Cichutki poród i trudna decyzja młodej matki: historia Lilki, studentki, która chciała oddać córeczk…

Jestem położną już od wielu lat widziałam naprawdę wszystko, zarówno chwile radosne, jak i bardzo trudne. Personel medyczny zazwyczaj nie ingeruje w prywatne sprawy pacjentek, jednak ostatnio sytuacja zmusiła mnie, by wesprzeć pewną studentkę, która właśnie urodziła wspaniałą córeczkę, a zaraz po porodzie zapragnęła ją oddać.

Dziewczyna nazywała się Mariola Kowalska. Trafiła do szpitala w Warszawie bez wcześniejszych wizyt kontrolnych u lekarza. Chociaż przez dziewięć miesięcy nosiła pod sercem dziecko, nie chciała rozmawiać o powodach swojej decyzji. Przed porodem nie miałam okazji jej spytać, bo wszystko działo się bardzo szybko.

Poród przebiegł bez zarzutu Mariola okazała się niezwykle spokojna. Choć nie uczęszczała na szkołę rodzenia, wykonywała wszystkie moje wskazówki, cicho mruczała z bólu i nie sprawiała kłopotów. Gdy wyjęłam dziewczynkę, która od razu zaczęła głośno płakać, Mariola patrzyła na nią ze łzami w oczach. Powiedziałam, że malutka jest zdrowa i że powinniśmy się cieszyć taki skarb!

Jednak już na oddziale Mariola przełamała się i wyjaśniła, że zamierza oddać dziecko do adopcji. Prosiła, aby powiadomić odpowiednie służby.

Cały zespół próbował ją namówić, żeby przemyślała swoją decyzję jeszcze raz, ale młoda mama była nieugięta. Nie chciała przystawić córki do piersi; błagała, by zostawić ją w spokoju.

Dziewczynka, którą nazwaliśmy Zuzanna, odrzucała sztuczne mleko, rozpoznawała natomiast zapach matczynego pokarmu, wyciągała główkę w poszukiwaniu piersi, której Mariola nie chciała jej dać

Zuzia zaczęła chudnąć. Podczas kolejnego dyżuru, mimo sprzeciwu współpracowników, wzięłam dziewczynkę na ręce i zaniosłam do matki. Wyjaśniłam Marioli, że jej postawa zagraża zdrowiu dziecka, niemal wymusiłam, by nakarmiła córkę. Kiedy w końcu przystawiła Zuzię do piersi, mała z zapałem zaczęła ssać. Zostawiłam je same, udając że muszę wyjść, by dać im chwilę tylko dla siebie.

Po pół godzinie wróciłam obie spały, a Mariola obejmowała delikatnie swoją córeczkę. Niedługo potem wyszła z dziewczynką na korytarz, podeszła do mnie, usiadła i zaczęła mówić.

Okazało się, że ojcem Zuzi był Grzegorz Nowacki, dobrze znany warszawski przedsiębiorca. Mężczyzna był żonaty, nie chciał dziecka proponował usunięcie ciąży, ale Mariola się na to nie zgodziła. Gdy dowiedział się, że dziewczyna zamierza urodzić, opowiedział wszystko żonie, która przyjęła skruchę męża, a całą złość skierowała przeciw Marioli, nalegając, by oddała dziecko do adopcji. Grzegorz obiecał pieniądze i groził, potem zniknął z Warszawy, a jego żona ciągle naciskała Mariolę, by wyparła się Zuzi.

Mariola wyznała mi bez oporów: Bardzo chciałabym zatrzymać moją córeczkę, ale nie wiem, jak sobie z nią poradzę w akademiku i bez pieniędzy…

Podbudowałam ją, nie szczędząc ciepłych słów otuchy. Nasz ordynator, dr. Łukasz Wójcik, miał rozległe kontakty w mieście i bez trudu udało mu się dotrzeć do Grzegorza Nowackiego poprosił go o spotkanie. Ku naszemu zdziwieniu przedsiębiorca nie próbował uciekać od rozmowy pojawił się jeszcze tego samego dnia i omówił wszystkie sprawy związane z przyszłością Zuzi i Marioli. Okazał się bardziej w porządku, niż sądziliśmy.

Po wyjściu ze szpitala Mariola wynajęła kawalerkę w Warszawie, za którą Grzegorz opłacił czynsz z góry na rok dokładnie 18 000 złotych. Przekazał jej także sporą sumę pieniędzy na najpotrzebniejsze wydatki i zadeklarował, że dalej będzie wspierał córkę. Najwyraźniej w końcu uderzyło go sumienie i uznał, że musi ponieść odpowiedzialność za swoje decyzje.

Nie wiem, jak potoczy się życie Marioli i Zuzi. Mam jednak nadzieję, że uda im się zbudować prawdziwą rodzinę i wychować cudowną, zdrową dziewczynkę.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

7 + siedemnaście =

Cichutki poród i trudna decyzja młodej matki: historia Lilki, studentki, która chciała oddać córeczk…