Często czegoś nie doceniamy, a potem tego żałujemy

Zwykle wykorzystywałem każdy pretekst, aby uciec z domu. Pewnego dnia, pojechałem do mojej mamy na wieś. Szybko spakowałem plecak i wyruszyłem w drogę. Żona ciągle mnie nękała telefonami. Martwiła się, czy bolą mnie plecy, albo pytała o smak zapiekanki, którą dała mi do zjedzenia. Te rozmowy strasznie mnie irytowały. Walcząc z rosnącą niechęcią do żony, wpatrywałem się w pola i lasy za oknem. Przeszkadzał mi zwisający guzik, który próbował oderwać się od koszuli.

„Po co mi żona, skoro chodzę jak szmaciarz?”. – Przebiegało przez moją głowę.

Na jednym z przystanków, wszedł starszy mężczyzna. Wyglądał schludnie, stylowo i dystyngowanie. Gdy usiadł obok mnie, wyciągnął rękę na powitanie i przedstawił się jako Andrzej. Po kilku godzinach jazdy, poczułem się głodny. Wyciągnąłem tacę z zapiekanką i zacząłem jeść swój obiad. Chciałem chleb, więc przeszukałem plecak. Kiedy zdałem sobie sprawę, że Kasia zapomniała go włożyć, byłem wściekły.

– Jak ona mogła mi to zrobić, bezwstydna! Ona wie, że wszystko jem z chlebem! – Zwróciłem się do mojego towarzysza. Uśmiechnął się, ale nie odpowiedział. Dzwoniła moja żona, więc zbeształem ją za pomyłkę i zwisający guzik.

Przekonany o swojej racji, postanowiłem kontynuować rozmowę.

– Oczywiście, mówi że się starała. Jak można być tak nieodpowiedzialnym? – Nie wytrwałem. Towarzysz nie zmienił się zbytnio na twarzy, ale jego rysy nabrały pewnej surowości. Mężczyzna wyjrzał przez okno i mruknął:

-Wiesz, widzę w Tobie siebie, jako młodego człowieka. Podobnie jak Ty, kiedyś nie doceniałem wszystkich dobrych rzeczy, które mnie otaczały. Mylisz się, młody człowieku, a dowodem na to jest moje życie. Posłuchaj mojej opowieści.

Byłem późnym dzieckiem w rodzinie. Moja mama była pobłażliwa dla moich zachcianek, więc wszystkiego miałem pod dostatkiem. Dorastając, stałem się prawdziwym łowcą serc, przeglądając i szukając tej jedynej, która spełniałaby wszystkie moje wymagania. Chciałem mieć wysoką i smukłą piękność z dobrym wykształceniem. Luiza była we mnie zakochana bez wzajemności — siostrzenica ciotki Zofii, która przyjechała się uczyć. Zdecydowanie nie spełniała moich standardów.

Mieliśmy też nowych sąsiadów, którzy wprowadzili się do nas. Mieli wspaniałą córkę Renatę. Miała w sobie wszystko, czego pragnąłem. Dziewczyna była baletnicą. Próbowałem zaproponować jej związek, ale Renata od razu zaznaczyła, że dla niej najważniejsza jest sztuka. Nie chciała być żoną. Nieważne, ile razy próbowałem ją przekonać do małżeństwa, wszystko szło na marne. Matka uparcie mówiła o wnukach, ponieważ wszyscy moi rówieśnicy mieli już dzieci.

Luiza często częstowała mnie przyrządzanymi przez siebie smakołykami, podobno było ich bardzo dużo. Zrozumiałem, że ma dla mnie miękkie serce. Na przekór Renacie, zacząłem się zalecać do Luizy, która z wdzięcznością i radością przyjęła moją uwagę. Mieliśmy porządne wesele, moja mama i ciocia Zofia, nie szczędziły kosztów. Chciałem, żeby Renata się dowiedziała i zezłościła, ale dziewczyna pogratulowała mi i pobiegła na przedstawienie.

Życie rodzinne nie sprawiało mi przyjemności, natomiast Luiza promieniała z radości. Starała się robić wszystko sama, aby mnie zadowolić najlepiej, jak potrafiła, ale miałem już tego dość. Wszystko było nie tak: jej figura, wzrost, te wielkie oczy, piegi. Pewnego dnia, Luiza powiedziała to, co wszyscy chcieliby usłyszeć, ale nie ja:

– Mężu, tak bardzo chcę Ci dać syna! Żeby był Twoją małą kopią, wyrósł na dużego i silnego, tak jak tata.

Nie byłem zachwycony tym pomysłem, ale w porządku, niech moja żona ma trochę zabawy. Tak jak chciała, urodził nam się syn Mateusz. Natomiast ja, ciągle marzyłem o innym życiu. Pociągała mnie sztuka, życie towarzyskie, chciałam dla siebie czegoś innego.
Luiza zajmowała się wszystkim: domem, dzieckiem, opiekowała się moją matką. Nadal pisałem opowiadania, czaiłem się w redakcjach. Interes nie przynosił dużych zysków, więc moja żona poszła do pracy w fabryce. Wszystko w Luizie mnie denerwowało.

Kiedy Mateusz dorósł, poprosił Luizę, żeby odwiedzili, dziadków. Nie miałem nic przeciwko, więc niczego nie zabraniałem. Wyszli, a ja kilka godzin później, przypadkiem wpadłem na Renatę, która nawet na mnie nie spojrzała.

W domu panowała nieprzyzwyczajona cisza. Nie było zapachu wypieków, nie było śmiechu dzieci. Mieszkanie było jak grobowiec, nie miałem ochoty nic pisać.

To był trzeci dzień rozłąki z rodziną. Z nudy skończyłem pisać opowiadanie i położyłem się na drzemkę. Zadzwonił telefon, który z jakiegoś powodu mnie zaskoczył. Policjant poinformował, że doszło do wypadku. Autobus zderzył się z samochodem, a moja rodzina w ciężkim stanie trafiła do szpitala, więc szybko tam pośpieszyłem.

Po raz pierwszy od dłuższego czasu, nie myślałem o Renacie. Te wymagania wobec dziewczyn, czepianie się Luizy, wydawały się takie puste. Nie doceniałem mojej żony, która mnie kochała. Ileż to razy opiekowała się mną, gdy byłem przeziębiony! Każdego dnia rozpieszczała nas pysznymi rzeczami, a ja chciałem czegoś innego. Teraz chciałbym, żeby ta kobieta wróciła do domu.

Mateuszowi nic się nie stało, wyszedł z tego z siniakami. Z kolei Luiza zapadła w śpiączkę, często ją odwiedzaliśmy.

Po przebudzeniu pierwszą rzeczą, o którą zapytała, był syn.

Byłem przerażony, boję się żyć bez mojej żony. Kiedy Luiza był w szpitalu, nauczyłem się od mamy szyć, gotować, uczestniczyć we wszystkim, co trzeba robić w życiu codziennym. Kiedy zabraliśmy żonę do domu, zaopiekowaliśmy się nią. Dopiero gdy prawie straciłem równowagę, zdałem sobie sprawę, jak bardzo obrzydliwe było moje zachowanie. Próbowała coś zrobić, ale jej nie pozwoliliśmy. Jesteśmy mężczyznami, więc możemy sami zrobić wszystko dla naszej kochanej kobiety. Z czasem w pełni wyzdrowiała.

To jest to, młody człowieku. Jako dorosły mężczyzna, jako ojciec, strasznie się bałem, że stracę swoją żonę. Zrozum, że szczęście nie polega na jedzeniu, które jesz, na pięknie waszego życia, na długości waszych nóg czy na waszej urodzie. Boże, nie pozwól, abyś stracił kogoś, kto się o Ciebie troszczy i Cię kocha, nawet na krótką chwilę.

Po zakończeniu opowieści, mężczyzna wysiadł na swoim przystanku. Wstydziłem się narzekania na guzik, jedzenie i rozmowy z Kasią. Wybierając numer mojej żony, poprosiłem o przebaczenie. Po opowieści autostopowicza, przemyślałem swoje zachowanie. Staram się teraz zadowalać żonę i samemu załatwiać sprawy, czasami nawet gotuję. Wolałbym nie forsować swojego szczęścia. Wygląda na to, że Kasia rozkwitła po mojej zmianie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

trzy + trzynaście =

Często czegoś nie doceniamy, a potem tego żałujemy