Przybrana córka

Przyrodnia córka

Gdy poznałem Martynę i rozkwitła między nami miłość, Pola miała sześć lat. Wychowana bez ojca, tak bardzo pragnęła uczuć, że nie mieliśmy najmniejszego problemu z nawiązaniem bliskości. Żyliśmy zgodnie, aż nadszedł ON wiek nastoletni!

Nie jesteś moim ojcem! wykrzyknęła kiedyś Pola.

Jak to nie ojciec? A kto przez te wszystkie lata wysłuchiwał twoich żali na kolegów z klasy i bronił cię na zebraniach rodziców? Kto chował ostatni kawałek czekolady, by ci go wręczyć przy złym nastroju? Kto znał twój sekret, że ukradłaś lalkę z podwórka od złośliwej Andżeliki i pod osłoną nocy podrzucał ją w krzaki, żeby tak już zostało? Poza tym, jeśli dobrze pamiętam, parę lat temu umówiliśmy się, że słowa coś znaczą jeśli od dziecka nazywasz mnie tatą, to czemu nagle jestem nie ojcem?

Słowa przybranej córki, którą zawsze traktowałem jak własną, zabolały mnie dotkliwie, ale nie mogłem pokazać tej słabości. Po pierwsze, jestem mężczyzną. Po drugie, pretensje do Poli nie rozwiążą naszych problemów, mogą je tylko pogłębić.

Argument przyjęty zameldowałem żartobliwie, salutując dłonią do czapki. To co, omówimy nowe zasady współpracy? Prawa i obowiązki nie ojca i nie córki, tak to ujmijmy.

Choć serce mi krwawiło przy tych słowach, sądziłem, że to słuszne podejście. Trzeba dać jej pewien wybór, oczywiście w wyznaczonych przez nią samą granicach. No ale, Pola i tu mnie zaskoczyła, burknęła: Nie chcę, i trzasnęła drzwiami tuż przy moim nosie. Nie przypominam sobie, by taka reakcja zdarzyła się jej nawet w dzieciństwie. Pola zawsze jasno mówiła, czego chce, a potem wspólnie ustalaliśmy, co jest możliwe. Jeśli, powiedzmy, przeskakiwanie z dachu szopy, było nieakceptowalne, tłumaczyłem jej rzeczowo, doprawiając wywód przykładami z internetu. Z kolei, gdy w pierwszej klasie postanowiła poślubić Patryka Szymańskiego i zamieszkać z nim, bez oporów przytaknąłem: jak tylko prawo na to pozwoli, własnoręcznie przewiozę ci wszystkie rzeczy do Patryka. Naturalnie, miesiąc później jej się odwidziało.

Zawsze potrafiliśmy rozmawiać o nieporozumieniach, a teraz nagle: nie chcę i nie ojciec. Wcześniej Pola nawet niechęć do kaszy umiała uzasadnić:

Niedobra! mówiła córka.
Czemu?
Za mało cukru i obrzydliwa kożuch.

Ot i wszystko! Matka gotuje inną kaszę albo od razu oddaje wymarzone ciastko, które, sądząc po reklamie, też zawiera mleko w proszku.

Długo stałem pod zamkniętymi drzwiami, wpatrując się w słojowanie drewna, szukając odpowiedzi. Nic. Wzruszyłem ramionami. Zobaczymy.

Martyna na zmiany w zachowaniu córki reagowała spokojnie. Mówiła, że ona sama w młodości doprowadzała ojca do rozpaczy i ten chętnie by ją wyekspediował choćby na drugi koniec Polski, byle dalej od domu. Twierdziła, że jak hormony przestaną szaleć po głowie dziecka, wszystko wróci do normy. Co prawda, faza powrotu z kraju Nie chcę i nie ojciec bywa różna, ale szczerze zaczynałem już tęsknić za Polą. Nie miałem z kim obejrzeć wieczornego meczu, nie było komu złośliwie komentować zmieniających się kolorów włosów przyjaciółki Martyny, Bożeny, które migotały częściej niż niebo nad Mazurami.

Po jakimś czasie Pola zaczęła wychodzić ze swej skorupy, choć poza tymi momentami bywała jeszcze bardziej drażliwa i nerwowa. Cykle tych docieplania klimatu znała tylko ona i pewnie tylko ona pojmowała ich przyczyny. Ale kiedy wracała do dawnej siebie, cieszyłem się jak dziecko.

Dziewczyny, może wybierzemy się w weekend na Mazury? zaproponowałem. Będzie piękna pogoda, weźmiemy wędki, namioty.
Fajnie, Pola, jedziemy? podekscytowała się żona.
Nigdzie z wami nie jadę! Sami sobie taszczcie wędki, wędkarze od siedmiu boleści! i znów trzask drzwi oraz nasze zdezorientowane spojrzenia. Jeszcze chwilę temu była w świetnym nastroju, nic nie wskazywało wybuchu złości.

Chyba przestała lubić i wędkarstwo rozłożyłem ręce.

A potem Pola nagle znikła. Po prostu nie wróciła po lekcjach, nie odpowiadała na telefony. Obdzwoniliśmy wszystkie koleżanki, aż w końcu nie wytrzymałem i ruszyłem jej szukać. Po drodze zahaczyłem o Bartka chłopaka, który niegdyś uchodził za najbliższego kumpla Poli, choć ostatnio nic o nim nie słyszałem.

Nic nie wiem burknął Bartek.
Masz jakieś przypuszczenia?
Skoro stwierdziła, że jestem nudny, kontakt się urwał.
Pola nazwała mnie ostatnio nie ojcem, a i tak interesuję się jej sprawami. Ze starej przyjaźni, rozumiesz?
Odwróciłem się, schodząc po schodach.
Zaczekaj zawołał za mną Bartek. Może jest z Kubą.
Kto to?
Chodzi do równoległej klasy. Niezły urwis, nie wiem czy spodoba się panu poznanie go…
Tym bardziej. Pokażesz, gdzie go znaleźć.

Ja nie idę zaprotestował.
Czasem trzeba pomóc, nawet jeśli tego ktoś nie chce. Ty zawsze wydawałeś mi się odporny na drwiny o nudzie.
No dobra westchnął chłopak i ruszył za mną.

Dojechaliśmy pod rząd garaży. Z daleka dochodziła głośna muzyka.

Jak chcesz, możesz zostać w aucie rzuciłem do Bartka.
Nie boję się!

Przed jednym z garaży kręciło się kilku chłopaków z dziewczyną. Poli nie było. Podeszliśmy.

Szukam Poli jest z wami? próbowałem przekrzyczeć basy.
A ty co, z ekipy poszukiwawczej? zażartował ktoś płasko.

Wtedy zza drzwi wyszła Pola.

Po co tu przyszedłeś? niemal krzyknęła.
Po ciebie.
Poradzę sobie, sama znam drogę do domu.
Ale już późno, nie chciałbym odbierać cię z komendy. Wsiadaj, taksówka czeka, księżniczko.

Pola prychnęła, ale wsiadła do samochodu, szepcząc jeszcze do Bartka:
Zdrajca!

Od tej pory znikała coraz częściej i uparcie odbierałem ją spod garażu, znosząc żarty pseudo-kolegów o prywatnej taksówce. Ale pewnego dnia Pola stanowczo odmówiła powrotu ze mną.

Czego chcesz? Zostaw mnie! Jestem dorosła! Będę na dworze, ile chcę!

To zgłoś postulat do sejmu odparłem bo w Konstytucji jasno stoi, jakie prawa i obowiązki mają niepełnoletni.

Idźże w diabły! odwróciła się ostentacyjnie.

Wiesz, nigdzie się bez ciebie nie ruszę, nawet tam, gdzie mnie posłałaś.
Żałuję, że poznałeś moją mamę, lepiej by cię tu nie było! rzuciła Pola, ale w końcu wsiadła.

Ten cios odczułem aż do końca drogi do domu. Przez moment przeszło mi przez myśl, że czas się poddać i zostawić ją w spokoju. Kim jestem, by wtrącać się w jej życie? Obcym facetem, mężem jej matki! Ale nie mogłem, nie umiałbym zostawić jej na pastwę losu, samotnej pośród dziur i przepaści dorosłości. A jeśli się przewróci kto poda rękę? Choćby miała bluźnić i wyrzucać mnie z życia, nie odpuszczę.

Niedługo potem Pola i jej paczka zaczęli spotykać się gdzie indziej. Garaż zamknięty, muzyka nie płynęła, nie miałem pojęcia, gdzie jej szukać. Bartek, pod moim naporem, wydusił kilka adresów, ale wszędzie pudło.

Wracała, kiedy chciała i tak, jak chciała, często po nocach. Widząc, jak Martyna to przeżywa, widziałem, że jej spokój był udawany starała się trzymać fason i chronić domową harmonię. Nie spaliśmy z żoną, póki nie usłyszeliśmy trzasku drzwi. Leżeliśmy obok siebie, udając, że wszystko w porządku, by nie wykańczać się nawzajem.

Któregoś razu, znów nad ranem, zadzwonił telefon. Drżącymi rękami odebrałem.

Panie Rafał, to głos Bartka, Pola dzwoniła, siedzi w jakiejś kamienicy na ul. Grodzkiej i nie może się wydostać.
Adres?
Opisała blok, wiem, gdzie to.

Jedziesz ze mną.

Spojrzałem na Martynę. Wargi jej drżały, musiała usłyszeć całą rozmowę.

Kochanie, nie martw się. Wszystko ogarnę. Zostań w domu, na wszelki wypadek. Upiecz racuchy, nienawidzę nocnych pobudek na głodno. Proszę cię, nie pozwól żebym umarł z głodu podczas nocnej eskapady! Lecę. Liczę na twą rozwagę pocałowałem ją w nos, czując słony smak łez.

Zebrałem Bartka, pędziłem przez nocny Kraków, często nie zważając na przepisy. W centrum tętniło jeszcze życie grupa nietrzeźwych mężczyzn wlazła na jezdnię, jeden z nich kopnął w bok samochodu, inny rzucił butelką. Na szczęście przestrzelił.

Pod blokiem powiedziałem Bartkowi:
Zostań i pilnuj auta, nie wiadomo, ile potrwa, a lunatycy dziś w nocy mają, zdaje się, pełnię.
Chciał odmówić, ale spojrzałem stanowczo.

Obszedłem dwa piętra nic. W jednej z klatek spotkałem starszą panią, wyraźnie spragnioną towarzystwa.

Podejrzanych mieszkań u nas trzy! oznajmiła z zapałem po wysłuchaniu mojej historii. I wszędzie ćpuny!
Takie prawdziwe? uśmiechnąłem się.
Na własne oczy widziałam!

Choć mogła trochę przesadzać, odnotowałem numery mieszkań.

W pierwszym zastałem zwykłego pijaczka i jego zmęczoną życiem towarzyszkę, jedynego psa rasy husky o wyjątkowo inteligentnym spojrzeniu. Druga kwatera pusta, dzwonek milczał, ruszyłem dalej.

Wstępując na odpowiedni poziom, serce waliło mi jak młot. Kiedy uchyliły się drzwi, wyszła młoda dziewczyna. Przez sekundę myślałem, że to Pola, tak były podobne. Spojrzała pustymi oczami, jak lalka. Krzywy grymas ust przypominał maskę pajaca. Cofnąłem się, ale siłą wdarłem do mieszkania, przejęty przeczuciem, że za chwilę znajdę tam moją córkę z oczami niewidzącymi i serce mi zamierało.

Pola! krzyknąłem, przebijając się przez tłumek, przewracając puste butelki i nogi nieprzytomnych. Nagle z łazienki dobiegł głos:

Tato! Tato!

Chwyciłem za klamkę, raz, drugi, zamek ustąpił.

Tato! szepnęła Pola, padła mi w ramiona. W łazience była sama, schowała się ze strachu.

Wychodząc, minęliśmy policję. Życzliwa lokatorka powiadomiła patrol, który zjawił się parę minut po nas.

Córkę panu tu przetrzymywano? zapytał policjant.
Tak. Jestem jej ojczymem wyjaśniłem.

On jest moim ojcem! odpowiedziała mocno Pola.

W domu, przy racuchach polanych śmietaną (lekko przesolonych, pewnie od łez Martyny), wygłaszałem swoją pogadankę do do Poli, która już mi nie pyskowała. Tłumaczyłem, że choćby wyganiała mnie z życia, nie przestanę się o nie troszczyć, bo bez nich życie nie miałoby sensu. Mówiłem coś jeszcze o podnoszeniu się po upadkach i że życie jest jak żonglerka w cyrku. Odpowiadały mi cichym śmiechem i tym, że siedziały przy stole, takie znajome, takie moje.

Tej nocy zrozumiałem, że choć bycie ojczymem może nie gwarantować wdzięczności, prawdziwa miłość nie ustępuje po burzy, zawsze wraca. Trzeba tylko nauczyć się cierpliwie czekać, słuchać i być obok bez względu na wszystko.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − jedenaście =

Przybrana córka