Kiełbasiany złodziej

KIEŁBASIANy ZŁODZIEJ

Nie sposób było nie zwrócić uwagi na tego kota. Po prostu dlatego, że od jakiegoś czasu kradł w małym spożywczaku pana Wiesława w Olsztynie. Ale czynił to w taki sposób, że trudno było się na niego gniewać. Wręcz przeciwnie.

Właściciel sklepu wyczekiwał zawsze z niecierpliwością tego momentu i regularnie nagrywał całą scenę na telefon. Wieczorami puszczał filmy żonie, Wandzie, i śmiali się oboje do łez. No więc…

Kot, nazwany przez gospodarza Bazylem, zawsze długo przesiadywał tuż przed rozsuniętymi drzwiami, udając, że właśnie postanowił tu odpocząć i oczywiście nie planuje niczego złego. Rozglądał się podejrzliwie po okolicy, upewniał, że nikt go nie obserwuje, a tymczasem Wiesław ukrywał się za wielką lodówką z nabiałem i wszystko nagrywał.

Bazyl ostrożnie przekraczał próg, szedł prosto do półki z kiełbaskami, gdzie przyspieszał kroku, chwytał kabanosa lub kawałek kaszanki, po czym błyskawicznie znikał za drzwiami.

Ale głód nie pozwalał mu odbiegać daleko kilka metrów od sklepu zatrzymywał się i natychmiast zaczynał pałaszować łup.

Wiesław wychodził za nim i z daleka pytał:
Smaczne?
Kot podnosił głowę i odpowiadał zgodnym miauczeniem.
No i dobrze odpowiadał właściciel. Przyjdź jeszcze.

Może się dziwicie jak to? Kiełbaski bez ochrony, nie w lodówce, w dodatku porozkładane pojedynczo na rogu półki. A wszystko dlatego, że Wiesław miał po prostu dobre serce.

Zdecydował się dokarmiać kota w ten sposób. Bazyl przyszedł kiedyś na podwórko sklepu strasznie wychudzony i zniszczony, jednak za żadne skarby nie chciał podchodzić do ludzi ani brać jedzenia z czyjejś ręki. Wiesław wymyślił więc taki sposób. Najpierw kładł kabanosy bliziutko drzwi, żeby Bazyl mógł zdobyć je samodzielnie. Sprawiedliwie ukradł, uczciwie zjadł.

Sposób zadziałał. Z czasem gospodarz umieszczał kiełbaski coraz dalej aż trafiły na półkę z innymi produktami. Na samym dole, przy samej podłodze, stworzył punkt dokarmiania dla Bazyla.

Już dawno kot mógł po prostu wejść, wybrać co chce, zjeść i wyjść, lecz tu przecież…
Szanowni Państwo! Chodziło właśnie o ten proces. Skradzione zawsze smakuje lepiej!

Potem Wiesław postawił przy drzwiach metalową miskę z wodą, dużą michę najlepszej karmy dla kotów, plastikowy pojemnik z piaskiem, a obok postawił małą budkę ze starym kocem w środku.

Bazyl nadal był nieufny i nie dawał się dotknąć, za to bardzo lubił pogadać.
Właściciel sklepu wychodził za ukradzioną kiełbaską i zaczynał rozmowę. Kot, przerywając jedzenie, zerkał na niego, miauczał i dalej jadł.

To, co jednak martwiło Wiesława ostatnio, to fakt, że Bazyl wyraźnie się utuczył, poprawił wygląd i już od dawna nie musiałby kraść, a mimo to… Niemal codziennie, dwa, trzy razy łupił kiełbaski i uciekał z nimi za róg.

Wiesław wiele razy próbował sprawdzić, dokąd chodzi, ale Bazyl zawsze umykał mu sprzed oczu.

Postanowił więc kupić małą kamerę z szerokim kątem i ustawił ją przy drzwiach sklepu. Obraz przesyłany był prosto do komputera w jego biurze.

Pewnego wieczoru wreszcie odkrył tajemnicę Bazyla. Z piwnicznego okienka kamienicy za rogiem wyskakiwał rudy kociak. I nie mogąc się doczekać, rzucał się na zdobytego przez Bazyla kabanosa.

Od jutra! Słyszysz, od jutra masz ich przynosić do domu!!! krzyczała Wanda do męża, wycierając łzy fartuszkiem.

Ale okazało się, że to zupełnie niewykonalne Bazyla można już było złapać bez problemu (spał nawet w sklepie na środku podłogi), lecz do kociaka nie było szans się zbliżyć.

Dzień po dniu Wiesław na kamerze obserwował, jak mały rudy podchodzi do poidełka, odpoczywa w budce, lecz na najmniejszy ruch człowieka czmychał jak strzała.

Wszystko zmieniło się pewnego dnia, gdy właściciela zaintrygował dziwny dźwięk dobiegający spod drzwi sklepu.

Nie było klientów.
Wychodząc zza lady, ruszył w kierunku wejścia.

Na progu siedział rudy kociak i drze się wniebogłosy.
Co się stało, maluchu? zdumiał się Wiesław.

Kociak podbiegł do niego, spojrzał mu prosto w oczy i ruszył w stronę podwórza. Bez wahania Wiesław poszedł za nim. Za rogiem, na trawie, leżał Bazyl, skowycząc z bólu. Ugryzł go pies w tylną, prawą łapę. Bazyl zdołał się oswobodzić, lecz rana była głęboka.

Rudzielec przytulił się główką do boku rannego Bazyla i znów zawył żałośnie.
O Matko Boska… jęknął Wiesław.

Zdjął kurtkę, ostrożnie zawinął Bazyla, złapał rudego kociaka, wsadził go do kieszeni marynarki.

Po drodze zamknął sklep, wsiedli do auta i ruszyli do najbliższego weterynarza.

Pięć długich godzin spędzili w poczekalni, podczas gdy Bazylowi opatrywano ranę i szyto łapę.
Przez ten czas Wiesław zdążył zaprzyjaźnić się z malcem, którego nazwał Iskierką. Okazało się, że kociak jest niezwykle ruchliwy i spragniony ludzkiej uwagi.

Wieczorem Wiesław zamknął sklep i zabrał do domu półprzytomnego po narkozie Bazyla oraz rozbrykanego Iskierkę.

Wanda niemal podskakiwała ze szczęścia, a szczęśliwa kobieta… wiadomo, co robi:

Dzwoni po kolei do wszystkich swoich koleżanek, by opowiedzieć o nowinkach i wspólnie ustalić, co dalej czynić.

A kiedy już skończyła, cała czwórka spała razem na łóżku:
Pan domu, Bazyl i Iskierka rozłożeni w poprzek, a Wanda stanęła w progu, rozbawiona.
No, pięknie… To gdzie ja się położę?

Iskierka ochoczo się przesunął, przytulił do niej i mrucząc zaczął miętolć jej łapki.

Tak cała trójka, z dwoma kotami, odnalazła swój dom.

Dziś dwa okazałe, tłuste koty w niczym nie przypominają swoich dawnych, głodnych wcieleń. Czasem Bazyl, z przyzwyczajenia, liże po głowie Iskierkę, a ten kładzie się koło niego bez protestu.

A po drugiej stronie ulicy, pod sklepem obuwniczym, zadomowiła się mała, szara kotka. Sprzedawczyni codziennie biega po jedzenie dla niej do sklepu Wiesława.

Może kiedyś i ona znajdzie dom?

Może kiedyś wszystkie koty znajdą swoje miejsce i zostaną deficytem, wydawanym na kartki, po specjalnych kursach adopcyjnych?

Jak uważacie?
Czy to możliwe?

Oprac. na podstawie opowieści Wiesława Maliszewskiego
Zdjęcia z internetuMoże w tym jednym, małym sklepie w Olsztynie już się właśnie zaczęło skądś przecież trzeba zacząć zmieniać świat na lepsze. Na razie, zanim ktoś wymyśli kartki na koty, w witrynie sklepu Wiesława wisiała, nigdy nieusuwana, mała, kolorowa kartka:

Kiełbaski dla kota (i przyjaciół) gratis. Każdy, kto potrzebuje.

I choć codzienność wracała powoli do normy, wieczorami przez drzwi sklepu przemykały ciche, miękkie cienie. Czasem wpadała szara kotka, czasem inny przybłęda zawsze można było liczyć na miskę, dobre słowo i coś do przekąszenia.

A Wiesław z Wandą śmiali się już tylko żartem, że z ich sklepu zrobił się koci azyl, bo przecież dom pełen przyjaciół to największy skarb na świecie. I kto wie, może to dzięki takim miejscom, któregoś dnia żaden zwierzak nie będzie musiał kraść.

Może wystarczy tylko otworzyć serce i drzwi na oścież.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

2 × 5 =

Kiełbasiany złodziej