Wyimaginowana przyjaciółka

Wyimaginowana przyjaciółka

Przy Agatce już trzeci dzień zbierał się tłum uczniów. Dziewczynka rozeszła się po całej szkole jako prawdziwa wróżka i doskonały psycholog. Każdy pragnął uszczknąć trochę jej mądrości. Czyhali na nią przy łazience, dosiadali się w stołówce, przynosili jej cukierki, zeszyty z zadaniami domowymi i inne drobne podarunki, które, ku zdziwieniu wszystkich, zawsze odrzucała.

Podoba mi się Dawidek z 5b. Myślisz, że mogłabym kiedyś z nim założyć rodzinę? zapytała z rozmarzeniem koleżanka, Magda.

Nie polecam. Dawidek tylko z pozoru taki porządny, a tak naprawdę dłubie w nosie i zjada, co tam znajdzie. Kłopotów z wyżywieniem mieć nie będziecie, ale na tym koniec. Całe życie tak przegrzebie, odpowiedziała Agatka, popijając herbatę i chrupiąc obwarzankiem.

Fuj! Ale obrzydliwe! To może Michał? On ma same piątki, uczy się grać na gitarze powiedziała, znowu się uśmiechając.

Michał znęca się nad kotami. Przywiązuje im puszki do ogonów i goni po podwórku. Będzie z niego twardziel, a do tego się rozpiłuje.

Czemu tak myślisz?

Widziałaś kiedyś gitarzystę niepijącego? I głowę sobie tym nie zaprzątaj, na wszystko masz jeszcze czas chłopaki nie uciekną. Lepiej się za matematykę zabierz i przestań obgryzać paznokcie, bo jeszcze robaki ci się zalęgną.

Ja nie mam przyjaciół. Wszyscy mówią, że jestem gruby i nigdzie mnie nie zapraszają, poskarżył się Paweł z 4c, odpychając zakochaną Magdę tak, że aż się przetoczyła po ławce.

W środę zaczynają się zapisy na judo. Zgłoszenie możesz zostawić u wuefisty. Schudnąć raczej nie schudniesz, ale już cie gorzej przezywać nie będą. A ty swoją przyszłą żonę tak więcej nie wyganiaj.

Agatka wstała od stołu i zaniosła tackę do zmywaka.

Gagatko, jak myślisz, lepiej iść w tym roku na kurs prawa jazdy czy poczekać do następnego? zagadnęła niby od niechcenia nauczycielka geografii, pani Helena.

Pani Heleno, żeby robić kurs, trzeba mieć samochód, a u pani w garażu tylko stara skoda po ojcu. Widać różnicę?

Chyba tak…

Agatka przewróciła oczami i myjąc ręce, dopowiedziała:

Sprzedajcie tego gruchota, za to kupcie lepiej rower i spodenki, bo za dwa miesiące i tak będzie pani podwożona do pracy. A tak w ogóle proszę rozważyć wziąć kredyt hipoteczny teraz są bardzo korzystne warunki, a mieszkanie z rodzicami w wieku trzydziestu pięciu lat to nie przystoi. To pani radzę jako ktoś, kto zna życie.

Wzbudzając podziw współpracowników, Agatka skierowała się do swojej klasy na ZPT.

W ciągu czterdziestu minut, gdy koleżanki ćwiczyły wciąganie nitki w igłę w maszynie, Agatka zacerowała przyniesione z domu spodnie, zwęziła spódnicę i na szydełku zrobiła parę skarpet, które podarowała pani od ZPT, mówiąc, że w ciąży trzeba dbać o ciepłe stopy. Nauczycielka od razu wybiegła z lekcji i pobiegła do apteki po test. Następnego dnia cała klasa zajadała się pysznym tortem czekoladowym, którym nauczycielka podziękowała Agatce.

W domu Agatka też zachowywała się inaczej. Skrzyczała mamę za kupny zmielony mięso i własnoręcznie ulepiła pierogi. Wieczorem zamiast oglądać YouTube, zabrała się za lekturę Trzech muszkieterów i szeptała coś pod nosem do niewidzialnego rozmówcy. Ojciec spoglądał na nią zza komputera, aż sama zwróciła mu uwagę, że się garbi. A tak w ogóle, niechby się zamiast wleźć po brudnych stronach, lepiej wybrał i wytrzepał dywan.

Po szkole rozchodziły się plotki, nauczyciele zaczęli się niepokoić i zażądali wizyty szkolnego psychologa. Wyznaczono sesję. W trakcie lekcji zebrała się cała rada nauczycielska, nie zabrakło i dyrektora.

Agatko, kochanie, czy ktoś cię w szkole prześladuje? zapytał okulista z modną brodą.

Najbardziej prześladuje mnie świadomość, że na szkołę były przeznaczone duże pieniądze, a do sali gimnastycznej kupili tylko starego kozła i półtora metra liny.

Wszyscy spojrzeli na dyrektora, który nagle przypomniał sobie o pilnym spotkaniu i ulotnił się przez okno.

Nie masz przyjaciół?

Przyjaźń to pojęcie względne, odpowiedziała Agatka z lekką nudą, kręcąc w palcach warkoczyki. Dziś biegacie razem w berka, a jutro twoja przyjaciółka tłucze naczynia u ciebie w domu, podczas gdy ty wypełniasz PITy.

Co za PITy, jakie naczynia? Kto ci to wszystko nagadał?

Moja przyjaciółka.

No to tu tkwi problem! Możesz ją zaprosić tutaj?

Ale ona już tutaj jest, odparła Agatka spokojnie, wywołując popłoch wśród zebranych.

My jej nie widzimy. Jak się nazywa?

Stanisława Kalinowska.

O rany, ile ona ma lat?

Siedemdziesiąt.

Co jeszcze ci mówi?

Że zęby trzeba myć od dziąseł, że pies z naszego bloku nie jest groźny, tylko przestraszony i głodny, że o rodzinę trzeba dbać. No i mówi, że komuś tutaj źle naliczano przez ostatnie pięć lat podatek od nieruchomości. Trzeba iść do urzędu i poprosić o przeliczenie według wartości rynkowej, bo dotąd liczono od wartości katastralnej.

Psycholog pilnie wszystko notował, zwłaszcza ostatnie zdanie zaznaczył podwójnie.

Na koniec przez głośnik wezwano rodziców, którzy byli wtedy w pracy.

No chwileczkę! krzyczał do słuchawki zdenerwowany ojciec. Tak nazywała się moja mama! Umarła dziesięć lat temu.

W gabinecie rozległy się westchnienia i ciche modlitwy.

No właśnie, dziesięć lat minęło, a nikt nawet nie zajrzał na grób. Zarośnięty trawą, ogrodzenie pochyłe, mruknęła z wyrzutem Agatka.

No, ja… chciałem, ale jakoś się nie złożyło… wydukał zawstydzony tata.

Sesja się skończyła.

Następnego dnia cała rodzina wybrała się na cmentarz. Agatka nigdy nie widziała babci, znała ją tylko z krótkich opowieści ojca. Grób odnaleźli nie od razu, marmurowe pole rozrosło się od czasu, gdy jeszcze był tu sosnowy las.

Dziewczynka przywiozła bukiet żółtych tulipanów i wsadziła w przeciętą plastikową butelkę. Ojciec poprawił płot, mama wypieliła zielsko.

Tato, babcia mówi, że jesteś dobrym człowiekiem, tylko za bardzo się zakopujesz w pracy i internecie, przez co nie masz czasu ani dla siebie, ani dla mnie.

Tata poczerwieniał ze wstydu i kiwnął głową.

Powiedz jej, że się poprawimy, pogładził córkę po głowie, a chwilę potem zdjęcie na nagrobku.

Teraz już będzie miała spokój i nie pojawi się więcej, choć bardzo będę za nią tęsknić, bo była bardzo dobra, wesoła i mądra.

To prawda. Babcia była wspaniała i przejrzała każdego na wylot. Coś jeszcze chce ci przekazać?

Tak, mówi, że twoja dieta ogórkowa to totalna bzdura, jak chcesz schudnąć idź na siłownię. I że otwieranie konta walutowego to był głupi pomysł trzeba było przeliczyć wszystko jak należy. No i ten tani beton, który zamówiłeś do wylania fundamentów pod altankę…

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

osiemnaście − 13 =

Wyimaginowana przyjaciółka