Pamiętam to jak dziś, choć minęło już wiele lat. Teściowa była wyraźnie zaskoczona, kiedy odwiedziła nasz ogród i zobaczyła, że nie rosną w nim ani warzywa, ani owoce.
Rodzice mojego męża mieli działkę ogrodową pod Krakowem. Podarowali ją nam, gdyż nie mieli już zdrowia ani sił, by się nią zajmować. Babcia męża zawsze lubiła dłubać w ziemi uprawiała ogórki, pomidory, jabłka i inne plony, wekowała je potem i dzieliła się z sąsiadami swoimi przysmakami. Teraz wszystko to przeszło na moją głowę.
Działka należy teraz do nas przeznaczyliśmy ją na miejsce, gdzie można rozpalić ognisko, zrobić kiełbaski i odpocząć z rodziną podczas weekendów. Był jednak jeden haczyk nie miałam zamiaru spędzać godzin na plewieniu i sadzeniu, więc mój mąż postanowił zamienić całą działkę w ogród kwiatowy. Zarabiamy wystarczająco dużo, by kupować produkty na krakowskim targu albo w sklepie. Zrezygnowaliśmy całkowicie z warzywnika, zamiast niego posialiśmy trawę. Mamy teraz spory trawnik i piękny ogród do spędzania wolnego czasu.
Pewnego razu teściowa przyjechała do nas i nie mogła uwierzyć, że ogród nie jest pełen warzyw czy owoców. Oskarżyła mnie, że jestem złą gospodynią, że niczego nie potrafię zrobić porządnie, a wszystko, czego dotknę, zamieniam w ruinę. Ostatnio zaś odwiedził ją znajomy pan z sąsiedztwa i zaczął wspominać jej słynne ogórki kiszone. Teściowa wyciągnęła wtedy słoik suchych kwiatów i oznajmiła, że to wszystko, co zostało z jej dawnych zapasów. Dodała jeszcze, że powinnam ten słoik zabrać do domu dla siebie i dzieci, bo jej dzisiaj za ciężko już pracować w ogrodzie, a my nie potrafimy zepsuć wszystkiego, co ona wyhoduje.
Byłam zszokowana zachowaniem teściowej i ledwo powstrzymałam się od odpowiedzi. Jednak tu nie skończyła oznajmiła, że chciałaby odzyskać swoją parcelę, żeby móc znowu uprawiać na niej warzywa. Nie wiem, co powinnam zrobić w takiej sytuacji. Mieliśmy już wszystko ustalone; miało być miejsce na basen dla dzieci i dużo wolnej przestrzeni, a tu nagle zamiast tego grozi mi powrót grządek z warzywami…
Taka to była historia zwykłe rodzinne sprawy, które dziś wspominam z przymrużeniem oka, choć kiedyś denerwowały mnie do łez.



