Letnie wyzwania rodziców: Babcia opiekuje się wnukami podczas naszej pracy, my pomagamy finansowo, a…

Moja teściowa oznajmiła, że w wakacje może się zająć naszymi dziećmi. Weszła już w wiek emerytalny, więc ma teraz tyle czasu, że mogłaby z niego uszyć sobie sukienkę. Zgodziłam się ochoczo każdy, kto ma trójkę rozbrykanych pociech i pracę na pełny etat, wie, że takie wsparcie to luksus niemal królewski.

Urlopy w naszym domu to temat na osobne kabarety zazwyczaj żadne z nas nie może ani wyciągnąć nóg na leżaku, ani pozwolić sobie na tydzień błogiego nicnierobienia. Bierzemy wolne na przemian, głównie wtedy, gdy dzieci coś boli, albo mają występy w przedszkolu. Czasem, jeśli dom nie płonie i kota nie trzeba gonić po osiedlu, udaje się wyrwać na weekend do cioci pod Warszawę, ale nie oszukujmy się egzotyka to średnia.

A wszystko przez ten piękny, słodki dług: trzy lata temu wzięliśmy 20-letni kredyt na mieszkanie. Polubiliśmy nawet ten papierek z banku, skoro dzięki niemu przestaliśmy się włóczyć po cudzych kątach jak turyści po Zakopanem w święto Bożego Ciała. Rata miesięczna wbija nas czasem w podłogę jak niedzielny bigos i nawet jeśli znajdziemy drobniaka w kanapie, to i tak o wakacjach możemy tylko marzyć, rozkładając mapy Tatr na stole. Praca się nie kończy, dzieci mają labę, a opiekunki znikają w lipcu szybciej niż lody malinowe w upał. Przynajmniej dzieciaki są w domu, pod czujnym okiem babci przynajmniej tyle!

No więc teściowa, Danuta, równo od czerwca prowadzi przedszkole w moim salonie. Staramy się jej pomagać przy każdej wizycie wieziemy zakupy, a na dokładkę wręczamy jej trochę gotówki, żeby dzieciaki mogły czasem przekąsić coś oprócz pieczonych ziemniaków. Danuta zawsze powtarza, że emerytura cienka jak rosół na jednej kostce, więc rozumiemy się bez słów. W porównaniu z zatrudnianiem niani, to nasz domowy model wychodzi naprawdę korzystnie. Danusia zadowolona, dzieci szczęśliwe, my lekko spłukani, ale wciąż na plusie.

Zaczęło się robić ciekawiej, gdy brat mojego męża, Grzegorz, postanowił dorzucić swoje trzy pociechy do naszej domowej arki Noego. Jego dzieci są młodsze i ruchliwe jak wiewiórki po kawie, więc Danusia miała pełne ręce roboty. Grzegorz, z właściwą sobie beztroską, nie przywiózł nawet parówki na kanapkę, nie mówiąc już o jakimś groszu dla dzieci wszystko spadło na nas. Głupio mi było patrzeć, jak dziewczynki wciskają Babci kromkę suchego chleba, bo chłopaki od Grzesia zjedli wszystko jak tsunami.

Rozumiem Twój ból też już sto razy prosiłam mojego Pawła, żeby zagadał do Grzegorza o tej sytuacji, ale on woli święty spokój od rozmowy. Przecież nie po to pracuję po nocach, żeby dzieci szwagra miały co jeść na mój koszt! Czy ktoś mi wytłumaczy, jak powiedzieć bratu męża, że czas dorzucić się do obiadu, bez wywoływania rodzinnej wojny?

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

8 + pięć =

Letnie wyzwania rodziców: Babcia opiekuje się wnukami podczas naszej pracy, my pomagamy finansowo, a…