25 marca
Dziś znów długo siedziałem na parapecie i gapiłem się przez okno na ulicę w Gdańsku. Czekałem na tatę i trochę rozmyślałem. Minęły już dwa lata, odkąd mama nas zostawiła. Tata kiedyś powiedział z takim smutkiem: Ułożyła sobie życie na nowo, ma inną rodzinę. Dlaczego zostawiła własnego syna? Nie mam pojęcia. Coraz mniej o niej pamiętam. Jakoś tak wszystko powoli się zaciera.
Tata robi absolutnie wszystko, żeby było mi dobrze. Mam dziesięć lat rozumiem coraz więcej, nie ma sensu niczego przede mną ukrywać. Ale i tak pewne sprawy nie mają sensu. Nauczyłem się już zmywać i układać rzeczy na półkach. Z zabawkami nie chce mi się bawić. Mam wrażenie, że powoli staję się dorosły. Przy tym wszystkim czuję się często okropnie samotny. Bardzo marzę o psie. Ale tata zawsze mówi:
Kto się nim zajmie? Ja pracuję, a ty się uczysz, jesteś jeszcze za młody.
I zamiast psa, tata przyniósł do domu kobietę. Ma na imię Zofia. Wprowadziła się do nas i zamieszkała razem z nami. Starałem się z nią prawie w ogóle nie rozmawiać. Była dla mnie zupełnie obca, zbędna. Tata nazywał ją swoją żoną i bardzo chciał, żebym ją traktował jak mamę.
Nie potrzebuję jej! opierałem się. Tak toczyło się nasze życie.
Widziałem, że tata z Zofią są szczęśliwi, są dla siebie mili, śmieją się, czasem się przytulają. A ja ciągle czułem żal i jakiś bolesny smutek.
Pewnego dnia stwierdziłem:
Tato, chcę, żeby ona odeszła.
Tata tylko westchnął:
Adamie, ja bym chciał, żeby została. Ciężko jest żyć samotnie, bez żony, bez mamy w domu.
Nadeszły cieplejsze dni. Wychodziłem przed blok i biegałem z chłopakami po podwórku. Nowi koledzy zaczęli mi opowiadać, że tata z nową mamą na pewno będą chcieli mnie oddać do domu dziecka.
Przeraziło mnie to. Może rzeczywiście chcą mieć nowe dziecko, a ja tylko im przeszkadzam? Postanowiłem przygotować się na taką możliwość.
Podczas jednego z wieczorów usłyszałem fragment rozmowy dorosłych: Dobrze mu tam będzie, powinniśmy go tam zostawić. To był dla mnie koniec. Całą noc nie mogłem zasnąć, a rano wiedziałem już, co muszę zrobić muszę się pozbyć Zofii. Przeszkadzała mi, pogarszała wszystko.
Celowo sprawiałem jej trudności przesalałem herbatę, zostawiałem pustą patelnię na gazie. Byłem niemiły. Intuicja jej podpowiedziała, kto stoi za tymi psotami, więc zaprosiła mnie na poważną rozmowę.
Adamie, musimy porozmawiać. Chyba coś cię boli, jesteś smutny.
Nic mi nie jest próbowałem uciec od odpowiedzi.
Nie chcę cię skrzywdzić, Adamie
Powiedziała mi, że wynajęliśmy na wakacje domek letniskowy nad jeziorem. To miała być niespodzianka, ale uznała, że czas być szczerym. Tata znalazł dla mnie psa i jeszcze dziś mamy po niego pojechać.
Chcesz jechać z nami?
Ledwo mogłem uwierzyć, więc spytałem:
Ty mówisz poważnie?
Zofia się uśmiechnęła, a ja nawet ją objąłem, tak bardzo się cieszyłem.
Zauważyłem, że była wzruszona:
No już, już, Adamie, możesz się cieszyć, wszystko się ułoży pocieszała mnie, głaszcząc po głowie.
Jak tata wrócił wieczorem z pracy, razem pojechaliśmy po szczeniaka. Poczułem, jak cała złość we mnie powoli gaśnie a Zofia przestała być dla mnie wrogiem. Pogodziliśmy się. Mały piesek zasnął w moich ramionach. Po raz pierwszy od dawna poczułem spokój i radość. Wszyscy byli szczęśliwi.



