Wracaj do domu! Tam sobie pogadamy! warknął niezadowolony Maksymilian. Jeszcze tylko publicznego widowiska nam brakuje!
Bardzo proszę! prychnęła Wiktoria. Sama sobie poradzę!
Wiktoria, nie drażnij mnie! zagroził Maksymilian. W domu wszystko ci powiem! O rany, jaki stanowczy! rzuciła, zarzucając warkocz na plecy i ruszając w stronę domu.
Maksymilian poczekał, aż Wiktoria odejdzie wystarczająco daleko, po czym wyjął telefon i wyszeptał do mikrofonu:
Tak, już poszła do domu! Przywitajcie ją tam odpowiednio! Wiecie, co ustaliliśmy! Niech posiedzi w piwnicy, aż spokornieje! Zaraz będę!
Odłożył telefon do kieszeni i już miał wejść do sklepu, żeby opić swoje rzekome sukcesy wychowawcze, kiedy nieznajomy złapał go za rękaw.
Przepraszam, że tak zaczepiam! niepewnie się uśmiechnął. Czy z panem była przed chwilą jakaś dziewczyna?
Moja żona, a co? zmrużył oczy Maksymilian.
Nic, przepraszam! uśmiech jeszcze bardziej wymęczony. Proszę mi tylko powiedzieć, czy żona nie nazywa się przypadkiem Wiktoria Malinowska?
Wiktoria, tak kiwnął głową Maksymilian. Do ślubu Malinowska. O co chodzi?
A z ojca nie Romanówna?
Tak! odburknął coraz bardziej poirytowany Maksymilian. Skąd pan zna moją żonę?
Przepraszam, tak tylko… A czy urodzona w dziewięćdziesiątym trzecim?
Maksymilian szybko policzył w głowie i przytaknął.
Tak. Ale po co te pytania i skąd pan zna Wiktorię? coraz bardziej się spinał.
Wiktoria wprowadziła się do ich podwarszawskiej wsi trzy lata temu i nikt wcześniej o niej nie słyszał. Tłumaczyła wtedy, że uciekła od rodziców, bo chcieli ją wydać za niewłaściwego faceta na siłę.
Dlatego teraz obcy człowiek, w miejscu gdzie wszyscy wszystkich znają, sypie szczegółami
Proszę się nie obawiać, nie znam jej osobiście! zarumienił się facet. Jestem trochę jej fanem!
Posłuchaj, fanie, zaraz ci policzę żebra i dwa wyrwę dla higieny! Maksymilian spojrzał groźnie. Co za teksty o fanostwie? Chcesz mi żonę odbić?
Nie, nie! Zupełnie mnie pan źle zrozumiał! facet aż podskoczył z nerwów. Kibicuję jej talentowi!
Jak już, to moja Wiktoria nie ma żadnych szczególnych talentów, Maksymilian był kompletnie zbity z tropu.
Dostać dożywotnią dyskwalifikację w Muay Thai w wieku osiemnastu lat za brutalność to też jest talent! wykrzyknął facet.
Szkoda, że zrezygnowała po wygraniu kilku prywatnych turniejów! Zobaczyć ją w ringu czysta przyjemność!
Maksymilian aż mu ręce zadrżały i próbował wyciągnąć telefon z kieszeni, ale w panice upuścił go na asfalt i sprzęt rozpadł się w drobiazgi. Zebrał co się dało, próbował włączyć, ale nic z tego.
Zaczął biec w stronę domu, pod nosem modląc się:
Boże, byle zdążyć!
Wiktoria, kiedy pojawiła się w wiosce, od razu rzuciła się wszystkim w oczy. No jak nie? Młoda, wysportowana, zawsze uśmiechnięta. Zatrudniła się od razu jako nauczycielka WF-u w podstawówce.
Wszyscy byli przekonani, że jest studentką na stażu, co odpracuje co swoje i wyjedzie. Ale ona miała już dwadzieścia pięć lat i zarzekała się, że to jej docelowe miejsce.
Potem czekali, aż przyjedzie do niej rodzina ale pojawiła się i została sama.
Coś tu nie gra! szeptały sąsiadki. Taka młoda i przyjechała na wieś? Pewnie coś ukrywa!
Co tu ukrywać, pewnie jaki facet ją skrzywdził i przyjechała leczyć złamane serce! odpowiadały inne.
Albo pokłóciła się z rodzicami i uciekła! taka też o tym słyszałam w telewizji!
Maksymilian długo jej się tylko przyglądał, nie podchodził. Kto ją tam wie, co za historię wleczesz za sobą? Póki się nie wyjaśni, nie ma co ryzykować.
Praca w szkole to nie tylko trudy, ale i plotki w pokoju nauczycielskim. Po pół roku koleżanki wyciągnęły z niej całą jej tajemnicę.
Moi rodzice przedsiębiorcy, bardzo porządni ludzie, zaczęła Wiktoria. Ale wszystko im się posypało, interes stanął, dostawcy zawiedli.
No i ojciec postanowił wydać mnie za jakiegoś swojego wspólnika, żeby interes ratować.
A widziałaśbyś tego księcia? Wolałam wziąć nogi za pas!
I jesteś tutaj zupełnie sama? pokiwała głową doświadczona nauczycielka.
Ludzie wszędzie są wzruszyła ramionami Wiktoria. Lepiej tu sama sobie radzę, niż miałabym wyjść za kogoś, kogo nie kocham!
I nie byłby to ślub, tylko sprzedaż! Towarem być też nie zamierzam!
Znajdziesz tu swoje szczęście! pocieszały ją koleżanki. Może nasza wieś mała, ale uczciwi chłopacy się jeszcze znajdą!
Kiedy wieść, jaką Wiktoria opowiedziała, rozeszła się po okolicy, Maksymilian już wiedział, co robić.
Wezmę ją za żonę! Nasze dziewczyny za bardzo się cenią, są zuchwałe, ta jest obca! I rodziny jej nie będziemy oglądać!
Te rozważania dzielił ze swoją rodziną: mamą, ojcem i starszym bratem.
Młoda, zdrowa, silna nie bez powodu uczy WF-u! Będzie zdrowe dzieci rodzić, pomoże w gospodarstwie, ile tam ma tych lekcji w szkole?!
Dobra partia, zgadzali się rodzice. A jak coś będzie nie tak, to ją nauczymy po naszemu, na wiejski sposób!
Dlaczego byli pewni ślubu? Bo Maksymilian był przystojny i miał niezłą posadę był zastępcą kierownika warzywnego magazynu.
Jak przyjeżdżała jakaś kontrola z centrali, oficjalnie był tylko magazynierem, ale tak się wykazał przy reorganizacji, że nie ruszyli kierownika (miał znajomości), tylko Maksa na zastępcę wsadzili.
Znasz się, to rób! A jak coś zawalisz, to twoja sprawa!
Śmiali się, że nadgorliwość bywa karana. Tyle że Maksymilian rzeczywiście zorganizował cały magazyn od nowa, pokazał, że ma łeb do zarządzania.
Fakt, robotnicy narzekali, że Maksymilian Romanowicz jest surowy, a jego brat co kierownikiem ochrony został w ogóle bestia!
Nawet zgniłej marchewki nie wyniesiesz! I nie boi się użyć siły, bo brat go zawsze wesprze!
Ale przymykano oko, bo kradzieże całkiem ustały.
Jak Wiktoria mogła nie zgodzić się na takiego sumiennego człowieka? Najpierw poszli na spacer, potem były kwiaty, kawy… aż w końcu została jego żoną.
Maksymilian zabrał ją z wynajmowanego pokoju i przyprowadził do domu.
U nas się żyje w dużej rodzinie! zagadała teściowa.
Wszystko robimy razem i sobie pomagamy! Nie wiem, jak było u ciebie w domu, ale u nas takie zwyczaje!
U mnie tam żadnych zwyczajów nie było, powiedziała Wiktoria. Pewnie już wiecie, że przed rodzinnym porządkiem uciekłam! Skoro zostałam żoną Maksa, spróbuję żyć według waszych zasad!
Rodzina była z tej deklaracji zachwycona.
Tylko uprzedzam nic nie potrafię, zmieszała się Wiktoria. U nas wszystko robiła pomoc domowa.
Nauczymy cię! uśmiechnął się teść. Szybko załapiesz! Umiesz się uczyć?
Raczej tak, przyznała dziewczyna. Ale nie znoszę niesprawiedliwości.
Kochana, odezwała się znowu teściowa. Sprawiedliwość to pojęcie względne! Są zasady życia rodzinnego, które się nie zmieniają od lat!
Szanuj męża i jego rodzinę! Traktuj tak, jakbyś sama chciała być traktowana! Kobietę zdobi łagodność i posłuszeństwo! Faceci załatwią poważne sprawy!
Skoro tak tu to działa, Wiktoria wzruszyła ramionami. Mam nadzieję, że żadnych kar, jak w starych czasach, nie stosujecie?
Batogów nie mamy, stajni nie trzymamy! prychnął teść.
Ale z tą wolnością długo się nie nacieszyła. Już po miesiącu po ślubie została właściwie uziemiona.
Tylko praca i zakupy! W innych sprawach:
A gdzie to się wybierasz? Roboty w domu masa! Ogródek, kury, kaczki! Wiktoria! darła się teściowa. Przecież jesteśmy rodziną, a ja sama nie dam rady!
Faktycznie, teściowa nie przesadzała z tym sama, bo Maksymilian i jego brat wiecznie na magazynie rano wyjście, powrót wieczorem czy nocą, czasem nocki.
Teść narzekał na kręgosłup i kolana, więc ograniczał się do złotych rad. Niemal wszystko opierało się na barkach Natalii Petreny i Wiktorii.
Też Natalia Petrena nie była już młódką raz ciśnienie, raz reumatyzm, czasem migrena. A gospodarstwo domowe nie zna weekendów!
A co z moim czasem wolnym? pytała Wiktoria. Nie o to chodzi, żeby z mężem, ale tak sama? Kino, kawiarnia, spacer? Przecież nawet znajomych tutaj nie mam!
Po co ci przyjaciółki, jak masz męża? W małżeństwie to tylko przeszkadza! Wierz mi, więcej szkody niż pożytku!
A kawiarnia czy kino, to nie jest dla samotnych kobiet! Tutaj nie Warszawa, powymyślają co nie trzeba!
Serio? dziwiła się Wiktoria.
Tyś mieszczka, tu wszystko pod lupą! Krok w bok i nikt cię nie obroni przed plotkami! Jesteś nauczycielką, mogą z pracy wygonić ze wstydu!
Logiczne, chociaż Wiktoria nie zamierzała pogrzebać się na wieki w domowej niewoli.
Pracowała, pomagała, robiła co trzeba, ale szacunku też wymagała. Potrafiła się postawić, czasem podnieść głos albo odpowiedzieć wprost.
Pracować? To na równi! rzucała. A jeśli jedna śpi, a druga haruje, to ja odpuszczam!
Minęły dwa i pół roku od ślubu. A ona dalej swoje. Upierała się, żeby każdy przykładał się do obowiązków po równo. Jak nie, to ona też nie.
Ależ ta Wiktoria ma charakter! jęczała teściowa, kiedy wysyłała ją do sklepu. Gorsza od gorzkiej żółci! Powiesz jej słowo, a ona pięć odda!
I mnie nie szanuje! dodawał teść. Proszę ją o poduszkę czy wodę, a ona mówi, że jest zajęta!
Maks, to przesada, stwierdził Nikodem, starszy brat Maksymiliana. Obraża naszych rodziców! A gdzie widziałeś, żeby takie coś przechodziło bez echa?
Sam widzę, że się stawia! Przeciwko mnie, a przecież jestem mężem! Trzeba ją utemperować, jak zwierza w cyrku! A dzieci nie mamy jeszcze! Jak się potem rozbestwi jako matka, to w domu się nie zmieścimy!
Trzeba ją nauczyć, powiedział Nikodem. Wyciągnij ją na spacer, potem wróci sama! My ją tu dorwiemy i pogadamy.
Słowa nie zrozumie to się ją przytrzyma! Podniesie bunt zamkniemy w piwnicy, w szkole powiemy, że wyjechała! Po miesiącu spokornieje!
Tak zrobili. Maks wyciągnął Wiktorię na spacer, rodzina przygotowana i naładowana gniewem czekała na jej powrót.
Ale Maksymilian nie zdążył.
Furtka na miejscu, ale drzwi do domu jakby jakiś huragan zabrał. W sieni Nikodem leżał na ziemi, wyjąc i trzymając się za połamaną rękę. Maks wyciągnął mu telefon i kazał dzwonić po pogotowie:
Mów adres! wrzasnął, żeby brat usłyszał przez ból. I powiedz, że kilka karetek potrzebujemy!
Nikodem kiwnął, aż się skrzywił.
W korytarzu, pośród resztek mebli, leżał ojciec, nieprzytomny, ale żył. To już plus. W kuchni, niemal w drzwiach, siedziała mama.
Siedzi na podłodze, z pięknym limo na twarzy, a w rękach połamany na pół wałek do ciasta, taki co to na święta używa do makowca.
Za stołem przy kuchni Wiktoria piła spokojnie herbatę.
Kochanie? podniosła wzrok na męża. Po swoją lekcję przyszedłeś?
N-nie, wyjąkał Maksymilian.
To nie wiem, co ci zaproponować, zamyśliła się Wiktoria. Może trochę sprawiedliwości w rodzinie?
Czemu wcześniej nie powiedziałaś! wybuchł. O mało ludzi nie…
Znam umiar! Każdy dostał tyle, na ile zasłużył! Kto z czym przyszedł, ten tym oberwał!
A wałek sama złamałam o kolano! A twojej mamusi nie uderzyłam, tylko sama się wywróciła o drzwi!
Co teraz? Jak my dalej razem mamy żyć? spytał Maksymilian.
Myślę, że w zgodzie! uśmiechnęła się Wiktoria. I przede wszystkim sprawiedliwie! O rozwodzie nawet nie myśl, bo jestem w ciąży! A moje dziecko na pewno będzie miało ojca!
Maks przełknął ślinę:
Dobrze, kochanie!
Jak wszyscy się wyleczyli i opadły emocje, rodzinne zasady zostały lekko poprawione.
Za to od tamtej pory w domu panował spokój i nikt nikogo więcej nie krzywdził.



