Jak ona mogła?! Nawet nie zapytała! Nie poradziła się! Trzeba mieć tupet, żeby wejść do czyjegoś mieszkania i zachowywać się jak u siebie! Zero szacunku! Boże, czym sobie na to zasłużyłam? Całe życie się z nią użerałam, a oto moja wdzięczność! Ona mnie w ogóle nie szanuje! Łzy napłynęły mi do oczu, z trudem je otarłam. Jej się moja egzystencja nie podoba! Niech lepiej spojrzy na siebie! Siedzi w tej swojej kawalerce i myśli, że złapała szczęście za nogi. Ani porządnego męża, ani konkretnej pracy jakaś praca zdalna. Z czego ona żyje? A jeszcze ma czelność mnie pouczać! Ja już dawno zapomniałam o rzeczach, o których ona dopiero zaczyna myśleć!
Ta ostatnia myśl aż poderwała mnie z fotela. Poszłam do kuchni, nastawiłam czajnik i podeszłam do okna.
Patrząc na panoramę świątecznego, rozświetlonego Warszawy, znowu się rozkleiłam:
„Wszyscy ludzie szykują się do Sylwestra, a ja żadnego święta nie czuję Sama jak palec”
Czajnik zaczął gwizdać. Byłam tak pogrążona we wspomnieniach, że nawet tego nie zauważyłam
Miałam dwadzieścia lat, gdy mama, mając czterdzieści pięć, urodziła moją siostrę.
Byłam w szoku po co jej na stare lata tyle zachodu?
Nie chcę, żebyś została sama na świecie tłumaczyła mama. Siostra to ogromny skarb, zrozumiesz to kiedyś.
Ja już teraz rozumiem mruknęłam wtedy obojętnie, tylko pamiętaj: nie będę się nią zajmować. Mam swoje życie.
Już nie masz tylko swojego życia mama uśmiechnęła się tajemniczo.
I te słowa okazały się prorocze. Miała trzy lata, gdy odszedł tata, a zaraz potem mama
Cała opieka nad małą Agnieszką spadła na mnie. Stałam się jej matką. Przez lata wołała na mnie „mama”.
Nigdy nie wyszłam za mąż nie przez siostrę, po prostu nie pojawił się ten jedyny, który mógłby zdobyć moje serce. A może zwyczajnie nie miałam okazji go spotkać? Dom, praca, siostra, dom, praca, siostra
Musiałam bardzo szybko dorosnąć po śmierci rodziców. Całe moje życie poświęciłam Agnieszce: wychowałam ją, wykształciłam.
A dziś Agnieszka jest już dorosła. Mieszka sama. Planuje ślub.
Często mnie odwiedza. Jesteśmy sobie bliskie, choć różnimy się jak ogień i woda wiek, charakter, spojrzenie na świat.
Ja jestem strasznie oszczędna. Moje mieszkanie od lat przypomina składzik pełno w nim rzeczy, których już dawno nie używam. Gdzieś w kącie leży szlafrok, który nosiłam jeszcze dekadę temu, gdy byłam dużo szczuplejsza, a na półce dokumenty z opłatami sprzed dwudziestu lat.
Na kuchni zbiera się kolekcja obtłuczonych kubków, garnków z wyszczerbioną emalią, patelni bez uchwytu. Już ich nie używam, ale szkoda wyrzucić a nuż się przydadzą?
Remontu nie robiłam od lat nawet drobnego. Nie z braku pieniędzy, po prostu tapety są całe.
Moja skłonność do oszczędzania na sobie i komforcie wszystko z myślą o siostrze odcisnęła piętno.
Agnieszka jest zupełnym przeciwieństwem: wesoła, dynamiczna. U niej w mieszkaniu panuje minimalizm nie ma żadnych zbędnych rzeczy.
Ma nawet zasadę: „Jeżeli czegoś nie użyłam przez rok, czas się tego pozbyć”.
Dlatego u niej powietrze pachnie świeżością, a wnętrze tchnie przestrzenią.
Ile razy proponowała mi:
Zróbmy u ciebie remont. Przy okazji zrobimy generalne porządki, bo niedługo sama się tu nie zmieścisz.
Niczego nie wyrzucę i nic nie chcę zmieniać odpowiadałam. Remont niepotrzebny.
Jak to niepotrzebny? Spójrz na ten przedpokój! Tapety pamiętają czasy PRL-u! Człowiek wchodzi i ma wrażenie, że zszedł do piwnicy. Te sterty gratów wysysają energię, nawet nie wiesz jak bardzo! przekonywała Agnieszka.
Odpierałam jej sugestie raz za razem. W końcu postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i zrobić mi niespodziankę może sama zobaczę różnicę?
Wybrała do metamorfozy przedpokój, bo tam było najmniej mebli i rupieci.
Na tydzień przed Sylwestrem, gdy miałam całą noc dyżuru (pracuję zmianowo), Agnieszka z narzeczonym przyszli do mojego mieszkania (od lat mamy klucze do siebie) i położyli nowe tapety: zamiast ciemnych, bure ściany stały się jasnozielone ze złotawym wzorem.
Wszystko poukładali jak było, bo naruszać moich rzeczy Agnieszka się bała, i poszli.
Nieświadoma niczego, weszłam do mieszkania i aż wyszłam na klatkę sprawdzić numer drzwi.
Wszystko się zgadza
Weszłam z powrotem.
W jednej chwili wszystko zrozumiałam.
Agnieszka!
Jak ona mogła?!
Zadzwoniłam natychmiast, zrugałam ją od A do Z i odłożyłam słuchawkę.
Po pół godzinie Agnieszka sama przyszła.
Kto ci kazał?! warknęłam.
Aniu, to miał być tylko miły prezent. Spójrz, jak jest czysto, jasno, przestronnie tłumaczyła się Agnieszka.
Nie waż się więcej rządzić się w moim domu! nie mogłam się uspokoić.
Obrzuciłam ją morzem przykrych słów.
W końcu nie wytrzymała:
Dość. Żyj sobie w swoim bałaganie jak chcesz. Mojej nogi tutaj więcej nie postawię!
Co, prawda w oczy kole? Biegniesz?
Szkoda mi cię powiedziała cicho i wyszła…
Odeszła i od tygodnia nie dzwoni. Nigdy jeszcze się tak długo nie gniewałyśmy. A tu jeszcze Sylwester za pasem. Czy naprawdę spędzimy go osobno?
Wyszłam do przedpokoju i przysiadłam na krzesełku.
„W rzeczywistości jest teraz o wiele więcej miejsca pomyślałam. I wyobraziłam sobie, jak Agnieszka z Pawłem kleili tapety, jak się starali, żeby nie było pęcherzyków, jak czekali aż się zdziwię. Czego ja się tak wściekłam? Jest przecież dużo lepiej. Jaśniej. I na duszy jakby pogodniej. Może ona jednak miała rację?”
Niespodziewanie zadzwonił telefon…
Aniu w głosie Agnieszki czułam łzy przepraszam cię. Nie chciałam cię zranić. Naprawdę chciałam, żebyś się ucieszyła
Oj, kochanie, ja już się wcale nie gniewam łzy wzruszenia ścisnęły mi gardło. I nie masz za co przepraszać tapety są piękne. Po świętach zaczniemy przepakowywać moje graty, jeśli się zgodzisz.
No jasne, że pomogę! Z radością! A dziś? Ten dzień Nie wyobrażam sobie Nowego Roku bez ciebie
Ja też nie
To się zbieraj! U nas wszystko gotowe jest żywa choinka, lampki, świeczki. Tak jak lubisz. I nic nie kupuj, do sklepów nie leć, wszystko już mam. Mimo wszystko wierzyłam, że będziemy razem świętować. Kieruj się spokojnie, Paweł po ciebie przyjedzie.
Podeszłam jeszcze raz do okna. Teraz patrzyłam na świąteczną Warszawę zupełnie innymi oczami.
Patrzyłam i w duchu szeptałam: „Dziękuję ci, mamusiu Za siostrę”



