Minęły dwa lata od tamtej chwili, a dziś znów ją spotkałem. Przede mną szła piękna kobieta, która za…

Minęły dwa lata od tamtego dnia i dziś znów ją spotykam. Idzie przede mną piękna kobieta, widok której sprawia, że serce zamiera mi w piersi. Od razu rozpoznaję w niej moją byłą żonę Zofię, tę, za którą kiedyś obejrzałby się każdy mężczyzna na ulicy.

Po ślubie nie poznawałem własnej żony. Stała się jedną z tych kobiet z przetłuszczonymi włosami, chodzących po domu w wielkich T-shirtach. Przestałem widywać ją w sukienkach, które podkreślałyby figurę, o eleganckiej bieliźnie nawet nie wspominając.

Zamiast tego po domu krążyła w workach ogromnych koszulkach, dresach, przy tym zupełnie zapomniała o sobie. Nie chodziła już na manicure, nie używała makijażu. Całkowicie dała spokój ćwiczeniom, a brzuch po porodzie nie zniknął, cellulit się nasilił…

W ciągu tych dwóch wspólnych lat Zofia zmieniła się nie do poznania. Z dnia na dzień była coraz większa, a worki coraz szersze. Gdy sugerowałem, żeby może spojrzała w lustro, tylko się denerwowała i przestawała się odzywać.

W końcu dotarło do mnie, że kochałem Zofię sprzed ślubu, ale teraz mieszkałem z kompletnie inną kobietą. Tamta Zofia była namiętna, zabawna, piękna. Moi koledzy mi zazdrościli i ciągle pytali, jak udało mi się ją zdobyć. Po tych wszystkich zmianach w żonie już mnie nie kusiła, nie inspirowała. Patrząc na nią odczuwałem tylko smutek.

Ostatni raz, gdy ją widziałem, miała na sobie rozciągnięty, szary T-shirt z plamami po mleku, szerokie, stare szorty, przez które aż biła celullit z nóg i nieogolone łydki. Na głowie niedbały kok, z którego co chwilę uciekały kosmyki włosów. Jej twarz była nieustannie smutna, a pod oczami widoczne były wielkie cienie.

Tego wieczoru powiedziałem jej, że nie mogę już być z nią, że wywołuje we mnie tylko współczucie i smutek, a nie miłość.

Minęły dwa lata od tego dnia i dziś spotykam ją ponownie. Idzie ulicą piękna kobieta, śliczna sukienka, rozpuszczone, kręcone włosy. Schudła, przeistoczyła się z brzydkiego kaczątka z powrotem w królową. Królową, która wychowała moich dwóch synów.

Dopiero teraz dociera do mnie, że wtedy Zofia nie miała po prostu ani czasu, ani sił, żeby zadbać o siebie. Całą energię poświęcała na stworzenie nam wszystkim domu i wychowanie dzieci. Przestałem się interesować jej życiem, nie miałem pojęcia ile wysiłku to kosztuje i nie rozumiałem, dlaczego nie dba o siebie.

Kiedy czasem zostawałem sam z bliźniakami, męczyły mnie już po dwóch godzinach. A ona nosiła ich całymi dniami, sprzątała, gotowała, a wieczorem jeszcze poświęcała czas dla mnie. W szale codziennych obowiązków trudno było znaleźć minutę na paznokcie czy trening na siłowni. Nie rozumiałem wtedy, że jej ciało potrzebowało czasu na regenerację po ciąży, a nie moich pretensji o to, że nie chodzi na fitness.

Nie wychodziliśmy nigdzie, więc nie miałaby gdzie założyć ładnej sukienki czy biżuterii, a chodzenie po domu strojną przecież nie ma sensu. Możliwe, że sam ją zniechęciłem do pokazywania się w ładniejszych ubraniach.

Dopiero po dwóch latach zdałem sobie sprawę, patrząc z perspektywy, że przez cały ten czas to ona dźwigała naszą rodzinę na swoich barkach, nie robiąc mi nigdy wyrzutów, zawsze czekała na mnie w domu, nigdy się nie obrażała. Stworzyła dla mnie miejsce, do którego mogłem wracać, a ja doceniłem to za późno. Powinienem był po prostu częściej jej pomagać, żeby mogła trochę zadbać o siebie.

Byłem prawdziwym głupcem, że przegapiłem taki skarb i nie zauważyłem jego wartości.

Byłem tak zapatrzony w swoją rację, że nie interesowałem się jej życiem, ani życiem moich dzieci. I wszystko przez to popsułem.

Teraz patrzę na nią i chciałbym ją odzyskać, ale nie wiem, czy potrafi mi wybaczyć to świństwo. Spróbuję z nią porozmawiać, odbudować relację chociażby po to, by mieć kontakt z synami, bo straciłem już dwa lata ich dzieciństwa…
Teraz Zofia ma wielu adoratorów, ale nikogo nie dopuszcza do siebie. Wygląda na to, że to ja zraniłem ją najbardziej. I teraz nie wiem, jak poradzić sobie z tym wstydem i poczuciem winy po tym, czego się dopuściłem…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

17 + 16 =

Minęły dwa lata od tamtej chwili, a dziś znów ją spotkałem. Przede mną szła piękna kobieta, która za…