Losy na szpitalnym łóżku – historia Dymitra, który wrócił do życia i miłości mimo ciężkiej choroby, …

PRZEZNACZENIE NA SZPITALNYM ŁÓŻKU

Proszę Pani, niech Pani weźmie i pielęgnuje go sama! Ja się do niego nawet podejść boję, a co dopiero łyżeczką karmić kobieta rzuciła torbę z jedzeniem na łóżko, na którym leżał jej chory mąż.

Spokojnie, Pani Anno! Mąż wyzdrowieje. Potrzebuje tylko starannej opieki. Pomogę panu Piotrowi stanąć na nogi jako pielęgniarz uspokajałem żonę gruźliczego pacjenta już nie pierwszy raz.

Piotra przywieźli w ciężkim stanie, ale rokowania były całkiem dobre. Pacjent chciał żyć, a to już połowa sukcesu. Szkoda tylko, że żona Piotra, Anna, nie wierzyła w polską służbę zdrowia. Wydawało mi się, że Anna już na starcie odżegnuje się od odpowiedzialności za męża.

Wyprzedzając fakty, powiem tylko, że syn Piotra i Anny Michał po latach również zachoruje na otwartą gruźlicę. Anna od razu postawi na nim krzyżyk. Jednak Michał wyjdzie z tego cało.

Pomimo diagnozy Piotr nie tracił humoru; żartował, śmiał się, chciał jak najszybciej opuścić oddział. W miasteczku, gdzie mieszkali z rodziną, nie było specjalistycznego szpitala, przez co Anna rzadko odwiedzała męża. Było mi szkoda tego młodego faceta. Wyglądał na zaniedbanego, był w starych spodniach i swetrze.

Piotrze, nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli przyniosę Ci jakieś rzeczy od siebie? Widzę, że nawet kapci nie masz, cały czas w butach chodzisz. Przyjmiesz ode mnie paczkę? próbowałem zażartować.

Od Ciebie, Łukaszu, nawet truciznę wziąłbym jako lekarstwo. Ale proszę, nic mi nie przynoś. Daj mi tylko wyzdrowieć, a potem… Piotr uśmiechnął się, chwytając mnie za rękę.

Delikatnie wyswobodziłem dłoń i wyszedłem z pokoju.

Serce waliło jak oszalałe. Czyżbym się zakochał? Nie chcę rozbijać czyjejś rodziny, to grzech. Nic dobrego z tego nie będzie. Na cudzym nieszczęściu Ale serce nie zna zakazów. Skoczyć na główkę

Coraz częściej odwiedzałem salę Piotra, długo z nim rozmawiałem. Nocne dyżury ciągnęły się w nieskończoność, a rozmowy bywały szczere, prawdziwie poruszające. Bezwiednie przeszliśmy na „ty”.

Piotr miał pięcioletniego syna.

Mój Michałek wygląda jak mama. Wiesz, Łukaszu, kiedyś bardzo kochałem Annę. Wszystko dla niej robiłem, nieba bym jej przychylił. Anna była i jest ognistą, atrakcyjną kobietą, w łóżku istny żywioł. Ale ona kocha wyłącznie siebie. Nic na to nie poradzisz. Ten jej egoizm zżera mnie od środka, gorzej niż kwas. Nawet teraz, ty się mną zajmujesz, ktoś obcy westchnął ciężko Piotr.

Anię ciężko winić, daleko jej tutaj, niełatwo tak często dojeżdżać próbowałem ją tłumaczyć.

Daj spokój, Łukasz! Jak to mówią: żona kochała męża, miejsce w więzieniu kupiła. Do kochanków potrafi pędzić przez pół Polski, nie raz słyszałem Piotr stawał się coraz bardziej rozdrażniony.

Dobranoc, Piotrze. Pośpiesz się ze smutkami, wszystko się ułoży zgasiłem światło i cicho wyszedłem.

Cierpienie Piotra było oczywiste. Bezradnie leżał w szpitalu, a jego żona w tym czasie zaznawała przygód z innymi. Dla mrówki kropla wody to powódź, jak mówią.

Po tygodniu usłyszałem hałas w sali Piotra. Wbiegłem.

Żebyś mi tu więcej nie przyłaziła, dziwko! Wynoś się! Piotr wykrzyczał to swojej przerażonej żonie.

Anna uciekła jak strzała.

Co tu zaszło? zapytałem zaskoczony.

Piotr odwrócił się do ściany. Widziałem, jak drży pod kołdrą. Musiałem mu zrobić zastrzyk uspokajający.

Minął miesiąc. Anna ani razu nie przyjechała.

Piotrze, może zadzwonię do żony? spytałem nieśmiało.

Dzięki, Łukasz, nie trzeba. Rozwodzimy się z Anną powiedział Piotr spokojnie.

Przez chorobę? Daj spokój, przecież wracasz do formy zdziwiłem się.

Pamiętasz, jak wywaliłem Annę? Przyjechała tylko po to, żeby oznajmić mi, że ma kochanka. Chce mu pozwolić zamieszkać w naszym domu. Niby i tak wszystko niepewne, a w gospodarstwie brakuje męskiej ręki. Dach się psuje Piotr zamilkł.

Ale szok… tylko tyle zdołałem powiedzieć.

Na dodatek Anna pojawiła się wkrótce z jakimś mężczyzną. Piotr nie widział, ale ja z okna miałem wszystko jak na dłoni. Facet nerwowo palił papierosa na ławce przed blokiem. Anna po godzinie wybiegła, całus w policzek, rzuciła jakimś żartem, i razem zniknęli.

Piotrze, wypisują cię oznajmiłem.

Łukaszu, chciałbym zapytać… A zresztą, nie Piotr był zakłopotany.

Piotrze, zgadzam się. Przecież o to ci chodzi, prawda? pierwszy raz zebrałem się na odwagę.

Piotr otworzył się przede mną:

Łukasz, nie mam nawet gdzie wrócić. Mogę pomieszkać u ciebie? Z Anną wreszcie wszystko jasne. Wychodzi za mąż.

Ja mam dziecko. Jeśli je zaakceptujesz, możemy stworzyć fajną rodzinę wyznałem.

Dziecko nie problem, już je kocham Piotr popatrzył mi w oczy tak, że od razu poczułem ciepło w środku.

…Od tego czasu minęło wiele lat, wiele zim i wiosen.

Doczekaliśmy się z Piotrem dwójki wspólnych dzieci. Udało nam się stworzyć przytulny dom. Michał, syn Piotra, często przyjeżdża ze swoją rodziną. Moja córka z pierwszego związku mieszka za granicą. Szczerze mówiąc, żadnego ślubu nie było po prostu kiedyś się potknąłem, uwierzyłem w bajki młodego chłopaka. Rozpisał wspólne życie na pięciolinię, ale muzyka nigdy nie zabrzmiała. Nie żałuję.

Co do Anny wyszła potem jeszcze kilka razy za mąż, urodziła syna komuś z delegacji. Ten chłopak całe życie miał problemy psychiczne. Anna szczególnie nie przejmowała się synem, nie okazywała uczuć, była zimna. Dorastał sam, matce nie przeszkadzał. Kiedy Anna przeszła na tamten świat, trafił do domu pomocy.

My z Piotrem jesteśmy już staruszkami, ale kochamy się bardziej szczerze niż za młodu. Idziemy przez życie ramię w ramię. Każdy dzień, spojrzenie, oddech są nam coraz cenniejsze…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

16 − osiem =

Losy na szpitalnym łóżku – historia Dymitra, który wrócił do życia i miłości mimo ciężkiej choroby, …