze urodziny naszej córeczki Marysi dowiedzieliśmy się, że… znów spodziewamy się dziecka. Bartek marzył o synu i jego marzenie się spełniło po dziewięciu miesiącach urodził się Antek.

Z dwójką dzieci jednak nie było już tak łatwo, więc zatrudniliśmy panią do pomocy, bym mogła całkiem poświęcić się wychowaniu dzieci. Byłam bardzo szczęśliwa. Niczego mi nie brakowało kochający mąż, wspaniałe dzieci, bezpieczeństwo finansowe. Można by żyć i cieszyć się, ale zawsze musi się znaleźć jakaś łyżka dziegciu w tej beczce miodu. U nas tą łyżką była właśnie Wiesława.

Bartek, powiedz mi szczerze dlaczego twoja mama tak bardzo mnie nie lubi? Wydaje mi się, że nawet wnuków nie darzy szczególną sympatią… Czy ja naprawdę robię coś źle?
Zosieńko, nie przejmuj się tym. Mama zawsze miała trudny charakter ona żyje w swoim świecie i my się tam chyba nie zmieściliśmy. przytulił mnie, całując w czoło. Najważniejsze, że ja cię ogromnie kocham

Dzieci rosły, Bartek dobrze sobie radził w interesach, wszystko układało się wspaniale. Byłam szczęśliwa, że któregoś dnia zgodziłam się na spotkanie z nieznajomym poznanym w sieci. Teraz był mi najbliższym człowiekiem, ukochanym mężem.

Pewnego wieczoru zostawiliśmy dzieci pod opieką niani i wybraliśmy się do teatru kochałam teatr, to moja pasja. Siedziałam wygodnie w fotelu, już miałam zanurzyć się w pięknej sztuce, kiedy nagle zrobiło mi się niedobrze

Bartku chyba mi niedobrze… Może ten sałatka z kawiarni? Wydała mi się dziwna w smaku…

Starałam się uspokoić, popijałam wodę, ale nie przechodziło. Z żalem opuściliśmy salę i wróciliśmy do domu. Położyłam się i po pół godzinie było znacznie lepiej. Po jeszcze godzinie zdecydowałam się zrobić test ciążowy tak na wszelki wypadek. No i wyszedł pozytywny!

Zosiu! Zosiu! To cudowne! Troje dzieci! Sama radość! Bartek kręcił się ze mną w tańcu po pokoju.
Troje, wiem, to szczęście, ale czy nie za szybko? Antek i Marysia jeszcze mali…
Jak to za szybko? To nasze dzieci! Poradzimy sobie, na pewno! Ciekawe, co powie mama… Może powiemy jej na urodzinach? Będzie prezent i niespodzianka!

Nie sądzę, żeby teściowa się ucieszyła. Już i tak patrzy na mnie krzywo, a jak się dowie, to chyba zupełnie zblednie. Powie, że mnożymy się jak króliki, jeśli nie gorzej… tak pomyślałam, ale na głos nic nie powiedziałam. Tylko uśmiechnęłam się do męża. Co ma być, to będzie!

W piękną, słoneczną niedzielę, całą rodziną ruszyliśmy do mamy Bartka po drodze kupiliśmy kwiaty i tort i trochę się spóźniliśmy.

Wiesława czekała na nas w drzwiach, promiennie się uśmiechając i pachnąc markowymi francuskimi perfumami. Ucałowała syna, mnie i wnuki, zaprosiła do stołu.

Wszyscy już byli zgromadzeni, atmosfera była radosna i nieco rozpięta. My, jako spóźnieni, zostaliśmy poproszeni o toast na cześć solenizantki. Bartek podniósł kieliszek i powiedział:

Kochana nasza Mamusiu i Babciu! Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Życzymy Ci zdrowia, miłości i samych radosnych dni. My, Twoje dzieci, postaramy się, żebyś była szczęśliwa! A teraz niespodzianka prezentowa! wręczył mamie eleganckie pudełko z bransoletą z białego złota wysadzaną brylantami, a na górze położył małą białą kopertkę. Po czym ucałował mamę i usiadł, zerkając na nią w oczekiwaniu.

Nie trzeba było długo czekać.

Wiesława najpierw pogładziła pudełeczko, obejrzała, odłożyła na stół. Potem otworzyła kopertę, z której wypadł test ciążowy z dwiema kreskami. Jej błogi uśmiech natychmiast zgasł, a w oczach pojawiło się rozdrażnienie. Z niesmakiem rzuciła test na stół i spojrzała na mnie.

To rozumiem twój prezent. Po to tu przyszłaś, bo nic innego chyba dać nie potrafisz. Nic, tylko rodzić i siedzieć w domu! Zanudzisz się. Nic poza tym nie umiesz… Może już przestaniesz? Jak królica się mnożysz! No, naprawdę się urządziłaś siedzisz w domu, dzieci rodzisz, a Bartek haruje na waszą gromadkę. Masz wszystko podane na tacy, i sprzątaczkę, i nianię… Jak pijawka, po prostu powiedziała cicho, ze złością w głosie, Wiesława.

W pokoju zapadła ciężka, kłopotliwa cisza. Goście udawali, że pilnie studiują zawartość talerzy, lecz ukradkiem patrzyli na nas, nie wiedząc co zrobić.

Bartek aż pobladł, zadrżały mu usta.

Jak możesz tak mówić, mamo Nie wierzę, że to słyszę. Może śnię jakiś koszmarny sen Ile musiałaś to w sobie dusić, przez ile lat! A ja myślałem, że mnie kochasz. Swojego syna. A ty… Nikogo nie kochasz. Tylko siebie.

Wstał od stołu, a za nim ja, ledwie powstrzymując łzy. Błyskawicznie ubraliśmy dzieci i wyszliśmy. Teściowa ani razu na nas nie spojrzała, a reszta gości tkwiła w milczeniu.

W samochodzie nie mogłam już dłużej wytrzymać. Płakałam cicho, żeby nie przestraszyć dzieci, a łzy same spływały mi po twarzy. Bartek tylko głęboko wzdychał, widać było, że przeżywa to tak samo jak ja.

Po powrocie do domu resztę dnia spędziliśmy w ciszy. Kiedy dzieci już spały, usiedliśmy przy kuchennym stole, popijając ciepłą herbatę, próbując ogarnąć cały ten szok.

Wiesz, Zosiu mówił cicho Bartek długo się nad tym wszystkim zastanawiałem. I wiem, że tu nie ma twojej winy. Gdybyś miała na imię Kasia, Basia czy Grażyna, byłoby dokładnie to samo. Zawsze by coś znalazła dzieci, zupa czy kurz pod stołem. Ona nigdy nie pogodziła się z tym, że należę do kogoś innego. Zwyczajnie jest zazdrosna. A i trochę zazdrości kobiecej tu jest… Wychowała mnie sama, ojciec odszedł i ani grosza alimentów nie płacił. Harowała jak wół, żeby mnie utrzymać. A tu ty. Wszystko masz. Ja zawsze przy tobie. Ty na pierwszym miejscu, dzieci, dom pełna miska. Ona po prostu nie może tego znieść, nawet jeśli chodzi o jej własnego syna Proszę cię, wybacz jej. Bądź mądrzejsza i bardziej wyrozumiała. Może czasem lepiej wybaczyć w duszy, dla samej siebie. Zobaczymy, co będzie dalej…

Długo jeszcze siedzieliśmy razem na kuchni przy przytłumionym świetle lampki. Bartek myślał, jak bardzo się na matce zawiódł i o tym, jak wstydził się całej tej sytuacji. Ja próbowałam w sobie znaleźć wyrozumiałość dla teściowej, choć tak naprawdę nie chciałam jej widzieć na pewno nieprędko. Z czasem się okaże…

Rozmyślaliśmy o różnych sprawach, każdy swoich, mając jednak jedno wspólne, najważniejsze naszą miłość i dzieci. A to przecież najważniejsze…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

13 + 5 =

Nieźle się ustawiła