Drugi mąż okazał się prawdziwym dżentelmenem – Filip nie żałował wydatków na mnie i mojego syna, oka…

Mój drugi mąż okazał się być faktycznie człowiekiem z krwi i kości, zupełnie nieoszczędzającym na zakupach dla mnie i mojego syna

Kiedyś mawiano: Jak się powiedziało a, trzeba powiedzieć be, czyli: ślub raz na zawsze, a potem razem na dobre i na złe, aż do starości. Dopiero teraz wielu ludzi pojęło, że szkoda czasu na faceta, który nie dość, że nie dba, to jeszcze uważa, że codzienne narzekanie czy bycie nieobecnym to znak wielkiej miłości. No cóż, trwanie przy iluzji szczęścia, żeby tylko zachować pozory, to chyba nie jest najlepszy plan na życie. Niestety, czasem rozstania przychodzą z hukiem i kto na tym cierpi najwięcej? Dzieci, rzecz jasna.

A jak było u mnie? Męża postanowiła zainteresować inna kobieta, więc spakował walizki i tyle go widziałam. A ja zostałam jak ta sierotka Marysia z rocznym synkiem pod pachą. Powiedział mi prosto w oczy, że już mnie nie kocha. Byliśmy małżeństwem sześć lat. Nie było źle, wiadomo czasem trzaskałam drzwiami, czasem on wychodził z kolegami na piwo, ale żyło się. Po urodzeniu syna zaczął jakby znikać preteksty typu idę do sklepu zamieniały się w wieczorne nieobecności. Miałam przeczucie, ale łudziłam się, że się mylę. Aż tu pewnego poranka cześć, pa, zniknął.

Minęło z pół roku i na mojej drodze pojawił się drugi mąż, Wojciech. O rany, co za facet! Troskliwy, serdeczny jakby wyciągnięty z poradnika idealny mąż dla początkujących. Już na drugiej randce, gdy odprowadzał mnie do domu, zapytał nieśmiało, czy nie chciałabym wstąpić po drodze na zakupy. Sami wiecie, jak to jest człowiek by chciał, ale trochę głupio. On jednak sam zabrał się za wózek, wrzucił pampersy i butelki do koszyka. Potem bez mrugnięcia okiem zapłacił przy kasie.

Trochę mnie to skrępowało nie przywykłam, żeby ktoś się troszczył nie dla własnej korzyści. Ale Wojciech po prostu szczerze chciał pomóc. Później nawet poprosiłam go kiedyś, żeby kupił trochę mięsa mogłam pozwolić sobie na takie luksusy tylko od święta. Całą pensję pożerał kredyt na mieszkanie zostawało tylko na chleb, mleko i najtańszą wędlinę. Gdy zaciągaliśmy kredyt, wydawało się, że razem damy radę. No cóż, rzeczywistość okazała się mniej łaskawa.

I wyobraźcie sobie moją reakcję, gdy Wojciech powiedział: Kochana, weź w sklepie wszystko, czego ci trzeba. Naprawdę się popłakałam. Nikt wcześniej tak mi nie pomógł! Jak typowa Polka wzięłam tylko to, co niezbędne żadnych czekoladek, żadnych owoców. Ale on dorzucił do koszyka czekoladę Wedla i kilogram pomarańczy. Potem przyszedł do mnie z dwiema wielkimi siatami zakupów.

Zaczęliśmy spotykać się coraz częściej i powiem wam szczerze Wojciech z każdym dniem tylko utwierdzał mnie w przekonaniu, że jest złotym człowiekiem. Wiedziałam już, że w razie potrzeby odda ostatni grosz a nawet ostatni placek drożdżowy! W końcu przekonał mnie i zdecydowaliśmy się na ślub. Teraz mogę powiedzieć, że mam świetnego męża i fantastycznego ojca dla mojego syna.

Nauczyłam się na własnej skórze, że obietnice typu Będę cię kochał wiecznie są warte tyle, ile paczka chipsów po imprezie. Najważniejsza jest zwykła troska i odrobina uwagi. Bez tego nawet największe serce długo nie pociągnie. Kiedy ktoś się o ciebie troszczy, czujesz się bezpieczna, a miłość przychodzi jakby mimochodem. Teraz, z Wojciechem, czuję, że mam u boku człowieka, na którym mogę polegać. To się nazywa prawdziwe szczęście!

Miałam wyjątkowego farta, trafiając na takiego Wojciecha. Pamiętajcie nie każda z nas marzy o brylantach i apartamentach z widokiem na Wisłę. Większość kobiet chce po prostu być szanowana, wysłuchana i doceniona.

Dziewczyny, dbajcie o siebie i wybierajcie mądrze bo drugich połówek nie rozdają w promocji!

Oceń artykuł
Dodaj komentarze

;-) :| :x :twisted: :smile: :shock: :sad: :roll: :razz: :oops: :o :mrgreen: :lol: :idea: :grin: :evil: :cry: :cool: :arrow: :???: :?: :!:

18 + 13 =

Drugi mąż okazał się prawdziwym dżentelmenem – Filip nie żałował wydatków na mnie i mojego syna, oka…