– Tato, więcej już do nas nie przychodź! Bo kiedy tylko wychodzisz, mama zawsze zaczyna płakać. I pł…

Dzisiaj wydarzyło się coś ważnego, a ja muszę to zapisać, żeby nie zapomnieć. Tata przyszedł do mnie, jak co piątek, ale dziś rozmowa była inna. Powiedziałam mu na początku Tato, już do nas nie przychodź tak często! Bo zawsze, kiedy wychodzisz, mama zaczyna płakać, i płacze całą noc.

Widzę to z mojego łóżka zasypiam, budzę się, a ona dalej szlocha. Często pytam: Mamo, czemu płaczesz? Przez tatę?

Ona mówi, że nie płacze, tylko ma katar. Ale ja już jestem duża i wiem, że taki katar nie sprawia, że głos drży od łez.

Siedząc z tatą w kawiarni na Nowym Świecie w Warszawie, patrzyłam jak miesza zimną, gorzką kawę w maleńkiej, białej filiżance. Ja miałam przed sobą pucharek lodów prawdziwe dzieło sztuki, kolorowe kulki, listki mięty, wiśnia i polewa z czekolady. Każda dziewczynka w moim wieku skusiłaby się na takie przysmaki, ale nie ja. Dziś chciałam porozmawiać z tatą poważnie, bo już dawno czułam, że muszę to zrobić.

Tata długo milczał, a potem zapytał:
No i co my teraz zrobimy, Zosiu? Mamy się już nie widywać? Jak ja wytrzymam bez Ciebie?

Zmarszczyłam nosek zupełnie jak mama, taki lekko okrągły i powiedziałam:
Nie, tato. Ja bez Ciebie też nie dam rady. Zróbmy tak: zadzwoń do mamy i powiedz, że będziesz mnie odbierał z przedszkola w każdy piątek. Wtedy pójdziemy razem na spacer, albo do kawiarni, jak będziesz miał ochotę na kawę, czy na lody. I ja Ci będę opowiadać, jak mieszkamy z mamą.

A potem dodałam, gdy znów się zamyśliłam:
A jeśli kiedyś będziesz chciał zobaczyć mamę, to mogę robić jej zdjęcia telefonem i Ci pokazywać co tydzień. Chcesz?

Tata się tylko lekko uśmiechnął i przytaknął głową:
Dobrze, Zosiu. Tak sobie poradzimy.

Poczułam ulgę. Sięgnęłam w końcu po swoje lody, ale zanim na dobre się do nich zabrałam, musiałam powiedzieć jeszcze coś najważniejszego. Oblizałam wąsy z lodów, przybrałam bardzo poważną minę już prawie jak dorosła i powiedziałam:

Wydaje mi się, tato, że powinieneś się z kimś ożenić

Dodałam jeszcze małe kłamstwo dla jego dobrego samopoczucia:
W końcu nie jesteś aż taki stary

Tata zrozumiał mój gest dobrej woli, parsknął śmiechem:
Powiesz jeszcze nie taki stary

Powiedziałam entuzjastycznie:
Nie taki, nie taki! No popatrz na pana Krzysztofa, który do mamy dwa razy już przychodził, chociaż jest trochę łysy. O tutaj

Pokazałam sobie na czubek głowy, gładząc swoje loki. Ale po nagłym spojrzeniu taty zorientowałam się, że zdradziłam maminy sekret. Więc zakryłam usta dłońmi, rozszerzyłam oczy strach i zmieszanie.

Pan Krzysztof? powiedział tata zbyt głośno, jak na kawiarnię. Czy to ten, co jest szefem mamy?

Nie wiem, tato może szef. Przynosi mi cukierki. I tort dla wszystkich.

Zawahałam się chwilę, bo tata był wyraźnie zdenerwowany. Ale jednak dodałam:
I jeszcze kwiaty dla mamy.

Tata długo wpatrywał się w swoje splecione dłonie na stole. Widziałam, że właśnie teraz podejmuje w myślach bardzo ważną decyzję. Czekałam, nie poganiałam go, bo już trochę wiem, że mężczyźni często potrzebują czasu na wszystko.

I kto ma ich popchnąć do decyzji, jak nie kobieta? Zwłaszcza ta najważniejsza w ich życiu.

W końcu tata głęboko westchnął, podniósł głowę i spojrzał na mnie tak, jakby zadawał najważniejsze pytanie na świecie. Gdybym była starsza, pewnie od razu zrozumiałabym, że mówi tak, jak Otello do Desdemony.

Ale nie znam jeszcze Otella, Desdemony i innych wielkich zakochanych. Po prostu uczę się życia, obserwuję ludzi, widzę jak z drobiazgów potrafią się cieszyć lub zamartwiać.

Wreszcie powiedział:
Chodź, Zosiu. Jest już późno, odprowadzę Cię do domu. I pogadam z mamą.

Nie zapytałam, o czym tata chce rozmawiać z mamą, ale wiedziałam, że to bardzo ważne, więc szybko zjadłam lody do końca.

Zrozumiałam to, co zamierzał tata, było ważniejsze niż najpyszniejsze lody, dlatego odłożyłam łyżeczkę, wytarłam brudne usta dłonią, pociągnęłam nosem i powiedziałam: Jestem gotowa. Chodźmy

Do domu prawie biegliśmy. Właściwie to tata biegł, pociągając mnie za rękę, a ja za nim, niczym chorągiewka.

Wpadliśmy do klatki, a drzwi windy powoli się zamykały, wywożąc jakiegoś sąsiada. Tata spojrzał na mnie trochę bezradnie, więc zapytałam:
I co? Stoisz i czekasz? Przecież mamy tylko siódme piętro

Tata wziął mnie na ręce i ruszył schodami.

Gdy w końcu, po jego długich, nerwowych dzwonkach, mama otworzyła drzwi, tata od razu zaczął od najważniejszego:
Nie możesz tak zrobić! Jaki jeszcze Krzysztof? Przecież ja Cię kocham. I mamy Zosię

Potem objął mnie i mamę, mocno, nie wypuszczając mnie z objęć. Ja objęłam ich oboje za szyję i zamknęłam oczy, bo dorośli się całowali

Tak to właśnie jest, że dwóch nieporadnych dorosłych pocieszyła mała dziewczynka, która kochała ich oboje, a oni ją i siebie nawzajem tylko trochę się pogubili we własnej dumie i żalu

Ciekawa jestem, co Wy o tym myślicie? Napiszcie mi w komentarzu. Dajcie też łapkę w górę!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 + jedenaście =

– Tato, więcej już do nas nie przychodź! Bo kiedy tylko wychodzisz, mama zawsze zaczyna płakać. I pł…