Kasia, a my do was w gości jedziemy! Tylko na dwa dni, już bilety kupione! taką wiadomością zaczęła rozmowę jakaś daleka krewna Kasi. Naprawdę bardzo daleka Kasi nawet za drugim podejściem nie udało się przypomnieć sobie, kim jest ta kobieta.
Patrzyła osłupiała na telefon, próbując wkleić sobie w pamięć, kto to właściwie dzwoni, czego chce, no i skąd zna jej imię.
Kto mówi? Jakie znowu odwiedziny?
Kasiu, kobiecy głos się zachichotał, no co ty, przecież to ja, twoja ciocia Ludmiła!
Kasia się starała, naprawdę, ale żadnej cioci Ludmiły sobie nie przypominała. Na wszelki wypadek jednak spytała:
I o co chodzi?
W odwiedziny! Podobno mieszkasz nad morzem? Wpadniemy tylko na dwa dni, bo Szymusiowi, mojemu synowi, to bardzo potrzebne
Po krótkiej rozmowie Kasia zrozumiała, że Szymek mały syn cioci Ludmiły podobno musi pooddychać morskim powietrzem, bo lekarz tak zalecił. Albo przynajmniej tak twierdziła ciocia Ludmiła. Obiecywała, że nie będą się narzucać, sama wszystko po sobie posprząta i chętnie pomoże. Kasia zgodziła się z pewną niechęcią, czując, że może tego później żałować. Miała złe przeczucia.
Dzięki, Kasiu! rozradowała się kobieta. To wpadamy w piątek!
Pożegnanie nastąpiło błyskawicznie, Kasia wypuściła powietrze z ulgą i spojrzała na swojego dwunastoletniego syna, Wiktora.
Znów ktoś się do nas wprasza? zapytał Wiktor z rezygnacją.
No, jakaś ciocia Ludmiła wzruszyła ramionami Kasia.
Zadzwoń do babci i sprawdź, kto to w ogóle jest! doradził syn, który niezbyt lubił takie wizyty, bo zwykle obietnice nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością.
Ostatnio Kasia raczej wszystkim odmawiała, ale skoro w grę wchodziło dziecko i zdrowie, postanowiła nie robić problemu. Zwłaszcza że miało to być tylko dwa dni.
Kasia mieszkała w Gdyni już od trzech lat, od rozstania z mężem i podziału majątku. Zaraz po przeprowadzce zaczęły się pojawiać nowe rodziny o istnieniu których wcześniej nie miała pojęcia.
Na początku każda taka wizyta sprawiała jej przyjemność. Im szybciej jednak przekonała się, że większości tych bliskich chodzi tylko o wakacje na gotowe, bez żadnego zaangażowania, ani dziękuję ani pomogę, tym bardziej zaczęła bronić własnego domu. Zarządzali nawet: Bo to twój dom, więc ty sprzątaj, zakupy też twoje! i tym podobne.
Kasia szybko postawiła granice u niej nie ma pensjonatu! Czasem i tak goście się pojawiali, ale nie wpuszczała ich do środka. Byli i tacy fajni, na których się cieszyła, ale takich to była garstka.
Wzięła więc radę Wiktora i zadzwoniła do mamy, która wciąż mieszkała w Warszawie, bywając u nich raz czy dwa razy do roku.
Cześć, Kasiu odebrała mama.
Hej, mamusiu, co tam u ciebie?
Pogadały chwilę, poplotkowały i niepostrzeżenie przeszły do tematu cioci Ludmiły i jej syna.
W ogóle nie kojarzę takich osób zamyśliła się mama. Może gdzieś od strony twojego taty? Ale dopytam, choć też nie sądzę, żeby wiedział.
I tyle z tego wyszło musiała po prostu poczekać na krewnych.
Po dwóch dniach Ludmiła się zjawiła kobieta mocno postawna, z chytrym spojrzeniem, i jej syn Szymek, który miał parę lat, ale wyglądał raczej na rosłego piętnastolatka. Wtedy jeszcze Kasia nie wiedziała, że żadnego leczenia nikt Szymkowi nie zalecił po prostu Ludmiła chciała się załapać na darmowy urlop. Nic nadzwyczajnego, niestety.
A czemu nas nie odebrałaś z dworca? takie były pierwsze słowa cioci. Nawet tata poza tym się jej nie przypomniał.
Mama nie musi tego robić mruknął Wiktor stojąc przy Kasi.
Ludmiła udawała, że nie słyszała, ale rzuciła mu zagniewane spojrzenie.
Kasia, gdzie możemy zostawić rzeczy? Gdzie są nasze pokoje?
Jest tylko jeden pokój dla was. Nie mam aż tyle miejsca, by każdemu oddzielać osobny odpowiedziała Kasia chłodno.
Ciekawe A przecież mówili, że masz piękny duży dom nad samym morzem!
Nie wiem, kto ci tak naopowiadał. Jak ci coś nie pasuje albo zamierzasz dalej z takim tonem rozmawiać, to polecam po prostu pensjonat. Nie chcę zaczynać od awantur.
Ciocia Ludmiła zaraz się rozpogodziła, wywracając oczy jakby nigdy nic:
Kasiu, nie wygłupiaj się! Przemęczyłam się w podróży, stąd ta nerwowość. Chodź, kochana, idziemy do środka!
Pierwsza ruszyła w stronę domu, za nią wlókł się Szymek z torbami. Wiktor spojrzał na mamę wymownie:
Mówiłem ci, niepotrzebnie ich wpuszczałaś! Zobaczysz, tylko się wkurzysz!
Tylko dwa dni, damy radę uspokajała sama siebie też Kasia.
Na szczęście reszta dnia minęła znośnie Ludmiła z synem szybko położyli się spać, choć trochę narzekali, że nie mogą mieć osobnych pokoi. Kasia miała jeszcze dwa inne pokoje, ale tam akurat trwał remont, więc gościom nie udostępniała ich. Zaproponowała, żeby spali w salonie, ale nie wybrali jeden pokój i koniec. Machnęła ręką i poszła spać.
Noc minęła spokojnie, ale rano Kasia została obudzona hałasem. Spojrzała z trudem na zegarek szósta rano! Kasia miała naturę sowy i nie znosiła wczesnego wstawania. Wiktor wiedział, żeby był cicho. Zwykle nawet wychodził się przejść jeszcze zanim się obudziła, zostawiał tylko kartkę, gdzie jest bo koledzy mieszkali po sąsiedzku.
Co tu się dzieje? ziewając okropnie, Kasia wyszła do salonu.
Nic, Kasiu biegała po pokoju ciocia Ludmiła, wywalając stosy ubrań z torby. Szukam stroju kąpielowego, chyba zapomniałam
Nie mogłaś tego robić ciszej i w swoim pokoju?
Tam nie mam gdzie, a starałam się być cicho!
Okazało się, że najwięcej hałasu szło z podwórza Szymek tłukł czymś w metalowe wiadro, czekając niecierpliwie na mamę.
Może mu powiedz, żeby przestał hałasować, bo sąsiedzi mnie zamordują rzuciła Kasia do cioci.
Ludmiła westchnęła z irytacją, ale przez okno wrzasnęła do Szymka poszedł posiedzieć pod drzewem na ławce.
Kasia była już całkiem rozbudzona, więc poszła zrobić sobie kawę.
Gdzie idziesz?
Po kawę mruknęła Kasia.
O, kawusia! Kasiu, dla mnie duży kubek z mlekiem i trzy łyżeczki cukru, dobra?
Kasia zatrzymała się gwałtownie, patrząc porządnie na rozzuchwaloną kobietę.
Pani Ludmiło, nie wiem nawet, jak się do pani zwracać. Przyjechała pani do mnie w gości, od progu narzeka, budzi mnie bladym świtem, a teraz jeszcze zamawia sobie kawę?
No wiesz, już nie taka rana nie przejęła się Ludmiła. Jestem Ludmiła Andrzejewna, jakby co. To jak z tą kawą?
Proszę się częstować sama, u nas samoobsługa.
Humor Kasi padł. Kiedy targała się z kawą i próbowała się uspokoić, w kuchni pojawił się Wiktor i poklepał ją po ramieniu.
A nie mówiłem, mamo? Już po nich widać, że bezczelni i koniec. Zawsze możesz ich pogonić!
Jeszcze jeden dzień, przetrwamy westchnęła Kasia.
A dzień dopiero się zaczął! Nawet mnie obudzili.
W kuchni nagle zrobiło się cicho, bo weszła ciocia Ludmiła z naburmuszoną miną.
Kawy nie zrobiłaś?
Mama nie musi. Niech pani sama sobie zrobi! rzucił Wiktor.
Kasiu, ty nie nauczyłaś syna, żeby nie wtrącał się, gdy dorośli rozmawiają?
A pani mojego syna zostawi w spokoju! Kasia zaczęła się zagotowywać.
Nie jestem dzieckiem… syknął Wiktor.
Ciocia Ludmiła zrobiła sobie kawę, po czym jakby nic się nie stało, odwróciła się z szerokim uśmiechem do Kasi:
Kasiu, pokażesz nam jak dojść na plażę? Zaprowadzisz?
Idzie się tą ścieżką w dół, tam od razu zobaczycie morze. Prościzna.
Skoro ona przeszła na ty, Kasia nie zamierzała z nią już się cackać.
A wy nie idziecie?
Wiktor popatrzył na mamę, wyraźnie nie chcąc iść nigdzie z nimi.
Pójdziemy później, po obiedzie, a teraz idźcie sami.
A co dziś na obiad?
Kasia zazwyczaj gotowała dla siebie i Wiktora, a dla gości tylko wtedy, gdy uczestniczyli w zakupach. Nie była milionerką, żeby żywić innych.
My mamy swój obiad, wy możecie zjeść w barze niedaleko.
A nie mogłabyś nam ugotować? Nie znoszę jedzenia na mieście zawiesiła na Kasi błagalny wzrok ciocia.
Mogę, za odpowiednią stawkę. Ja też nie mam dużo pieniędzy odpowiedziała szczerze Kasia.
Ludmiła prychnęła, zadzierając głowę.
To już wolę bar, tam przynajmniej dobre!
Wiktor tylko się uśmiechnął pod nosem.
Tak minęły, w kłótniach i małych spięciach, te dwa dni. A drugiego dnia Ludmiła wręcz oznajmiła, że wcale nie zamierzają się jeszcze wyprowadzać. Kiedy Kasia przypomniała o umowie, zareagowała:
Kasiu, no przestań, naprawdę masz nas wygonić? Urlop mamy na tydzień, przecież się zmieścimy. Tobie żal?
Kasia miała bardzo nawet! Te dwa dni wywróciły jej życie do góry nogami i nerwy były już na granicy. Ludmiła nie była jej sympatii, a Szymek choć nastolatek zachowywał się bardzo nieprzyjemnie. Robił Wiktorowi głupie żarty, bałaganił, hałasował mimo próśb Kasi. Sąsiedzi już zaczynali narzekać.
Tak, żałuję. To mój dom i za chwilę przyjadą do mnie przyjaciele. Proszę się spakować i rano wyprowadzić. Mówiłyśmy o dwóch dniach i minęły.
Powiedziała spokojnie, stanowczo, a ciocia Ludmiła aż zaniemówiła ze zdziwienia.
Jak ty możesz?! Rodzinę na ulicę wyrzucać?! Gdzie my pójdziemy? Do hotelu?! Co mamy zrobić?!
Szymek stał obok, speszony, pewnie nawet jemu było głupio.
Jaka rodzina, jak nikt was nie pamięta? Macie czas do rana. Cokolwiek się zgubi, od razu dzwonię po policję.
Kasia wyszła do siebie, z ulgą w sercu. Rano ciocia Ludmiła z Szymkiem opuścili dom, narzekając i złorzecząc, ale nie mieli wyjścia. A Kasia po tej przygodzie obiecała sobie nie wpuszczać już więcej takich krewnych. I to nawet na jeden dzień!



