Synowa

SYNOWA

Janina Zawadzka postawiła na pięknie zastawionym stole wielki półmisek z pieczoną kaczką i westchnęła. Za chwilę mieli zjechać synowie z żonami.

Niedawno ożenił się młodszy, ślub był cichy, bez wystawnych uroczystości. Dzisiaj młodzi podobno już tak robią. Ona sama świętowałaby hucznie, choć z mężem, świętej pamięci Stanisławem, tylko do urzędu poszli. Nawet obrączki udało się kupić dopiero rok później dwa cieniutkie złote kółka. Dla dzieci chciała prawdziwej uroczystości, ale rozumie teraz są inne czasy.

Ma tylko jeden mankament jest jakaś taka zawsze wyglancowana! nieśmiało przyznała kiedyś Janina. Ale synowa już postanowiła z nią o tym porozmawiać.

Weronika, synowa, była właściwie sympatyczną dziewczyną. Od kiedy pojawiła się w ich życiu, jej syn Maciek bardzo się zmienił. Pomogła mu znaleźć dobrą pracę, wspierała, namawiała, by się rozwijał. Do trzydziestki żył na gotowe, niewiele go interesowało, Janina się już trochę martwiła. Ale wszystko się ułożyło.

Była tylko ta jedna rzecz: Weronika dbała o siebie aż nadto, według teściowej. Chodziła do fryzjera, robiła manikiur, masaże, wizyty u kosmetyczki. Ile to kosztowało! A przecież mężatce, co ma rodzinę na pierwszym miejscu, nie wypada! Dzieci się pojawią zamiast butów dla chłopaka pójdzie na paznokcie?

Janina w życiu o sobie nie myślała, najpierw dzieci, potem mąż, zwłaszcza po jego odejściu, kiedy chłopcy choć dorośli wciąż potrzebowali wsparcia.

Jej rozmyślania przerwał dźwięk dzwonka przyjechała młodzież. Weronika weszła jak gwiazda. Włosy świeżo uczesane, manikiur nienaganny, makijaż ledwo widoczny, ale wszystko idealnie.

Weroniko, jakaś śliczna! zawołała Janina szczerze, choć w głosie pobrzmiewała pewna nuta niechęci. A kostium nowy?

Kupiłam wczoraj! uśmiechnęła się synowa. Dostałam solidną premię w pracy.

Lepiej by te pieniądze odłożyć nie mogła się powstrzymać Janina. Każdą premię, trzynastkę, dorobione grosze zawsze na czarną godzinę! Zobaczysz, jeszcze się przyda.

Weronika nic nie powiedziała. Lubiła swoją teściową, szanowała ją prosta kobieta, wszystko oddała rodzinie. Ale w sercu sądziła, że czarna godzina przychodzi tam, gdzie się do niej szykuje przez całe życie.

Wieczór upłynął nawet miło, choć teściowa kilkakrotnie z delikatnością próbowała poruszyć temat zbędnych wydatków. Weronika domyśliła się, że aluzje dotyczą jej.

A kiedy pani ostatnio robiła sobie manikiur, pani Janino? nie wytrzymała w końcu.

Ja…? zająknęła się matka Maćka. Nigdy, właściwie. W domu coś tam podpiłuję, żeby było czysto. I tyle wystarczy.

Reszta nie zwróciła uwagi na tę krótką wymianę zdań. Ale Weronice zrobiło się przykro. Jak to tak? Wychować dwóch synów, którym teraz powodzi się całkiem nieźle, i żałować na siebie cokolwiek?

Maciek, twoja mama w ogóle coś dla siebie robi? spytała go w drodze powrotnej.

Hmm… Gotuje, popatrz, jak nas ugościła. Telewizję ogląda, do sąsiadek wpada. Czemu pytasz?

Bo mam wrażenie, że niczego dobrego w życiu nie zaznała! Zabrałbyś ją do kina, do teatru, do restauracji…

Daj spokój, ona tego nie potrzebuje.

Weronika zamilkła. W myślach porównała teściową z własną mamą, która choć i jej nie przelewało się, pozwalała sobie na fryzjera, nowe sukienki, bilet do teatru, dla przyjemności.

Postanowiła, że teściowa musi choć raz w życiu doświadczyć czegoś dla siebie, nie siedzieć przed telewizorem czekając na wnuki, którym znów odda całą siebie.

Parę dni później zadzwoniła i długo namawiała Janinę, żeby wyszły razem na spacer, na kawę. A przy okazji, może wpadłyby do salonu kosmetycznego. Weronika planowała wizytę u kosmetyczki, proponując teściowej dowolny zabieg do wyboru.

Daj spokój przestraszyła się Janina. Poczekam na ciebie w poczekalni albo przed budynkiem.

Ale po co czekać? Godzina zleci od razu! Chodźmy choćby na manikiur i masaż dłoni.

Teściowa niechętnie, ale się zgodziła. Weronika zadzwoniła wcześniej do salonu, wszystko ustaliła.

Dziewczyny, proszę, przyjmijcie moją teściową najlepiej jak potraficie. Zaproponujcie jej delikatnie coś jeszcze pedikiur, maseczkę, co bądź. Jak zapyta o cenę, powiedzcie, że wszystko już zapłacone, niech tylko się relaksuje. Liczę na was! Może zostanie stałą klientką!

W ustalonym terminie Weronika przyprowadziła oporującą teściową do salonu i oddała w ręce specjalistów.

Ale tylko pół godziny, dobrze? dopytywała się ciągle Janina. I ile mam za to zapłacić?

Gdy sympatyczna kosmetyczka oprowadziła Janinę na zabieg, Weronika zasiadła w poczekalni z telefonem. Sobie nic na ten dzień nie planowała.

Mimo że był weekend, odpisywała na maile. Czas mijał.

Janina wróciła po dwóch godzinach, zrelaksowana, jak odmieniona. W salonie wiedzieli, co robią.

Weroniko, nie wiem, co mi tam zrobili, ale było cudnie! Kawę mi podali, herbatkę ziołową, wszyscy tacy mili. Ale drogo to musi być, prawda?

A dziś mam dzień poleceń! wtrąciła się pani z recepcji. Przyprowadzi pani kogoś nowego, a ta osoba ma gratis! Czyli dziś nic panią nie kosztuje.

Weronika i rozpromieniona Janina poszły do pobliskiej kawiarni. Janina upiła łyk cappuccino i z rozrzewnieniem spojrzała w okno.

Może ustalimy, że co jakiś czas razem wychodzimy na takie kobiece spotkania? zaproponowała Weronika. Dla stałych, są specjalne zniżki. Przecież pani się podobało?

Bardzo, przyznała teściowa. Nawet nie wiedziałam, że to takie przyjemne.

Trzeba było spróbować wcześniej!

Eh, wcześniej… Dzieci były małe, mąż wieczny oszczędnościowiec, nigdy nie pozwalał na wydatki dla siebie. Potem już się odzwyczaiłam.

Teraz jest okazja! Żeby mi dotrzymać towarzystwa, bo samej mi smutno.

No, to czasem można.

Od tej pory Janina coraz śmielej dbała o siebie razem z synową. Weronika z delikatnością odświeżyła jej garderobę, zawsze mówiąc, że coś kosztowało dużo mniej, niż naprawdę.

Namówiła, by zaprosić teściową do restauracji, poszli całą rodziną do kina. Na Boże Narodzenie Weronika podarowała Janinie karnet do teatru.

Ale się odmłodniałaś! chwaliły Janinę sąsiadki.

E tam, młodzież umie porwać człowieka za sobą uśmiechała się skromnie.

Rzeczywiście miała uczucie, że dopiero teraz, na emeryturze, jako mama dwóch dorosłych synów, zaczyna się jej prawdziwa młodość.

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

14 − sześć =

Synowa