Kiedy kuchnia staje się polem bitwy o oszczędności — czyli jak Valeria po piętnastu latach małżeństw…

Dziś znowu siedziałam w kuchni, myjąc naczynia. Wtedy do środka wszedł Janusz i zanim przekroczył próg, zgasił światło nad zlewem.

Jeszcze jasno burknął ponuro. Nie ma sensu marnować prądu.

Chciałam włączyć pranie powiedziałam cicho.

Zrobisz to w nocy, kiedy jest tańszy prąd odpowiedział sucho. I nie odkręcaj tak mocno wody, Klara. Strasznie dużo jej zużywasz. W ten sposób po prostu wylewasz nasze pieniądze kanałem. Czy nie rozumiesz, jak bardzo marnujesz nasze oszczędności?

Janusz nawet sam zmniejszył strumień wody. Ze smutkiem w oczach wytarłam ręce, zakręciłam kran i usiadłam przy stole.

Janusz, czy kiedykolwiek spojrzałeś na siebie z boku? zapytałam.

Cały czas to robię odpowiedział złośliwie.

I co o sobie myślisz?

Jako człowiek? dopytał.

Jako mąż i ojciec.

Taki przeciętny. Ani lepszy, ani gorszy. Zwyczajny. Czego się czepiasz?

Chcesz powiedzieć, że wszyscy mężowie i ojcowie są tacy, jak ty? zapytałam.

O co ci chodzi? Kłótni chcesz?

Wiedziałam, że nie ma odwrotu i muszę ten temat ciągnąć. Może wtedy wreszcie do Janusza dotrze, że z nim nie da się żyć.

Wiesz, czemu jeszcze ze mną jesteś? zapytałam.

A czemu miałbym odejść? uśmiechnął się krzywo.

Przynajmniej dlatego, że mnie nie kochasz. Dzieci też nie.

Janusz już otwierał usta, ale weszłam mu w słowo.

I nie mów, że to nieprawda. Nikogo nigdy nie kochałeś i nie będziemy o tym dyskutować. Chciałam powiedzieć, dlaczego nadal tu jesteś dla pieniędzy. Zwykła sknera z ciebie, Janusz. Gdybyś odszedł, musiałbyś wszystko dzielić, a to by cię zrujnowało. Jesteśmy razem już piętnaście lat. Co przez ten czas osiągnęliśmy? Oprócz tego, że mamy dzieci i ślub? Jakie sukcesy?

Przecież mamy jeszcze całe życie przed sobą mruknął.

Nie całe, Janusz. Właśnie o to chodzi. Przez te wszystkie lata ani razu nie byliśmy nad morzem. Nawet na urlop nigdzie nie wyjechaliśmy. Zawsze w Warszawie, nawet za miasto na grzyby nie pojechaliśmy. Bo szkoda pieniędzy?

Bo odkładamy na przyszłość odparł.

Odkładamy? Może to ty odkładasz?

Dla was się staram burknął.

Dla nas? Serio? Odkładasz pieniądze z mojej pensji, dla mnie i dzieci? Każdy grosz liczysz.

Dzięki mnie mamy już sporą sumę wyjechał.

My? Ty masz, a nie my. Zresztą Może nie rozumiem Sprawdźmy. Daj mi teraz trochę pieniędzy, kupię sobie i dzieciom ubrania. Od piętnastu lat noszę to samo, co na ślubie i to, co oddaje mi żona twojego brata. Dzieci też wszystkie ciuchy po kuzynach. Chcę wynająć mieszkanie. Mam już dość mieszkania z twoją mamą.

Mama dała nam dwa pokoje, nie powinnaś narzekać. A ubrania? Po co wydawać na nowe, skoro dzieci twojego brata już z nich wyrosły?

A ja? Czyja odzież mi pasuje? Twojej bratowej?

Po co ci się stroić? Masz trzydzieści pięć lat, jesteś matką dwojga dzieci, masz inne sprawy na głowie niż szmatki.

A o czym powinnam myśleć?

O sensie życia. O tym, że są wartości wyższe, niż ubrania i te wszystkie babskie sprawy.

I dlatego trzymasz pieniądze na swoim koncie, a nam nic nie dajesz? Wszystko dla naszego duchowego rozwoju?

Bo wam nie można ufać podniósł głos Janusz. Od razu wszystko byście przepuściły. A jak coś się stanie, na czym będziemy wtedy żyć?

No właśnie, na czym będziemy żyć? powtórzyłam. Tylko kiedy zaczniemy w ogóle żyć? Czy nie widzisz, że już teraz żyjemy jakby coś się stało?

Janusz milczał, patrząc na mnie z niechęcią.

Oszczędzasz nawet na mydle, papierze toaletowym, serwetkach. Przynosisz z pracy kremy i mydła. ciągnęłam dalej.

Grosz do grosza, a będzie kokosza. Od drobiazgów się zaczyna. Po co przepłacać za takie głupoty?

Podaj chociaż termin ile jeszcze mam to znosić? Dziesięć lat, piętnaście, dwadzieścia? Kiedy w końcu zaczniemy żyć jak ludzie? Teraz mam 35, a według ciebie to jeszcze nie czas? Może jak będę miała czterdzieści lat?

Janusz milczał.

W pięćdziesiąt? dopytywałam ironicznie. Pewnie też za wcześnie. A może w sześćdziesiąt? Ile wtedy będziemy mieć na koncie? Dużo! I wtedy kupię nam wszystkim nowe ubrania?

Cisza.

Wiesz co powiedziałam w końcu. Ja nawet nie jestem pewna, czy do tych sześćdziesięciu w ogóle dożyjemy, jedząc to tanie i tłuste byle co, na czym tak oszczędzamy. Zresztą, najgorsze nie jest nawet to, tylko wieczne złe nastroje. Zły humor zabija szybciej niż kiepskie jedzenie.

Jak wyprowadzimy się od mamy i zaczniemy żyć jak ludzie, nie odłożymy już nic powiedział Janusz.

Nie odłożymy zgodziłam się. Dlatego właśnie odchodzę. Już nie chcę odkładać. Mam dość oszczędzania. Ty możesz dalej liczyć każdy grosz, ale ja nie.

Jak sobie poradzisz?

Jakoś przeżyję. Stać mnie na wynajęcie mieszkania dla mnie i dzieci. Poradzę sobie z wypłatą. Przestanę słuchać wykładów o oszczędzaniu prądu, gazu, wody. Będę robiła pranie, kiedy chcę, i nie zamartwiać się, że światło w kuchni paliło się minutę za długo. Papier toaletowy kupię najlepszy, a na stole zawsze będą serwetki i jedzenie, na które mam ochotę nie tylko w promocji.

Ale nie odłożysz nic! przestraszył się Janusz.

Oczywiście, że nie odłożę. Ale nie dlatego, że nie potrafię. Nie chcę. Wydam na siebie i dzieci każdą złotówkę, nawet alimenty od ciebie. Będę żyła od pierwszego do pierwszego. A na weekendy dzieci będziesz brał do siebie. Oszczędność dla mnie, a ja wtedy pójdę do teatru, galerii, restauracji. Latem pojadę nad Bałtyk. Jeszcze nie wiem gdzie, ale pojadę.

Janusz pobladł. Ewidentnie przestraszył się nie o nas, tylko o siebie. W głowie pewnie liczby i żal o wyjazdy córki nad morze, za jego pieniądze.

Jeszcze jedno dodałam. Podzielimy konto, na którym trzymasz pieniądze.

Jak to podzielimy? spytał zdziwiony.

Po połowie. I ja swoją część wydam. Ile się uzbierało przez piętnaście lat? Pewnie dużo. Nie będę odkładać na życie, Janusz. Będę żyć.

Janusz milczał, poruszając ustami bezgłośnie. Wyglądał jak sparaliżowany.

Wiesz o czym marzę? dodałam na koniec. Chcę, żeby kiedy przyjdzie na mnie czas, nie została mi na koncie ani jedna złotówka. Wtedy będę wiedzieć, że żyłam naprawdę dla siebie.

Dwa miesiące później byliśmy już po rozwodzie.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − sześć =

Kiedy kuchnia staje się polem bitwy o oszczędności — czyli jak Valeria po piętnastu latach małżeństw…