Bogdan wynajął samochód, gdy żonę wypisano ze szpitala, wnieśli z sąsiadem do domu. „Wszystko będzie dobrze, – pocieszał żonę, – ty tylko żyj. Choć siedź i rozmawiaj ze mną. Tylko żyj. A ja wszystko dam radę. Tylko nie opuszczaj mnie, moja gołąbeczko…!”

Zofia w swoich trzydziestu pięciu latach uważała, że nie zazna kobiecego szczęścia, ale los rozporządził inaczej Zeszli się ze sobą, gdy oboje mieli już niemal czterdzieści lat. Stanisław był wówczas wdowcem od trzech lat. Zofia nigdy nie była zamężna, ale urodziła syna. Jak to w narodzie mówią urodziła dla siebie. W młodości miała romans z przystojnym, czarnowłosym Markiem, który obiecał poślubić i oczarował młodą Zofię. Dała się ponieść obietnicom, które okazały się puste. Jak się później okazało, zalotnik z miasta był żonaty.

Do Zofii nawet przyszła prawowita żona Marka, błagając, by dziewczyna nie burzyła cudzej rodziny. Młoda, niedoświadczona Zofia ustąpiła. Jednak dziecko postanowiła zatrzymać.

Tak się stało. Zofia urodziła Adama. I syn stał się dla niej jedyną pociechą i radością. Adam był dobrze wychowany, świetnie się uczył. Po ukończeniu szkoły wstąpił na uniwersytet ekonomiczny.

Stanisław kilkakrotnie odwiedzał Zofię. Proponował wspólne zamieszkanie. Kobieta jednak wahała się, choć Stanisław jej się podobał. Zofia wstydziła się swojego syna i uczucia, że wreszcie mogłaby być szczęśliwa.

Pewnego wieczoru Adam postanowił porozmawiać z matką. Powiedział, że nie ma nic przeciwko: Mamo, i tak już nie będę mieszkał w domu. Wujek Stanisław to solidny człowiek. Tylko żeby nie sprawiał ci przykrości. Najważniejsze, żebyś była szczęśliwa. Syn Stanisława też nie był przeciwny.

Tak zaczęli razem żyć. Pobrali się i urządzili skromną uroczystość. Zofia pracowała w wiejskiej bibliotece, a Stanisław jako agronom. Wszystko wykonywali wspólnie. Prowadzili gospodarstwo domowe, hodowali bydło, uprawiali ogródek. Kochali się i szanowali nawzajem, szkoda tylko, że Bóg nie dał im wspólnych dzieci.

Obaj synowie się ożenili, doczekali się wnuków. Za każdym razem na święta przygotowywali upominki dla dzieci i wnuków. Domowe jajka, mleko, śmietanę, wieprzowinę oraz kurczaka. W święta w ich domu zbierało się bardzo wielu gości. Wtedy Stanisław z Zofią siedzieli przy stole, radując się. I cieszyli, że mają z kim obchodzić święta.

Tylko wieczorami, gdy starsze małżeństwo kładło się spać, każdy w ciszy myślał: odejść z tego świata jako pierwszy I nigdy nie poczuć się samotnym.

Lata robiły swoje. I pewnego razu nieszczęście się zbliżyło Rano Zofii nagle zrobiło się słabo, gdy właśnie zaczynała gotować barszcz w kuchni. Starsza kobieta osunęła się na podłogę. Stanisław z pomocą sąsiadów wezwał pogotowie ratunkowe. Lekarze stwierdzili, że Zofię trafił udar mózgu. Wszystkie funkcje były zachowane, z wyjątkiem jednej. Zofia nie była już w stanie chodzić.

Adam z żoną przyjeżdżał odwiedzać matkę. Dał kilka złotych na leki i odjechał.

Stanisław wynajął samochód, a gdy żonę wypisano ze szpitala, z pomocą sąsiada wnieśli ją do domu.

Wszystko będzie dobrze pocieszał żonę tylko żyj. Nawet jeśli będziesz siedzieć i rozmawiać ze mną. Tylko żyj. A ja poradzę sobie ze wszystkim. Tylko mnie nie opuszczaj, moja gołąbko!

Stanisław starannie opiekował się żoną. Po miesiącu przesiadła się na wózek inwalidzki. Pomagała mu w kuchni. Nadal wszystko robili razem. Obierali ziemniaki i marchew, przebierali fasolę. Nawet piekli chleb. Po wieczorach Zofia i Stanisław dyskutowali, jak będą dalej żyć. Zima była tuż przed nimi. A Stanisław nie miał sił rąbać drewna.

Może dzieci zabiorą nas na zimę do siebie, a wiosną i latem damy sobie radę

W weekend przyjechał Adam z żoną. Synowa Agnieszka, obejrzawszy całe pomieszczenie, wydała werdykt:

Będziecie musieli, gołąbki, się rozdzielić. Matkę zabierzemy w przyszłym tygodniu. Niech przygotuję pokój. I przyjedziemy.

A co ze mną? niezręcznie wyszeptał Stanisław. Przecież nigdy się nie rozstawaliśmy. Dzieci, jak to możliwe.

No to było wcześniej, gdy mieliście siły na gospodarstwo i mogliście sami sobie radzić, a teraz wszystko jest inaczej. Niech was też syn zabierze do siebie. Nikt nie zabierze was razem.

Adam z żoną pojechali do domu. Stanisław i Zofia z ciężkim westchnieniem rozważali, co dalej. Każdy z nich, zasypiając, marzył, by nie obudzić się i nie widzieć tego wszystkiego.

W następny weekend przyjechali obaj synowie. Zaczęli pakować rzeczy. Stanisław siedział przy łóżku Zofii. Cały czas patrzył na nią, wspominając ich młode lata. I płakał Przytulił się do chorej żony. I szepnął z drżącym głosem:

Wybacz Zosiu, że tak się u nas stało Gdzieś zaniedbaliśmy w wychowaniu dzieci. Rozdzielają nas jak niepotrzebne kocięta. Wybacz. Kocham cię.

Zofia chciała pogłaskać dłonią policzek męża, ale nie miała już sił Stanisław wyszedł, ocierając łzy rękawem. A siadając w samochodzie, już ich nie ocierał

Potem syn z żoną oraz sąsiad zabrali się do pakowania Zofii, owinęli ją w koc i w nim zaczęli wynosić z domu nogami do przodu. Chora kobieta pomyślała, że to bardzo symboliczne Zofia nie stawiała oporu, jej już nie było, gdy odjechał Stanisław. A chora kobieta tylko pragnęła nie dożyć wieczora.

Minął tydzień. W pogodny jesienny dzień, właśnie w Dzień Wszystkich Świętych, ich marzenie się spełniło. Zofia i Stanisław spotkali się w innym świecie.Zofia w swoich trzydziestu pięciu latach uważała, że nie zazna kobiecego szczęścia, ale los rozporządził inaczej Zeszli się ze sobą, gdy oboje mieli już niemal czterdzieści lat. Stanisław był wówczas wdowcem od trzech lat. Zofia nigdy nie była zamężna, ale urodziła syna. Jak to w narodzie mówią urodziła dla siebie. W młodości miała romans z przystojnym, czarnowłosym Markiem, który obiecał poślubić i oczarował młodą Zofię. Dała się ponieść obietnicom, które okazały się puste. Jak się później okazało, zalotnik z miasta był żonaty.

Do Zofii nawet przyszła prawowita żona Marka, błagając, by dziewczyna nie burzyła cudzej rodziny. Młoda, niedoświadczona Zofia ustąpiła. Jednak dziecko postanowiła zatrzymać.

Tak się stało. Zofia urodziła Adama. I syn stał się dla niej jedyną pociechą i radością. Adam był dobrze wychowany, świetnie się uczył. Po ukończeniu szkoły wstąpił na uniwersytet ekonomiczny.

Stanisław kilkakrotnie odwiedzał Zofię. Proponował wspólne zamieszkanie. Kobieta jednak wahała się, choć Stanisław jej się podobał. Zofia wstydziła się swojego syna i uczucia, że wreszcie mogłaby być szczęśliwa.

Pewnego wieczoru Adam postanowił porozmawiać z matką. Powiedział, że nie ma nic przeciwko: Mamo, i tak już nie będę mieszkał w domu. Wujek Stanisław to solidny człowiek. Tylko żeby nie sprawiał ci przykrości. Najważniejsze, żebyś była szczęśliwa. Syn Stanisława też nie był przeciwny.

Tak zaczęli razem żyć. Pobrali się i urządzili skromną uroczystość. Zofia pracowała w wiejskiej bibliotece, a Stanisław jako agronom. Wszystko wykonywali wspólnie. Prowadzili gospodarstwo domowe, hodowali bydło, uprawiali ogródek. Kochali się i szanowali nawzajem, szkoda tylko, że Bóg nie dał im wspólnych dzieci.

Obaj synowie się ożenili, doczekali się wnuków. Za każdym razem na święta przygotowywali upominki dla dzieci i wnuków. Domowe jajka, mleko, śmietanę, wieprzowinę oraz kurczaka. W święta w ich domu zbierało się bardzo wielu gości. Wtedy Stanisław z Zofią siedzieli przy stole, radując się. I cieszyli, że mają z kim obchodzić święta.

Tylko wieczorami, gdy starsze małżeństwo kładło się spać, każdy w ciszy myślał: odejść z tego świata jako pierwszy I nigdy nie poczuć się samotnym.

Lata robiły swoje. I pewnego razu nieszczęście się zbliżyło Rano Zofii nagle zrobiło się słabo, gdy właśnie zaczynała gotować barszcz w kuchni. Starsza kobieta osunęła się na podłogę. Stanisław z pomocą sąsiadów wezwał pogotowie ratunkowe. Lekarze stwierdzili, że Zofię trafił udar mózgu. Wszystkie funkcje były zachowane, z wyjątkiem jednej. Zofia nie była już w stanie chodzić.

Adam z żoną przyjeżdżał odwiedzać matkę. Dał kilka złotych na leki i odjechał.

Stanisław wynajął samochód, a gdy żonę wypisano ze szpitala, z pomocą sąsiada wnieśli ją do domu.

Wszystko będzie dobrze pocieszał żonę tylko żyj. Nawet jeśli będziesz siedzieć i rozmawiać ze mną. Tylko żyj. A ja poradzę sobie ze wszystkim. Tylko mnie nie opuszczaj, moja gołąbko!

Stanisław starannie opiekował się żoną. Po miesiącu przesiadła się na wózek inwalidzki. Pomagała mu w kuchni. Nadal wszystko robili razem. Obierali ziemniaki i marchew, przebierali fasolę. Nawet piekli chleb. Po wieczorach Zofia i Stanisław dyskutowali, jak będą dalej żyć. Zima była tuż przed nimi. A Stanisław nie miał sił rąbać drewna.

Może dzieci zabiorą nas na zimę do siebie, a wiosną i latem damy sobie radę

W weekend przyjechał Adam z żoną. Synowa Agnieszka, obejrzawszy całe pomieszczenie, wydała werdykt:

Będziecie musieli, gołąbki, się rozdzielić. Matkę zabierzemy w przyszłym tygodniu. Niech przygotuję pokój. I przyjedziemy.

A co ze mną? niezręcznie wyszeptał Stanisław. Przecież nigdy się nie rozstawaliśmy. Dzieci, jak to możliwe.

No to było wcześniej, gdy mieliście siły na gospodarstwo i mogliście sami sobie radzić, a teraz wszystko jest inaczej. Niech was też syn zabierze do siebie. Nikt nie zabierze was razem.

Adam z żoną pojechali do domu. Stanisław i Zofia z ciężkim westchnieniem rozważali, co dalej. Każdy z nich, zasypiając, marzył, by nie obudzić się i nie widzieć tego wszystkiego.

W następny weekend przyjechali obaj synowie. Zaczęli pakować rzeczy. Stanisław siedział przy łóżku Zofii. Cały czas patrzył na nią, wspominając ich młode lata. I płakał Przytulił się do chorej żony. I szepnął z drżącym głosem:

Wybacz Zosiu, że tak się u nas stało Gdzieś zaniedbaliśmy w wychowaniu dzieci. Rozdzielają nas jak niepotrzebne kocięta. Wybacz. Kocham cię.

Zofia chciała pogłaskać dłonią policzek męża, ale nie miała już sił Stanisław wyszedł, ocierając łzy rękawem. A siadając w samochodzie, już ich nie ocierał

Potem syn z żoną oraz sąsiad zabrali się do pakowania Zofii, owinęli ją w koc i w nim zaczęli wynosić z domu nogami do przodu. Chora kobieta pomyślała, że to bardzo symboliczne Zofia nie stawiała oporu, jej już nie było, gdy odjechał Stanisław. A chora kobieta tylko pragnęła nie dożyć wieczora.

Minął tydzień. W pogodny jesienny dzień, właśnie w Dzień Wszystkich Świętych, ich marzenie się spełniło. Zofia i Stanisław spotkali się w innym świecie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

dwa × 1 =

Bogdan wynajął samochód, gdy żonę wypisano ze szpitala, wnieśli z sąsiadem do domu. „Wszystko będzie dobrze, – pocieszał żonę, – ty tylko żyj. Choć siedź i rozmawiaj ze mną. Tylko żyj. A ja wszystko dam radę. Tylko nie opuszczaj mnie, moja gołąbeczko…!”