Kot przypadkiem natknął się na telefon
Kot, wędrując łapami po klatce schodowej w kamienicy na warszawskiej Pradze, nagle natrafił na dziwne ustrojstwo. Przedmiot pachniał człowiekiem, był miło ciepły i kusił, żeby się na nim rozłożyć. Kot nie namyślając się długo, objął go łapami, położył się i telefon natychmiast się włączył od jednego mruczącego muśnięcia.
Milena nie zdążyła nawet porządnie nacieszyć się swoim nowym smartfonem. Od pierwszego momentu coś było nie tak nagrzewał się do czerwoności przy każdej próbie użycia. A zaraz potem zgubiła go jak ostatnia pechowa studentka. Szkoda Bo model miała świetny: duży ekran, bateria potężna jak w traktorze Ursus i właśnie to ją zgubiło! Reklamować? Nie ma jak! Telefon przepadł w czeluściach wielkiego miasta.
Milena nazwała siebie idiotką, przekopała szufladę i znalazła swój stary telefon z klawiszami, jeszcze pamiętający czasy, kiedy imperium zła znaczyło coś całkiem innego. Wybrała swój numer. Sygnały szły. Nikt nie odbierał.
Z żalu polała sobie kilka kropel waleriany na szklankę, położyła się, próbowała sobie przypomnieć, gdzie dzisiaj była. Może jak powtórzy trasę, to coś się znajdzie? Nagle, tuż pod poduszką rozbrzmiała wibracja ktoś dzwonił. Na ekranie jej własny numer.
Halo! Słucham? rzuciła, łapiąc oddech.
W odpowiedzi tylko szeleszczenie, krótkie westchnięcia i nagle: Miau!
Milena aż odskoczyła. Ktoś sobie żarty robi, pomyślała rozdrażniona. Szkoda, że nawet blokady nie ustawiła teraz jakiś delikwent tapla się w jej smartfonie. Nim zdążyła się pozbierać, znowu dzwonek. Te same odgłosy, ten sam szelest Znów miau.
Proszę mi już nie dzwonić! wybuchła, zła jak osa.
Ale żarty nie ustawały. W końcu wypiła łyk waleriany, narzuciła płaszcz i wyszła. Słychać było, jakby dźwięki dobiegały z podwórka. Pewnie dowcipniś stoi tam, gdzie znalazł telefon i dzwoni, żeby ją wkurzyć.
Idąc wzdłuż trasy dzisiejszych spacerów, Milena wykręcała swój numer. W końcu usłyszała znajomy dzwonek. Serca jej podskoczyło już wyobrażała sobie małego cwaniaczka, któremu zaraz będzie tłumaczyć wyższość kultury technicznej nad kombinatorstwem.
Tymczasem kot, rozłożony na cieplutkim smartfonie, z fascynacją zauważył, że ten klamot zaczyna gadać. Obwąchał, zamruczał, a on znowu coś bełkocze Więc kot uprzejmie odpowiedział: Miau.
Telefon ucichł. Kot dotknął łapką znowu przemówił! A im cieplej było, tym przyjemniej. Było zimno, a tutaj? Prawdziwa kocia balia. Kot stuknął jeszcze raz.
I nagle smartfon zagrał. Kot się przestraszył, pacnął go łapą raz, drugi, a telefon nie przestawał śpiewać. W ferworze walki kot nie od razu zauważył, że nie jest już sam pod rozłożystym kasztanem.
Cała bojowa postura Mileny znikła, gdy zobaczyła kociego żartownisia. Pod drzewem siedział rudy, życiem zmęczony kocur i walczył z jej smartfonem, próbując go uciszyć własną łapą. Ledwo ją zobaczył
Rzucił się na nią jak na starą znajomą. Miał tak głośne mruczenie i takie czułe ruchy łapek do jej rąk, że nie sposób było się oprzeć. Milena stała zaskoczona tą falą rudych czułości.
Kocur przytulał się do jej policzków jakby chciał się całować. Zauważyła, jaki był zimny nie dziwota, że wygrzewał się na jej rozgrzanym smartfonie.
Z telefonem w jednej kieszeni i kotem w ramionach, Milena ruszyła do domu, zastanawiając się, czy to była miłość od pierwszego mruczenia. Chyba bardzo mu się spodobała, bo już nie zamierzał wracać pod drzewo.
A kot, szczęśliwy jak na śmietniku z rybą, wywijał jej w ramionach, ocierał się o usta i brodę. Milena próbowała się cofnąć, ale umówmy się była zachwycona. Taki uroczy, choć uliczny łobuz
Wszystko się wyjaśniło dopiero potem kot był w lekkim amoku od waleriany, którą Milena sama przed godziną dolała sobie na uspokojenie.
No ale wiecie, czasami życie pisze lepsze scenariusze niż najnowszy odcinek Klanu!



