Moja była teściowa śledzi naszą rodzinę

Moja była teściowa śledzi naszą rodzinę.

Moja była teściowa, pani Grażyna, ma 52 lata i jest mamą mojej nieżyjącej już żony, Małgorzaty. Z Małgorzatą ożeniłem się, kiedy miałem 23 lata. Byliśmy młodzi, a Małgorzata zaszła w ciążę jeszcze przed ślubem, wkrótce urodziła się nasza córka, Jagoda.

Dwa lata później moja codzienność wywróciła się do góry nogami Małgorzata poważnie zachorowała i po krótkim czasie zmarła.

Zostałem sam z Jagodą. Podjąłem decyzję, żeby przeprowadzić się do innego miasta, do moich rodziców w Gdyni. Było to praktyczne rozwiązanie: pracowałem po 10 godzin dziennie, a oni mogli opiekować się Jagodą. Taki mieliśmy układ.

Wkrótce awansowałem i udało mi się kupić dom jakieś pół godziny od rodziców. Od tego momentu Jagoda była pod opieką raz moich rodziców, raz niani (upierałem się, żeby rodzice mieli trochę oddechu i nie zamienili się w darmowy żłobek). Teraz Jagoda ma już osiem lat.

No i pani Grażyna, moja była teściowa, postanowiła się przenieść do miasta, gdzie akurat mieszkaliśmy bo chciała być bliżej wnuczki. Decyzja, przyznam, dosyć zaskakująca I to nie ze względu na motywacje (rozumiem ją!), ale dlatego, że dzieliło nas dobre tysiąc kilometrów i jeszcze więcej pierogów!

No dobra pomyślałem sobie. Małgorzata była jej jedynym dzieckiem, Jagoda jedyną wnuczką, może nie chce być sama.

Ale od kiedy Grażyna zamieszkała w pobliżu zaczęły się schody

Przede wszystkim spędza u mnie w domu większość dnia. Naprawdę cały dzień, również wtedy, gdy wracam z pracy. Jakby tego było mało, pani Grażyna zaczęła mnie odwiedzać także w weekendy Właściwie odwiedzać to eufemizm ona okupuje dom od rana do wieczora.

Teściowa bywa ze mną nawet wtedy, gdy Jagoda jest w szkole. Oto garść jej argumentów:

Nie masz tu nikogo do sprzątania, więc zostanę. Kurz nie śpi, a mężczyzna sam się nie ogarnie.
Kwiaty na parapecie już więdną, jeszcze chwila i będzie po nich.
Ostatnio złodzieje kręcili się po okolicy, ale tu nie weszli, bo byłam na posterunku.
Nie martw się, nie zamierzam wynosić ci pieniędzy.

Przysięgam, nieraz mam wrażenie, że ona wierzy, iż duch Małgorzaty zamieszkał ze mną i siedzi gdzieś między szafą a telewizorem. Kilka razy przyłapałem ją na tym, że prowadzi rozmowy z powietrzem (choć w pokoju nie było absolutnie nikogo chyba).

Po licznych rozmowach uznałem jej zachowanie za mocno żenujące, no i wyjątkowo inwazyjne względem mojej prywatności. Grażyna sprawiała wrażenie, że słucha moich argumentów. Ale

Tydzień temu przelała się czara goryczy. Jest tak: od półtora roku spotykam się z pewną dziewczyną. Ten weekend miał być pierwszym poważnym naszym wieczorem w moim mieszkaniu. Jagoda u babci i dziadka, ja… zaprosiłem dziewczynę do siebie.

Kolacja, wspólne oglądanie filmu, kanapa, wiadomo. Nagle trzask i szeleszczenie w przedpokoju. Odwracam się przerażony i widzę niewyraźną sylwetkę Grażyny, która z jakiegoś powodu uznała, że nie trzeba ani dzwonić, ani pukać, ani pytać o zgodę na wejście.
Co, znowu kwiaty umierają?

Ale to nie ja miałem pretensje. To ona wpadła w furię i zanim zdążyłem cokolwiek powiedzieć, oskarżyła mnie o zdradę i brak szacunku wobec zmarłej żony.

Oniemiałem. Podeszłam do niej, powiedziałem, co myślę, zabrałem jej klucz i poprosiłem, żeby wyszła:

Nie jesteś tu już mile widziana!

Prawda jest taka, że Grażyna nie ma już żadnej rodziny, a większość znajomych (w tym moi rodzice) radzi mi, żebym odpuścił. Przyzwoitość? Chyba muszę się przemóc i czasem wysłać Jagodę do babci, bo to jej wnuczka. Ale nasz dom zostaje twierdzą nie do zdobycia. Kropka.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

jeden × pięć =

Moja była teściowa śledzi naszą rodzinę